Droga Krzyżowa w Mrukowej, kristofhetvenharom

Beskid Niski - piękna Nieznajowa

2015-09-21 - 2015-09-23
2015-10-04 19:51:26
Avatar użytkownika
kristofhetvenharom Krajtroter 3952 kilometrów

Trzydniowy spacer po ulubionej części Łemkowszczyzny.

Miejsca odwiedzone podczas wycieczki
Nowy Żmigród > Mrukowa > Bartne > Wołowiec > Nieznajowa > Radocyna > Konieczna > Regetów > Smerekowiec > Żdynia > Rostajne > Świątkowa Wielka > Desznica > Kąty

Na pomysł, by wyruszyć pieszo na 3 dni w góry, wpadłem niedawno – po nieukończonym Marszonie. Niby nic takiego, bo regularnie chodzę po 40 – 50 km (a zdarzało się i więcej), ale dopiero po raz pierwszy - na stare lata! – taka trzydniówka.



Wybór padł – nie mogło być inaczej – na mój ulubiony teren - Beskid Niski.

Magura Wątkowska

Dzień pierwszy.

Rozpoczynam spacer o 6.45, na szczęście – po dwóch deszczowych dniach – nie pada. Postanawiam iść z Nowego Żmigrodu w stronę Mrukowej zielonym szlakiem – zaskakuje mnie odcinek przez wieś Mytarz – prowadzi opłotkami, prawie przez podwórka, w końcu wchodzę w las, gdzie, jak to często się zdarza, gubię szlak. Nie widzę jednak swojej winy, bo już wiele razy przekonałem się, że jakość oznaczania szlaków w Polsce (również na Słowacji i w Czechach) jest bardzo niska. Jedynie Węgry wyróżniają się pod tym względem (ale tam niewiele chodziłem szlakami). Gdy w końcu, okrężną drogą, wychodzę na pola nad Mrukową, wiem, że było warto szukać tego miejsca – widok jest świetny. Schodzę do wsi, by potem zacząć marsz w górę – drogą krzyżową, potem już niedaleko do szlaku czerwonego (GSB) – przy nim tablica, by dokonać SMS-em wpłaty za wstęp do Magurskiego Parku Narodowego. Wysyłam, ale – bez efektu. Jakby co – próbowałem. Widzę przed sobą dwie osoby – wkrótce je doganiam, to dwie panie w wieku ok. 60 lat – idące z Wołosatego do Ustronia! Plecak każda z nich ma 2 razy większy od mojego. Chwilę rozmawiamy, jestem pełen podziwu dla ich kondycji i determinacji. I od razu postanawiam, jeśli wszystko pójdzie dobrze, wydłużyć w przyszłym roku trasę do co najmniej 6 dni.

Osiągnięcie Magury Wątkowskiej nie sprawia żadnych problemów – gorzej jest z zejściem, jest zdecydowanie bardziej strome, wspominam czas, gdy ok. 10 lat temu szedłem tędy w drugą stronę z ciężkim rowerem! Po pewnym czasie widzę uroczą Bacówkę w Bartnem – wokół nikogo nie widać, ale wokół chatki kręci się bardzo przyjemny kot, z którym od razu się zaprzyjaźniam. Po ok. 2 km widzę, że szlak czerwony odbija w lewo (6km do Wołowca), ale i biegnie prosto (3km) – po co ta druga wersja – na razie to dla mnie tajemnica. Wybór krótszej drogi (czyli GSB) to dobry wybór – mijam bardzo ładne, drewniane domy. Przechodzę przez całą wieś – dziwi mnie, jak mało w niej domów, wydaje mi się, że rozpoznaję, gdzie mieszka znany pisarz, po krótkim czasie asfalt się kończy i zaczyna się najładniejsza część wędrówki – postanawiam liczyć, ile razy trzeba będzie pokonać rzekę i ile razy uda mi się to w butach – już pierwsze przejście odbywa się boso!, ale ostateczny wynik brzmi 9:2 dla mnie. Jednak przekroczyć rzekę – to nie zawsze pełnia sukcesu, trzeba jeszcze wejść na skarpę, którą rzeka podmyła – nie przyszło to łatwo… Po raz pierwszy pojawiam się w Nieznajowej od strony północnej – widać, że tu przed wojną było centrum wsi i upewniam się, że to moja ulubiona była wieś w tych stronach. W dzisiejszym „centrum” widzę siedzących przy drewnianym domku i kogoś jadącego chyba w stronę chatki studenckiej. Potem mijam znane już dobrze miejsca – domek – pracownię ceramiczną, gdzie kiedyś mieszkał Andrzej Stasiuk oraz hotel/restaurację w Radocynie, skąd kieruję się na południe. Po ok. 2 km wreszcie widzę metę wędrówki – dom, który już rok temu mnie zachwycił, ale dopiero niedawno przypadkiem odkryłem, że turysta może tam przenocować. Dziś jestem jedynym gościem, ale gospodyni informuje mnie, że na brak gości nie narzeka i że spory procent stanowią turyści piesi. Zmęczenie powoduje, że zasypiam o 20.30, ale nastawiam budzik na 2.00, by otworzyć okno i posłuchać CISZY. Otwieram – cisza, oczywiście, jest, ale – przede wszystkim – bardzo niska temperatura. Być może dzięki tej pobudce pamiętam sen – śniło mi się, że powyżej tego domu wyrosło osiedle wieżowców. Uff…



Dzień drugi.

dom w Wołowcu

Bardzo zimny poranek (3st. C) – o 7.15 smaczne śniadanie i przed 8.00 zaczynam spacer, którego przebieg będzie nieco improwizowany. Pierwszy cel – dojść do Koniecznej. Droga jest urocza, ale wrażenie, że tu rządzą dzikie zwierzęta, nasila się z każdą chwilą. Wychodzę na łąki w Koniecznej – to będzie piękny dzień, czyste niebo i coraz cieplej – widzę coś, co kiedyś było przejściem granicznym, wieś oraz góry, w które zaraz wejdę. Po chwili docieram do odnowionego cmentarza wojennego, a potem…. nasilają się wycia… chyba jeleni (rykowisko), które dochodzą mnie od strony słowackiej (las schodzi bardzo stromo w dół na południe). Po pewnym czasie widzę słupek: 640 m, a przede mną – w niewielkiej odległości – szczyt (Jaworzyna Konieczniańska) o wys. 881 m – źle to wróży. I faktycznie – zaczyna się bardzo strome podejście (w sumie kilka odcinków), gdzie przydałyby się schody albo nawet drabinki. Niby Beskid Niski, ale jest w tym rejonie co najmniej kilka trudniejszych podejść. Widok ze szczytu jest taki sobie – i tylko na polską stronę. Zejście jest łagodniejsze, choć im niżej, tym gorzej. W końcu upragniona droga do Regetowa – Wyżnego i Niżnego. Wyżny to jedna z najpiękniejszych dolin B.N. (w południowej części spore stado koni), gdzie spotykam 3 osoby, które wjechały tu limuzynami (wg mnie powinien być zakaz wjazdu). We wsi zainstalowano tablice przedstawiające żyjące tu ptaki – ciekawa rzecz. Do Regetowa N. docieram w nadziei uzupełnienia prowiantu i zjedzenia obiadu – to drugie udaje się w restauracji przy stadninie, a co do pierwszego – sklep spożywczy jest dopiero w Smerekowcu. To sprawia, że nie pójdę na Rotundę, ale okrężnie (choć łatwiej) przez Smerekowiec i Ług do Żdyni. Oba odcinki – choć asfaltowe – są godne polecenia dla turysty pieszego – bardzo przyjemna okolica. Wygląda na to, że w Żdyni jest tylko 1 mały sklepik, więc jestem zadowolony z decyzji. W Żdyni najbardziej zwraca uwagę cmentarz i krzyż poświęcony pamięci ofiar akcji „Wisła” przy drodze dojazdowej do terenów festiwalu „Łemkowska Watra” oraz do Radocyny. W Koniecznej znów dochodzę do granicy, ale teraz pójdę na wschód! Chciałem znaleźć żródło (jest na mapie), ale bez powodzenia. Wracam łąkami do głównej drogi na Radocynę (choć polana po stronie słowackiej przeurocza). Przypomina mi się film „Osada” (odgłosy z lasu) – dla kogoś z nadwrażliwym słuchem to ciekawe przeżycie. Nagle widzę przed sobą jakiegoś kota (raczej żbika), a obok w chaszczach coś się rusza- to jeleń, który najwyraźniej wpada w panikę i ucieka z Polski na Słowację, a przez drogę wykonuje wielkiego susa (ok. 15 m za mną), gdybym stał na linii biegu – pewna śmierć. Udaje się bezpiecznie wrócić przed zmrokiem.

Dzień trzeci.

Nieznajowa

Dłuższa, bardzo ciekawa pogawędka z gospodynią przy śniadaniu i ok. 8.40 opuszczam gościnne progi domu w Radocynie. Zapowiadam, że chętnie tu wrócę, ale na pewno nie sam – dziś już wiem, że wrócę tak czy inaczej. Spałem w miejscu, gdzie można by spokojnie nakręcić nową wersję „Lśnienia” :) A na serio – to świetny punkt noclegowy, gdy ktoś wędruje terenami przygranicznymi.

Miałem plan pójść na Ożenną i Hutę Polańską, ale mogłoby nie starczyć czasu przed zmrokiem, więc wybieram powrót przez ulubioną Nieznajową. Aura jest niesamowita – od początku idę we mgle. Pierwszy postój w Nieznajowej, po czym ruszam w stronę Rostajnego. Mam złe wspomnienia z ubiegłego roku (pies „nie pozwolił” mi – już po zmroku - przejść szosą, musiałem obchodzić przez łąkę). Widzę przed sobą stado owiec, człowieka i kilka psów, które do mnie dobiegają. Repetuję broń :), ale niepotrzebnie, są to zwierzęta łagodne. Owce przechodzą przez drogę, na końcu „peletonu” są 2 kozy, które do mnie podchodzą – widocznie wiedzą, że jestem ich fanem :). Potem kilka kilometrów asfaltem do Świątkowej Wielkiej, gdzie przyśpieszam kroku. We wsi widzę jeżdżący sklep mięsny, nieczynną już szkołę podstawową, na końcu wsi – moją ulubioną „pierogarnię” – de facto raczej pstrągarnię, ale ja zawsze jem tu pierogi. Podchodzę i widzę, że (po raz pierwszy!) będę jedynym klientem. Zamawiam pierogi ruskie – i to jest to!

Następnie idę lasem do Desznicy – przez krótki odcinek szlakiem GSB – turystów nie ma, ale trwa konserwacja wiaty turystycznej. Widzę, jak fatalnej – dla aut – jakości jest droga Desznica – Kotań, wkrótce po wyjściu z lasu ukazuje się w oddali mój kolejny cel – Góra Grzywacka. Czwarte wejście na ten szczyt, ale pierwsze czerwonym szlakiem od strony Kątów – okazuje się zdecydowanie najładniejsze, czuję się tu jak na Kopasz-Hegy k. Tokaju – tylko winnic brak… Udaje się wejść w 31 minut, drugie tyle spędzam na górze. Schodzę do Nowego Żmigrodu zielonym szlakiem, chyba rzadko, o dziwo, uczęszczanym.. Drobne zakupy i zostaje mi do pokonania jeszcze kilka km. Droga N. Żm – Makowiska ma od niedawna bardzo dobrą nawierzchnię. Chyba zbyt dobrą, bo większość kierowców jeździ za szybko. Mijają mnie 2 auta, po czym słyszę dźwięk ostrego hamowania. Samochód przez dłuższą chwilę stoi przy drodze, po czym odjeżdża. Gdy podchodzę w to miejsce, widzę martwą sarnę. Poważne to zagrożenie w ciemności – nazajutrz jej nie było.

Trzydniową wędrówkę kończę już po zmroku. Około 110 km, same pozytywne wnioski – nogi dobrze to zniosły, pod wieczór nawet lepiej się szło niż rano, nie bolało nic ponad „zestaw podstawowy”, dobra regeneracja organizmu, żadnych problemów z butami, był to doskonały czas i okoliczności na przemyślenia. Nic, tylko ruszyć w dłuższą trasę! Ale to już w 2016… - wiosną mam zamiar zrobić kilkudniową rundkę wokół Beskidu Niskiego.

widok na Konieczną
Avatar użytkownika
kristofhetvenharom Krajtroter 3952 kilometrów

Komentarze

Avatar użytkownika
kristofhetvenharom Krajtroter 3952 kilometrów
2018-09-01 21:03:07

Przejrzałem zdjęcia i widzę, że chodziło Ci o kurs Konieczna - Gorlice. Tak, ten bus jeszcze jeździ. Pamiętam, jak w ubiegłym roku w Uściu Gorlickim zastanawiałem się, czy nie wsiąść ok. 15.40 do autobusu do Koniecznej, by wrócić do Wysowej szlakiem granicznym. Musiałbym bardzo spieszyć się, by zdążyć przed zmrokiem, a teren trudny... Zrezygnowałem i to była dobra decyzja, bo pogoda się popsuła.

Ogólnie - komunikacja wokół Gorlic poprawiła się, uruchomiono np. kilka kursów do odradzającego się uzdrowiska Wapienne.

Avatar użytkownika
kristofhetvenharom Krajtroter 3952 kilometrów
2018-09-01 19:41:39

[cytuj autor='tomtur']Beskid Niski to piękne tereny. Ciekawe czy jeszcze ten jedyny kurs z wioski o 6.15 jeździ? My z żoną po paroletniej przerwie wróciliśmy do grona samochodziarzy bo inaczej kraju nie zwiedzisz. [/cytuj]

O jaką wieś Ci chodzi? Jedyna trasa, po której jeżdżą autobusy w tej okolicy to linia Grab-Krempna-Jasło, ze trzy kursy w dni robocze, w święta jeden. 

Avatar użytkownika
tomtur Zapaleniec 600 kilometrów
2018-08-31 08:12:02

Beskid Niski to piękne tereny. Ciekawe czy jeszcze ten jedyny kurs z wioski o 6.15 jeździ? My z żoną po paroletniej przerwie wróciliśmy do grona samochodziarzy bo inaczej kraju nie zwiedzisz. 

Avatar użytkownika
Maciej A Krajtroter 18703 kilometrów
2015-10-06 07:29:21

Mało już jest takich wspaniałych rejonów w górach,

nie dotkniętych "ręką" pieniądza, z dala od pośpiechu

 i tak jak fajnie napisałeś: "można usłyszeć ciszę"

Świetna wycieczka i dobrze że jeszcze są takie miejsca

pozdrawiam

Avatar użytkownika
marian Krajtroter 45569 kilometrów
2015-10-05 11:00:55

Bardzo przyjemna wędrówka.

Avatar użytkownika
Lucy i Tom Krajtroter 21318 kilometrów
2015-10-05 10:56:39

Wspaniała wędrówka. Pozazdrośić można. Malo znzne mi rejony. Pozdrawiam

Avatar użytkownika
Roman Świątkowski Krajtroter 70913 kilometrów
2015-10-05 10:37:44

Piękne jesienne widoki, Fajna wędrówka , ciekawy opis. Dużo przygód.

pozdrawiam.

Avatar użytkownika
Tadeusz Walkowicz Krajtroter 68331 kilometrów
2015-10-05 08:12:48

Piękna wycieczka po Beskidzie Niskim. Byłem tu w lipcu idąc z Wołosatego do Ustronia - Diamentowa Odznaka GSB. Kilka znajomych miejsc / sch. Bartne, Kąty - nocowałem w czerwonym budynku . 

Pozdrawiam Tadek

Newsletter Wypisz się z newslettera
Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 15 lat przez aktywną rodzinkę złożoną z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami. Na przyjaznym Forum mamy 48 tys. postów. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy blisko 25 000 polubień, a na Instagramie ponad 2 300 Obserwujących.
Dreptamy.pl - wszystkie nasze wycieczki po Polsce
Copyright 2005-2020