Tatry, EmiZtg

Trzy dni w Beskidzie Sądeckim

miejska, łatwa, rodzinna, górska, tania
2019-09-20
2019-10-30 22:17:44
Avatar użytkownika
EmiZtg 17981 kilometrów

W tym rejonie byłam pierwszy raz. Założyłam plan minimum ze względu na przewlekłą kontuzję, więc żadnego długiego maszerowania po górach nie brałam nawet pod uwagę. Zamiast tego zajrzałam do Krynicy i Piwnicznej, Starego Sącza i Rytra, zdobyłam Eliaszówkę, najwyższy szczyt Gór Lubowelskich, czyli Beskidu Sądeckiego po słowackiej stronie, napatrzyłam się na Tatry z łąk niedaleko Starej Lubowli, odwiedziłam słowackie sanktuarium maryjne i lubowelski zamek. Ale po kolei...



Piątek

Karczma Łemkowska

Podróż na Sądecczyznę dłużyła się prawie w nieskończoność. W Krynicy powitał nas deszcz i przepełnione parkingi. Zwykły, brzydki deszczowy weekend, a turystów i kuracjuszy całkiem sporo. Muzeum Nikifora było niestety nieczynne, zadowoliliśmy się więc krótkim spacerem po uzdrowiskowej części i wejściem na Górę Parkową, czego delikatnie żałuję. Widoki stamtąd żadne, a na szczycie stoją jakieś zabudowania, gastronomia itp. Obiad zjedliśmy w restauracji łemkowskiej, zachwalanej na popularnej aplikacji gastronomicznej. Niestety ja do pochwał dołączyć się nie mogę. Na podstawie tego, co dostałam na talerz nie jestem w stanie ocenić, czy to oryginalna kuchnia łemkowska, czy nie. W wielu innych miejscach dają to samo, tylko inaczej się nazywa, w zależności od regionu. 

Następnie ruszyliśmy w drogę do Piwnicznej. W planach było co prawda jeszcze wejście na Jaworzynę Krynicką, ale przez pogodę musiałam odpuścić. 

Sobota



Po pysznym śniadaniu w hotelu wybraliśmy się na Eliaszówkę. Wybraliśmy szlak z Przełęczy Gromadzkiej, bardzo ulgowo traktujący nogi. Prawie płaski, lekko monotonny, moim zdaniem dla każdego. Zaparkowaliśmy samochód w super miejscu biwakowym - dwie duże wiaty z miejscem na ognisko, tojka i liczne ławki zachęcają do pikniku. Brak jedynie źródła z wodą. Na Eliaszówce również postawiono podobną wiatę. Oprócz niej jest jeszcze wieża widokowa - niestety coraz wyższe wierzchołki drzew zasłaniają w części to, co powinno być doskonale widać - Tatry i Pieniny. Mimo to cieszę się ze zdobycia szczytu - kolejna perełka do Korony Gór Słowacji zaliczona. Wracaliśmy ścieżką dydaktyczną poprowadzoną przez młakę - podmokłą łąkę z unikatową roślinnością.

Widok z Góry Parkowej

Następnym punktem programu był zamek w Rytrze, a właściwie tylko ruiny udostępnione za darmo do zwiedzania. Nie dostrzegłam żadnej tablicy informacyjnej, która przybliżałaby choć trochę historię tego miejsca. No cóż, musiałam zadowolić się tym, co znalazłam w Wikipedii. Zamek wrażenia nie robi, ale widoki z niego całkiem ładne. Tymczasem dochodziła godzina 15-sta, zgłodnieliśmy i pojechaliśmy do Starego Sącza coś zjeść i trochę pozwiedzać. Miasteczko i rynek są niewielkie, zdążyliśmy zobaczyć klasztor klarysek, źródełko św. Kingi i Bramę Seklerską. Zrobiło się późno i musieliśmy wracać do Piwnicznej. 

Niedziela

Willa w Krynicy

Tym razem zaplanowałam wyjazd na Słowację. Odwiedziliśmy grekokatolickie sanktuarium na Horze Zvir, miejsce domniemanych objawień. Akurat trafiliśmy na mszę, bite półtorej godziny ze sporym plusem stania i słuchania słowackiego nabożeństwa. A do tego oczywiście problemy z parkingiem. No ale w końcu msza się skończyła i mogliśmy sobie trochę pochodzić, nabrać wody do butelek i porobić zdjęć. Do sanktuarium można dojść drogą krzyżową z dolnego parkingu lub oznakowaną ścieżką prosto ze szczytu Eliaszówki. 

Miejscowa ludność wyznaje głównie grekokatolicyzm i prawosławie, więc na tych terenach jest całkiem sporo cerkwi, niektóre całkiem współczesne. My jedynie obejrzeliśmy je z zewnątrz (Litmanowa, Jarzębina, Kremna). Ponadto rozległe łąki i pastwiska to raj dla amatorów fotografii - z łąk koło Jarzebiny widziałam jeden z piękniejszych widoków na Tatry, Spisz, Magurę Spiską i Góry Czerchowskie. 

Z Hory Zvir pojechaliśmy prosto na Lubowelski Zamek. Akurat odbywał się tu duży festyn ludowy, mogliśmy więc posłuchać lokalnej muzyki i obejrzeć prześliczne Słowaczki w ludowych strojach. Obeszliśmy jedynie zamek i znajdujący się poniżej skansen wokoło, bo na zwiedzanie nie mieliśmy już czasu.

Wracaliśmy drogą wzdłuż Jezior Rożnowskiego i Czchowskiego - to bardzo malownicze okolice, spędziłam tam kiedyś krótki urlop pływając na kajakach i łażąc po okolicznych pagórkach.

Ścieżka na Horę Zvir z Eliaszówki
Avatar użytkownika
EmiZtg 17981 kilometrów

Komentarze

Avatar użytkownika
Roman Świątkowski 71113 kilometrów
2019-11-03 07:57:07

Troszkę pozwiedzałaś. Moja ostatnia wizyta w tych stronach to Piwniczna Zdrój, również z kontuzją (kolana) dlatego wędrówki czasowo troszkę się wydłuzyły ale udało mi czy nam zaliczyć dwie pentelki z Piwnicznej. Jedną na Eliaszówkę dalej Rogacz i Niemcowa.  Na przeł Obidza już 5 raz ale pierwszy z Piwniczej. Fajne fotki.

Edytowano: 2019-11-03 07:57:38

Avatar użytkownika
mirosław 46132 kilometrów
2019-10-31 19:07:35

Super wypad krynica i jej atrakcje dobrze mi są znane,a pozostałe miejscowości niestety nie.

Avatar użytkownika
Maciej A 18616 kilometrów
2019-10-31 13:08:56

Poza Krynicą i Jaworzyną i Górą Parkową to w tych okolicach nic nie widziałem.

Pięknie to wygląda. Wycieczka do zazdraszczania oczywiście

Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk 1112231 kilometrów
2019-10-31 08:13:03

Ślicznie, fajna ta wieża na Eliaszówce, ciągnie i oczywiście zamek w Rytrze, obcy nam jak dotąd! :)

Avatar użytkownika
MaciejW 803 kilometrów
2019-10-31 07:03:26

Super 

Avatar użytkownika
marian 44473 kilometrów
2019-10-30 23:10:14

Ciekawe miejsca zwiedziłaś,tylko niektóre mi znane.

Edytowano: 2019-10-30 23:11:01