Wycieczkę planowaliśmy rozpocząć w Korzkwi, ale musieliśmy zrobić przystanek w
Olkuszu, bo mały bączek znudził się jazdą :) Olkusz ponownie przywitał nas niezbyt sprzyjającą pogodą, więc szybki spacerek po Starówce i w drogę.
Korzkiew za to zaskoczyła mnie na plus :) Pięknie tam a i pogoda dopisała. Wcześniej tu nie byłam, ale oglądałam trochę w necie i nie spodziewałam się, że aż tak ładnie tutaj jest. Akurat zamek wystroił się na przywitanie
zagranicznych gości weselnych, których później spotkaliśmy w korzkiewskim kościele na ślubie.
Zamek, choć w prywatnych rękach, jest dostępny bez problemu z zewnątrz a i na dziedziniec mogliśmy zajrzeć. Na pierwszy rzut oka widać, że
plany rozwoju są i zamek jak i
jego otoczenie czyli park będą piękniały z dnia na dzień, choć już jest super :) Najlepsze z tego wszystkiego jest to, że tak tu spokojnie i jeszcze mało turystów, więc Ci co lubią takie
zaciszne zakątki, powinni się tu zjawić czym prędzej, bo może się to niedługo zmienić ;)
Po Korzkwi ruszyliśmy do Ojcowa, no i tu już tak zacisznie nie jest, choć jako że piątek, ludzi nie było na tyle dużo, żeby nie nacieszyć się radosnym obcowaniem z przyrodą, też tą nieożywioną, bo to ona właściwie tutaj króluje - liczne ostańce, groty i Źródełko Miłości
to podstawowe atrakcje
Ojcowskiego Parku Narodowego. O dziwo, tu muszę pochwalić nasze małe dziecie, bo choć nie mieliśmy wózka, to z małymi przerwami na baranach przeszło dzielnie
całą Dolinę Prądnika, a wcześniej już przecież zaliczyło swoimi małymi nóżkami spacer po całej Korzkwi ! :)
Za to w aucie padła i przespała całą drogę do domu, nie obudziła jej nawet gwałtowna ulewa, która spotkała nas w Piekarach:)