na Wzgórzu Krzywoustego, Sylwester Jędrzejczak

16. 2010 Pogórze Kaczawskie

2010-09-07 - 2010-09-10
2011-07-20 22:40:50
Avatar użytkownika
Sylwester Jędrzejczak Krajtroter 3917 kilometrów

Tym razem miałem nadzieję spenetrować rejon górski, o którym wiadomo, że jest obszarem wygasłych wulkanów. Niestety, skończyło się na nadziei z powodu załamania pogody już po czterech dniach.

Miejsca odwiedzone podczas wycieczki
Jelenia Góra > Siedlęcin > Strzyżowiec > Pilchowice > Maciejowiec > Pilchowice > Łupki > Wleń > Proboszczów > Zlotoryja > Wilków

07.09 - słońce, lekkie zachmurzenie. Tego dnia rano dotarłem do Jeleniej Góry. Z dworca PKS, z mapą w garści wyruszyłem na spotkanie z przygodą, której imię tym razem: Góry Kaczawskie. Poczatek prozaiczny, jak zwykle ustalenie, gdzie jestem, którędy iść, żeby nie zacząć (tfu, tfu przez prawe ramię - nie jestem przesądny !?) od błądzenia. Więc do podziemnego przejścia i mam pierwsze znaki szlakowe (zielone i żółte). Doprowadziły mnie na Wzgórze Krzywoustego. Wspięłem się na wieżę, skąd wspaniała panorama Karkonoszy i miasta. Kilka zdjęć, kamera, film, wspomnienie wcześniejszych wędrówek i dobra myśl dla władz miasta za odbudowaną Wieżę. Dalej, zielonym szlakiem (Środkową Drogą) do schroniska PTTK Perła Zachodu. Nazwa schroniska adekwatna zarówno do obiektu, jak i jego położenia, a także wspaniałych widoków na Jezioro Modre, otaczające wzgórza Bóbr. Po niedługim odpoczynku marsz dalej, do Siedlęcina. Tam czekała mnie kolejna uczta - Wieża Książęca (czasem niesłusznie zwana Rycerską). Jest to najlepiej w Polsce zachowany tego typu obiekt, powstały około 1310 r. do dziś w prawie pierwotnym kształcie i niezmienionych wnętrzach. W połowie XIV w powstały polichromie (zachowane !) o niezwykłej na owe czasy tematyce świeckiej - historia sir Lancelota - rycerza Okrągłego Stołu. Na uwagę zasługuje grubość murów, najlepiej widoczna we wnękach okien. Tam też znajdują się ławy, które służyły prawdopodobnie zarówno do odpoczynku jak i poufnych rozmów. Zwiedzając wieżę zwróćcie uwagę na konstrukcje drewniane (np. dachu) zbudowane bez użycia metalowych gwoździ, co zresztą jest widoczne na jednym ze zdjęć w galerii. Zwiedziłem wieżę od piwnic do poddasza, kilka słów z opiekunką wieży i dalej w drogę. Z Siedlęcina przez Strzyżowiec na Zaporę Pilchowicką. Droga łatwa, słonecznie, jesień z jej barwami i zapachami. Wszystko to niosło mnie dając prawdziwą przyjemność z wędrówki. Po około półgodzinnym marszu dotarłem do brzegu Jeziora Pilchowickiego - niesamowite wrażenie na widok głęboko leżącego jeziora i pierwsze spojrzenie na zaporę - ogromna, wysoka, aż trudno sobie wyobrazić, że zbudowana w latach 1904-1912. Wynik tytanicznej pracy budowniczych, przecież nie dysponujących jeszcze dzisiejszą techniką, robi niesamowite wrażenie, a przy tym jest prawdziwie piękna. KIlka zdjęć, chwila odpoczynku, jakaś kawa w karczmie obok zapory i dalej. Przejście koroną zapory, jeszcze jedno spojrzenie na jezioro, hydroelektrownię i Bóbr poniżej zapory i dalsza droga. Przede mną Dziki Wąwóz (naprawdę), ale przedtem dłuższa chwila na rozejrzenie się za znakami szlaku. Potem wieś Maciejowiec, gdzie przebieg szlaku nie pokrywa się z mapą (ale to już mnie nie nawet dziwi), za to umożliwia bliższe zapoznanie się za Starym Dworem. Na uwagę zasługuje zwłaszcza dworski park, a w nim około 60 gatunków drzew i krzewów, wiele z nich można zobaczyć tylko tu. Dwór w remoncie, nie mogłem więc zajrzeć do wnętrza. Powrót na szlak i dalej w drogę. Niestety, po pewnym czasie znaki "wyparowały" i miałem do wyboru - iść na ślepo lub drogą do Pilchowic. Na wszelki wypadek wybrałem to drugie. Dzięki temu mogłem zresztą zobaczyć naprawdę ładny, chociaż nieczynny wiadukt kolejowy. Dzień się kończył, postanowiłem więc do Wlenia dotrzeć autobusem, skąd przewieziony przez KIEROWNIKA SCHRONISKA do Łupek, do schroniska PTSM, gdzie znowu, jak w wielu innych miejscach byłem jedynym lokatorem.



08.09 - trasa Łupki - Wleń - Bystrzyca - Ostrzyca - Proboszczów. Na wstępie przez pola do Wleńskiego Gródka z nadzieją wejścia na Zamek Lenno. Skończyło się na nadziei - roboty budowlane, jakieś wykopy, archeologowie, budowlańcy "uprzejmie mnie poprosili, żebym nie wchodził" i nie przeszkadzał im w pracy. Co było robić, obszedłem się smakiem i obsobaczony, z nosem na kwintę poszedłem w dół, do Wlenia. Tu rynek, ratusz, przed nim figura gołębiarki na pamiątkę odbywających się tu niegdyś targów gołębi. Na ścianie jednego z budynków zobaczyłem napis pasujący jak ulał do mojej sytuacji finansowej (patrz galeria). Z Wlenia polnymi drogami przez Bystrzycę, gdzie XVIII-wieczny halowy kościół p.w. Matki Boskiej z Lourdes i dwór rodziny von Braunów (skąd major SS Werner von Braun nadzorował tajne prace niemieckich fizyków w Zamku Czocha), zabytkowe cisy, na Ostrzycę, zwaną Śląską Fujijamą (albo Lwóweckim Olimpem). Jakaś przyjazna turystom ręka namalowała na przydrożnym dzrewie zieloną strzałkę. Bez niej trudno (znowu) znależć namalowany nisko przy ziemi, w krzakach, około 50 metrów od skrzyżowania znak szlakowy. Krawędzią rezerwatu do podnóża Ostrzycy, skąd po 445 ! bazaltowych stopniach na szczyt. Pogoda się trochę zepsuła, siąpił drobny deszcz, co skutecznie utrudniło poruszanie się po nierównych, śliskich kamieniach. Upór robi swoje, a do tego "być w Rzymie ...". Znalazłem się na szczycie, wśród bazaltowego rumoszu. Po drodze jedyne w Polsce bazaltowe gołoborze - warto było. Ze szczytu widoki wspaniałe, jedyną przykrość sprawiał deszcz i wiatr. Poza najbliższą okolicą widać Wilczą Górę pod Złotoryją, wzgórza Gór Kaczawskich i daleko na południe szczyty Karkonoszy. Zamierzałem tego dnia dojść do Złotoryi, pogoda zmusiła mnie jednak do zmiany trasy - poszedłem do Proboszczowa, zresztą napotkawszy pod Proboszczowem wspaniałą zabytkową aleję lipową z wieloma potężnymi okazami. Stąd już autobusem, przy pogarszającej się pogodzie do Złotoryi. Schronisko PTSM "Zacisze", odpoczynek, posiłek, koniec dnia.

wieża widokowa

9.09 - dzień zaczął się siąpiącym deszczem, postanowiłem zatem poświęcić go na zwiedzenie Złotoryi. Na początek niespieszny spacer uliczkami miasta do kopalni złota Aurelia. Napotkanego nieopodal kopalni przechodnia zapytałem o dojście do kopalni. Miałem trochę szczęścia - byl to gospodarz kopalni. Był tak miły, że wrócił, żeby pokazać mi kopalnię, a było warto. Założyłem ochronny kask, który już po kilku krokach okazał się bardzo potrzebny - chodniki są tam nawet dla mnie (wzrost raptem 164 cm) zbyt niskie, co potwierdziło się kilkukrotnym uderzeniem w strop. Niezrażony szedłem za moim przewodnikiem, który poświęcił na moje zwiedzanie naprawdę dużo czasu (bardzo dziękuję). Będąc w Złotoryi koniecznie odwiedźcie kopalnię, warto - wiedza "Pana na kopalni" jest niezwykła. Po ponownych kilku uderzeniach kaskiem (oj, przydał się) wyszedłem i ruszyłem na spokojne i dość metodyczne zwiedzania miasta, starówki i jego centrum. W parku spotkałem gromadę wesołych, hałaśliwych, szalejących wróbli, uwijających się za drobinami pożywienia. Na starówce swoim zwyczajem wchodziłem na podwórka starych domów. Jest to moja pasja - można tam napotkać prawdziwe cudeńka architektury, ukryte przed oczami chodzących wyłącznie ulicami. Potem ratusz, Fontanna Delfinów, kościół Narodzenia Najświętszej Marii Panny z wieżą widokową. Niestety, kiedy doń dotarłem, było już po czasie, kiedy można wejść na szyt wieży - bardzo tego żałowałem, no ale trudno, tak bywa. Trochę zdjęć i wizyta w Muzeum Złota. Kapitalne zbiory (pojedyńcze zdjęcia w galerii) - wykonałem tam kilkanaście fotek. Powrót do schroniska zajął mi jeszcze trochę czasu spędzonego na rozmowach z przechodniami, zdjęciach m.in. fragmentów murów obronnych. Byłem zadowolony z mijającego dnia - był fajny, mimo niesprzyjającej pogody.

10.09 - dzień do słonecznych nie należy. Pomimo to postanowiłem wyruszyć na Wilczą Górę. Nie spodziewałem się, że będzie to wymagało ode mnie wielkiej uwagi celem "tropienia" szlaku. Z przykrością muszę stwierdzić, że o ile szlak rowerowy, czy trasa dorocznych mistrzostw w nordic walkingu oznakowane są bardzo dobrze, o tyle o turystach pieszych chyba całkeim zapomniano - błądziłem w wielu miejscach i gdyby nie pomoc napotkanych, sympatycznych ludzi, pewnie "poszedłbym w oleandry", co i tak mi się dwukrotnie przydarzyło. Wypada tutaj podziękować miłym Państwu ze stacji kolejowej w Jerzmanicach Zdroju, którzy widząc mnie zagubionego i zmęczonego poszukiwaniami, poczęstowali mnie wyśmienitą kawą. Po wielu zakrętach, gubieniu i odnajdywaniu szlaku dotarłem wreszcie do wyznaczonego na ten dzień celu - Wilczej Góry. To jest dopiero coś - przedstawione w galerii zdjęcia, mam nadzieję, oddają jej wielkość i majestat. Kilkusetmetrowa głębia kamieniołomu robi niesamowite wrażenie, nawet przy złej pogodzie. Przyznam, że miałem już dość przeciwności szlaku i pogody, zwłaszcza, że prognozy mówiły o załamaniu jej na kilka najbliższych dni. Zszedłem do Wilkowa i zastanowiwszy się, co dalej, zdecydowałem - powrót do domu i tak się stało. Będę jednak wspominał te kilka dni spędzonych w Górach i na Pogórzu Kaczawskim, jako świetnie spędzony czas, okazję do wspomnień, czasem o złości, ale głównie czekając na powrót i kolejne wspaniałe doznania.

Avatar użytkownika
Sylwester Jędrzejczak Krajtroter 3917 kilometrów

Komentarze

Nie znalazłem żadnych postów w tym temacie. Kliknij tutaj by dodać pierwszy
Newsletter Wypisz się z newslettera
Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 15 lat przez aktywną rodzinkę złożoną z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami. Na przyjaznym Forum mamy 48 tys. postów. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy blisko 25 000 polubień, a na Instagramie ponad 2 300 Obserwujących.
Dreptamy.pl - wszystkie nasze wycieczki po Polsce
Copyright 2005-2020