Britsish Museum,rzeźba Maui, Danusia

Londyn w maju

2013-05-02 - 2013-05-05
2014-05-17 19:30:37
Avatar użytkownika
Danusia 183047 kilometrów

Majowy weekend 2013 spędziłam na wycieczce w Londynie.

Miejsca odwiedzone podczas wycieczki
Windsor > Berlin > Londyn > Słupsk > Londyn > Londyn > Londyn > Berlin > Słupsk > Londyn

Gdy wyjeżdżaliśmy w z Polski było bardzo chłodno,a na drzewach ledwo tu i ówdzie zieleniły się pierwsze listki. Ku mojemu zaskoczeniu Londyn powitał nas piękną pogodą i tęczą kolorowych kwiatów w parkach i na skwerach. Prosto z lotniska ruszyliśmy do królewskiej rezydencji w Windsorze. Po drodze minęliśmy aleję wiodącą do Ascot i przeszliśmy przez specyficzne centrum handlowe zorganizowane w miejscu dawnego peronu.Obecnie stoi tam imponujący zabytkowy parowóz The queen.



Kolejka do kasy była równie imponująca jak sam zamek,ale jakoś dotarliśmy do celu. Zwiedzaliśmy udostępnione komnaty królewskie. Największe wrażenie zrobiła na mnie  sala z zabawkami królewskich dzieci. Bagatelka,kosztujące fortunę markowe ubranka dla lalek, krojone na miarę, na każdą okazję i kosztowne  repliki eksluzywnych samochodów specjalnie od producentów. Oczywiście niezłą atrakcją,była też zmiana warty. W upalny dzień wartownicy gotowali się w futrzanych czapach i tupali gniewnie na zbyt nachalnych turystów.

British Museu,kamień z Rossety

Jadąc do hotelu przyglądałam się mijanym londyńskim ulicom. Bardzo charakterystyczne czerwone double-deckery i czarne taksówki oraz specyficzne angielskie budynki sprawiają,że miasto ma swój niezwykły,niepowtarzalny  klimat. Po zalogowaniu się w hotelu jedziemy na wiszący most na Tamizie- The Millennium Bridge. Mamy z niego świetny widok na Tamizę oraz słynne londyńskie szklane wieżowce. Jednak przyjechaliśmy tu przede wszystkim na London Eye  ( koło Milenijne powstałe u progu nowego tysiąclecia w 1999r.) , czyli największy, do tej pory zbudowany w Europie diabelski młyn. Porusza się on bardzo wolno,nie musi więc zatrzymywać się ,by ludzie wsiadali i wysiadali, odbywa się to niejako " w biegu". Nie ma co obawiać sie choroby lokomocyjnej,nic takiego nikomu nie grozi. Problem mogą miec jedynie Ci,których męczy lęk wysokości ,bo w szczytowym punkcie młyn na 135m wysokości. Przejażdżka trwa ok. 40 minut i warta jest wydanych na nią pieniędzy. Widok jaki obserwujemy podczas jazdy jest niesamowity. Byliśmy tam już pod wieczór,więc feeria świateł i panorama nocnego Londynu jest trudna do opowiedzenia. Pięknie podświetlony Pałac  i Opactwo Westminster to niezapomniany obraz.

Następnego dnia metrem udaliśmy się na Trafalgar Square. To centralny plac Londynu upamiętniający zwycięstwo brytyjskiej Royal Navy w bitwie morskiej pod Trafalgarem. Po oczywistej w tym miejscu sesji zdjęciowej skierowaliśmy się do National Gallery. To bezpłatna,imponująca  galeria malarstwa z lat 1250-1900. Głównie można podziwiać tam dzieła impresjonistów,słynne "Słoneczniki " Van Gougha,"Kapiącą się kobietę" Rembrandta,
"Madonnę w grocie" Leonarda da Vinci,a także obrazy Corteza,El Greco,Rafaella Santi i Cezanne. Zwiedzanie  galerii zajęło nam sporo czasu. Potem był spacer ulicą Whitehall  w stronę Downing Street i dalej ku Opactwu Westminster.  Opactwo Westminster dla Brytyjczyków jest tym mniej więcej,czym dla Polaków Wawel. To tutaj spoczywa większość angielskich władców,tutaj odbywają się ceremonie koronacji, brali ślub książę Wiliam i Kate Middleton. Po drodze obowiązkowe zdjęcia z Big Benem,Parlamentem i London Eye  w tle,z tego miejsca mieliśmy  dobrą perspektywę.

Znużeni spacerem, zwiedzaniem pięknego opactwa oraz upałem z ulgą odpoczywaliśmy na trawnikach Saint James Park. Niesamowite są te londyńskie parki, w których w słoneczny dzien na trawnikach relaksują się  dosłownie tłumy londyńczyków. Szeroką aleją The Mall wzdłuż   Green Park dotarliśmy do Buckingham Palace-oficjalnej,londyńskiej rezydencji królowej. Gdy na szczycie masztu powiewa flaga królewska jest to znak,że królowa jest właśnie w swojej rezydencji. Tamtego dnia byla.



A potem kolejną, leniwą godzinkę spędziliśmy w Hyde Park obiadując i pijąc kawę w Serpentine Bar & Kitchen. Żałuję,że nie dotarliśmy do słynnego  Speaker`s Corner, ale czas był już na małe zakupy. W tym celu udaliśmy się do Domu Handlowego Harrodsa. ;-) No cóż,miałam zamiar wrócić własnym jaguarem lub rolls-roycem,ale ...akurat nie mieli takiego pod kolor moich oczu;-) Zakupy skończyły się więc  tradycyjnie w Primarku.

British Museum,sztuka starożytna-Assyria

Trzeci dzionek w Londynie zafundował nam niezbyt miłą niespodziankę w postaci zimnego deszczu. Zwiedzanie rozpoczęliśmy do drugiego ważnego kościoła w Londynie czyli Katedry świętego Pawła. To tutaj brali ślub książę Karol i księżna Diana. Niestety,nie można było wejść do środka,tego dnia katedra była zamknięta. Wejścia tu ,podobnie jak do Opactwa Westminster ,są niestety płatne.

Ruszyliśmy dalej w stronę londyńskiego City. City of London zwane jest także czasami Kwadratową Milą,bo tyle miejsca zajmuje. Można określić to miejsce jako dzielnicę podatkowo-ubezpieczeniowo-bankową. To finansowy pępek świata,świat finansjery i wielkiej kasy. Tu ma,między innymi,  swoją siedzibę Centralny Bank Angli i słynne Towarzystwo Ubezpieczeniowe Lloyda.Przeszliśmy do Guidhall Art Gallery,a po krótkim jej zwiedzaniu na Paternoster Square. Potem był spacer między szklanymi domami ze słynnym "ogórkiem"  30 St Mary Axe oraz Shard (odłamek szkła)  na czele. Zobaczyliśmy też najstarszą ,bo pochodzącą z 1652 r. , kawiarnię w Londynie funkcjonującą do dziś oraz zabytkowy,jeden z najstarszych londyńskich rynków Leadenhall Market. Nawiasem mówiąc w tym miejscu nagrywano kilka scen do filmu o  Harrym Potterze.

British Museum,sztuka starożytna-Assyria

Kolejnym punktem naszej wycieczki tego dnia było słynne  Tower. Zanim do niego dotarliśmy zatrzymaliśmy się przez chwilę w miejscu ,gdzie publicznie dokonywano egzekucji i gdzie ,między innymi, został stracony przez ścięcie głowy Tomasz Moore. Przed wejściem do muzeum przez chwilę podziwialiśmy słynny Tower Bridge. W końcu zdjęcie przy nim ,to obowiązkowy punkt wszelkich wycieczek do Londynu. Zamek Tower robi ponure wrażenie,zwłaszcza,gdy weźmie sie do serca opowiadnia przewodnika o tym,ilu ludzi straciło tam w okrutny sposób życie. W dawnej Anglii był to rodzaj więzienia dla dostojników,władców oraz ważnych osobistości. W wydzielonych komnatach oczekiwali tu na wyrok,który najczęściej był skazujący. Egzekucje publiczne  były dokonywane na wzgórzu Tower Hill, na oczach zgromadzonych tłumów,ku uciesze gawiedzi. Egzekucje bardziej kameralne odbywały się w Tower Green. Między innymi tu stracono dwie królowe,żony króla Henryka VIII-Annę Boleyn i Katarzynę Howard. W Jewel House można podziwiać klejnoty koronne rodziny królewskiej. Warto też przejechać się podziemną kolejką Tower Hill Pageant ukazującą sceny z historii Londynu. Ciekawostką Tower są królewskie kruki dostojnym krokiem przechadzające sie po trawnikach Tower.Mieszkają tu od XVII wieku. Nie odlatują,bo mają unieruchomione skrzydła. Legenda mówi,że gdyby odleciały,upadłaby Wielka Brytania.

Po zwiedzaniu Tower mieliśmy trochę czasu wolnego dla siebie. Oczywiście kupiliśmy jakieś drobne  pamiątki typu herbata angielska w pudełku z kształcie angielskiej budki telefonicznej czy magnesik z double-deckerem. Przed wszystkim jednak poszliśmy na najlepsze w mieście tradycyjne brytyjskie danie ,czyli fisch and chips ( ryba z frytkami). Zapomniałam napisać,że wszyskie obiady jadaliśmy na mieście,codziennie w innym pubie,więc trochę tego tradycyjnego angielskiego jedzenia mieliśmy okazję skosztować. Nie wszystko mnie zachwyciło,ale to rzecz gustu i przyzwyczajenia. Natomiast puby angielskie zdecydowanie rożnią się od tego,co my w Polsce uważamy za pub. Można tam oczywiście zjeść,ale przede wszystkim napić. Pije się zwykle piwo. Najczęściej typu "ale" w różnch odmianach: leger,bitter,old,stock,mild. Zaskakujące jest ,że londyńczycy po pracy tłumnie gromadzą się w pubach,by porozmawiać przy piwie. Puby o tej porze dnia są wypełnione po brzegi,a w pogodny dzień tłumy stoją także po prostu na ulicy przed lokalem. Przyznaję,że początkowo myślałam,że może jakiś wypadek się tam wydarzył;-)

Obserwując codzienne życie Londynu minęliśmy  chińską dzielnicę i słynne Soho,znane jako "czerwona dzielnica". Kierowaliśmy się do Leicaster Street ,by jeszcze przez jakiś czas pobuszować w tamtejszych licznych sklepach popularnych sieciówek. Następnie ruszyliśmy ku ostatniemu już punktowi naszej wycieczki czyli do British Museum. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w Covent Garden Market. Ciekawy rynek ,na którym oprócz licznych sklepików i kafejek nie brakuje też artystów wszelakiego rodzaju,popisujących się przezd publicznością na świeżym powietrzu.

British Museum największe na świecie ,muzeum historii starożytnej  jak większość muzeów w Londynie,jest bezpłatne. Codziennie przewijają się tam tłumy z całego świata. Nic dziwnego,bo i zgromadzone w nim skarby pochodzą z różnych stron świata.  Jest w nim ok. 7 mln eksponatów ukazujących dzieje i rozwój ludzkości. Funkcjonuje nieprzerwanie ( z wyjątkiem okresu wojny) od 1759 r. Zbiory podzielono tematycznie i kulturowo.Można zobaczyć tam zabytki kultury egipskiej,celtyckiej,japońskiej,greckiej,azteckiej,czy rzymskiej. Najbardziej cenne obiekty to kamień z Rosetty,rzeźby z Panteonu i mumie egipskie. Zwiedzanie tego obiektu zajęło nam kilka godzin,ale warto było. Zawsze marzyłam,by kiedyś zobaczyć zgromadzone tu dzieła i starożytne eksponaty.

British Museum,ekspozycja czasomierzy

Wszystko co dobre, szybko się kończy. Następnego dnia o świcie pojechaliśmy na lotnisko Getwick,stamtąd mieliśmy lot do Berlina,a z Berlina busem wróciliśmy do domu. Z całą pewnością Londyn należy do tych miejsc na świecie,do których chciałabym jeszcze kiedyś wrócić.

 

British Museum,sztuka starożytna

 

Avatar użytkownika
Danusia 183047 kilometrów

Komentarze

Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk 1111425 kilometrów
2014-05-25 07:22:31

Mnie to zszokowało tym bardziej, że bylismy ponad 10 lat temu i wtedy u nas to jeszcze tabliczki nie deptać trawy wszędzie niemal były :) Jak zobaczyłam jak tam się korzysta z zieleni to było coś szokującego i wspaniałego zarazem, teraz i w Polsce już się to zaczyna, np. w tym parku paprocańskim widzieliśmy po prostu ludzi piknikujących na kocyku w parku, kiedyś to tylko na plaży było możliwe. 

Avatar użytkownika
Danusia 183047 kilometrów
2014-05-24 10:37:01

Danusiu,Tadziu,Londyn wart jest odwiedzin,choć jest miastem zatłoczonym i bardzo znanym.

Aniu, angielskie parki,to jest to ,co rzeczywiście może zachwycać. My też mamy w Polsce wiele ładnych parków,ale zupełnie inne spojrzenie na możliwości korzystania z nich. A czasem chciałoby sie tak po prostu poleżeć na trawie...

Avatar użytkownika
Tadeusz Walkowicz 68331 kilometrów
2014-05-23 06:05:55

Piękna podróż Danusiu, nie byłem w Londynie, ale dzięki Twoim zdjęciom odbyłem tą podróż.

Pozdrawiam Tadek

 

PS. Zapraszam do moich nowych wycieczek

Avatar użytkownika
Danuta 37207 kilometrów
2014-05-19 18:59:09

Wspaniała wiosenna wyprawa Danusiu! Nie byłam jeszcze w Londynie, a po przeczytaniu Twojej opowieści zamarzyłam ...

Na jednym ze zdjęć zauważyłam nazwę polskiej ulicy. Dla mnie to jest  zawsze ogromne wyzwanie aby będąc za granicą- znaleźć "poloniki".

Pozdrawiam serdecznie :-)

Avatar użytkownika
Danusia 183047 kilometrów
2014-05-19 13:35:39

Co do "dziwnych" londyńskich  dzielnic...Ku mojemu zdumieniu nasz hotel znajdował się żydowskiej dzielnicy. Nie widziałam w Polsce do tej pory tak ortodoksyjnych Żydów,było to dla mnie całkiem nowe doświadczenie.

Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk 1111425 kilometrów
2014-05-19 13:02:42

Anglicy jak i inne narodowości mają wśród mieszkańców tych z humorem i tych marudzących :) Zresztą trudno w Londynie Anglików spotkać hehe Dla mnie też nie są duże miasta, a Londyn pod tym względem to kolos, nie tylko wielkością ale przytłaczającą różnorodnością, która w niektórych momentach nawet mnie przerażała, tym bardziej że byliśmy tam 3 tygodnie chyba i każdą dzielnicę poznaliśmy nawet te "dziwne". A są też miejsca zachwycające i dla nich z pewnością warto odwiedzić to miasto, prócz zabytków zachwycaliśmy się parkami.

Avatar użytkownika
Danusia 183047 kilometrów
2014-05-19 12:34:42

Aniu,Karolu,dziekuję za odwiedziny i komentarz mojej relacji wycieczkowej. Muszę przyznać,że nie mam wyrobionej opinii na temat Anglików,bo jakoś nie miałam z nimi do tej pory bezpośrednio do czynienia. Natomiast samo miasto i owszem,podobało mi sie bardzo,choć tłum i ogólny pośpiech panujący w metrze czy  na ulicach trochę mnie przeraził. Wielkie aglomeracje zdecydowanie nie dla mnie, ale z pewnością jest tam co oglądać. Poza tym Londyn ma akurat swój bardzo specyficzny klimat,swój niepowtarzalny charakter,który wyróżnia go wśród innych miast. Lubię zwiedzać miejsca, o których dotychczas tylko słyszałam lub czytałam. Cieszę się,że dane mi było zobaczyć niektóre z nich  także w Londynie

2014-05-19 12:17:36

piękna  wyprawa Danusiu -  beautiful trip.

 

Karol   Barsolis  Turysta Kulturowy

PS.

osobiscie mnie  Anglia i Londym nie przypdaly do gustu  .

ponure budynki  ,  ponurzy  angole -  oprócz Naszych Rodakow   ktorych jest mnostwo  na kazdym kroku .

handluje  z angolami - no niestety  jest kiepsko , ten  ich  humor

 

 

Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk 1111425 kilometrów
2014-05-18 20:18:43

Przepiękny Londyn na Twoich zdjęciach! wiemy z doświadczenia, że jest tam co oglądać! :)

Avatar użytkownika
Danusia 183047 kilometrów
2014-05-18 12:45:47

Dziękuję Marianie za miły komentarz. Podróże,zwiedzanie innych krajów,poznawanie innych kultur są bardzo pasjonujące i nie można się nimi do końca nasycić, bo zawsze jeszcze pozostaje coś do  zobaczenia. Dlatego mam nadzieję,że jeszcze kiedyś wrócę do Wielkiej Brytanii,bo jest tam jeszcze wiele właśnie takich miejsc. Póki co,zapraszam do Londynu!!!

Avatar użytkownika
marian 44473 kilometrów
2014-05-18 12:19:51

Świetna  wycieczka. Nigdy nie byłem w Londynie i mam teraz następne marzenie.Super relacja i fotki rewelacyjne.Zazdraszczam.