Sprawdź nasz projekt Jurajskie Szlaki Jesienne
, Grzegorz Binkiewicz

Obóz KL Auschwitz w Oświęcimiu oraz Wadowice

2009-07-31
2009-09-09 11:23:20
Avatar użytkownika
Grzegorz Binkiewicz Krajtroter 8728 kilometrów



OŚWIĘCIM – OBÓZ KL AUSCHWITZ



Wycieczka zaczęła się o godzinie 8:00 wyjazdem z okolic dworca PKS w Zakopanem do Oświęcimia. Droga normalnie powinna zając takim pojazdem około 2 godzin ale z przyczyn remontów dróg podróż wydłużyła nam się troszkę. O godzinie 11 mieliśmy już słuchawki na głowach i przewodnika przed sobą, który w 2,5 godziny oprowadził nas po ważniejszych miejscach Auschwitz. Bardzo fachowo opowiadał o tym miejscu mordu wielu ludzi, żadnych dziwnych, żartobliwych uwag, jak to czasem przewodnicy mają w nawykach, które mogły by być nie na miejscu nie było. Jedyny minus to to, iż idąc w takiej zorganizowanej wyprawie nie zwiedzi się wszystkiego, nie przeczyta tablic z opisami i czasem niestety wstydzi się za zachowanie innych osób biorących udział w tej wycieczce. Niestety nie wszyscy rozumieją, że są to miejsca gdzie śmierć była w każdym zakątku zwiedzanych pomieszczeń i oznaczenia by nie robić zdjęć w środku budynków niektórzy uważają, że ich to nie musi dotyczyć.



No ale wracając do wycieczki. Dowiedzieliśmy się o tym iż więźniowie obozu KL AUSCHWITZ wychodzili zawsze rano na ciężkie roboty przez bramę Arbeit Macht Frei, przy której stała obozowa orkiestra, która wygrywała pieśni przy wyjściu z obozu i podczas powrotu do obozu. Służyło to niby do żwawego i równego wyjścia z obozu w takt muzyki, ale głównie do liczenia jeńców którzy opuszczali obóz, by było wiadomo ilu wyszło i ilu ma powrócić. Niestety zasada była taka, że Ci co wyszli mieli w takiej samej liczbie wrócić, nie ważne czy żywi czy martwi niesieni przez współwięźniów. Dalej poszliśmy zwiedzać bloki gdzie żyli jeńcy, a w których stworzono teraz wystawy, jak np. z jakich miejsc przywożono transporty ludzi do obozu, jak dokonywano selekcji kto do komór gazowych a kto do morderczej pracy, jak wyglądała Kanada, miejsce z okularami, włosami, ortopedycznymi zamiennikami, butami, walizkami osób tu przybyłych i w większości zabitych w KL Auschwitz. Co do włosów to mogę napisać, iż jest to olbrzymia połać za szklaną szybą 2-ch ton włosów, przeciętnie człowiek na głowie ma kilkanaście – kilkadziesiąt gram włosów na głowie. Podczas odbijania obozu, znaleziono worki z 5-cioma tonami włosów, nie wiadomo ile zostało wywiezionych do Rzeszy by na produkcję lin okrętowych, ubrań czy kocy.

Dalej weszliśmy na plac pomiędzy blokiem 10 a blokiem 11. W bloku 10 wszystkie okna wychodzące na plac były zasłonięte deskami. W miejscu tym obozowy doktor przeprowadzał na kobietach eksperymenty sterylizacji. Miało to ogromne znaczenie, w eksterminacji ludzi bo narody których kobiety nie mogą się rozmnażać, nie mają szansy na przeżycie. Na placu widać ścianę śmierci, gdzie więźniowie skazani przez sąd wojskowy w bloku 11 byli zabijani strzałem w tył głowy. Podczas rozpraw, które trwały bardzo krótko, odbywały się po niemiecku i większość ludzi nawet nie wiedziała co się dzieje i o co SS-manom chodzi więźniowie zostawali skazani na albo rozstrzelanie, albo na przywiązanie do haków na dwóch drewnianych belkach na placu obok ściany śmierci. Podczas kary na belkach, często zrywały się stawy skazańcom, Niemcy nie tolerowali niesprawnych do pracy w obozie, więc uszkodzenie stawów podczas takiej kary miało kolejne następstwo jakim była śmierć skazańca.

W podziemiach bloku 11 znajdowały się cele zwykłe, głodowe, ciemnia oraz cele do stania. W celi głodowej przebywał i przeżył ją więzień, ojciec Maksymilian Kolbe, który zgłosił się na ochotnika do celi głodowej na śmierć głodową zamiast jednego z więźniów, który miał rodzinę. Kierownik obozu za ucieczkę jednego więźnia zabrał 10 innych z tego bloku na śmierć. Zadziwiające jest to, że po zgłoszeniu się duchownego, nie został on zastrzelony, pobity ani w żaden inny sposób ukarany, tylko kierownik obozu wyraził zgodę bez problemu na taką zamianę. Po dwóch tygodniach zakonnik jeszcze żył w celi głodowej, więc został on zabity zastrzykiem fenolu.

Dalej poszliśmy na plac apelowy, gdzie więźniowie nie zależnie od warunków atmosferycznych codziennie, rano i wieczorem musieli stać w szeregach na baczność, by Niemcy mogli przeliczyć więźniów. Jeżeli stan liczbowy się nie zgadzał, więźniowie stali tak długo aż zaczął się zgadzać. Na placu stoi budka podoficera raportowego, który nadzorował przebieg apeli. Budka była zamknięta i osłonięta przed warunkami atmosferycznymi, by nic mu nie zagrażało podczas pobytu na placu, ani od strony pogody ani więźniów. Później nasze kroki zostały skierowane w stronę zrobionego specjalnie by ułatwić zwiedzanie muzeum dziury w płocie pod wysokim napięciem, gdzie poszliśmy do szubienicy, na której także ginęli ludzie, a także zginął pierwszy kierownik obozu już po zakończeniu wojny. Obok mieścił się budynek administracji obozowej, oraz szpital SS-manów. Naprzeciwko szpitala mieściła się komora gazowa wraz z piecami krematoryjnymi. W komorach gazowych zanim ludzi zabijano gazem Cyklon B, kazano im się rozebrać jako, iż wmawiano im, że idą do łaźni się wykapać. Do zatajenia ich czujności kazano im pamiętać na jakim numerku powiesili swoje ubrania by łatwiej było im potem odzyskać swoje rzeczy. Ubrania potem zabierano i dokładnie przeszukiwano, rozrywając nawet podeszwy w obuwiu bo czasem tam kamuflowano jakieś pieniądze.

Co do ogólnych informacji o obozie dowiedzieliśmy się, iż przed wojną były to koszary Wojska Polskiego, który potem miał służyć jako zwykły obóz dla więźniów przywiezionych z polskiego więzienia, następnie skierowano tu więźniów politycznych, inteligencję polską, duchownych. Następnie zaczęli eksterminację ludzi. Doszli do ogromnej wprawy, jedno krematorium miały „przerób” 1400 dusz na dobę, a miejsc tych było kilka. W komorach gazowych ginęli tysiącami całe rodziny przez środek o nazwie Cyklon B, który służył do dezynfekcji w szpitalach, do zabijania zaraz w pomieszczeniach. Po wrzuceniu go do komory gazowej (gdzie jedna z nich mieściła się w dawnym składzie amunicji) po 20 minutach nikt nie miał prawa żyć. Potem specjalna grupa składająca się z więźniów przenosiła ciała z komór do pieców gdzie spalano zabitych. Pierwsze ciała zakopywano, ale okazało się to mało skuteczne, później palono na stosach na otwartej przestrzeni, pod koniec zmienili taktykę na krematoria. Obóz w KL Auschwitz był małym obozem, zaledwie kilkuhektarowym, Niemcy wybudowali obok KL Birkenau gdzie powierzchnia miała ponad stuhektarową, krematoria były większe z windami łączącymi łaźnie śmierci z piecami, ludzie spali w domach zbudowanych na kształt stajni bydlęcych. Ogrom śmierci w tych obozach przerasta wyobrażenie wszystkich nas, i miejmy nadzieje ze taka fabryka śmierci już nigdy nie powstanie.

WADOWICE – MIEJSCE DOMU RODZINNEGO NASZEGO PAPIEŻA JP II

Po zapakowaniu się powrotem do autokaru (niestety bez zwiedzenia KL Birkenau i bez poznania szczegółowej historii tamtego miejsca, jedyne co nam trochę napomknęli to w jakich warunkach byli, jaka była powierzchnia terenu, ile było krematoriów i iż Niemcy na potrzeby ogromnego spalania ludzkich ciał po wysiedlonych polakach zajęli dwa domy czerwony i biały w których zrobili dodatkowe małe krematoria.) pojechaliśmy dalej do Wadowic by zobaczyć miejsce gdzie żył nasz Papież JP II. Jechaliśmy ponad godzinę po czym zaparkowaliśmy na dworcu PKS bo nie ma jak takim pojazdem wjechać do miasteczka za bardzo. Doszliśmy do kościoła przed którym stoi pomnik papieża, który trzyma w ręku laskę a spod laski wydobywa się woda. W kościółku mieści się chrzcielnica w której chrzczony był JP II, drewniany pomnik JP II, który trzyma kartkę z napisem TU WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO. Po wyjściu z kościoła poszliśmy do domu w którym żył JP II jest to prawie przy samym kościele, i mieszkanie papieża zostało na cele muzeum powiększone. Mieszczą się w tym muzeum stroje w jakich chodził pierw jako ksiądz, potem jako biskup i na końcu jako papież. Są zdjęcia albumy, kajak, narty, i pomimo iż muzeum jest tylko w 4 pokojach o wielkości może 20m2 każdy to całkiem sporo eksponatów udało się tam żebrać.

Po obejrzeniu Jego domu poszliśmy obowiązkowo na kremówkę … i powiem że ogromna była, była tak duża że pod koniec już nie było siły jej jeść. Bardzo kaloryczne ciastko 🙂 Potem czekaliśmy przy fajnej fontannie, gdzie gołębie urządzały sobie wodne pluskanie się w wodzie, na zbiórkę by przemieścić się do autokaru a potem wrócić do Zakopanego. Wracając przechodziliśmy jeszcze przez plac Solidarności, gdzie na środku stoi pomnik z orłem.

I tak kończy się ta nasza wycieczka, mam nadzieję, że opis się podobał 🙂 i zapraszam do galerii zobaczyć zdjęcia. Polecam gołębia w fontannie 🙂

Obóz KL Auschwitz w Oświęcimiu oraz Wadowice
Avatar użytkownika
Grzegorz Binkiewicz Krajtroter 8728 kilometrów

Komentarze

Avatar użytkownika
Grzegorz Binkiewicz Krajtroter 8728 kilometrów
2009-09-13 11:33:38
No no :) miec wlasnego przewodnika to dobra opcja :) ... sam czasem wcielam się w tą rolę i naprawde fajna sprawa :)

Pozdrawiam :)
Avatar użytkownika
Łukasz Krajtroter 3788 kilometrów
2009-09-12 22:00:21
O to chodzi :) Właśnie, nie wiem z własnego doświadczenia, jak to jest z przewodnikiem, więc też nie oceniam. Tylko wiem to podczas rozmowy z Narzeczoną, która zwiedzała Muzeum z przewodnikiem.
A tak najlepiej, potem pojechać bez i już co nie co wiedzieć:)
Ja miałem ten plus, że przewodnika zastępowała nam moja Narzeczona ;)

Pozdrawiam serdecznie :)
Avatar użytkownika
Grzegorz Binkiewicz Krajtroter 8728 kilometrów
2009-09-12 20:04:48
Powiem inaczej ... zapewne fajnie iśc samemu i na spokojnie zwiedzic, aie i fajnie dowiedzeic sie tez czegos od przewodnika. Podejzewam ze jak pojedziemy tam nastepnym razem to zwiedzimy juz bez przewodnika na spokojnie obydwa obozy. Ale powiem ze nie żałuje tego, że zwiedzilismy z przewodnikiem :).

A na opis wyprawy do Wadowic bede czekal :) jak sie pokaze to przeczytam :)
Avatar użytkownika
Łukasz Krajtroter 3788 kilometrów
2009-09-12 16:00:08
Właśnie to są "uroki" zwiedzania Muzeum z przewodnikiem. Ja nie miałem przyjemności odwiedzić go wraz z nim i nie żałuję :) Obejrzałem na spokojnie miejsca które chciałem, a także pojechałem autobusem do Birkenau, by mieć "pełnię" zwiedzania.

Do Wadowic wybieram się już niedługo, więc pewnie też będzie relacja z tego wyjazdu na moim profilu :)
Newsletter Wypisz się z newslettera
Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 15 lat przez aktywną rodzinkę złożoną z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami. Na przyjaznym Forum mamy 48 tys. postów. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy blisko 25 000 polubień, a na Instagramie ponad 2 300 Obserwujących.
Dreptamy.pl - wszystkie nasze wycieczki po Polsce
Copyright 2005-2020