2017-07-30
2017-08-03 15:45:19
Mincol, EmiZtg
Widok z parkingu na Wielki Chocz, EmiZtg
początek szlaku, EmiZtg
jeziorko, EmiZtg
, EmiZtg
wjazd na ścieżkę rowerową, EmiZtg
na szczycie, EmiZtg
w stronę Tatr Zachodnich, EmiZtg
ta kopka to Kubinska Hola, EmiZtg
kotecek :), EmiZtg
widok na Chocz z tarasu w schronisku, EmiZtg
w stronę Tatr Niżnych, EmiZtg

Kolejna wycieczka blisko granicy. Magura Orawska to pasmo należące do Beskidów, a jej najwyższy szczyt to Mincol liczący niecałe 1400 m n.p.m. Orawa kojarzy mi się głównie ze Jeziorem Orawskim, wypasem owiec i serkami korbaczikami. Rejon jest bardzo ciekawy i zróżnicowany, jak chyba każde pogranicze. Wsie orawskie leżą bowiem nie tylko na Słowacji, ale i w Polsce. Należą do nich m.in. obie Lipnica Mała i Wielka, a także Zubrzyca Górna i Dolna oraz Chyżne i Jabłonka. Przez tę ostatnią wioskę często przejeżdżamy udając się w Tatry. Przez Orawę biegł kiedyś szlak bursztynowy i solny i w tej chwili zostały one odtworzone i prowadzą przez nie ścieżki rowerowe, więc kiedyś na pewno się skuszę i przejadę tamtędy na rowerze. Teraz jednak zdecydowałam się zdobyć najwyższy szczyt Magury pieszo.



Szlak zielony zaczyna się w Dolnym Kubinie, ale my wyjechaliśmy drogą do Ski Parku "Kubinska Hola", tak wysoko, jak tylko się dało. Niedziela była upalna, więc nie mieliśmy ochoty na długie wędrówki. Na mapach, z których korzystałam zaznaczony jest inny przebieg szlaku, centralnie środkiem stoku, jednak obecnie został on zmieniony ze względu na ściezki rowerowe, które tam powstały. Do wyboru są obecnie cztery trasy, od bardzo łatwej, Familijnej, po bardzo trudną - Downhill (podobno najtrudniejszą na Słowacji według opinii jeżdżących tam osób). Mój M. oczywiście zabrał ze sobą rower i nie omieszkał zjechać jedną z tych tras. Rzeczywiście była ona bardzo trudna, z muldami, ścianami i normalnymi skoczniami, pod którymi nagle urywa się grunt. Poza tym po bokach były siatki i materace owinięte wokół drzew, co uważam za świetny pomysł. Jadąć po czymś takim naprawdę łatwo o wypadek, a ochraniacze przed wszystkim nie ochronią. 

Nasz szlak startował z parkingu i wiódł głównie lasem, bardzo stromo, bez zakosów. Umęczyliśmy się tam strasznie, ja na nogach, a M. pchając rower do góry :). Byliśmy dość blisko sztucznego, małego jeziorka, z którego woda pewnie służy do produkcji śniegu w zimie, gdy pod naszymi nogami zaroiło się od maleńkich, maksymalnie centrymetrowej długości żabek :). Skakały na wszystkie strony i musiałam iść patrząc ciągle na ziemię, żeby czasem któregoś maleństwa nie przydeptać :). Po godzinie doszliśmy do schroniska Chata na Kubinskiej Holi. Przy obiekcie tym znajduje się parking i sporo osób wyjeżdża na górę, by sobie już na luzie zdobyć szczyt. W schronisku ceny koszmarnie wysokie, za wyprażany ser z frytkami i maleńką porcją surówki ponad 5 euro, za pięć małych kluseczek z powidłami - 4 euro. Lepiej zabrać więc własny prowiant, a tam ewentualnie napić się Kofoli. Parking podobno też jest płatny, ale nie widziałam nigdzie tabliczki z ceną.

Ze schroniska mamy dwie opcje, by pójść dalej - albo stromym, żółtym szlakiem na przełęcz, albo łagodnie, zakosami, niebieskim szlakiem w partie podszczytowe. Wybraliśmy drugą opcję. Po pół godzinie byliśmy już praktycznie pod szczytem, na rozległej polanie, z której roztaczały się bajeczne widoki :) na Wiellki Chocz centralnie przed nami, Góry Choczńskie, Niżne Tatry i Tatry Zachodnie z Brańcem, Banikovem i Brestovą. Dla samych widoków warto było rozpływać się w upale :).



Wierzchołek znajduje się w lesie, mimo to na mapach oznaczony jest na polanie. Poszliśmy więc na zrobić fotkę na szczycie i trochę odpocząć od słońca. Potem ja zaczęłam schodzić na dół, a M. zjechał trasą rowerową. Spotkaliśmy się na obiedzie w schronisku (nasz portfel trochę na tym ucierpiał niestety). Ze schroniska początkowo miałam schodzić szlakiem przez las, ale że byłam sama, a w lesie widziałam jakiegoś podejrzanego typa to zdecydowałam się poszukać szlaku zielonego, który miał biec po drugiej stronie wyciągów równolegle z nimi. Schodząc pod wyciągami ciągle widziałam Tatry Zachodnie i Niżne oraz oczywiście masyw Chocza. Zejście też było dość strome i mocno dało mi po kolanach. 

Cała wycieczka miała 12 km i ponad 700 m przewyższenia. Zajęła nam 3 godziny marszu i drugie tyle postojów. Średnie tempo było dość szybkie, mimo upału.

Link do trasy: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=18909 

Praktyczne uwagi: szczyt sam w sobie nieciekawy, z rozbudowaną infrastrukturą narciarską. Parking pod wyciągami bezpłatny. Przyjechać można tam i w zimie, i w lecie. Potencjał górka ma dobrze wykorzystany, można jeździć na nartach, na rowerze, uprawiać turystykę pieszą, a także paralotniarstwo (jest łąka i startowisko). Orczyk wwiezie nie tylko narciarza, ale i rowerzystę, jednak trzeba umieć na nim na górę wjechać (kamienie, nierówna ścieżka itp.). 

Odwiedzone miejsca

niedziela, 2017-07-30

Inne wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

2017-08-09 13:52:12

[cytuj autor='Sławek Drawski']Ciekawe miejsce. Tam jeszcze nie byłem.[/cytuj]

Warto choćby dla widoków, albo na rower. Bo górka sama w sobie niespecjalna niestety.

2017-08-09 13:51:35

[cytuj autor='marian']Kolejna ciekawa wędrówka.Piątka.[/cytuj]

No dzięki :). Długi weekend zaowocuje mam nadzieję w kolejne fajne wycieczki :). 

 

2017-08-08 11:21:18

Ciekawe miejsce. Tam jeszcze nie byłem.

2017-08-06 00:47:29

Kolejna ciekawa wędrówka.Piątka.

Newsletter
Portal pozytywnych podróżników
Copyright 2005-2017
Znajdziesz nas na: