Sprawdź nasz projekt Jurajskie Szlaki Jesienne
Twierdza Josefov i okolice, Anna Siemomysła

Twierdza Josefov i okolice

2010-05-04 - 2010-05-07
2010-08-23 20:44:05
Avatar użytkownika
Anna Siemomysła Krajtroter 6623 kilometrów
Wycieczka rodzinna do Czech - po majowym weekendzie - podczas której badaliśmy zamki naszych południowych sąsiadów.
Miejsca odwiedzone podczas wycieczki
Gliwice > Jaromeř-Josefov > Pałac Humprecht > Zamek Kost > Zamek Trosky > Jičin > Zamek Pecka > Kunětická Hora > Náchod > Kłodzko > Gliwice
Gdy w 2008 roku planowaliśmy zimowy wypad do Pragi, szukając noclegów natrafiliśmy na stronę Pensjonatu Wunsch. Jako, że nie znajdował się on w Pradze, nie był nam wtedy potrzebny, lecz zapisaliśmy go w ulubionych, bo historia i położenie pensjonatu nas zafascynowały.
W tym roku odgrzebaliśmy adres i postanowiliśmy dopasować sobie do noclegu jakąś wycieczkę. Namówiliśmy moich braci, w tym jednego z żoną (akurat wzięli ślub, więc była to taka jakby podróż poślubna) i w 5 osób wyruszyliśmy odkrywać Czeski Raj, jak nazywa się region położony na zachód od miejsca naszego noclegu.

4.05.2010 - Dzień Pierwszy (wtorek) - Gliwice-Jaroměř-Josefov


Po wczesnej pobudce, pojechaliśmy najpierw do Tarnowskich Gór, skąd odbieraliśmy pozostałych podróżników, a potem skierowaliśmy się na autostradę A4, z której zjechaliśmy na Nysę i dalej na Kłodzko. Granicę przekraczaliśmy w Kudowie Zdroju. Na początek prosto do Josefova, umówiłam się bowiem z właścicielem, że będziemy koło godziny 13. Josefov to twierdza powstała w latach 80tych XVIII wieku, w czasie gdy cesarstwo austro-węgierskie potrzebowało nowych twierdz (Kłodzko, Nysa, Świdnica w wyniku działań wojennych stały się własnością Prus), które miałyby bronić jego granic. Od początku powstawała ona jako miasto-twierdza, a cywilni mieszkańcy mieli świadczyć usługi załodze. Twierdza jako budowla wojskowa została praktycznie ukończona w 1787 roku, natomiast pierwszy cywilny budynek wybudowano tu w 1791 roku i w nim właśnie mieści się Pensjonat Wunsch, w którym zarezerwowaliśmy noclegi. Miało to dla nas specyficzny smaczek, jako że uwielbiamy historię, a architektura obronna nas fascynuje. Obecnie Josefov nie jest samodzielnym miastem, stanowi on dzielnicę Jaroměřa.
Gdy dojechaliśmy na miejsce, zgodnie z umową zadzwoniłam do Petra, z którym do tej pory prowadziłam korespondencję mailową. Przyznać się muszę, że był to dla mnie stres - nie lubię rozmawiać z obcokrajowcami przez telefon. Stres okazał się niepotrzebny, świetnie się dogadaliśmy w nowatorskim czesko-polsko-angielskim dialekcie. Niech żyją večernički!
Przyszedł dość szybko, po czym zaprosił nas na przekąskę, którą dla nas przygotował w maleńkim barze pensjonatu - były to kolorowe kanapeczki i wuzetki, a do tego po piwku, nalanym po czesku - ze spływającą po kuflu pianą. Takie przywitanie od razu wprawiło nas w dobry humor. Drugą niespodzianką był pokój - okazało się, że z jakiś zakręconych powodów nie możemy dostać naszego rezerwowanego 5 osobowego pokoju z aneksem kuchennym, zamiast tego dostaliśmy 2 pokoje (co za tym idzie nowożeńcy byli zadowoleni), w tym jeden zwany Pansky Pokoj - najładniejszy z pokoi w pensjonacie. Tu spędzaliśmy wieczory grając w Horror w Arkham i Carcassonne 🙂
Petr zaopatrzył nas w foldery dotyczące Josefova i Jaroměřa, a także w bardzo dokładną mapę Czeskiego Raju, ponadto zadzwonił do Muzeum Twierdzy, żeby się dowiedzieć, o której godzinie odbędzie się kolejne zwiedzanie podziemi. Póki co w twierdzy w tygodniu nie ma zbyt wielu zwiedzających i podziemne wycieczki nie są regularne. Po zrzuceniu bagaży udaliśmy się do Muzeum, z daleka pytano nas czy jesteśmy od Petra, a bilety polecono wykupić po zwiedzaniu, gdyż zdążyliśmy w ostatniej chwili. Razem z nami do podziemi weszło dwoje młodych Czechów, a przewodnik, ze względu na nas mówił powoli i wyraźnie, co znacznie poprawiało nasz stopień zrozumienia opowieści. W tunelach sami sobie oświetlaliśmy drogę za pomocą żelaznych lampek ze świecami. Mimo tego, ze póki co trasa jest krótka (ma ok. 1 km) było bardzo ciekawie i nie obyło się bez żartów na temat zagubionych turystów.
Po wyjściu zapłaciliśmy za bilety po 40 koron od osoby i ruszyliśmy na dalszy podbój twierdzy. Obejście jej nie zajmuje zbyt wiele czasu i aż człowiekowi dziwnym się wydaje, że mogło funkcjonować tak małe miasteczko. Wszystkie ulice są brukowane, a zewnętrzny obwód twierdzy zachował się prawie w całości. Na ulicach było pusto, mieszkańcy chyba nie opuszczali domów, a ruchu turystycznego poza nami i dwójką współzwiedzających nie zaobserwowaliśmy. To robiło dość niesamowite wrażenie. Ponadto miasteczko obfituje w ludność pochodzenia romskiego, która posługiwała się swoim językiem (zaobserwowaliśmy to w sklepikach) czyniąc nasz wyjazd bardziej egzotycznym.
Gdy zrobiliśmy się głodni spróbowaliśmy najpierw zdobyć restaurację o nazwie Mö licząc na to, że skosztujemy czeskiej kuchni, jednak Pani Kelnerka sprawiała wrażenie tak niezadowolonej z naszej obecności, że opuściliśmy lokal. Zamiast tego odwiedziliśmy Pizzerię Citadella - drugi i ostatni lokal gastronomiczny w mieście. Podawane tu jedzenie było w porządku, natomiast nie zasmakowało nam piwo - Primator. Być może popełniłam błąd zamawiając mocniejsze (12° zamiast 11°😉.
Z pizzerii poszliśmy jeszcze na josefovskie lotnisko, gdzie chętni mogą zarezerwować lot nad twierdzą. Do dziś w Josefovie stacjonują wojska, obecnie czeskie, wcześniej były to wojska radzieckie, które niestety pozostawiły po sobie sporo zniszczeń. Za płotem jednostki wojskowej wprawne oczy odkryły obecność haubicy samobieżnej 2S1 122mm, czyli popularnego Goździka, który stanowił podstawowe wyposażenie artylerii samobieżnej wojsk Układu Warszawskiego.
Wieczorem nasi Panowie ruszyli na podbój Piwiarni - chcieli wstąpić na jedno, a nam nabyć jakieś piwko w którymś ze sklepików (jest ich kilka w miasteczku, a ceny produktów są niższe niż w marketach w okolicznych większych miastach), nie zdecydowali się jednak na wejście do Prokopa, a wizyta w sklepiku przyniosła romskie obserwacje - byli bowiem świadkami kłótni w której słowa miały niewielkie znaczenie.
Wieczór skończyliśmy ustalając na jutro dość wczesną pobudkę, aby zdążyć objechać Zamki Czeskiego Raju, co nie przeszkodziło nam rozpracować gry Horror w Arkham, której fabuła w połączeniu z niezwykłą atmosferą nocnego jakby wymarłego Josefova wprowadziła naszą wyobraźnię na naprawdę wysokie obroty.

5.05.2010 - Dzień Drugi (środa) - Josefov-Humprecht-Kost-Trosky-Jičin-Pecka-Josefov

Ten dzień przeznaczyliśmy na objazd zamków Czeskiego Raju. Na początek pojechaliśmy do miejscowości Sobotka przez Jičin (dzięki mapie od Petra mogliśmy sobie pozwolić na wyprawę drogami bocznymi z Jaromierza przez Lázně Bělohrad) a stąd drogą nr 16. Z Sobotki do pałacu Humprecht, który stał się naszym pierwszym celem, prowadzą drogowskazy. Pałac ten jest z tego względu ciekawy, iż został zbudowany na planie koła. Samochód zostawiliśmy na parkingu (nie było żadnego cennika, mimo tego, że w internecie wyczytałam, że parking kosztuje 30CZK) i przez park przeszliśmy do wzgórza, na którym leży pałac. Budowla wzorowana na wieży Galata z Konstantynopola powstała w XVII wieku jako pałacyk myśliwski, obecnie znajduje się w niej muzeum poświęcone miejscowości Sobotka. My darowaliśmy sobie zwiedzanie muzeum (60CZK od osoby) a jedynie weszliśmy na balkon widokowy (10CZK), z którego można podziwiać spory kawałek okolicy, o której opowiadała nam Pani Przewodnik, przepraszając, że niestety nie zna polskiego. Nie przeszkadzało nam to w zrozumieniu większości z tego co mówiła. Należy pamiętać, że pałac jest w okresie od maja do września czynny codziennie oprócz poniedziałków, w kwietniu i październiku jedynie w soboty, niedziele i święta, a w pozostałe miesiące jest zamknięty. Zresztą tak, jak i pozostałe obiekty na naszej trasie.
Kolejny obiekt na naszej drodze to Zamek Kost znajdujący się w pobliżu (należy się kierować za drogowskazami na Hrad Kost lub na miejscowość Podkost). Zamek wybudowano w stylu gotyckim, a budowę rozpoczęto w pierwszej połowie XIV wieku. Nowsze części powstały na początku wieku XV. Dbający o zamek kolejni właściciele spowodowali, że i my możemy się dziś cieszyć jego potężnymi, majestatycznymi kształtami. Pod zamkiem można zaparkować bezpłatnie, a wejście do niego kosztuje obecnie w zależności od tego co chcemy zwiedzić od 60 CZK (z tego co zrozumiałam bez komnat, jedynie dziedzińce, chaty w obrębie murów) do 160 CZK za przejście obydwoma trasami, wzdłuż, których można zwiedzać komnaty (jedna trasa 100 CZK). Przejście konkretnymi trasami zaczyna się o wyznaczonych godzinach, które są wyświetlane przy kasie w sklepiku z pamiątkami. My na zamek nie weszliśmy ze względu na dość długi czas oczekiwania na interesującą nas drugą trasę – poświęconą prawu karnemu na przełomie wieków (pierwsza trasa prowadzi przez galerie przedstawiające historię rodu Kinskich). Obeszliśmy go z zewnątrz, podziwiając stan zachowania murów (podobno jest to najlepiej zachowany zamek w Czechach) i skałę, na której został wybudowany – pomiędzy dwoma stawami, Czarnym i Białym, które w razie konieczności mogły spowodować iż zamek stał w środku niedostępnego bagniska. Żałowaliśmy potem trochę, iż nie weszliśmy chociaż na dziedziniec, jednak o tej możliwości, dowiedzieliśmy się dopiero będąc już z powrotem w domu – nie wiem, czy nie zauważyliśmy jej w cenniku na miejscu, czy też nie była zamieszczona?
Za to w sklepiku z pamiątkami zostawiliśmy trochę pieniędzy – moi bracia postanowili nabyć kielichy ewidentnie kojarzące się z Graalem 🙂
Kolejny cel to zamek Trosky z dumnie sterczącymi w niebo wieżami. Z Kosta należy kierować się przez Mladějov i Ujezd pod Troskami. Trosky znaczy po prostu po czesku „ruiny”, nazwa zamku wybudowanego w końcu XIV wieku na skalnym masywie znacznie przewyższającym otaczający go teren, nie jest znana. Dwie wieże (Panna i Baba) widoczne są z daleka i stanowią symbol Czeskiego Raju. Widok rozciągający się z Panny – wyżej położonej z dwóch wież, zapiera dech w piersiach. Za przywilej zobaczenia go zapłaciliśmy po 50CZK. Za kolejne 5 koron dostaliśmy opis historii zamku w języku polskim. Osoby z lękiem wysokości powinny być ostrożne przy zdobywaniu zamku, ale naprawdę polecam! Zobaczywszy w kasie za szybą grafikę przedstawiającą zamek, nabyliśmy ją z radością, tym samym powiększając kolekcję wiszącą na naszych ścianach.
Po zejściu ze wzgórza zamkowego poza bólem nóg poczuliśmy też głód – a zatem kierunek Jičin. Tu poza chęcią sfotografowania rynku, na którym książę pan klął szpetnie po francusku (pamiętacie Rumcajsa?) przyciągnęła nas też nadzieja na skosztowanie czeskiej kuchni. Po zaparkowaniu na rynku (parking darmowy), najpierw skierowaliśmy się do najbliższej restauracji. Była to „Restaurace u Anděla”, czyli „Pod Aniołem”. Posiłek był bardzo smaczny i naprawdę tani. Ja zamówiłam specjalność kuchni a przyniesiono mi dwa rodzaje knedlików, 4 rodzaje mięs, kawałek ostrej pieczonej kiełbaski i pyszną zasmażaną kapustę – to wszystko za 135 koron! Wierzcie – nie poradziłam sobie z tym wszystkim, ale wszystkiego skosztowałam, a potem obdzielałam resztę załogi. Moje zamówienie było najdroższe, inni zamówili pełny obiad (knedliki, mięsko i np. szpinak) za 75CZK. Polecam lokal. Wchodząc do środka nie należy się zniechęcać wystrojem i od razu kierować się na prawo – tam jest sala dla niepalących. Na głównej sali siedzą miejscowi panowie zdmuchują pianę z piwa, popijają, oglądają telewizję i namiętnie palą.
Zaspokoiwszy głód przeszliśmy się po mieście a potem wspięliśmy się na wieżę bramną (Valdická Braná😉 skąd za 20CZK mogliśmy podziwiać Jičin z góry. Dzięki tej wizycie zlokalizowaliśmy po pierwsze wyjazd z rynku, w interesującym nas kierunku, po drugie market, w którym jak się później okazało wszystko było droższe niż w josefovskich sklepikach, a ponadto, gdy Paweł postanowił spaść ze schodów przekonaliśmy się o ogromnej życzliwości Pani sprzedającej bilety (Pawłowi nic poważnego się na szczęście nie stało – ot nadwyrężona kostka). No i ja nabyłam sobie pamiątkę w postaci drewnianej odznaki turystycznej z Rumcajsem.
Kolejny, ostatni już cel na dziś to zamek Pecka w miejscowości o tej samej nazwie – z Jičina najpierw drogą nr 16 na Novą Pakę, a potem już trzeba szukać drogowskazów na Peckę. Ten zamek nie zachował się w całości jak Kost, ale również można tu zwiedzić komnaty za kwotę 60CZK. Nowożeńcy w obliczu obolałych nóg (nie są przyzwyczajeni do naszego sposobu wypoczywania) i paskudnej pogody (gdzieś pomiędzy Jičinem a Pecką – pewno na granicy Czeskiego Raju, gdyż ta ostatnia miejscowość, leży już poza nim – zgubiliśmy słońce, a w zamian dostaliśmy zimny wiatr i deszcz) zostali w samochodzie, a reszta z nas ruszyła zdobywać ostatni obiekt na trasie. Okazało się że przybyliśmy ponad pół godziny za wcześnie – tyle trzeba czekać na kolejne wejście do komnat. W związku z tym obeszliśmy zamek, posiedzieliśmy na ławeczce na punkcie widokowym i uciekliśmy do auta przed deszczem. Generalnie zawsze bardziej interesowały nas zewnętrza niż środki…
Do Josefova wróciliśmy blisko godziny 18 i postanowiliśmy zakończyć dzień w Piwiarni, którą polecał nam Petr jako posiadającą prawdziwy czeski klimat. Nazywa się ona "U Prokopa", jest ciemna, zadymiona, niewielka (ledwie 3 mniejsze stoliki i 2 większe), na ścianach ma wymalowanych cesarsko-królewskich żołnierzy i chwytliwe hasło mówiące iż „wszędzie dobrze, ale tutaj najlepiej”. Piwo podawane do stolika z gęstą nie chcącą zniknąć pianą, spływającą po ściance… Piliśmy Krakonoša i zasmakował nam. Siedzący przy stoliku obok Czesi przyglądali nam się ciekawie a na pożegnanie wyrazili sympatię dla naszego kraju. To był bardzo przyjemny wieczór, który zakończył się oczywiście w Arkham 😉

6.05.2010 - Dzień Trzeci (czwartek) - Josefov-Kunětická Hora-Josefov

Jako że środa była bardzo męcząca, w czwartek postanowiliśmy odwiedzić tylko jedno miejsce. Wstaliśmy kiedy kto miał ochotę, zjedliśmy śniadanie, po którym ja, Romek i Paweł mimo siąpiącego deszczu wybraliśmy się na spacer po nadal pustych tym razem porannych uliczkach Josefova. Zajrzeliśmy do paru bram, zrobiliśmy kilka zdjęć i lunęło! Przemokliśmy dokładnie, a uciekając do pensjonatu zahaczyliśmy jeszcze o sklepik spożywczy w celu nabycia chlebka.
Deszcz wkrótce minął i już w komplecie ruszyliśmy na podbój Kunětickiej Hory. Znajduje się ona na południe od Hradca Kralove obok miejscowości Kunětice. Zamek ten wielbicielom czeskich produkcji filmowych od razu wydaje się znajomy... jest to bowiem zamek Rumburaka z serialu Arabela. Za wejście zapłaciliśmy po 60 koron i w ramach oszczędności postanowiliśmy nie robić zdjęć (płatne 100 koron). Szybko jednak zmianiliśmy zdanie, gdy Michał  z Asią  i Pawłem jako pierwsi weszli do środka (ja i Romek zajęliśmy się najpierw oddaniem należnych pieszczot zamkowej koteczce). Wybiegli i kazali nam natychmiast kupować bilet dla aparatu - w pierwszym bowiem pomieszczeniu pysznił się pod sufitem gumowy gad... na oko wywerna, choć próbowano nam wmawiać, ze to smok 😉
Po zamku można dreptać dość długo, oczywiście obowiązkowa wieża widokowa, na której zrobilismy sobie pierwsze i ostatnie wspólne zdjęcie z tego wyjazdu. Próbowaliśmy też zdjęć artystycznych - zachęcał szalejący na wieży wicher, który stawiał nam włosy na sztorc.
Pod zamkiem są dostępne inne atrakcje - można spróbować jazdy konnej, obejrzeć coś w rodzaju mini zoo z kozami, strusiami, a nawet żubrami (te biegające beztrosko robiły największe wrażenie). Dla Asi fotografowanie zwierząt stało się największą atrakcją tego wyjazdu. Jest tu także restauracja o nazwie Stodoła, w której zjedliśmy obiad - podane na drewnianej desce plastry piekącej się na rożnie szynki z chlebem, ogórkiem, musztardą i chrzanem. Kelner znał nieco nasz ojczysty język, a my próbowaliśmy swoich sił w czeskim. Było przyjemnie i słonecznie mimo niezbyt pięknego poranka.
Wieczór jak poprzednio spędziliśmy "U Prokopa", po powrocie postanowiliśmy poszukać Petra, aby zapłacić wreszcie za pobyt. Znaleźliśmy go w barku, gdzie rozmawiał z kolejnymi gośćmi - dziewczyna okazała się być Polką po mamie pochodzącej z Rybnika. Zamiast zapłacić („przyjdźcie jutro&rdquo😉 wypiliśmy tu po jeszcze po jednym piwku i poszliśmy do siebie, gdzie tym razem za sprawą gry planszowej przenieśliśmy się do Carcassonne 🙂

7.05.2010 - Dzień Czwarty (piątek) - Josefov-Nachod-Kłodzko-Gliwice

Tego dnia wstaliśmy wcześnie, jako że przed nami podróż do domu. Zjedliśmy śniadanie z udziałem gorących kubków, zapłaciliśmy (5250CZK za trzy noclegi dla pięciu osób), pożegnaliśmy się, obiecaliśmy rozsławiać pensjonat w świecie i ruszyliśmy do domu.
Początkowo chcieliśmy zatrzymać się w Skalnym Mieście w Teplicach, lecz po naradzie, uwzględniając wolę poszczególnych uczestników wycieczki, zdecydowaliśmy się jedynie na zwiedzanie zamku w Nachodzie. W murach zamku, który postawiono w tym miejscu w XII wieku mieści się obecnie galeria sztuki, my weszliśmy jedynie za 20CZK od osoby na punkty widokowe i do ogrodów. Zamek jest rozległy i wznosi się nad miastem na stromym pagórku, pod który można podjechać samochodem. W dawnej fosie podobno mieszkają (mieszkały?) niedźwiedzie, ale my zauważyliśmy jedynie napisy.
Po obejściu i obfotografowaniu zamku, zjechaliśmy na dół i weszliśmy do spożywczaka (po czesku "potraviny"😉 aby wydać nasze ostatnie korony na obowiązkową Studencką (ile rodzajów jej narobili! nam zasmakowała wiśniowa) i Lentilki.
Z Nachodu udaliśmy się do Kłodzka, zwiedzać twierdzę, którą już nie raz obiecywaliśmy sobie zobaczyć (parę razy jadąc gdzieś dalej mijaliśmy ją wzdychając). Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę pod cudem architektury drogowej - wiaduktem kolejowym w Lewinie Kłodzkim. Twierdzę zaczęliśmy zwiedzać dość niefortunnie - mianowicie widząc wejście do podziemnej trasy turystycznej weszliśmy, przeszliśmy i wyszliśmy na końcu nie wiadomo gdzie... Twierdza niby widoczna z daleka, nie chciała się pokazaćz bliska. W końcu pokierowani przez tubylca (okazało się że trasę podziemną przeszliśmy od końca do początku) odnaleźliśmy naszą zgubę. Nie zwiedziliśmy twierdzy tak dokładnie jakbyśmy chcieli, uciekając przed watahą rozkrzyczanych dzieciaków z wycieczki szkolnej, ale i tak zrobiła na nas wrażenie.
Pewno będziemy chcieli zajechać tu jeszcze raz przy okazji.
W domu byliśmy koło godziny 16:00.

Wyjazd generalnie bardzo udany, naprawdę serdecznie polecam pensjonat Wunsch w Josefovie. Miasteczko może póki co jest jeszcze dość odrapane i nawet smutne, ale prace nad poprawą jego wizerunku, nad wyremontowaniem kamieniczek i odmalowaniem elewacji trwają i posuwają się do przodu. A wokół Josefova jest tak wiele różnych atrakcji, że każdy znajdzie coś dla siebie.










Kunětická Hora Kunětická Hora Josefov - miejsce bramy Twierdza Kłodzko Twierdza Kłodzko Twierdza Kłodzko Twierdza Kłodzko Twierdza Kłodzko Lewin Kłodzki Náchod Náchod Náchod Náchod Náchod Náchod Náchod Obiadek w Stodole Kunětická Hora Kunětická Hora Kunětická Hora Kunětická Hora Kunětická Hora Pecka Pecka Pecka Pecka Pecka Pecka Jičin - rynek Jičin - wieża bramna Jičin Jičin Jičin - pyszne tanie czeskie jedzonko Jičin - restauracja, którą gorąco polecamy Jičin - rynek Trosky Trosky Trosky Trosky Trosky Trosky Trosky Kost Kost Kost Kost Kost Kost Humprecht Humprecht Humprecht - widać z niego miejscowość Mlada Boleslav, rodzinne miasto Skody Humprecht Humprecht Josefov nocą Josefov Josefov Josefov Josefov Josefov Josefov Josefov - polski akcent Josefov Josefov - piwiarnia u Prokopa Josefov - piwiarnia u Prokopa Josefov Josefov - pizzeria Josefov - ulica z pizzerią Josefov - przy Ravelinie XIV Josefov - mury twierdzy Josefov - mury twierdzy Josefov - mury twierdzy Josefov - mury twierdzy Josefov Josefov - pensjonat Wunsch, Pansky Pokoj Josefov - pensjonat Wunsch, Pansky Pokoj Josefov - pensjonat Wunsch Josefov - pensjonat Wunsch, podwórze Josefov - pensjonat Wunsch, podwórze Josefov - wjazd do pensjonatu Josefov - pensjonat Wunsch
Avatar użytkownika
Anna Siemomysła Krajtroter 6623 kilometrów

Komentarze

Avatar użytkownika
Anna Siemomysła Krajtroter 6623 kilometrów
2010-08-24 20:52:41
My w maju mieliśmy całkiem chłodno, można rzec deszczowo od czasu do czasu ;)
Naprawdę polecam te okolice dla fanów zamków i ruin to prawdziwa gratka - sporo obiektów w niedużej odległości.
Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk Krajtroter 1125486 kilometrów
2010-08-24 07:46:45
Super wycieczka, my też chceliśmy dojechać do Jicina podczas tegorocznego wypadu do Czech, ale skończyło się na okolicach Opavy, bez noclegu, w taki upał to trochę za dużo dla mojego męża hehe
Newsletter Wypisz się z newslettera
Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 15 lat przez aktywną rodzinkę złożoną z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami. Na przyjaznym Forum mamy 48 tys. postów. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy blisko 25 000 polubień, a na Instagramie ponad 2 300 Obserwujących.
Dreptamy.pl - wszystkie nasze wycieczki po Polsce
Copyright 2005-2020