, Krzysztof

Zielona 7

2014-07-14 - 2014-07-23
2014-11-01 22:16:42
Avatar użytkownika
Krzysztof Zapaleniec 714 kilometrów

Wycieczka rowerowa wzdłuż krajowej 7 tylko bardziej spokojnymi i zielonymi terenami. Pogoda bardzo dopisała. Po drodze spotkaliśmy Tomka z grupy RowerOWCE , który wystartował w samotną podróż po Europie w 80dni ma zamiar przejechać 8000km. Były dni bardzo upalne i ciężko się nam jechało , teren też czasami nie rozpieszczał - przez 2 dni szczególnie mnożyły się górki. Miło później zjeżdżało się w kierunku Elbląga. W sumie wyszło ponad 500km do Gdyni czas wycieczki 10 dni (w tym 1 dzień na zwiedzanie pieszo Gdańska - 4 dni spędziliśmy nad morzem.

Miejsca odwiedzone podczas wycieczki
Warszawa > Nowy Dwór Mazowiecki > Joniec > Joniec > Sochocin > > Srzegowo > Strzegowo > Działdowo > Grunwald > Grunwald > Stare Jabłonki > Stare Jabłonki > Małdyty > Małdyty > Elbląg > Elbląg > Stegna > Stegna > Gdańsk > Gdańsk > Sopot > Gdynia

Dzień 1





Start Warszawa - Mokotów. Letni poranek spędziliśmy na przebijaniu się przez przeszkody na drodze. Mnóstwo remontów ulic i ścieżek rowerowych i z ulgą minęliśmy granice Warszawy. W okolicach Czosnowa znaleźliśmy ładny kawałek zieleni i kładąc karimatę zrobiliśmy sobie krótką przerwę. Przerwa się przydał bo przed nami krótki odcinek ruchliwej drogi i most do Nowego Dworu Mazowieckiego.

W Nowym Dworze również napotkaliśmy na remont ulicy , który spowodował że musieliśmy kawałek się wrócić i pojechać inną drogą. Jak wyjechaliśmy z Nowego Dworu poboczną uliczką wreszcie można było odpocząć od samochodowego zgiełku. Minęliśmy ciekawie brzmiącą miejscowość Wymysły. Teraz spokojnym tempem jedziemy mijając lasy i pola. Kierujemy się na nasz pierwszy nocleg - miejscowość Joniec nad Wkrą. Kierując się nawigacją dotarliśmy nad most, z którego było widać naszą miejscówkę na noc. Bardzo miła pani , jako że byliśmy sami na polu namiotowym udostępniła nam bez dodatkowych opłat prysznice. Rozłożyliśmy namiot nad rzeczką, odpaliliśmy kartusz i zagotowaliśmy wodę na herbatkę. Upajaliśmy się urokami okolicy.



Dzień 2

W nocy słyszeliśmy lekki deszczyk ale to było chwilowe bo następnym razem gdy się przebudziliśmy widać było księżyc. Rano, po śniadaniu zebraliśmy rzeczy, złożyliśmy namiot i pożegnaliśmy się z kaczkami. Przed nami drugi dzień i po drodze będzie większe miasto Glinojeck. Po drodze zatrzymujemy się na chwilę w kościele w Małużynie. Obejrzeliśmy ze wszystkich stron ten piękny drewniany kościółek. Kolejny punkt, w którym się zatrzymaliśmy to Sochocin, położony nad Wkrą. Tu też są organizowane spływy kajakowe. Jedziemy dalej a wokół nas pola , żyto , maki , chabry. Dojechaliśmy do Glinojecka. Miasteczko przywitało nas trochę głośno gdyż wzdłuż centrum przechodzi droga krajowa 60. Łapał nas głód , polecono nam knajpę ale nie był to dobry wybór gdyż aby do niej dojechać musieliśmy się przebijać główną ruchliwą drogą. Obiadek nie zachwycił. Ruszyliśmy w kierunku naszego noclegu. Po raz kolejny minęliśmy Wkrę. Przez Giżynek, Strzegowo dotarliśmy do celu na dziś czyli Lipowy Dworek w Radzimowicach. Trochę nie polecamy tego miejsca. Dostaliśmy pokój z oknem tylko w dachu a do tego tak wysoko że nie dało się go otworzyć a było bardzo ciepło. Jeszcze było kilka żali. Drugi raz nocowaliśmy w "dworku" i drugi raz niezbyt miłe wspomnienia. Dworek już jakoś nie kojarzy nam sie miło.

Dzień 3

Z samego rana śniadanko i wyjeżdżanko. Pięknych widoków ciąg dalszy. Po godzinie jazy zatrzymaliśmy się na polu na chwilę odpoczynku i małą przekąskę. Jak już się zbieraliśmy do drugi z ulicy zjechał w naszym kierunku rowerzysta, który dał nam wiele pozytywnej energii. Był to młody chłopak, który postanowił sam przemierzyć Europę na rowerze a mianowicie założył sobie trasę 8000 km w 80 dni zwiedzając kilkanaście państw. Zadawaliśmy masę pytań i dowiedzieliśmy się np., że Tomek założył sobie przejechać to mając w portfelu 1400zł, należy do grupy ROWEROWCE, pochodzi z Kaszub, zaplanował ponad 100km dziennie, na sakwie ma wyrysowaną trasę wycieczki. Miło się rozmawiało ale musieliśmy jechać dalej. Ruszyliśmy dalej w przeciwnych kierunkach. Po drodze zachmurzyło się znacznie i jechaliśmy na wprost czarnej chmury. Myśleliśmy czy zatrzymać się w wiosce czy jechać dalej. Po namowie sympatycznych panów, którzy stwierdzili że w tej okolicy nigdy nie pada ;) , ruszyliśmy proso w chmurę. Rzeczywiście okazało się że nawet kropelka na nas nie spadła jakoś przeszło. Miejsce postoju na obiad zaplanowaliśmy Działdowo. Tam też wjechaliśmy na rynek i bardzo dobrą pizzą ugościła nas tamtejsza knajpka. Wyjeżdżając z miasta jeszcze podjechaliśmy pod miejski zameczek. Musieliśmy trochę szybciej pedałować gdyż jeszcze na Grunwald daleka droga a ukształtowanie terenu niestety zaczęło się zmieniać na niekorzyść. Dość duża ilość niezbyt przyjezdnych podjazdów trochę zniechęcająca ale musieliśmy dać radę. Około 10km przed Grunwaldem już mało sił pozostało i zaczęliśmy szukać jakiegoś noclegu. Spotkaliśmy sympatycznego pana, który po opowieściach o okolicznych dziejach zaproponował, że może nas ugościć tylko zapyta żonę. Okazało się, że żona niezbyt była zachwycona niespodziewaną wizytą i sympatyczny pan niestety musiał nam odmówić. Pożegnaliśmy się uprzednio otrzymawszy wskazówki dojazdu na Grunwald. Jechaliśmy utwardzoną ścieżką polną , nagle zaatakowała nas cała chmara gzów. Były tak natrętne że nie dało się jechać, wyciągnąłem odpowiedni preparat i podziałał odstraszająco. Była już późna godzina , dochodziła dwudziesta. Napotkaliśmy sklepik i w ostatniej chwili zrobiliśmy zakupy. Już zostało nam ostatnie 2 kilometry do pola namiotowego. Dojechaliśmy a tu zastaliśmy wielką pustkę. Na szczęście na drzwiach budynku był numer telefonu. Sympatyczny pan w słuchawce wyjaśnił nam że jeszcze wczoraj było na polu namiotowym pełno gdyż była inscenizacja wielkiej bitwy a dziś nikogo już nie było. Oczywiście za kilka chwil podjechał do nas i udostępnił pomieszczenia sanitarne. Okazało się że mamy szczęście i natryski mamy za darmo i tylko dla siebie, dostaliśmy też klucze do pomieszczenia kuchennego, gdzie był czajnik , woda i całe zaplecze. Zadowoleni choć zmęczeni rozłożyliśmy namiot i sami na wielkim polu po chwili czytania zasnęliśmy.

Dzień 4

Poranek lekko chmurzasty ale nie padało. Zrobiliśmy śniadanie i pojechaliśmy pod pomnik bitwy pod Grunwaldem. Klucze od pomieszczeń mieliśmy oddać pani , która sprzedaje lody i gofry, tak tez zrobiliśmy kupując też u niej słodkości. Okazało się, że dostaliśmy jeszcze rabat jako, że byliśmy na polu namiotowym :) Dzień więc zaczął się przyjemnie. Zobaczyliśmy widoki rozpościerające się ze wzgórza i wczuliśmy się w klimat tamtych czasów. Jeszcze kilka pamiątek i ruszyliśmy dalej. Po chwili asfaltu wjechaliśmy na czarny szlak rowerowy prowadzący polnymi ścieżkami. Bardzo urokliwy klimat dookoła. Dojechaliśmy do Gierzwałdu , gdzie zrobiliśmy sobie mały postój przed sklepem. Ruszyliśmy dalej trzymając się czarnego szlaku. Dzisiejsza trasa miała zdecydowanie mniej kilometrów niż wczorajsza. Teren nadal pofałdowany i czasami podjazdy męczyły. Nad głowami pojawiła się ciemna chmura. Staraliśmy się jej uciec ale w końcu nas dopadła. Staraliśmy się jak najmniej zmoknąć chowając się pod drzewem. Po deszczu pojawiło się słońce. Pozostał nam już niewielki odcinek do pokonania. Przecięliśmy krajową 7 i pedałowaliśmy w kierunku Starych Jabłonek. Tam mieliśmy 2 warianty noclegu albo znajdziemy jakąś miłą kwaterkę albo jedziemy na kemping. Najpierw zapytaliśmy starszego pana ale powiedział, że przy jeziorze to są bardzo wysokie ceny za nocleg. Pojechaliśmy dalej i znaleźliśmy drogowskaz o wolnych pokojach więc podszedłem pod górkę i zapytałem pana o nocleg. Pan jakoś niezbyt zadowolony, że to tylko na 1 noc i choć było koło 19tej pan powiedział jeszcze że może ktoś zaraz zadzwonić i będzie chciał pobyt na tydzień a przez nas będzie miał zablokowany pokój. To bardzo mi się nie spodobało więc wyszedłem szybko. Postanowiliśmy jednak udać się na kemping. Położenie kempingu było bardzo urocze gdyż znajdowało się w zalesionym obszarze tuż nad jeziorem Szeląg Wielki. Bardzo miła dziewczyna w recepcji wszystko nam wyjaśniła gdzie możemy się rozłożyć i zaproponował przechowanie rowerów na noc w pomieszczeniu. Natomiast kiedy zaczęliśmy rozkładać swoje rzeczy i namiot jeden z panów chyba zarządzających tym interesem niezbyt zadowolony że taką powierzchnię zajmujemy próbował nas gdzieś indziej przenieść gdyż jak stwierdził tu mogą kampery podjeżdżać. Po chwili dyskusji zostaliśmy na swoim miejscu a po panu zostało niemiłe wspomnienie. Na koniec dnia poszliśmy nad jezioro i piękny zachód słońca umilił nam koniec tego dnia.

Dzień 5

Wstaliśmy wczesnym rankiem i pojechaliśmy do sklepu po śniadanie. Postanowiliśmy zjeść śniadanie nad jeziorem Szeląg Mały. Znaleźliśmy miejscówkę pod wiatą tuż nad jeziorem w pięknym miejscu. Po śniadanku ruszyliśmy na północ wzdłuż Jeziora Szeląg Wielki. Podziwialiśmy przez większą część jazdy leśne dukty , czasami utwardzone a czasami piaskowe i trzeba było prowadzić rowery. Wyjechaliśmy w końcu na asfaltową drogę ale nie było to lepsze gdyż dość ruchliwa była ta droga. Jechaliśmy do miasta Morąg gdzie zatrzymaliśmy się na kilka godzin, najpierw odwiedziliśmy budynek ratusza i zakupiliśmy w punkcie informacji turystycznej mapkę okolic a później udaliśmy się na zasłużony posiłek . Jako, że było bardzo ciepło to zostaliśmy w restauracji dłużej. W końcu wyjechaliśmy ale jakoś nie chciało się zbytnio pedałować w taki upał i po dobrym jedzonku. Droga była z dużą ilością podjazdów co jeszcze bardziej potęgowało zmęczenie. Po drodze minęliśmy Nowy Dwór a w Chojniku zapytaliśmy w sklepie o jakiś nocleg. Pan zaproponował miejscowość Małdyty. Udaliśmy się więc w tamtym kierunku. Na szczęście było już do pokonania 9 kilometrów i większość z górki. Dojechaliśmy do Restauracji pod Świerkami. Okazało się, że następnego dnia jest wesele w restauracji i pani musiała zadzwonić do szefowej i zapytać czy można nas przenocować. Czekaliśmy 30 minut na decyzję ale było warto bo udało się zakwaterować i pokój przyzwoity . Zmęczeni szybko zasnęliśmy.

Dzień 6

Kolejny słoneczny dzień rozpoczęliśmy od śniadanka na ławeczce pod sklepem w Małdytach. Metę na dzisiaj zaplanowałem w Elblągu. Trasa łatwa i przyjemna gdyż jechaliśmy prawie cały czas z górki. Mało ruchliwe asfaltówki i spokojne małe miejscowości. Zobaczyliśmy zrujnowany Pałac w Drulitach. Następnie udaliśmy się nad Kanał Elbląski. Niestety zastał nas teren budowy. Wcześniej nie sprawdzałem a okazało się, że kanał jest w trakcie przebudowy, która niestety się przedłuża. Niezrażeni tym postanowiliśmy jednak jechać wzdłuż kanału. Była to droga po betonowych płytach niejednokrotnie trzeba było mijać maszyny budowlane i mostkami przejeżdżać na drugą stronę odnawianego kanału. Spotkaliśmy po drodze rowerzystów z Elbląga ale nie mieli czasu z nami porozmawiać bo mieli wytyczne czasowe i się spieszyli. Na chwile zatrzymywaliśmy się przy kilku pochylniach. Przy jednej z nich spotkaliśmy niemieckich turystów. Niestety też nie byli świadomi, że ta atrakcja jest w fazie przebudowy. Teren stopniowo się obniżał i w końcu na moim gps-ie wysokość spadła poniżej 0 . Jechaliśmy po depresji a wokół nas łąki. Po raz kolejny miejscowość Nowy Dwór. Dojechaliśmy w końcu do krajowej 7 a w zasadzie przejechaliśmy wiaduktem nad drogą. Postanowiliśmy nie wjeżdżać od razu do Elbląga tylko żółtym szlakiem skierowaliśmy się na pobliską miejscowość Przezmark. Tam obejrzeliśmy z zewnątrz urokliwy kościół i dokonaliśmy wizyty w sklepie ochładzając się lodami. W końcu wjechaliśmy do Elbląga i jadąc ścieżką rowerową przy głównej drodze dotarliśmy do Kempingu. Bardzo mili właściciele oprowadzili nas po Kempingu. Rozbiliśmy namiot i ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Pojechaliśmy wzdłuż rzeki Elbląg. Dotarliśmy do Katedry, przy której zatrzymaliśmy się na chwilę. Następnie udaliśmy się do Bramy Targowej, przed którą stał zabytkowy tramwaj. Przejechaliśmy jeszcze rundkę po mieście robiąc jeszcze fotkę czołgu. Wieczorem wróciliśmy na Kamping na kolację i kolejny zachód słońca tym razem nad rzeką.

Dzień 7

Po porannym śniadanku ruszyliśmy już w kierunku morza a właściwie Zatoki Gdańskiej. Naszym celem była Stegna. Po wyjeździe w Elbląga jechaliśmy przez kilka kilometrów drogą betonowych nierównych płyt więc trochę nas wytrzęsło. Przejechaliśmy przez rzekę Nogat. Za nami pojawiła się grupa rowerzystów, która bez słowa nas minęła. Sądziliśmy , że są dobrzy i zaraz znikną z naszych oczu jednak pozory mylą i jakoś się wlekli a my z całym dobytkiem nacisnęliśmy silniej na pedały i tyle nas widzieli. Przy wjeździe do Stegny zjechaliśmy do knajpki i zjedliśmy rybkę. Po obiedzie ruszyliśmy na Kamping , który znajdował się w bliskiej odległości zatoki. Rozgościliśmy się rozbiliśmy namiot i poszliśmy na plażę. Widok tłumu nas trochę przeraził i trochę musieliśmy powędrować żeby znaleźć luźniejsze miejsce. Posiedzieliśmy chwilę na piasku , zmoczyliśmy nogi w słonej wodzie i wróciliśmy na kolację. Po kolacji jeszcze raz wizyta na plaży tym razem z widokiem zachodzącego słońca. Przed snem z namiotu słychać było szum odbijających się fal morskich

Dzień 8

Rano kupiliśmy świeże bułeczki i zjedliśmy śniadanie a później po raz kolejny składanie namiotu i na rower. Jechaliśmy wzdłuż wybrzeża w odległości około 500m. Minęliśmy Jantar i zawitaliśmy do Mikoszewa i na drodze stanęła nam Wisła nas. Musieliśmy chwilę czekać na prom , który miał nas zabrać na drugą stronę rzeki. Po drugiej stronie Wisły przywitała nas tabliczka z napisem Gdańsk. Dalej kierujemy się w stronę centrum. Musieliśmy się uporać z dwoma objazdami spowodowanymi remontami dróg. W końcu dotarliśmy do Kempingu Gdańsk Stogi. Zaczęliśmy szukać miejscówki pod namiot. Później ruszyliśmy z karimatą nad morze. Ucieszyła nas mała liczba osób. Wróciliśmy do namiotu i postanowiliśmy że zostaniemy jeszcze 1 dzień na tym Kempingu a kolejny dzień będzie bez roweru.

Dzień 9

Po śniadaniu udaliśmy się do autobusu i komunikacją miejską udaliśmy się na zwiedzanie. Najpierw udaliśmy się na Westerplatte. Tam spacerkiem obeszliśmy okoliczne pomniki i budynki. Autobusem wróciliśmy do centrum Gdańska a tam zaliczyliśmy główne atrakcje fontanna Neptuna, Długi Targ , Żuraw, Bazylikę Mariacką, Złota Brama. Wieczorem wróciliśmy na Kemping by zjeść kolację a następnie wyjść na zachód słońca na tle nabrzeża portowego.

Dzień 10

To już ostatni dzień naszej wycieczki , ostatni raz składamy namiot i opuszczamy Kamping. Rowerami jedziemy przez Śródmieście a dalej trochę staramy się ścieżkami rowerowymi ale do niech nie mamy szczęścia bo i tu napotykamy na remonty. Musimy co chwilę przechodzić na przeciwną stronę ulicy. Staje się to dość uciążliwe. W końcu pytamy jednego z mieszkańców jak najlepiej dojechać i wskazuje nam drogę prowadzącą do molo Brzeźno. Chwilę napawamy się widokiem by ruszyć ścieżką rowerową wzdłuż wybrzeża mijając Jelitkowo. Po chwili dojechaliśmy do Sopotu, nie dane było nam wejść na molo. Robione bramki i zakaz dla rowerów. Pojechaliśmy więc dalej ścieżką aż do kolejnego molo w Gdyni- Orłowo. Bardzo przyjazne i urokliwe. Jako że mieliśmy jeszcze trochę czasu do pociągu posiedzieliśmy na plaży i zjedliśmy smaczny rybny obiadek. Niestety zauważyłem że coś niedobrego stało się z moim gps-em. Przestał reagować a po restarcie nie chciał znajdować satelitów. Musieliśmy na dworzec trafić bez niego. Dojechaliśmy do głównej ulicy i spytaliśmy przechodniów. Droga była prosta więc trafiliśmy bez większych problemów. Kupiliśmy sobie prowiant na dworcu i czekaliśmy na pociąg Słoneczny. Jako że była środa więc i pasażerów niezbyt dużo i żadnych rowerów więcej nie było. Mieliśmy więc dużo miejsca dla siebie.

Jest wiele miłych wspomnień z tej wyprawy i polecamy taką wycieczkę.

Noclegi na drodze:

1. Joniec nad Wkrą (bardzo miła pani udostępniła nam toalety i prysznice za cenę 8zł /osoba)

2. Radzimowice (Lipowy Dworek trochę nas zawiódł - nocleg za 40zł - trochę cena zbyt wysoka jak za pokój bez możliwości otworzenia okna w dachu, łazienka też nie najczystsza)

3. Grunwald (sami na polu namiotowym )

4. Stare Jabłonki (pani z recepcji bardzo miła , natomiast pan , trochę się czepiał )

5. Małdyty (mimo późnego przyjazdu i wesela kolejnego dnia, miła pani przyjęła nas na nocleg po upalnym i ciężkim dniu)

6 Elbląg (bardzo fajny Camping i mili ludzie)

7. Stegna ( z Campingu pod namiotem w nocy słychać szum fal )

8. i 9. Gdańsk Stogi (miła i pomocna obsługa Campingu)

Avatar użytkownika
Krzysztof Zapaleniec 714 kilometrów

Ostatnie wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

Avatar użytkownika
Marcin_Henioo Krajtroter 50913 kilometrów
2014-11-03 13:46:08

Opis wycieczki poczytam sobie później, jak będę miał więcej czasu, ale widzę, że poszalałeś, gratuluję i tak pozytywnie zazdroszczę :-)

Avatar użytkownika
Krzysztof Zapaleniec 714 kilometrów
2014-11-02 11:44:00

[cytuj autor=' mokunka']Bardzo obszerna relacja Krzysztofie, piękne foty . Krajtroter z Ciebie ! Tylko uważaj bo... PSz uzależniają ,hihihi pozdrawiam :) [/cytuj]

No właśnie zauważam, że mnie uzależniają :)

Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk Krajtroter 1121217 kilometrów
2014-11-02 09:09:07

Chciałam napisać wspaniała "rundka" ale nie, to wspaniała runda :) Piękne zdjęcia i moje ulubione miejsca nad morzem :)

Avatar użytkownika
Danusia Krajtroter 183047 kilometrów
2014-11-02 08:25:43

Noooo, Krzysztofie,podziwiam kondycję. Kapcie mi spadły,gdy przeczytałam o przebytym dystansie. Nie wiem,czy bym się odważyła na taka wyprawę,zważywszy brak kondycji oraz kapryśną ,polską pogodę ( choć jak widac na zdjęciach chyba pogoda wam sprzyjała). Brawo,piękna wycieczka.

Avatar użytkownika
Ela Krajtroter 42848 kilometrów
2014-11-02 08:22:43

Mogę napisać zazdraszczam- koncycji i pięknej wycieczki. Zdjęcia śliczne. Relacja szczegółowa i bardzo ciekawa. I racja Psz to takie pozytywne uzależnienie i wspaniali ludzie.

Avatar użytkownika
Roman Świątkowski Krajtroter 70913 kilometrów
2014-11-02 08:06:36

No proszę fajna rowerowa wyprawa. Podziwiam takie osoby. Fajny opis tej wycieczki. Super zdjęcia.

Pozdrawiam.

Ostatnio edytowany: 2014-11-02 08:08

Avatar użytkownika
marian Krajtroter 45569 kilometrów
2014-11-02 07:10:36
Pięknie wspomnienia masz z takiej rowerowej wycieczki.Bardzo dużo zwiedziliście.Podoba mi się.
Avatar użytkownika
mokunka Krajtroter 220037 kilometrów
2014-11-01 22:39:56

Bardzo obszerna relacja Krzysztofie, piękne foty . Krajtroter z Ciebie ! Tylko uważaj bo... PSz uzależniają ,hihihi

pozdrawiam :)

Newsletter Wypisz się z newslettera
Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 15 lat przez aktywną rodzinkę złożoną z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami. Na przyjaznym Forum mamy 48 tys. postów. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy blisko 25 000 polubień, a na Instagramie ponad 2 300 Obserwujących.
Dreptamy.pl - wszystkie nasze wycieczki po Polsce
Copyright 2005-2020