Wokół Bornholmu, Kuba Terakowski

Wokół Bornholmu

2008-11-16 - 2008-11-18
2008-11-16 11:05:21
Avatar użytkownika
Kuba Terakowski 4421 kilometrów
MARSZON DOOKOŁA BORNHOLMU - czyli 108 km w 26 godzin
MARSZON DOOKOŁA BORNHOLMU - czyli 108 km w 26 godzin


Czas akcji: 8.06.2007 - 9.06.2007
Miejsce akcji: Nexo - Svaneke - Gudhjem - Allinge - Hammershus - Vang - Hasle - Ronne - Boderne - Pedersker - Snogebaek - Nexo*
Udział wzięli: Jacek Hyży (Myślenice), Adam Iwański (Dąbrowa Górnicza), Elżbieta Jarosz (Myślenice), Grzegorz Kochmański (Kraków), Tomasz Kochmański (Kraków), Marek Madejski (Węgrzce), Michał Matuszewski (Kraków), Stanisław Pawełek (Węgrzce), Marek Polus (Skawina) oraz Kuba Terakowski (Kraków).
Bieżące wsparcie na rowerach zapewniły: Joanna Wachta (Gdynia) i Magdalena Zielony (Gdańsk)
Patronat medialny: magazyn "Bałtyckie Podróże".

Jesienią roku 2006 wpadł mi w ręce przewodnik po Bornholmie, Marcina Jakubowskiego. Czytając o szlakach rowerowych zwróciłem uwagę na informację, że ścieżka nr 10 - prowadząca dookoła wyspy - ma 105 km długości... Zaiskrzyło! Prawie tyle samo przeszedłem przecież podczas Dreptaku wokół Krakowa, a górskie Marszony (całodobowe marsze), które organizuję od kilku lat, są wprawdzie nieco krótsze, lecz trudniejsze od rajdów nizinnych. Lubię Bałtyk, więc może by tak wybrać się na... Borszon?

Wysłałem zaproszenia do kilkunastu uczestników Marszonów, najlepiej zaprawionych w długodystansowych marszach. Czy będą mieli ochotę na tak diametralną zmianę otoczenia, czy tylko góry im w głowie? Ku mojemu zdziwieniu prawie wszyscy odpowiedzieli pozytywnie! Wielu innych nie zaprosiłem chociaż miałem wielką ochotę, lecz... Borszon to nie Marszon - nie podjąłbym się organizacji tak "masowej" wycieczki zagranicznej.

Przygotowania ruszyły już w zimie - bilet grupowy na pociąg, zabukowanie przedziałów, rezerwacja noclegów w Kołobrzegu oraz miejsc na rejs do Nexo i z powrotem. Wszystko udawało się doskonale. Do czasu. Dziesięć dni przed startem zmarł nagle jeden z uczestników Borszonu - Andrzej Kolasa - nieprzeciętnie sprawny, doskonale przygotowany kondycyjnie, doświadczony. Pokonało go zapalenie płuc... Dzień później poparzyłem wrzątkiem palce lewej stopy. Mój udział w wyprawie stanął pod znakiem zapytania. Co jeszcze się wydarzy? Nie stało się już nic.

7.06.2007 - PROLOG
Godz. 6.45, Kraków. Ruszamy pociągiem do Kołobrzegu.
Godz. 17.00, Białogard. Wsiadają Magda i Asia, pomagamy im wnieść rowery
Godz. 18.30, Kołobrzeg, pensjonat "Tador". Miło tu. Zasypiamy wcześnie, przed nami dwie ciężkie doby.

8.06.2007
Godz. 7.00, Kołobrzeg.
Wypływamy katamaranem "Jantar", anektujemy kąt na dolnym pokładzie. Trudno doczekać się końca rejsu - przygotowani na wielogodzinny marsz, od wczoraj podróżujemy siedząc...
Godz. 11.30, Nexo. Falstart! Nasza niecierpliwość nie zna granic (również państwowych)... Połowa ekipy wyskakuje na brzeg zanim obsługa zdąży zainstalować trap... "Za karę" muszą wrócić z powrotem na pokład.
Godz. 11.45, Nexo. Ruszamy na północ. Przed nami ponad 100 km marszu.
Godz. 12.30, Arsdale. Psuje się karta pamięci w aparacie Adama. Jest niepocieszony, specjalnie z myślą o Borszonie kupił pojemniejszą. Przez walkie - talkie proszę o pomoc Magdę i Asię buszujące na rowerach gdzieś po okolicy. Zabierają aparat z nadzieją, że w Svaneke lub Gudhjem uda im się kupić pasującą kartę.
Godz. 13.00, Svaneke. Kart nie ma. Jest natomiast niedopałek na chodniku - jeden, słownie jeden! W tak czystym miasteczku samotny "pet" pod nogami zwraca uwagę i razi. Odpędzam od siebie przykrą myśl, że to ślad wizyty naszych rodaków. A Polaków widzimy wielu, duża część mijających nas rowerzystów rozmawia po polsku. Idziemy ścieżką rowerową nr 10, ruch jest spory, staramy się wędrować bezkolizyjnie, pamiętając o pierwszeństwie jednośladów.
Godz. 14.00, Bolshavn. Tuż za miejscowością schodzimy z "dziesiątki", skręcamy w stronę morza i niebawem trafiamy na wąską dróżkę, efektownie wiodącą skalistym wybrzeżem Randklove. Widoki zapierają dech w piersiach! Szkoda, że Magda i Asia nie mogą przejechać tego odcinka na rowerach.
Godz. 16.30, Gudhjem. Pierwszy dłuższy postój na naszej trasie. Robimy zakupy, bo to chyba ostatnia okazja przed nocą. Nie ma tu w ogóle małych sklepów spożywczych, tak typowych dla polskich miasteczek. Magda pyta mieszkańca Gudhjem o możliwość zakupu karty pamięci, bornholmczyk odpowiada, że w takich przypadkach dzwoni po pracownika serwisu... Adam nie pytając o nic nikogo, kupuje kartę w sklepie z pamiątkami. Natychmiast wraca mu humor! Wychodząc z Gudhjem po raz drugi opuszczamy ścieżkę rowerową, wybieramy jeden z niewielu na wyspie oznakowanych szlaków pieszych. Prowadzi niezwykle malowniczo wąską ścieżką ponad klifami i przez skalne urwiska. Panorama jest stąd olśniewająca. Niestety, nie można przejechać tędy na rowerze, więc znów żałujemy, że nie podzielimy się z Magdą i Asią radością oglądania tego krajobrazu.
Godz. 18.30, Stammershalle. Wracamy na "dziesiątkę".
Godz. 19.15, Tejn. Zauważamy informację napisaną przez dziewczyny kredą na asfalcie. Mają nad nami godzinę przewagi, pojechały do Hammeren - najdalej na północ wysunięty punkt Bornholmu.
Godz. 20.20, Allinge. Tuż przed naszym wejściem do miasteczka Magda zgłasza się przez walkie - talkie: właśnie z drugiej strony wjeżdżają do miasteczka. Znajdują nam przyjemne miejsce na odpoczynek, spotykamy się po chwili. Od Nexo wędrowaliśmy na północ, teraz zmieniamy kierunek marszu, skręcamy na zachód.
Godz. 21.45, Hammershus. Ponownie opuszczamy "dziesiątkę", by dojść do ruin zamku, dziewczyny na rowerach pomagają nam znaleźć drogę. Trafiamy tam tuż przed zachodem słońca... I milkniemy jak zaczarowani. Takie widowisko potrafi zahipnotyzować. Dopiero chłód wieczoru przywołuje nas do rzeczywistości. Rozdzielamy się, Magda i Asia wracają na ścieżkę rowerową, my wędrujemy szlakiem pieszym, oznaczonym - inaczej niż w Polsce - małymi, żółtymi kółkami. Ścieżka wiedzie najpierw przez mroczny, gęsty las, a później krótkim lecz karkołomnym podejściem (przypominającym nam Perć Borkowskiego na Luboniu Wielkim) wyprowadza na Slotslyngen - rozległe, pochyłe zbocze porośnięte wysoką trawą i zasypane głazami. Słońce schowało się już za horyzontem, lecz niebo jest wciąż cudownie rozświetlone. To jedno z najpiękniejszych miejsc na trasie Borszonu. Znów zmieniamy kierunek marszu, wędrujemy na południe.
Godz. 23.00, Vang. Wracamy na ścieżkę rowerową, spotykamy czekające dziewczyny. Zmierzch powoli przechodzi w noc, lecz na zachodzie wciąż widać poświatę.

9.06.2007
Godz. 0.00, Teglkas.
Zmrok jest ciemnogranatowy. "Dziesiątka" prowadzi malowniczo drogą tuż przy samym brzegu Bałtyku. Szkoda, że po ciemku nie możemy w pełni docenić uroku mijanych miejsc, lecz cóż - idąc przez całą dobę nie sposób zobaczyć wszystkiego w świetle dziennym. No, chyba że za kręgiem polarnym...
Godz. 1.00, Hasle. Niedawno minęliśmy połowę drogi, przed nami 50 kilometrów. Magda i Asia znajdują nam sympatyczne miejsce na postój. Chłodno. Wychodząc z miasteczka gubimy ścieżkę rowerową, z rozpędu gnamy na wprost drogą główną do Ronne, konsekwencją naszej nieuwagi jest wydłużenie trasy Borszonu o ponad dwa kilometry. Noc ani przez moment nie jest czarna. Jeszcze nie ściemniło się na dobre, a już zaczyna się rozwidniać.
Godz. 4.00, Ronne. Na ulicach grupki wychodzącej z pubów, mocno "wczorajszej" młodzieży. My też z pewnością nie wyglądamy świeżo. I zapewne wyglądamy tu dość dziwnie o tej porze... Zaczynają dokuczać nam kontuzje. Ela idzie ze spuchniętym stawem skokowym, Grzegorzowi odnowiła się kontuzja kolan, Tomek ma bąble na stopach, Adam odparzone pięty. Cóż, nic dziwnego - idziemy od szesnastu godzin, a za nami dobrze ponad 60 km. Rozdzielamy się - Magda i Asia jadą na Rytterknaegten - najwyższy punkt Bornholmu (162 m n. p. m.), my suniemy dalej "dziesiątką" - znowu zmieniając kierunek - teraz idziemy na wschód, w stronę Ronne.
Godz. 6.00, Arnager. Tempo marszu spada w miarę jak rośnie temperatura, a rośnie szybko... Grupa zaczyna się coraz bardziej rozciągać.
Godz. 8.00, Boderne. Znajdujemy Magdę i Asię śpiące kamiennym snem obok ścieżki rowerowej. Nie budzi ich ani nasze przyjście, ani rozmowy i zdjęcia... Błyskawicznie jednak przytomnieją, gdy proszę o pomoc w znalezieniu wody. Zdobywają kilka butelek, dostarczają je potrzebującym, kursują pomiędzy prowadzącymi i zamykającymi stawkę, przekazują informacje. Byłoby nam znacznie trudniej bez ich wsparcia.
Godz. 9.30, Pedersker. Tempo nadal spada, upał nadal rośnie, a kontuzje dokuczają coraz bardziej. Decydujemy o modyfikacjach trasy, adekwatnych do naszej formy. Kto czuje się na siłach, ten idzie zgodnie z pierwotnie wytyczoną marszrutą - ścieżką nr 10, natomiast Ci, którym ból utrudnia wędrowanie pójdą krótszymi drogami. Magda i Asia niezmordowanie kursują między nami, niełatwe to zadanie, bo jesteśmy rozproszeni na coraz większym obszarze.
Godz. 10.30, Somarken. Wybrałem "dziesiątkę". Doganiają mnie dziewczyny, chwilę "eskortują" i jadą dalej. Z zazdrością patrzę na łatwość i lekkość z jaką pokonują przestrzeń...
Godz. 11.45, Broens Odde. Najdalej na południowy - wschód wysunięty punkt Borszonu. Doganiam dziewczyny, beztrosko opalają się na plaży. Olśniewająco wygląda ten odcinek wybrzeża Bornholmu, nie bez kozery nazywany Riwierą Północy. Czysty, drobny, jasny piasek, wydmy, błękitna woda, lazurowe, bezchmurne niebo i nieprzytomne słońce.
Godz. 12.30, Snogebaek. Mijam komunikat napisany przez Magdę kredą na asfalcie: Adam, godz. 12.20. Czyli był tu przed chwilą.
Godz. 13.20, Nexo. Przychodzi Adam.
Godz. 13.30, Nexo. Kończę Borszon.
Godz. 13.40, Nexo. Marek i Staszek wchodzą do miasta.
Godz. 14.30, Nexo. Finiszują Grzegorz i Tomek.
Godz. 14.40, Nexo. Metę Borszonu mijają: Ela, Jacek, Marek i Michał. Jesteśmy w komplecie. To była piękna droga! Tylko czemu ta wyspa jest taka mała...? :)
Godz. 18.00, Nexo. Odpływamy. Good bye Bornholm!
Godz. 22.30, Kołobrzeg. Grzegorz i Tomek, którzy potrafili przejść 100 km dookoła Bornholmu, teraz nie są w stanie iść na kwaterę - wzywają taksówkę.
Godz. 23.00, pensjonat "Tador". Ekipa w komplecie, humory - na przekór zmęczeniu - doskonałe.

10.06.2007 - EPILOG
Godz. 5.30.
Magda i Asia startują na rowerach do Białogardu, skąd mają pociąg do Gdańska. Śpieszą się, aby zdążyć na kolejny rajd - tym razem już stricte rowerowy. Są niezmordowane...
Godz. 10.15. Żegnamy Kołobrzeg.
Godz. 21.30. Witamy Kraków.

* Nazwy topograficzne podano na podstawie przewodnika "Bornholm", Marcin Jakubowski, PCiT "Tramp" - Szczecin 2006/2007 (bez duńskich znaków)
Avatar użytkownika
Kuba Terakowski 4421 kilometrów

Ostatnie wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

helper0 2 kilometrów
2012-07-11 11:34:22

tanie loty znajdziecie na www.tanie-latanie.net

Ostatnio edytowany: 2012-07-11 11:38

Avatar użytkownika
Teresa Nowak 6160 kilometrów
2008-11-16 11:30:14
Masz super pomysły na wycieczki.