, Anna Siemomysła

Gliwiczanie w Ziębicach i okolicach

2011-07-02
2011-07-18 14:46:58
Avatar użytkownika
Anna Siemomysła 6623 kilometrów

Weekend z przyjaciółmi - offroadowa przejażdżka po Kotlinie Kłodzkiej.

Dolny Śląsk niezmiernie nas pociąga. Bez kłopotu zatem daliśmy się namówić znajomym z Wrocławia na wycieczkę poza asfaltem po Kotlinie Kłodzkiej. Oczywiście największym problemem było znalezienie wolnego weekendu, lecz i to w końcu się udało. Z pogodą trafiliśmy, przynajmniej w sobotę, ze względu na ulewny deszcz nie dało się natomiast przespacerować po Wrocławiu, choć próbowaliśmy w niedzielę twardo.



Wybraliśmy się w trzy Land Rovery trasą dostępną w niepozbawionym małych błędów przewodniku off-roadowym BF Godricha (ale co to dla nas, oczywiście, że sobie poradziliśmy!).

Ziębice

My przyjechaliśmy na nocleg do Ziębic już w piątek. Wrocławianie podjechali do nas w sobotę. Wcześniej o poranku wyciągnęłam córę naszych gospodarzy - Zuzę lat naście na zwiedzanie Ziębic - kto mógłby być lepszym przewodnikiem?

Przeszłyśmy uliczkami, po których przemykali mieszkańcy spieszący na poranne sobotnie zakupy, z ulicy Kolejowej w kierunku kościoła pw NMP i św. Jerzego, którego wieża zafrapowała mnie już wczoraj. Na tabliczce umieszczonej na kościele, czytamy, iż powstał on w miejscu starszego romańskiego kościoła wzniesionego przed rokiem 1250. Jego część zachodnia jest wczesnogotycka z II połowy XIII wieku i stanowi pierwsze założenie dwunawowe na Śląsku, natomiast wschodnia i trójnawowa, późnogotycka wraz z kaplicą św. Jerzego pochodzi z przełomu XIV i XV wieku. Na bryłę kościoła składają się także kaplica Mariacka z I poł. XV wieku oraz wolnostojąca wieża również z XV wieku. Po drodze do kościoła uwagę moją zwraca załamana kamienica, budynek poczty z datą 1886 widoczną na attyce oraz latarnie z figurkami gołębi podtrzymującymi jakby świetlne kule. Udało nam się też wejść do środka - akurat Pani Śpiewająca i Grająca Na Gitarze - znajoma mej przewodniczki - miała próbę. Nielegalne zdjęcia wykonywane w pośpiechu zdecydowanie nie oddają piękna bogatego wnętrza, które naprawdę warto zobaczyć. Obok kościoła stoi Budynek Szkoły Parafialnej wybudowany w 1565 roku. Szkoła mieściła się w nim do roku 1881, a była najstarszą szkołą w Ziębicach. Sgraffita, które można obecnie na nim podziwiać pochodzą z 1925 roku i przedstawiają ważne dla Ziębic wydarzenia oraz śląskich patronów. Wcześniejsze przedstawiały wzory geometryczne i zatarł je czas.

Teraz przemykamy pod Bramę Paczkowską - stoi ona ponad ulicą Grunwaldzką i każdy wjeżdżający do miasta od strony Paczkowa, czy też Ząbkowic Śląskich wpada na nią znienacka i z pewnością się zachwyca. Brama jest wiekowa, kamienna i sprawiająca wrażenie silnej. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą z 1324 roku, lecz swój obecny kształt, z ceglanym stożkowatym hełmem, na którego szczycie siedzi lew otrzymała w 1491 roku. Z Zuzą robimy jej na zmianę mnóstwo zdjęć, bo przecież jest tego warta!



Teraz kierunek rynek. Tutaj podziwiam ustawiony na środku ratusz i ryty w tynku obraz na budynku obok, przedstawiający jak dla mnie miejskie uciechy, a także kamieniczki z ciekawymi attykami. W ratuszu jak informuje mnie Pani Przewodnik znajduje się arcyciekawe Muzeum Gospodarstwa Domowego między innymi z unikatową kolekcją żelazek. W sobotę jest nawet wstęp wolny, lecz niestety dopiero od 12 w południe, my natomiast zaplanowaliśmy wyjazd w teren na 9 - 9:30. W pozostałe dni (poza poniedziałkiem - nieczynne) za wstęp płaci się 5zł bądź 2,50zł zależnie od tego czy jesteś dorosłym czy dzieckiem.

Muszę jeszcze obejrzeć mury mijskie - przechodzimy więc za kamienice po drugiej stronie rynku, po drodze znów ciekawostka - kościół ewangelicki, który stał się salą gimnastyczną pobliskiej szkoły... czy zabrakło ewnagelików w Ziębicach, którzy by o niego walczyli? czy potrzeby młodzieży były ważniejsze?

Mury miejskie obecnie wydają się dość niskie, lecz wciąż wyglądają mocarnie. Na jednej z wnęk przysiadł niewielki drewniany (?) orzeł.

Teraz już powoli wracamy do domu, przechodzimy w pobliżu parku miejskiego, mijamy ziębickiego orlika, na którym Zuza wyżywa się grając namiętnie w kosza. Na koniec Pani Przewodnik ma dla mnie zadanie - to ja mam zaprowadzić nas z powrotem pod dom... na szczęście mi się udaje!

Razem z nami podjeżdżają Wrocławianie w liczbie sztuk trzech - a więc pakujemy się i w drogę!!!

Na początku ziębicki gospodarz wiezie nas obok kamienicy, w kótrej mieszkała swego czasu Edyta Górniak, a potem obok drugiego Orła - tym razem jest to ogromny posąg na wzgórzu w połaudniowo-wschodniej części miasta sterczący pond ulicami Parkową i Górną, którego ciężar powoduje ponoć pękanie okolicznych domów.

Teraz przez Ząbkowice Śląskie, gdzie zwlaniamy na chwilę, przejeżdżając przez rynek, aby sfotografować Krzywą Wieżę dojeżdżamy do Jodłownika. Tutaj zaczyna się według naszego przewodnika trasa, tyle, że zdaje się mamy tu pierwszy błąd - droga przed/za leśniczówką, cóż za drobna różnica ;)

Drogą z pięknymi widokami, pomiędzy polami, lasami i Górami Sowimi docieramy do Srebrnej Góry - miejscowości ciągnącej się wzdłuż stromej doliny, na wysokości między 400 a 600 m n. p. m. Tutaj wznosi się największa górska twierdza w Europie - wybudowana przez Prusaków w XVIII wieku Twierdza Srebrnogórska z jej 5 fortami. Największy z nich - Donjon, można zwiedzać, lecz my zostawiliśmy to sobie na inną okazję. Teraz , nadal pozostając poza asfaltem, kierujemy się na Bardo. Tuż po wyjechaniu z miasteczka Srebrna Góra robimy sobie piknik - domowe kanapeczki i słodkie przekąski nabyte w piekarni na ulicy Kolejowej w Ziębicach krzepią nas na ciąg dalszy wycieczki - zwłaszcza polecam ciastka półfrancuskie z nadzieniem z czarnej porzeczki - miodzio! W pewnym momencie na naszej drodze stają nieprzebyte chaszcze określone w przewodniku jako "odcinek dla aut off-roadowych: błoto, koleiny, krzaki". Dzielnie się przez nie przebijamy by w końcu wydostać się na szutrową drogę, a potem na asfalt. Na chwilę rozstajemy się z przewodnikiem i prowadzeni przez tatę Zuzy wjeżdzamy na miejsce zabaw okolicznych off-roadowców (może to nieczynna kopalnia pasku?), teraz asfaltem dojeżdżamy do wsi Dzbanów, w której moją uwagę zwraca kamienna stella. Tu próbujemy ponownie wjechać na szlak, lecz docieramy jedynie do pola kukurydzy i musimy się wycofywać. Postanawiamy więc zajechać na Pilce - teren na którym kiedyś znajdowała się wieś o tej nazwie zlikwidowana po powodzi w 1997 roku. Jest to teren organizowanego dorocznie rajdu Pilce. Dziś jednak odbywają się tu zawody wędkarskie, którym nie zamierzamy przeszkadzać.

Jako że wszyscy członkowie grupy wycieczkowej są już poważnie głodni, postanawiamy zatrzymać się na obiadek - restauracja Boguszyn w miejscowości o tej samej nazwie (przy głównej drodze nr 8 z Wrocławia do Kłodzka) polecana przez tubylców znakomicie koi nasze żołądki - mój za pomocą placka po węgiersku, a Romkowy pierogów ruskich.

Co dalej? Przecież dzień jeszcze młody - ledwie 17 się zbliża. Ruszamy zatem do Kłodzka, może zdążymy na twierdzę?

Byliśmy tam co prawda całkiem niedawno, bo w zeszłym roku, lecz twierdza zawsze pozostanie interesująca nawet za 127 razem ;)

Przejeżdżamy przez stare centrum, podziwiając odnowione wreszcie kolorowe kamieniczki - między innymi tę słynną - wilka, ktory w czasie powodzi w 1997 roku napił się wody i parkujemy na niedrogim parkingu w pobliżu rynku (ponad 2 godziny kosztują nas tylko 6zł). Przechodzimy pięknym gotyckim mostem, podobnym do Mostu Karola w Pradze, tylko o wiele mniejszym i zastanawiamy się co dzieje się z korytem rzeki (już w domu Tato Romka przekaże nam informację, iż mają po nim po renowacjach pływać gondole... czy tak się rzeczywiście stanie? zobaczymy!)

Po dotarciu na twierdzę, okazuje się, iż zdążyliśmy na ostatnie wejście - (od kwietnia do października twierdza czynna jest od 9:00 do 15:00, a w pozostałych miesiącach od 9:00 do 15:00). Jest ono skrócone do części naziemnej, a więc kosztuje po 10zł od osoby dorosłej i 8zł od nieletniej. Za całość zapłacilibysmy odpowiednio 16 i 12zł. Ponadto od naszego ostatniego pobytu zmieniła się forma zwiedzania - wtedy zwiedzaliśmy indywidualnie, teraz jest to możliwe jedynie z przewodnikiem (grupy tworzone na bieżąco z indywidulanych turystów wchodzą mniej więcej co 30 minut) - jest on zawsze przebrany za pruskiego żołnierza z okresu wojen napoleońskich, a twierdza jest jego pasją - tak było z naszymi przynajmniej - jeden opowiadał o całościowej historii twierdzy, drugi prezentował broń skałkową, jakiej wtedy używano - włącznie z wystrzałem, który osoby o słabszych nerwach nieźle wystraszył. Bardzo, ale to bardzo mi się to podobało! Możliwe jest to dlatego, że twierdzą opiekuje się między innymi założony w 2005 roku 47 Pruski Pułk Piechoty. Romek wraz z jeszcze jednym zwiedzającym tak bardzo przypadł przewodnikowi do gustu poprzez zadawane niezliczone pytania i słuchanie z wyrazem głodego wiedzy uczniaka, iż ten zabrał ich na koniec, do części twierdzy nie przeznaczonej do regularnego zwiedzania. Reszta naszej ekipy czekała potulnie na dole, a mnie skoro mąż został "siłą wcielony" zaproponowano zostanie markietanką ;) Wesołe towarzystwo nie ma co! Romek stwierdził potem, że jedziemy znów w tym roku na rekonstrukcję bitwy w Koźlu, bo on musi sobie jeszcze pogadać z tym przewodnikiem.

Na tym kończymy intensywną lipcową sobotę - oby takich jak najwięcej!

Avatar użytkownika
Anna Siemomysła 6623 kilometrów

Komentarze

Avatar użytkownika
mokunka 220737 kilometrów
2011-08-25 15:18:06

Ziębice jedno z ciekawych dolnosląskich miasteczek.Mnie oprocz-rzecz jasna bramy, murów , ryneczku i muzeum bardzo podobał sie park miejski i tzw "zameczek wodny"czyli stare wodociagi własnie w takowym parku .pozdrawiam :)))

Avatar użytkownika
Anna Siemomysła 6623 kilometrów
2011-07-21 07:27:55

To zupełnie tak jak z oglądaniem Twoich zdjęć - zawsze! :D

Avatar użytkownika
Adam Prończuk 16443 kilometrów
2011-07-19 00:01:56

Bardzo dobrze się czyta Wasze realacje z wyprawy. (jak zawsze). Pozdrawiam