Beskid Niski/Bieszczady i Rzeszów

Tegoroczny wiosenny urlop, wyjątkowo wczesny, zacząłem w Posadzie Górnej - tuż obok Rymanowa-Zdroju. Niektóre boczne uliczki od ulicy Nadbrzeżnej są tak wąskie, że nie ma tematu mijania się aut, jest temat przyssania się przechodnia do płotu, by auto przejechało... Stamtąd nazajutrz 6.04  pojechałem do Puław Górnych - celem przejścia szlakiem GSB na Tokarnię. Zachęciły mnie filmy na kanale Chwila Ulotna, gdzie można zobaczyć obszerne relacje z każdego dnia na szlaku (!). O ile łąki nad Puławami to klasyka, las prezentuje się bardziej jesiennie niż wiosennie... W ogóle las liściasty bez liści wygląda jak obumarły i wychodzi tu ogromna przewaga iglaków. Lasy Beskidu Niskiego wg tych kryteriów nie prezentują się najlepiej, w przeciwieństwie do Jury. Do tego na początku mojej trasy widać wpływ wichur, a że to rezerwat... Pobojowisko. Potem jest coraz lepiej. W lesie wchodzę na Zrubań (778 m npm), po pewnym czasie docieram do szlaku żółtego i Przełęczy Pod Tokarnią. Stąd przyjemny spacer po łące na szczyt o podobnej wysokości. Na szczycie nikogo, dopiero po zejściu mijam 3 osoby. Wracam tą samą drogą, rozważając czy zejść do byłej wsi Darów. Odpuszczam, pada coraz mocniej. Wracam czym prędzej do auta. Planowałem zjeść obiad w restauracji w Puławach, ale po spacerze w błocie nie wyglądam najlepiej. 



W niedzielę 7.04 ruszam do Rzeszowa, by obejrzeć półfinałowy mecz siatkarski DevelopRes - ŁKS. Nie można zaparkować pod halą nad Podpromiu, w mieście odbywa się półmaraton. Uderzam na Rynek, tu w Starym Browarze Rzeszowskim krzepię się przed meczem. Na meczu w Rzeszowie jestem pierwszy raz - hala robi wrażenie, również spiker/dj/wodzirej - z tym, że ten pan zdecydowanie ujemne - panie, ja tu przyszedłem na mecz, a nie do dyskoteki i, w dodatku, kibicuję gościom! I jest zwycięstwo!!! Wychodzę z hali - o, jak dobrze, że nie zaparkowałem w pobliżu! Idę na lody - 3 gałki słusznie mi się należą! Tak... Ludzi w centrum o godz. 18 jest ok. 10 razy więcej niż w południe, kolejki gigantyczne. Trudno, nie zjem lodów, ale wyjeżdżam ze zwycięstwem!

Następnego dnia przejeżdżam do Komańczy - tego dnia 2 etapy - pierwszy to spacer do Jawornika celem odwiedzenia słynnej chatki. Schodzę z szosy w leśną drogę i prawie od razu napis powitalny: Ostoja niedźwiedzia. Trudno, co ma być... Po jakichś 2 km widzę jakieś domki między drzewami. Gdy podchodzę bliżej, okazuje się, że to duża pasieka, z rojem pszczół. A droga tuż obok uli. Bardzo cenię pszczoły, ale nie mam ochoty sprawdzać, jak się zachowają, zatem w tył zwrot. Szkoda, bo to jedno z najbardziej ciekawiących mnie miejsc w rejonie. Drugi spacer znaną mi już drogą z "dworca kolejowego" w Nowym Łupkowie do tunelu na granicy. Trasa przez Łupków przy pięknej pogodzie to rewelacyjna sprawa, mimo, że wystarczy zejść 3 m z drogi, by natknąć się na żmiję... Zmieniono w tym terenie przebieg niebieskiego szlaku granicznego - teraz omija on Nowy Łupków. Wyposażony w słowacką mapę docieram bez problemu pod tunel od słowackiej strony, zależało mi na zobaczeniu rosyjskiego napisu. Przy okazji - wkrótce ruszą pociągi na linii Komańcza-Sanok, a w majowy weekend nawet Łupków-Rzeszów!



We wtorek wyruszam w stronę Duszatyna. Już przy wejściu do lasu za Komańczą potok wymusza zmianę obuwia. Potem podejście na wzgórze - i tu błota jest najwięcej. Schodzę do Prełuków, gdzie jest chyba tylko kilka domów. I wchodzę w Karpaty Wschodnie. Dochodzę do Duszatyna, gdzie też nie ma tłoku, jest za to bardzo klimatyczny bar, o tej porze roku nieczynny. Odpoczynek w Duszatynie - wiem, że od tej pory zacznie się podejście, ale nie jest tak źle. To moja pierwsza poważna górska wycieczka w tym roku. Po pewnym czasie docieram do Jeziorek Duszatyńskich - w ich pobliżu jest mnóstwo żab, ciężko ich nie nadepnąć. Liczę się z tym, że w miarę nabierania wysokości wzrasta szansa spotkania misia, ale nie słyszę żadnych niepokojących dźwięków (fakt, że trasa częściowo wzdłuż potoku, a wtedy niewiele słychać). O ile spacer do Jeziorek to piękna sprawa, później idę tylko po to, by zdobyć szczyt. Nie ma ścieżki, jest coraz więcej białego świństwa, ale da się go unikać. Niefajny tu klimat - dosłownie i w przenośni. Na szczycie krótka przerwa i postanawiam schodzić niebieskim szlakiem w stronę Turzańska. Po chwili pojmuję, że to bez sensu - na północnym stoku śniegu o wiele więcej, więc wracam w stronę Jeziorek. 5 dni później w tych okolicach miś poważnie zranił mężczyznę, a ten mimo sporej utraty krwi zdołał zejść do Duszatyna i tam udzielono mu pierwszej pomocy. Jednak ten pan podobno dość mocno zszedł ze szlaku i wszedł w młodnik... Wracam do Komańczy tą samą drogą, po południu spotykam w sumie 8 osób, cieszy mnie dobra forma po zimie. W Komańczy czytam świetną książkę Jędrzeja Pasierskiego "Roztopy", której akcja rozgrywa się w okolicach Gorlic. Kiepsko śpię po lekturze...

Następnego dnia odwiedzam:- Wahalowski Wierch (ale ani dłuższy spacer łąkami nie ma sensu, bo coraz zimniej, ani droga do chatki w Jaworniku nie stoi otworem), - Płonną, by zobaczyć ruiny cerkwi, - Zagórz - trzy skocznie narciarskie i malownicze ruiny klasztoru, - Lesko - by przez zamkniętą bramę zajrzeć na kirkut :(. Wracam przez Baligród, Cisną (która wygląda z grubsza jak nieczynne wesołe miasteczko), potem zjeżdżam w dolinę Lisznej (sezonowe minizoo) i Roztoki Górnej - teraz widzę na mapie, że podjechałem prawie pod granicę. Zatem to 8 km asfaltu, którym wracałbym z Jasła, ale uznałem, że szczyt (wyższy od Chryszczatej o 155 m) jest niedostępny z powodu bieli. Zaintrygowała mnie za to Hyrlata - dobrze widoczna z Roztoki i z wieży widokowej na granicy gmin Cisna i Komańcza. Droga, którą wracam, Cisna - Wola Michowa jest w skandalicznym stanie!!!

W czwartek powrót zimy - jadę do Gorlic. Po drodze - wjeżdżam na szczyt Franków (k. Dukli) - tu też podobno jest mała skocznia (na której wg mnie oddano skok wszechczasów - jest na Youtube), gdzie nawet 2 lata temu rozegrano amatorskie zawody. Trzeba by jednak pochodzić po dość rozległym lesie, a przede wszystkim lepiej się przygotować. Przejdę się tu kiedyś z bazy...

Na obiad jadę do Chyrowej. A tu w lokalu ciekawa informacja, że w związku ze Spotkaniem Młodych Archidiecezji Przemyskiej Rada Miasta Dukla wprowadzi czasowy zakaz sprzedaży i spożywania alkoholu... Oł, pliz..

Kolejnego dnia, już w białej scenerii, pojechałem do Wysowej-Zdroju sprawdzić nową restaurację. Tak dobrej pizzy dawno nie jadłem. Próbowałem też pojechać terenami opisywanymi w powieści Pasierskiego, ale do pewnej miejscowości dojazd był nie najlepszy. Przejdę się tam latem.



Ogólnie - Bieszczady, poza kilkoma miejscami, to nie moja bajka. A Beskid Niski śmiało mogę nazwać Domem. Którego nie wszystkie zakamarki dotąd poznałem.

 

Relacja zdjęciowa jest niepełna - kilku zdjęć nie udało mi się wgrać, mimo kilku prób. Galeria co kilka sekund się zapisuje, usuwając jednak nieskończony podpis pod zdjęciem.  I tak kilkadziesiąt razy... Trzeba mieć cierpliwość... I szybko pisać.

Odwiedzone miejsca

piątek, 2019-04-05

Ostatnie wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

2019-04-26 10:27:59

Pochodziło by się trochę, na razie tkwię w domu i pracy bo ciągle coś. Ale nadejdzie też i mój moment na rozprostowanie kości. Popatrzę chociaż na fotki. Fajne tereny

Edytowano: 2019-04-26 10:28:24

2019-04-24 08:55:45

Niesamowity klimat tych miejsc, super

Newsletter Wypisz się z newslettera
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje
Copyright 2005-2019
Znajdziesz nas na: