Sprawdź nasz projekt Jurajskie Szlaki Jesienne
Cerkwisko w Moczarach, Doriska

Roztocze wschodnie

2014-10-24 - 2014-10-26
2015-04-14 21:25:54
Doriska Zapaleniec 420 kilometrów

Cerkwie, stare cmentarze, lasy i czyste rzeki, ale tez bunkry i ruiny ... czyli Roztocze przy wschodniej granicy.

Miejsca odwiedzone podczas wycieczki
Polanka Horyniecka > Nowe Brusno > Radruz > Moczary > Wola Wielka > Narol

Jestem niezwykle podekscytowana tym wyjazdem! W czasach liceum przyjeżdżałam do Polanki Horynieckiej bardzo czesto. To miejsce ma niezwykły klimat. Pensjonat wraz ze stadniną koni oddalony jest od zabudowań prawie o 3 km, a dookoła nic tylko roztoczański las. Nigdy nie zapomne tych długich spacerów, pysznej kuchni Pani Danusi, ognisk pod rozgwieżdzonym niebem, słuchania słowika i echa szczekania jenotów, samotnych zamyśleń w lesie, przedzierania sie z bratem przez chaszcze do bunkrów...



Do tej pory mam w uszach tętent koni wybiegających na pastwisko, a przed oczami zjawiskowe burze. Kiedyś zastała nas ulewa podczas jazdy w teren, wracaliśmy wtedy szaleńczym galopem, by ogrzać sie przy dużym kominku. Pamiętam też koziołka Edka, który zachowywał sie jak pies - spał na psim posłaniu na werandzie, chodził za ludzmi i siedział przy ognisku, raz nawet chciał komuś wypić Bloody Mary. Często wspominam smaczki tamtych pobytów, a teraz po niemal 10 latach tam wracam!

 Pensjonat w Polance
Pensjonat w Polance


W Nowym Brusnie skręcamy na szutrową drogę, dla mnie to znak, że wjeżdżamy w inny świat. Jest już po zmroku, ale to nie powstrzymuje mnie przed wyjściem na spacer. Muszę posłuchać odgłosów nocnego życia lasu i pooddychać czystym powietrzem. Gdy wchodzimy z powrotem na teren stadniny, wybiegają ku nam dwa ujadajace psy - duży w obstawie mniejszego szczekacza. Czyżby po 22 wypuszczali je do stróżowania? Nie ma czasu na zastanawianie sie, Andrzej w pierwszym odruchu chce uciekać do auta, ale ja ryzykuje i milutkim głosem przywolłje je jakbym ich znała od dawna. Udało sie, nabrały sie i już po chwili merdają ogonami łasząc sie do nas. Uff ...

Pensjonat widać dostał mały lifting, wymieniony dach, okna, wnętrza odmalowane, dużo sie zmieniło, ludzie też już nie Ci sami tu gospodarują, ale życzliwie nas przyjęli. Drewniane schody witają nas jak dawniej pomrukiwaniem starego drewna.

Tama bobrow kolo Polanki

Poranne słońce stawia mnie na nogi. Mamy przepiękną pogode! Proponuję się chwilke przejść na rozruszanie. Powietrze jest rześkie i mroźne, a rośliny wdziały koronkowy szron. Jest jeszcze bardziej bajecznie niż może być.



Bez trudu odnajduję tamę bobrów w lesie. Szron pobłyskuje w różowych promieniach słońca, czuję sie jak w zaczarowanej krainie.

Kamieniolom w Nowym Brusnie
Kamieniolom w Nowym Brusnie

Nabieram ochoty żeby jeszcze pójść na stary cmentarz w opuszczonej wsi, to przecież niedaleko, wystarczy iść prosto i odbić w prawo do góry... Orientację zgubiłam, gdy pojawiły sie na drodze jakieś jary, a może to wały przeciwczołgowe, bo jesteśmy w pasie radzieckich umocnień granicznych zwanych Linią Mołotowa.

Wspinamy sie po stromym zboczu i ukazuje nam sie bunkier. Zapuszczamy sie dalej w las i trafiamy do kamieniołomu bruśnieńskiego. Jasny kamień odbija mocne słonce na tle ciemno zielonego lasu. Jestem totalnie zaskoczona jak to sie stało, że tu doszliśmy, ale dzięki temu teraz już bez problemu trafimy z powrotem - 2 km do Polanki, a stamtąd kolejne 3 do pensjonatu....

Przy drodze do Polanki
Przy drodze do Polanki

Teraz już z górki, z 364 m.n.p.m. Spacer jest rewelacyjny, tutaj nie czuje sie zmęczenia, tu jest inna energia. Ale mam nauczkę, żeby nigdy do lasu nie iść bez wody i jakiejś przekąski. Jeden z miejscowych zagaduje nas zdziwiony co tu robimy tak z rana. Opowiada, że mamy szczęscie, że nie zapuściliśmy sie w las po drugiej stronie drogi, bo tam 'łapie ludzi błąd' - nawet tubylcy potrafią stracić orientację.

Jesteśmy już na wyboistej drodze prowadzącej do stadniny. Mijamy jeden z wielu samotnych, bruśnieńskich krzyży, kiedyś przesiadywał na nim równie samotny bocian. Na skraju lasu rozciągały sie łąki tętniące życiem, a teraz jest tam monotonne ściernisko po wczoraj skoszonej kukurydzy.

Droga do stadniny koni Polanka
Widok ze wzgorza Hrebcianka
Polanka Horyniecka

Jest też i cmentarz, do którego przedtem nie doszliśmy. Przy drodze postawiono tablicę informacyjną, jego teren ogrodzono i uporzadkowano. Gdy trafiłam tu lata temu, to ledwo było widać krzyże zza gęstych zarośli.W tym miejscu istniała kiedyś wieś - Stare Brusno, zamieszkana przez Ukrainców, została całkowicie wysiedlona.To tutaj znajdowała się stolica kamieniarstwa ludowego w tym rejonie. Wapień i piaskowiec wydobywano m.in. w kamieniołomie, z którego właśnie wracamy. Wytwarzano żarna i kamienie młynskie, osełki, a także nagrobki i krzyże przydrożne sprzedawane w całej Galicjii, a dotarły nawet do Lwowa na cmentarz Łyczakowski.

Podziwiamy około 300 nagrobków, próbujemy odczytywać daty i wyszukać te najstarsze - z początku XIX wieku - charakterystyczne, bo stawiane wprost na ziemi, niskie i nieporadne. Ślady po cerkwii znaczą dwa krzyże. Jest cisza, tylko las delikatnie szumi, zapadamy w zadume wpatrując się w figurę bez głowy.

Polanka Horyniecka
Polanka Horyniecka

Pisząc tę notkę wyczytałam, że najładniejsza rzeźba Anioła została skradziona. Coś takiego....na szczęście mam ją uwieczniona na starych zdjęciach. Wpadamy do kuchni wygłodniali, a śniadanie jemy sobie na werandzie nadal mając niedosyt słonca. Wsiadamy do auta, ale jeszcze czeka nas kilka przystanków. Najblizszy jest przy jeziorku, gdzie wsród drzew kryją się ruiny kapliczki oraz źródło.

Przystajemy też przy wzgórzu Hrebcianka, roztacza się stąd rozległy widok, ale nas interesuje przede wszystkim dwukondygnacyjny bunkier - jeden z wielu na tym terenie. Wchodzimy do chłodnego wnętrza wyobrażając sobie jak musieli się czuć żołnieze zamknięci w tym żelbetowym pudełku. Bunkry miały mieć własną elektryczność, ogrzewanie, wentylację, wodę i kanalizację, ale w rzeczywistości różnie z tym bywało. . . Zaledwie kilkanaście lat temu zabrano z niego sowiecką armatę i obecnie można ją oglądać w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

Bunkier na wzgorzu Hrebcianka w Polance Horynieckiej
Bunkier na wzgorzu Hrebcianka w Polance Horynieckiej

Zjeżdżamy niżej do Nowego Brusna. Dochodzą nas odgłosy młotka i czuć zapach świeżego drewna. Zbliżamy się do XVIII wiecznej cerkwii, gdzie trwa renowacja. Z tego co pamiętam cerkiew była w naprawde kiepskim stanie, więc chyba w ostatnim momencie podjęto decyzje o jej remoncie. Koło cerkwi jest kolejny piękny cmentarz, na którym można znaleźć też nagrobki ewangelickie (zamiast krzyża miały trójkąt), bo Polanka Horyniecka była osadą niemiecką, założoną jako jedna w wielu w ramach kolonizacji józefińskiej. To ciekawe, że z jednej wsi - Brusna - powstały trzy i każda zamieszkana była przez inną narodowość: Nowe Brusno głównie przez Polaków, Stare Brusno przez Ukrainców, a Polanka, wtedy Deutschbach, przez Niemców. Teraz trudno sobie wyobrazić u nas taką mieszankę kultur żyjącą obok siebie.

Ruszamy pod granicę Ukraińską.

Cmentarz w Starym Brusnie
Cmentarz w Starym Brusnie
Cmentarz w Starym Brusnie

Wjeżdzamy do wyjątkowej wsi - Radruż. Na pierwszy rzut oka wygląda niepozornie - ma 260 mieszkańców, ale kiedyś było ich ponad 1600! To jest jedno z tych miejsc, które dotknęło piekło przesiedleń. Jakby tego było mało, to jeszcze wioska została przedzielona granicą.

Dziś Radruż przyciąga coraz więcej turystów, bo skrywa prawdziwą perełkę, a właściwie to perłę - najstarszą cerkiew w Polsce wpisaną na listę zabytków dziedzictwa międzynarodowego UNESCO.Dzwonimy do przewodniczki z pytaniem, czy mogłaby nam udostępnić wnętrze do zwiedzania - "Jak trzeba to przyjde...". Pewnie, że trzeba, musimy zobaczyć ikonostas, który wrócił tu po wielu latach z muzeum w Łańcucie. Między czasie przygladamy się świątyni od zewnątrz. Ma dosyć niezwykłe położenie - w dolinie zamiast na wzniesieniu, w dodatku na pochyłym terenie.

Cmentarz w Nowym Brusnie
Cmentarz w Nowym Brusnie

Wchodzimy pod podcienia, wyobrażając sobie jak wierni przyjeżdżali z sąsiednich miejscowości na nabożenstwo już w sobotnią noc. Chronili się pod tymi zadaszeniami i pewnie oddawali się wymianie informacji ze świata, żeby nie powiedzieć brzydko - ploteczkom.

Przewodniczka ciekawie opowiada o dawnych czasach. Bije od niej pasja do tego miejsca. A ja żeby sie nie powtarzać, to przytocze cytat ze strony http://cerkiew-radruz.horyniec.info/cerkiew-sw-paraskewy-w-radruzu/:

Cmentarz w Nowym Brusnie
Cmentarz w Nowym Brusnie

"Zespół Cerkiewno Obronny w Radrużu, nie od parady jest tak określany. Wysoka wieża obronna, mury, oraz masywna struktura świątyni zbudowana z grubych dech dębowych i modrzewiowych, kiedyś była nazywana Chłopską Warownią. W czasach, gdy po tych ziemiach grasowali Tatarzy, jedynymi miejscami, gdzie można było się schronić, były właśnie cerkwie. Podobno do dziś na drzwiach tej świątyni można zaleźć ślady po toporach Tatarskich… "

Idziemy na spacer mijając nowe, letniskowe domki. Patrzymy na rozlegle pola, tam na wschodzie to już Ukraina.

Radruz dom diaka
Cerkiew obronna w Radruzu
Cerkiew UNESCO w Radruzu

Trafiamy do drugiej radruskiej cerkwii, która stoi zapomniana w cieniu sławy tej większej. W jesiennej szacie jej smukła sylwetka nieśmiało prezentuje swe blaszano - drewniane wdzięki.

We wsi są też dwa bardzo stare cmentarze z bruśnieńskimi nagrobkami. Kierujemy sie z powrotem do domu, zahaczając jeszcze o kapliczke z cudownym źródełkiem w Nowinach Horynieckich. Przy lesie trwa budowa jakiegoś dużego ośrodka, a z autokaru własnie wysiadła wycieczka, więc nie zabawiamy w tym miejscu zbyt długo.

Cerkiew w Radruzu
Cerkiew w Radruzu

Podejmujemy spontaniczną decyzję zostania na jeszcze jedną noc. Pogoda ma się utrzymać nadal fantastyczna, a my złapaliśmy prawdziwego roztoczańskiego bakcyla. Próbujemy znaleźć nocleg w pierwszym lepszym pensjonacie w Horyńcu Zdroju. Wchodzimy do holu, a na drzwiach wisi kartka z napisem "Proszę wołać"... Skonsternowani próbujemy głośniejsze "Dzień dobry", ale przeszło bez echa. Wchodzimy po schodach do góry, bo z jednego pokoju dobiegają śmiechy - myślimy, że to może obsługa. Pukamy i momentalnie zalega cisza... Sytuacja robi się coraz dziwniejsza, więc schodzimy ponownie pod drzwi z kartką i już faktycznie krzyczymy, nie wytrzymując śmiechu. Rozbawieni próbujemy w kolejnym obiekcie, bo noclegów tu nie brakuje, w końcu to uzdrowisko. Dostajemy skromny, ale tani pokój i zadowoleni rozpakowujemy się, aż usłyszałam pod stopą plusk. Idziemy po właściciela, który ze stoickim spokojem usuwa kałużę spod kaloryfera mówiąc, że to normalne...Takie zabawne parodie zapadają w pamięci 🙂

Zrywamy się z łóżek żeby złapać diamentową szadź o poranku. Jako pierwszy na naszej drodze pojawia się stary cmentarz z ruinami cerkwi w Moczarach, które stanowiły część wsi Dziewięcierz.

Radruz
Radruz

Krzyże są malowniczo położone w dolince pośród lasu. Cerkwisko otoczone jest kamiennym murem z bramami, które teraz prowadzą do nikąd. A kiedyś była to całkiem pokaźna wioska z ponad dwoma tysiącami miekszańców, głównie Ukraińców. Drzewa zamaskowały już ślady po hucie żelaza, młynie, karczmie, warsztatach garncarskich i kamieniarskich.

Tak jak Radruż, miejscowość została przedzielona przez granicę. Jaki to musiał być szok dla tych ludzi, gdy cerkiew znalazła się nagle w drugim państwie! Nie mieli gdzie pochować swoich zmarłych, więc wyznaczyli sobie miejsce jak nabliżej granicy, dlatego teraz kilkadziesiąt metrów dalej od głównego cmentarza leży kilka grobów z powojennymi datami, symbolicznie odgrodzone drewnianym płotkiem. Jakiś czas później przeprowadzono korektę granicy i teraz oba cmentarze znajdują się w Polsce.

Cerkiew w Radruzu
Cmentarz w Moczarach
Cerkwisko w Moczarach

Kanapki śniadaniowe jemy w aucie rozgrzewając ręce po mroźnym spacerze. W dalszej drodze mijamy samotne krzyże i kapliczki zupełnie pośrodku pustkowia.

Następna cerkiew w Woli Wielkiej pw. Opieki Matki Bożej z XVIII wieku jest nieużytkowana i czeka, aż ktoś sobie o niej przypomni. Jedną ze ścian podtrzymują pale...

Moczary
Moczary

Otacząjacy mur przykrywa miękki mech, jakby chciał go ochronić przed rozpadnięciem się. Przystajemy przy źrodłach Tanwi. Najbardziej charakterystyczna rzeka Roztocza wypływa właśnie m.in. tutaj i można się przejść ścieżką przyrodnicza po rezerwacie przyrody.

Wjeżdzamy do Narola ukwieconego chryzantemami. Dopada mnie sentymentalny nastrój na myśl, że to moja ojcowizna... Może dlatego tak mnie ciągnie w te strony.

Gdzies po drodze
Gdzies po drodze

Na przeciwko rynku stoi odremontowany kościół ufundowany przez hrabiego Łosia w XIX wieku. To w nim moi rodzice brali ślub...Narol znany jest z festiwali artystycznych i pięknego pałacu z arkadami na rzucie podkowy - herbowego znaku Łosiów. W czasie II wojny światowej, cenne wyposażenie zagrabiła Armia Czerwona, a pałac spalono. Lata temu przechadzałam sie po jego ruinach z sypiącym sie tynkiem i pustymi oknami. Po 50 latach opuszczenia zakupił go wykładowca z Warszawy, z myślą o stworzeniu artystycznego centrum naukowo-szkoleniowego, nawiązującego do szkoły artystycznej założonej przez pierwszego właściciela pałacu. W tym celu powołano fundację i udało się zabezpieczyć budynek przed dalszym niszczeniem.

Z zewnątrz wygląda już całkiem ładnie przy zadbanym ogrodzie włoskim, ale na koniec remontu pewnie trzeba bedzie długo poczekać o ile wogóle znajdą się na to fundusze. Niestety brama jest zamknieta i nie możemy podejść bliżej. Robimy sobie przerwę w pobliskiej Restauracji Pałacowej na pyszną kawę. Zbieramy energię na dalsze odkrywanie ciekawej historii tych terenów. Zaglądamy dosłownie na chwilkę do słynnego rezerwatu nad Tanwią. Już nieraz szłam uroczą ścieżką do wodospadu Jeleń, ale tym razem chcę tylko pokazać Andrzejowi co to są szumy, czyli progi skalne tworzące mini wodospadziki jak schodki. Wyglądają niepozornie, ale inaczej się na nie patrzy jak się pomyśli, że to tutaj ścierają się dwie płyty tektoniczne: wschodnio- i zachodnioeuropejska. Ale to nie jest temat na tę notkę, może przy innej okazji. Opuszczamy już Roztocze, ale w drodze do domu nie zabraknie nam atrakcji.

Po drodze zapomniana kapliczka
Rynek w Narolu
Kosciol w Narolu

Pelna relacja i zdjecia na moim blogu: http://jakokiemsiegnac.blogspot.co.uk/2015/03/roztocze-wschodnie-poudniowe-cz-i.html A takze opis powrotu trasa: Huta Różaniecka, Żuków, Nowe Sioło, Dachnów, Stare Oleszyce. Zapraszam.

Park przy palacu Losiow w Naolu
Park przy palacu Losiow w Naolu

Wola Wielka Wola Wielka Wola Wielka Po drodze ... Po drodze ...
Doriska Zapaleniec 420 kilometrów

Ostatnie wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

Doriska Zapaleniec 420 kilometrów
2015-04-20 21:08:10

Bardzo sie ciesze, ze relacja sie podobala. Pozdrawiam :)

Avatar użytkownika
mokunka Krajtroter 219837 kilometrów
2015-04-15 14:55:41

Piękny zakątek Polski, nam przedstawiłaś :) Sporo szczegółowych opisów i śliczne foty :)

Avatar użytkownika
Maciej A Krajtroter 19113 kilometrów
2015-04-15 11:37:01

Nieznane mi rejony,

fajnie opisane, pokazane i wspomnień czar,

pozdrawiam

p.s. mam też takie miejsca gdzie ciągnie mnie przeszłość, zawsze chętnie w nie wracam i wspominam,

 

 

Avatar użytkownika
Roman Świątkowski Krajtroter 70713 kilometrów
2015-04-15 10:55:30

Bardzo ciekawe i piękne miejsca zwiedziłeś. Fajna wycieczka i oczywiście opis tej wyprawy.

Pozdrawiam.

Avatar użytkownika
Marcin_Henioo Krajtroter 50913 kilometrów
2015-04-15 10:41:31

Świetna realacja, przeczytałem całość, z ogromnym zainteresowaniem. Czytałem kiedyś książki Stefana Dardy, takie polskie quasi-horrory, których akcja działa się właśnie na Roztoczu. Twoja relacja otworzyła oczy mojej wyobraźni, podobnie jak niegdyś książki Dardy.

Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk Krajtroter 1125894 kilometrów
2015-04-15 10:00:14

Super, dzięki :)

Doriska Zapaleniec 420 kilometrów
2015-04-15 09:50:26

Ok dodalam podpisy, ale przepraszam ze bez polskich liter :)

Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk Krajtroter 1125894 kilometrów
2015-04-15 08:39:08

Przepiękne miejsca, super, i do tego dla Ciebie sentymentalne :) Taka tylko prośba, żebyś podpisywała obiekty na zdjęciach bo przy tej liczbie odwiedzonych miejsc niełatwo się połapać :)

Newsletter Wypisz się z newslettera
Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 15 lat przez aktywną rodzinkę złożoną z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami. Na przyjaznym Forum mamy 48 tys. postów. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy blisko 25 000 polubień, a na Instagramie ponad 2 300 Obserwujących.
Dreptamy.pl - wszystkie nasze wycieczki po Polsce
Copyright 2005-2020