, Sasanka

Lubelski Starbucks kontra wieszcze polscy

2016-08-15 - 2016-08-16
2017-01-26 22:45:13
Sasanka 561 kilometrów

Sztuka kompromisu… zgłębiamy ją przez całe życie. Wymagając od innych akceptacji naszych pomysłów musimy mieć mocne argumenty i być gotowi na otwartą polemikę. Powinniśmy posiadać jednocześnie umiejętność zmiany planów i dokonywania ustępstw dla dobra ogółu. Przypomniała mi o tym, podczas długiego sierpniowego weekendu, dwójka bardzo wymagających nastoletnich towarzyszy podróży.

Miejsca odwiedzone podczas wycieczki
Cyganówka > Czersk > Kozienice > Czarnolas > Puławy > Wola Okrzejska > Kozłówka > Lublin

Korzystając z uprzejmości rodziny, zaprosiłam do letniego domku w mazowieckim lesie, dziesięciolatka i dwunastolatkę wraz z ich mamami. Zapewniłam, że czekają ich tam niezliczone atrakcje, dlatego nie warto zabierać ze sobą komputerów, tabletów ani telewizorów.



Pozwoliłam sobie na takie ryzyko ponieważ znam te dzieciaki. Bywają marudne, ale są bardzo otwarte i ciekawe świata. I właśnie ten fakt postanowiłam wykorzystać szkicując plan podróży. Założenie było takie… żeby maksymalnie wymęczyć ich w ciągu dnia, tak aby wieczorem padli prosto do łóżek, pozostawiając nam tym samym trochę czasu na plotki.



Zaplanowałam dwa dni intensywnej tułaczki.

Dzień pierwszy Cyganówka - Czersk – Kozienice – CzarnolasPuławy (nieco ponad 200 km)

Dzień drugi Wola Okrzejska – KozłówkaLublin (około 270 km)



O dziwo pobudka o godzinie ósmej rano nie przeraziła ich zbytnio. Na początku myśleli po prostu, że żartuję. Jak tylko odczytali całkowitą powagę z mojej twarzy, przełknęli fakt wczesnej pobudki zdumiewająco dzielnie i bez zbędnych komentarzy. Pisali się na wszystko. (Swoją drogą cieszy mnie, jak dużym zaufaniem darzą mnie w tej materii). Ze swojej strony postawili tylko jeden warunek, który to wywrócił cały mój misterny plan do góry nogami.

Zażyczyli sobie czekoladę ze Starbucksa w Lublinie. W porządku… Lublin był częścią naszego planu, ale żeby od razu Starbucks, pewnie w jakimś zatłoczonym, wielkim centrum handlowym? Oznajmiłam, że zobaczę co się da zrobić i to wystarczyło żeby rano w komplecie wsiedli do samochodu.

Na najbliższym postoju a było to w Cyganówce (Przy drodze krajowej numer 803 znajduje się leśniczówka , która prowadzi zagrodę dzikich zwierząt takich jak sarny, daniele, jelenie, dziki, konik polski, świnki wietnamskie i kozy. Zwierzaki chodzą na wyciągnięcie ręki, i robią wrażenie nie tylko na najmłodszych.) uruchomiłam Internet w celach poszukiwawczych lublińskiego Starbucksa. Na forach pisali niestworzone historie, że …jest…że ma być…że już za miesiąc otwierają! Postanowiłam póki co nie denerwować się faktem niezidentyfikowanego adresu licząc na to, że młodzi zapomną, albo po prostu nie będą już mieć sił dopominać się o swój cel podróży. Kolejne godziny udowodniły w jak dużym byłam błędzie.

Tym czasem ruszyliśmy do Czerska na zamek książąt mazowieckich wybudowany w stylu gotyckim. W XVI w. był rezydencją królowej Bony. Do dzisiaj zachowana jest większość murów zamku i trzy wieże, z których turyści podziwiać mogą okolicę. Na terenie zamku często organizowane są turnieje, jarmarki, czy inscenizacje tematyczne. Nam udało się uczestniczyć w trzeciej odsłonie „XIV-sto wiecznej gry o tron”, a dokładnie: w naradzie księcia i manewrach piechoty.

Po atrakcjach i krótkim odpoczynku wyruszyliśmy na południe w kierunku Kozienic, w których mieliśmy zwiedzić zespół parkowo-pałacowy i przy okazji dobrze zjeść. Przeczytałam o wielu wydarzeniach historycznych jakie miały miejsce na pobliskich terenach. Odbywały się tu między innymi polowania, w których uczestniczył Władysław Jagiełło. To na wysokości tego właśnie miasta, dzięki budowie pontonowego mostu, przeprawiono przez Wisłę wojsko polskie podczas wojny z zakonem krzyżackim. Przed oczami nakreśliłam sobie obraz miasta z tradycjami, zabytkami i turystycznym klimatem. Niestety niczego takiego nie odnalazłam. Błądziłam również w poszukiwaniu pałacu, w którym aktualnie znajduje się Siedziba Urzędu Miasta i Gminy. Byliśmy już bardzo głodni, więc poszukiwania pałacu zostały przyćmione wyczarowaniem czynnej restauracji. Z tym też mieliśmy problem. Ku mojemu zdziwieniu uczestnicy wycieczki nie marudzili. Ostatecznie zjedliśmy przy głównej trasie, na północ od miasta. Po posiłku młodzi odzyskali energię i zaczęli dopytywać… czy do tego Starbucksa to dziś na pewno zdążymy. Po wyjaśnieniu, że jedyną nadzieją na Starbuksa jest Lublin i że Lublin to dopiero jutro… a dziś jedziemy jeszcze zaprzyjaźnić się z Lipą, pod którą tworzył Jan Kochanowski, padło pytanie a kto to był? Żeby młodzież miała zajęcie, a mamy nie straciły resztek cierpliwości… opowiedziałam im kilka historii zapamiętanych jeszcze ze szkolnych lat. W samochodzie zapadła cisza. Dumna z siebie, że udało mi się zainteresować towarzyszy podróży tematem, spojrzałam we wsteczne lusterko by stwierdzić, że śpią. Hmmm…No dobrze muszą przecież naładować baterie.

Na parkingu w Czarnolesie widać było już zużycie młodego materiału. Moment, w którym okazało się, że muzeum z racji sierpniowego święta jest nieczynne, zmroził krew w moich żyłach. Szybko jednak zrozumiałam, że najważniejsze to dostosować się do zaistniałej sytuacji. Poszliśmy po prostu na spacer alejkami dworku, w którym mieszkał i tworzył Kochanowski. Moja wyobraźnia zadziała błyskawicznie. Widziałam, jak tu chadza z gęsim piórem w ręku… teraz musiałam tylko sprawić by młodzież też to zobaczyła.

Dałam im kilka minut na pomarudzenie, na zrobienie wymyślnych zdjęć w szpagacie na tle muzeum, w hip-hopowych pozach przy pomniku pisarza. Następnie rzuciłam hasło o poszukiwaniu lipy, pod którą napisał najbardziej znany tren dla swojej zmarłej córki. Przynęta chwyciła. Zaczęli dopytywać… ile miała lat, a na co umarła, a ile poeta miał dzieci… Nikt z nas nie znał poprawnych odpowiedzi, więc każdy miał zapamiętać po dwa pytania i wieczorem doczytać w Internecie informacje, następnie podzielić się nimi z resztą uczestników wycieczki. Poszukiwania lipy dobiegły końca. Okazało się, że została wycięta, a w jej miejsce postawiono kamienny obelisk z popiersiem bratanka poety.

Znalezisko uznaliśmy za sukces i ruszyliśmy w stronę Puław. Naszym celem był pałac Czartoryskich, a właściwie, okalający go park krajobrazowy z zabytkowymi, ogrodowymi budowlami. Ku mojej radości na pytania o Czartoryskich młodzież nie miała już siły. W drodze powrotnej zajęliśmy się podziałem obowiązków do przygotowania wieczornego ogniska. Skończyło się na grillu i bez plotek, bo starszyzna była równie zmęczona jak dzieci. Poza tym rano czekała nas kolejna wyprawa i wczesna pobudka.

Dzień drugi.

Główny cel wszyscy już znali, Lublin z jego czekoladowymi atrakcjami. Tymczasem ja starałam się tak zorganizować harmonogram, żeby na finiszu nie doszły mnie słuchy, że bez Starbuksa to ten wyjazd i tak był do niczego. Pierwszy przystanek Wola Okrzejska miejsce narodzin Henryka Sienkiewicza. Tego pana, z racji omawianej w szkole lektury„W pustyni i w puszczy”, już kojarzyli. Jechali więc z większym podekscytowaniem. W niewielkim domu, w którym przyszedł na świat polski noblista, można było zobaczyć między innymi jego kołyskę, drzewo genealogiczne, biurko, czy też maszynę do pisania. W jednym z pokoi umieszczono eksponaty z planów filmowych związanych z ekranizacją sienkiewiczowskich powieści. Na zewnątrz w ogrodzie umieszczona została galeria zdjęć, wraz z krótkim opisem miejsc pobytu pisarza. Stworzyły one szlak, którym często podążają jego miłośnicy.

My byliśmy ograniczeni czasowo, dlatego wyruszyliśmy na południe, bezpośrednio do pałacu Zamoyskich w Kozłówce. Obiekt naprawdę godny polecenia. We wnętrzach pałacowych zachowany został autentyczny wystrój z przełomu XIX i XX wieku w stylu Drugiego Cesarstwa. Obok wystawy głównej można zobaczyć Galerię Sztuki Socrealizmu, wystawy czasowe (my trafiliśmy na wystawę rysunków do bajek dla dzieci), zwiedzić kaplicę i powozownię, pospacerować parkiem. Zabawiliśmy tam ponad dwie godziny, a do parku nawet nie zajrzeliśmy… Starbucks wzywał.

Zaparkowaliśmy nieopodal targu pod zamkiem. Ulicą Podwale dotarliśmy do Zamkowej, skierowaliśmy się na zachód by wejść na teren urokliwej starówki pełnej turystów, życia i muzyki. Ciepło, słonecznie i klimatycznie, tak zapamiętam pierwszy pobyt w Lublinie. Wzmocniliśmy się pysznym obiadem w knajpie z tradycyjnym menu regionu. Poszwędaliśmy między kamicami, by w końcu dotrzeć do Archikatedry, następnie przez plac Łokietka dojść do Krakowskiego Przedmieścia, które również tętniło życiem. Przy imponującym ponad stuletnim budynku Grand Hotelu odbiliśmy w kierunku Pałacu Lubomirskich. Otoczyliśmy plac Litewski, który był wówczas w totalnej przebudowie i ruszyliśmy z powrotem przez ścisłą starówkę w kierunku Zamku. Na zwiedzenie było już zbyt późno… na czekoladę w Starbucksie w sam raz… tylko gdzie go szukać? Zaczęliśmy w pobliskiej Galerii. Krzątająca się tam młodzież nie pozostawiła nam cienia wątpliwości, że w Lublinie go nie znajdziemy. Nie chcąc poddawać się zbyt wcześnie zajrzeliśmy jeszcze pod jeden adres, który przewinął się w Internecie, niestety bez powodzenia. Zmęczona, ale o dziwo nie załamana doszczętnie młodzież, po całym dniu tułaczki z przyjemnością zasiadła w samochodzie. Nie mogłyśmy być aż tak bezlitosne, więc rzuciłyśmy hasło, że następnego dnia zajrzymy do Starbucksa w Warszawie, w drodze powrotnej do domu. Wszelkie rozczarowanie odpłynęło w siną dal, a wieczorem piekliśmy kiełbaski przy ognisku.

Sasanka 561 kilometrów

Komentarze

Avatar użytkownika
Joanna 66183 kilometrów
2017-01-28 15:14:19

Ciekawa wycieczka i ciekawe pomysły. I Lublin, który lubię bardzo z pewnych powodów.

Sasanka 561 kilometrów
2017-01-27 17:48:49

Proszę śmiało zapożyczać! :)

Cieszę się, że mogłam kogoś zainspirować;)

Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk 1112231 kilometrów
2017-01-27 10:59:03

Tak to szukanie odpowiedzi to fajny pomysł, skradnę latem, choć nasze też dociekliwe są i w Internetach też już szukac potrafią tego co je interesuje :) Ale ważne jeszcze żeby szukały tego, co warto szukać ;)

Avatar użytkownika
Danusia 183047 kilometrów
2017-01-27 10:24:16

Podziwiam za pomysł zorganizowania młodym ludziom wypoczynku bez mediów :-) Mimo braku czekolady ze Starbucka chyba się udało. Bardzo fajny pomysł z samodzielnym poszukiwaniem odpowiedzi na 2 pytania dotyczące lipy czarnoleskiej, śmierci Urszulki,trenów itp. Swietne wyjście z sytuacji, a przy okazji nauka efektywnego korzystania z informacji zamieszczonych w Internecie. No i trasa samej wycieczki dla mnie bardzo OK. :-) Chyba troszkę zapożyczę sobie latem:-) Pozdrawiam.

Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk 1112231 kilometrów
2017-01-27 09:09:42

Ciekawa wycieczka z młodzieżą w tle, a może w roli głównej ;)