Sprawdź nasz projekt Jurajskie Szlaki Jesienne
, Tymon

Górska wyprawa z tatą

2016-06-24 - 2016-06-26
2016-06-28 09:59:56
Tymon Wędrowiec 201 kilometrów

Nasza pierwsza wyprawa górska na rozpoczęcie wakacji

Koniec roku szkolnego, początek wakacji !!! W tym roku postanowiliśmy razem z moim tatą uczcić ten dzień wyjątkowo. Wybraliśmy się na 3-dniową włóczęgę po górach. Rano miałem uroczyste zakończenie kasy III. Był apel na dworze, potem rozdanie świadectw w klasie. Podczas apelu cały czas staliśmy w pełnym słońcu, a upał był niemiłosierny. Dobrze, że obok mnie stała Lena i miałem o kogo się oprzeć, bo chyba padł bym z tego gorąca... 🙂 w klasie było już chłodniej. Po raz ostatni siedziałem w swojej ławce. Trochę smutno zrobiło mi się na myśl, że w przyszłym roku rozejdziemy się do różnych klas. Na szczęście na pamiątkę dostaliśmy zdjęcie klasowe, więc każdy z nas mógł zabrać „całą klasę” do domu.



W domu jeszcze ostatnie przygotowania i ruszamy w drogę… po przygodę.



Ok 13 wystartowaliśmy... kierunek Szklarska Poręba – tata pozwolił mi siedzieć z przodu, w końcu jestem już w 4-tej klasie 🙂. Droga pomimo, ze trwała długo (tata mówił, że to przez budowę nowej S3) to upłynęła szybko. Mogliśmy ze sobą porozmawiać posłuchać muzyki i poopowiadać dowcipy, zahaczyliśmy też o maca, a nawet udało mi się zdrzemnąć. Do Szklarskiej dotarliśmy przed 17-tą. Najpierw poszukaliśmy kantoru i kupiliśmy korony czeskie, później tata znalazł schronienie dla naszej "reni" i mogliśmy już ruszać w góry.

Wystartowaliśmy spod dolnej stacji kolejki linowej na Szrenicę. Najpierw czarnym szlakiem, a dalej zielonym i czerwonym doszliśmy do wodospadu Kamieńczyk, zajęło nam to o 1h. Krótka przerwa i idziemy dalej czerwonym szlakiem prosto do schroniska Hala Szrenicka. Dotarliśmy tam przed 20-tą. Zdążyliśmy zamówić kolację (kuchnia otwarta do 20-tej), udało nam się zobaczyć piękny zachód słońca, spotkaliśmy też miłego rudego kotka. Na koniec rozegraliśmy z tatą turniej w piłkarzyki o nieformalnego mistrza hali szrenickiej 🙂. Po wieczornej toalecie położyliśmy się do łóżek i spisaliśmy dzisiejsze przeżycia. Teraz jestem już zmęczony i kładę się spać, nie mogę doczekać się jutra.

PS.



Ok 23 pod naszymi drzwiami miałczał rudy kotek, dopiero następnego dnia dowiedzieliśmy się, że to Wacław i miałczał dlatego że lubi spać w pokoju razem z turystami… szkoda że tego nie wiedziałem wcześniej.

Dzień drugi (25.06.2016)

Tata obudził mnie wcześnie rano (o 7.30) i powiedział żebyśmy wyszli z rana bo zapowiadają upały i może się ciężko iść. Poszliśmy na śniadanie, ja zjadłem płatki z mlekiem, a tata jajecznicę, namówiłem tatę na ostatnia partię w piłkarzyki i poszliśmy do pokoju przygotować się do wyjścia. Z hali szrenickiej ruszyliśmy ok 9.30 zielonym szlakiem na Szrenicę. Po drodze minęliśmy skały, które nazywają się Końskie Łby oraz wyciąg narciarski Świąteczny Kamień. Doszliśmy do górnej stacji kolejki linowej na Szrenicę, tam pod wyciągiem skręciliśmy na czarny szlak i wspięliśmy się do schroniska Szrenica. Na samym szczycie szło mi się bardzo ciężko, nie ze względu na temperaturę czy słońce lecz na silny wiatr, który pchał mnie do tyłu (dojście z hali szrenickiej do schr Szrenica zajęło nam ok 40 min). W schronisku wypiłem ciepłą herbatę, przybiłem obowiązkowo pieczątki w mojej książeczce GOT i poszliśmy dalej. Ze schroniska w dół do czerwonego szlaku, aż doszliśmy do trzech świnek (nie do przwdziwych – takie skały). Kawałek za trzema świnkami szlak rozdzielał się. W tym miejscy skręciliśmy na stronę czeską i żółtym szlakiem poszliśmy do Voseckiej Boudy. A tam…. KOFOLA !!! 🙂 … a dla taty czeskie piwko. (przejście ze schr. Szrzenica do Voseckiej zajęło nam ok 30 min). Dalej postanowiliśmy dotrzeć do źródeł Łaby oraz schr. Labska Bouda. Wcale nie było tak ciepło jak wszyscy nas straszyli. Wiał orzeźwiający wiatr, a słońce coraz częściej chowało się za chmurami. Założyłem więc długi rękaw i ruszyliśmy zielonym szlakiem w kolejny etap naszej wędrówki. Po godzinie dtarlismy do źródeł Łaby. Jestem WIELKI, mimo, że Łaba to wielka rzeka mnie udao się staną jedną nogą na jednym jej brzegu, a drugą na drugim 🙂. Ze żródeł Laby niedalko było już do schroniska (jakieś 15 min). Labska Bouda bardziej przypomina hotel niż górskie schronisko – ma chyba 6 pięter. W schronisku musieliśmy podjąc decyzję co do kierunku naszej dalszej wędrówki. Ostatecznie wybraliśmy wariant dłuższy, kierując się zielonym szlakiem po szliśmy do s. Martinova Bouda. Mieliśmy moment zawahania gdy niedługo po opuszczeniu schroniska nadeszły ciemne chmury - na szczęście wiatr szybko je przegnał i mogliśmy pomaszerować dalej. W połowie drogi gdzieś w oddali zagrzmiało, więc przyśpieszyliśmy kroku.= prosto do Martinovej Boudy. A tu znowu czekała na mnie kofola 🙂. Dalej sprawa była już prsta pozostało nam wrócić. Niebieskiem szlakiem w ok 20 dotarlismy na stronę polską dalej czerwonym szlakiem w kierunku Wielkiego Szyszaka (najwyższy szczyt tej części Karkonszy). Pod Szyszakiem skręciliśmy w dól i niebieskiem szlakiem poszliśmy, aż do rozdroża pod wielim szyszakiem, gdzie skręciliśmy na szlak zielony, aby ścieżką pod reglami dojść do miejsca naszego noclegu. W tym momencie zaczynał się mecz 1/8 finału euro Polska-Szwajcaria. Nastawiłem radio w swoim telefonie i razem z tatą słuchając transmisji pognaliśmy do schroniska. Trasa okazała się niezwykle urokliwa. Śniezne Kotły z dołu wyglądają jeszcze piękniej niż z góry, ale niestety właśnie w tym momencie rozładował się tacie aparat i nie moglismy zrobić żadnych zdjęć. Musieliśmy przeciskać się przez 2 małe stawiki. Przy jednym z nich zrobiliśmy postój, tata wymoczył swoje nogi (nie wiem czy tam coś żyło, teraz już na pewno nie 🙂 ) Ostatnia części trasy to było skakanie po dużych i małych kamieniach. Czułem się jak kozica górska. Gdy zaczynała się druga połowa zobaczyliśmy nasze schronisko – Pod Łabskim Szczytem. Zmęczeni, ale szczęśliwi dotarliśmy na miejsce. W schronisku wszyscy oglądali mecz, my również się do nie dołączyliśmy. HURRA! HURRA! Były nerwy, ale na SZCZĘŚCIE wszystko dobrze się skończyło. Teraz mogliśmy zamówić kolację. Ja zjadłem kwaśnicę oraz smażoną kiełbaskę… a tata… dojadł to czego ja nie zmieściłem 🙂. W tym momencie mocno przyszła ulewa, jak dobrze że jesteśmy już w schronisku. Po kolacji umyliśmy się i położylismy spać… tata się położył, ja jeszcze się trochę pobawiłem zanim poszadłem spać. Cała trasa zajęła nam ok 7 godzin samej wędrówki.

DZEŃ TRZECI 26.06.2016

Dzisiejszy dzień był super. Chociaż od rana nie zapowiadał się ciekawie. Wczoraj tata powiedział, że dziś będziemy spali do oporu, więc wstaliśmy przed 9-tą. Przywitał nas bardzo pochmurny i mglisty dzień. Spakowaliśmy się i zeszliśmy na śniadanie. Sprawdzonym sposobem tata zamówił dla mnie naleśniki i kiełbaski, ale zostawiłem mu trochę 🙂. Droga ze schroniksa do stacji pośredniej kolejki na Szrenicę minęła szybko (ok 45 min). Pogoda idealna na wędrówkę górską, ale my dalej wsiedliśmy na wyciąg i zjechaliśmy do Szklarskiej.... bo czekał nas jeszcze wyjazd do Czech. W Harrachov najpierw wstąpiliśmy do sklepu, tata wyda wszystkie swoje korony na piwo 🙂. Później pochodziliśmy po miasteczku. Tata koniecznie chciał wejść na Czarcią górę, mamucią skocznię oraz zobaczyć mumlavski vodospad, ale ja powidziaem mu, że jak wszystko zobaczymy dziś to co będziemy oglądali następnym razem. Zostaliśmy więc w miasteczku gdzie działał narciarski wyciąg, tylko, ze zamiast narciarzy to wciągał gokarty, na których można było zjeżdżać z góry. Pierwszy raz zjechałem razem z tatą, ale potem już sam.. to było supeeeer! Później jeszcze straciłem dużo energi skacząc na trampolinie roaz codząć po linie. Na zakończenie powiedziałem tacie, że jak tak bardzo mu zalezy to możemy iśc jeszcze w góry...ale tata powiedział to że następnym razem 🙂 W drodze powrotnej zatrzymalismy się jeszcze przy kruczych skałach (na dole) tam na kamieniach przy szumie potoku zjedlismy drugie śniadanie i poskakaliśmy po skałach.

W drodze powrotnej dostałem jeszcze od taty odznakę SUPER SYNA za świetną przygodę .

Do domu wrócilismy zmęczeni, ale szczęśliwi. Już nie mogę doczekać się kolejnej wyprawy.....

Tymon Wędrowiec 201 kilometrów

Ostatnie wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

Avatar użytkownika
Wojtek Krajtroter 15419 kilometrów
2016-06-30 07:08:11

Dwa dni temu wróciłem ze Szklarskiej Poręby. W dużej części wędrowaliśmy po tych samych szlakach i w podobnym czasie. Wspaniałe tereny i widoki. Gratuluję pomysłu na uczczenie zakończenia roku szkolnego i życzę udanych wakacji.

Avatar użytkownika
marian Krajtroter 46811 kilometrów
2016-06-28 17:58:37

Wspaniała wyprawa.Tata musi być dumny z syna.Piękne miejsca zwiedziliście-znane mi .Byłem tam wielokrotnie i tak mnie tam ciągnie.Życzę Wam jak najwięcej takich wypadów.

Avatar użytkownika
Barbara Michalewska Krajtroter 16530 kilometrów
2016-06-28 17:04:09

Mieliście świetną pogodę. Idealne na dzień ojca i początek wakacji :)

Avatar użytkownika
Maciej A Krajtroter 19109 kilometrów
2016-06-28 13:27:41

SuperTata poszedł z Tobą na piękną wyprawę.

Karkonosze cudne,

zazdraszczam i czekam na następne fajne relacje.

z pozdrowieniami

Maciej

 

Avatar użytkownika
Roman Świątkowski Krajtroter 70713 kilometrów
2016-06-28 12:35:44

Bardzo fajna, krajobrazowa trasa, wiele atrakcji. Wycieczka jak widzę z opisu udana (tata się spisał).  

Trasy i odwiedzane schroniska równiez odwiedziłem, pięknie położone. Kofola smakowała.  Wyprawa na 5. 

Pozdrawiam.

Newsletter Wypisz się z newslettera
Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 15 lat przez aktywną rodzinkę złożoną z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami. Na przyjaznym Forum mamy 48 tys. postów. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy blisko 25 000 polubień, a na Instagramie ponad 2 300 Obserwujących.
Dreptamy.pl - wszystkie nasze wycieczki po Polsce
Copyright 2005-2020