, DoRi

Główny Szlak Beskidzki

2014-07-31 - 2014-08-16
2014-08-21 15:33:43
Avatar użytkownika
DoRi Krajtroter 11364 kilometrów

Po powrocie z kilkunastu wypraw górskich pomyślałam, że czemu by nie spróbować zmierzyć się z Głównym Szlakiem Beskidzkim? Przygotowywałam się do niego kilka miesięcy w różnych warunkach pogodowych. Stopniowo zwiększałam dystans tras oraz dla sprawdzenia swoich sił postanowiłam pokonać najpierw Mały Szlak Beskidzki z plecakiem 15 kg. Trud i wysiłek jak widać się opłacił, gdyż udało mi się zaliczyć Czerwony Szlak w niezłym czasie. Bez intensywnego chodzenia po górach nawet nie wybrałabym się w trasę na 520 km.

DZIEŃ 1: USTROŃ-WIELKA CZANTORIA



Data: 31 lipiec 2014 Typ trasy: trekkingowa Odległość: 11,41 km Czas przejścia: 4 h 20 min

Początek GSB Ustroń

O godzinie 16:30 Ustroń powitał nas deszczową pogodą. Po niezbędnym ogarnięciu tematu stajemy przy słupku rozpoczynającym naszą kilkunasto dniową wyprawę w stronę Wołosatego. Jest 17:00. Pomimo deszczowej aury tryskamy wielkim optymizmem, co do zrealizowania naszego planu w 100%. Kilka pstryknięć migawki i ruszamy w stronę Równicy dobrze znaną nam już drogą. Razem z koleżanką Ewą przemierzaliśmy ten szlak w kwietniu przy lepszej w sumie pogodzie :) Stopniowo nabierając wysokości wspominamy ten dobry czas. Nim się obejrzeliśmy staliśmy już przy schronisku na Równicy, które za mgłą prezentowało się całkiem nieźle. Podbijamy pierwszą pieczątkę na trasie do naszej książeczki. Postanawiamy zrobić sobie krótką przerwę po czym ruszamy w stronę Ustronia Polany ścieżką przypominającą bardziej potok niż górski szlak. Schodząc w dół nad głowami pomrukiwała nam burza i smagał nas chłodny wiatr. Dzisiaj planowo mamy dojść na Wielką Czantorię i tam nocować. Przy dolnej stacji krzesełkowej nic tylko pustki. Zakupujemy coś na wzmocnienie, bo zimno jak cholera i już na początku motamy się bo nie możemy namierzyć czerwonego szlaku :) Później jak się okazało owy znak widniał na jakimś garażu, gdzie nasz wzrok nie sięgał. Wspinaczka na Czantorię była mozolna i trudna. Całą trasę spowiła gęsta mgła, a niebo pokryły błyski niedalekiej burzy. W końcu dostrzegamy łunę kilkaset metrów przed sobą-już cieszyłam się , że to szczyt, a to przecież tylko górna stacja krzesełkowa. Krótki postój i dalej we mgle wspinamy się na szczyt. Czołówki tylko przeszkadzają zamiast pomagać. Widoczność mamy na 20 cm. Jest całkiem ponuro i mroczno. W takim otoczeniu docieramy na Wielką Czantorię. Nie mogąc dodzwonić się około 21 do Soszowa Wielkiego postanawiamy spać pod wiatą na Czantorii. Dalej i tak już nie mamy zbytnio siły iść. Rozkładamy się elegancko na podłodze między ławami, zabezpieczając śpiwory przed wilgotnością pałatkami i zasypiamy koło północy. Tak kończy się nasz przedbieg do Wołosatego pierwszego dnia wędrówki.

Link do trasy: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=7070



DZIEŃ 2: WIELKA CZANTORIA-ABRAHAMÓW

Dz2: Poranek na Czantori nasze legowisko :)

Data: 1 sierpień 2014 Typ trasy: trekkingowa Odległość: 44,81 km Czas przejścia: 17 h 20 min

Noc była całkiem do zniesienia. Dzisiaj mamy zamiar skończyć Beskid Śląski, więc wcześnie rano stajemy na nogi. O 6:00 spakowani ruszamy w stronę Soszowa Wielkiego. Przed Wielką Czantorią mijamy chłopaka, który stamtąd wędruje. W skraplającej mgle schodzimy ostrożnie ze szczytu, ścieżka śliska jak cholera. Pod Soszowem Wielkim daremnie nam dobijać się o pieczątkę. 40 minutowa próba jej zdobycia spełzła na niczym. Wkurzeni takim opóźnieniem ruszamy na Wielki Stożek. Po drodze mijamy Cieślar i domek w którym spokojnie można byłoby przespać noc-nie mogliśmy sobie za bardzo przypomnieć w którym miejscu mijaliśmy ją w kwietniu. Mijamy kolejne dwie starsze wiekiem turystki rozkoszujące się mglistymi widokami Beskidu Śląskiego. Na Wielkim Stożku jak zwykle personel bardzo miły, pijemy kawę na wzmocnienie, podbijamy pieczęć i ruszamy w stronę Kubalonki. Od tej pory nie znam trasy aż do Przysłopu pod Baranią Górą. Tym bardziej ciekawa jestem jak ona wygląda. Trasa jest dosyć łatwa i migiem znajdujemy się na Przełęczy Kubalonka, gdzie siadamy na piwko. Pogoda nieco się poprawia. Teraz czeka nas trochę asfaltu i odbicie na Stecówkę. Na parkingu zmieniamy gacie na krótkie bo zaczyna przypiekać. Na nieszczęście znowu od stuptutów odparzyłam łydki :/ Pierwsza kontuzja zaliczona. Na Stecówce kręci się trochę turystów odpoczywających w najlepsze, a my po krótkiej przerwie zarzucamy kilkunastokilogramowe plecaki i ruszamy na Baranią. Po drodze na pniu ktoś porzucił buty z oderwaną podeszwą :) Takich rzeczy będzie więcej po drodze jak się później okaże :) Na Przysłopie posilamy się szybko i ruszamy na Baranią Górę. Dochodząc do szczytu pogoda znowu się zmienia. Mgła, lekki opad deszczu będzie nam towarzyszyć aż do Abrahamowa w Beskidzie Żywieckim. Śmigamy szybko kolejne Magurki, Glinne i wchodzimy do Węgierskiej Górki, gdzie w najlepsze odbywają się Dni WG :) Napieprzamy się ze śpiewającego-już lekko przymroczonego %- grajka i ruszamy dalej. Czerwień wiedzie nas przez pola do Abrahamowa-do zielonego domku, gdzie zamierzamy się wysuszyć i przepakować. W butach jak w gumiakach-ubrania doszczętnie przemokły i po wejściu od razu ściągamy buciory żeby nogi trochę odpoczęły. Są pierwsze odciski i kolejna moja kontuzja-skurcz lewego mięśnia udowego. Rozsiadając się na fotelach popijamy piwko w milczeniu nasłuchując trzasku ognia w piecu kaflowym… Nic nam się nie chce…idziemy spać przed 1 w nocy. Jutro śpimy dłużej i robimy lekką trasę.

Dz2: Wlk Czantoria pod mgłą

Link do trasy: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=7071

DZIEŃ 3: ABRAHAMÓW-HALA MIZIOWA

Data: 2 sierpień 2014 Typ trasy: trekkingowa Odległość: 16,29 km Czas przejścia: 7 h 40 min

Dz2: Kubalonka

Beskid Żywiecki przywitał nas bardzo ciepło. Słoneczko świeciło pięknie od samego rana. Wygramoliliśmy się z łóżek o 8, by na spokojnie zjeść śniadanie i napić się w końcu kawy. Uwielbiam te poranki na Abrahamowie kiedy nie musze się nigdzie zbierać i spieszyć. Dzisiaj robimy krótką trasę czyli ile nogi zdołają nas ponieść. Ruszamy przed południem po przesegregowaniu niezbędnych wszystkich rzeczy jakie nam będą potrzebne. Ruszamy tym razem przypiekani Słoneczkiem i to był pierwszy i ostatni raz kiedy użyłam balsamu do opalania ;) Na Słowiance zrobiliśmy sobie mały postój na piankę po czym ruszyliśmy w stronę Rysianki. Na trawersie Romanki napotkaliśmy turystę w sandałach, który z wielkim uwielbieniem o nich opowiadał i zachwalał na śmierć. Na szczęście zniknął za jakiś czas i znowu pozostaliśmy w dwójkę na szlaku. Szczęście nie trwało długo, gdyż ów turysta dołączył do nas pod Rysianką opuszczając zamęczoną opowieściami inną turystkę o swym obuwiu. Po postoju uciekliśmy mu jak najdalej w stronę Trzech Kopcy, bo znieść tego samouwielbienia nie szło :) Przy zejściu z Rysianki nagle zaczęła nadchodzić burza. Przyspieszyliśmy lekkim krokiem , aby się oddalić niestety przed Palenicą deszcz nas dorwał. Szybko schowaliśmy się w lesie zakładając pałatki. Znowu wszystko będzie mokre…a było już tak dobrze. Mało tego zza pagórka wyłonił się kto? Oczywiście sandał :D dołączył do nas pod drzewa i dalej wiecie już co było ;) w jego towarzystwie wędrowaliśmy płynącym szlakiem aż do Munczolnika po czym on chciał udać się na Pilsko, a my szlakiem do schroniska. Znowu był spokój do czasu aż ponownie osobnik wyłonił się zza krzaków wołając z zapytaniem czy u nas też takie błoto =.= . Szybko dawał susy przez tą trawę nie powiem. Zatrzymaliśmy się chwilę w oczekiwaniu na to kiedy nas opuści. Za jakiś czas zaczepił inną grupę turystów i ciekawe o czym z nimi gawędził ;) W schronisku niestety full i zostały 3 ostatnie miejsca w pokoju wieloosobowym…sandał zajął jedno…a my rozmyśliliśmy się i udaliśmy się do bacówki, która akurat w tym czasie była pusta. Zapach oscypków trochę odstraszał, ale było przynajmniej gdzie spać :) z ulgą zjedliśmy kolację w swoim towarzystwie bez obaw napadu nieproszonych gości :) Dalej niestety nie udało nam się dojść. Wieczorem standardowa już czynność suszenie butów i ubrań…

Link do trasy: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=7072

Dz2: Kubalonka

DZIEŃ 4: HALA MIZIOWA- MĘDRALOWA

Data: 3 sierpień 2014 Typ trasy: trekkingowa Odległość: 17,94 km Czas przejścia: 7 h 40 min

Wschód Słońca na Hali Miziowej…po prostu cudowny. W tle widać nasz dzisiejszy cel-Babią Górę. Poranek zapowiadał śliczny dzień. Nic tylko wędrować. Ruszamy o 7 rano i przed schroniskiem spotkamy naszego sandała…tym razem w butach górskich. Nie ma to jak poprawa nastroju na początku dnia-śmiechu co nie miara :) Do przełęczy Glinne szlak wiedzie łagodnie trawersując Pilsko. Na Przełęczy skuszeni całonocnym smrodem oscypka zakupujemy jeden-będzie na wieczorne ognisko :) Po drodze zauważamy świeże łapki niedźwiadka –oho zaczyna się-pomyślałam :) Podejście na Studenta i Jaworzynę dało nam w kość. Dzisiaj spotykamy na szlaku Zdzisia, który donosi nam towar niezbędny do przetrwania na dzisiejszy dzień. Zapalamy ognisko i jemy obiadek we wspólnym towarzystwie. Donosi mi również czołówkę, gdyż swoją zostawiłam w zielonym domku :( Wędrując dalej zahaczamy o Głuchaczki, gdzie bierzemy prysznic i pijemy herbatę. Spędzamy tam bardzo miło czas. Żałuję, że nie jest mi dane tam spać. Ruszamy dalej w stronę Mędralowej co prędko, gdyż znowu nad Zawoją coś się na niebie wyprawia. Na ścieżce zauważamy kolejne tropy misia. Chcąc pokazać Markowi bacówkę na Mędralowej przystajemy na przerwę. Nie minęło 5 minut jak z trzech stron świata rozpętały się straszliwe burze. Była to chyba najgorsza burza jaką przeżyłam do tej pory w górach. Pech chciał, że burza zatrzymała nas aż do 17:00. I przemieszczała się cały czas nad Babią. Jedyną rozsądną rzeczą było zostać na Mędralowej, więc nocleg na Babiej we wiacie odpadł. I znowu czas nam się skiepścił. Za to oscypek z ognicha z boczkiem siadał jak misiowi miód :) A i skarpety udało nam się lekko dosuszyć nad ogniskiem. Niestety na atak szczytowy Królowej musimy czekać do kolejnego dnia ;)

Dz3: Słowianka

Link do trasy: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=7074

Dz3: Romanka

DZIEŃ 5: MĘDRALOWA- BYSTRA

Data: 4 sierpień 2014 Typ trasy: trekkingowa Odległość: 32,94 km Czas przejścia: 15 h 20 min

Po deszczowej nocy, poranek obudził nas Słońcem. Nad ranem coś łaziło koło bacówki, ale nie zamierzałam tego sprawdzać :P Dzisiaj mamy pogodę na atak szczytowy. Migiem przechodzimy Przełęcz Jałowiecką i ruszamy w stronę Markowych Szczawin. Przy okazji korzystamy z zimnej wody strumienia - myjemy się i robimy pranie. Na Markowych jemy śniadanie podbijamy pieczątkę i ruszamy na Przełęcz Brona, którą pokonujemy w całkiem niezłym czasie. Dochodząc na szczyt Babiej Góry pogoda znowu się psuje. Ciężkie chmury i mgła napływają na górę. Robimy kilka zdjęć i schodzimy w stronę Gówniaka i tam robimy postój. Zejście z Babiej daje mi po kolanach i kuśtykam wolnym tempem w stronę Przełęczy Krowiarek. Tam zakupujemy oscypka na przegryzkę i ruszamy w stronę Policy na której jeszcze nie byłam. W drodze na Cyl Hali Śmietanowej łapie nas potężna burza, która zatrzymuje nas na 30 minut. Cali mokrzy w pałatkach ruszamy błotnistym szlakiem w stronę Hali Krupowej. Dochodząc do schroniska łapie nas kolejna nawałnica która w 3 minuty przelała nam buty … czyli scenariusz się znowu powtórzył. Postanowiliśmy przeczekać burze w schronisku zajadając się pysznymi pierogami :) Korzystając z zasięgu zdzwaniamy się z Jackiem, który szedł GSB kilkanaście dni przed nami z zapytaniem gdzie nocowali w okolicach Bystrej. Jacek daje nam namiar na chatkę drwali tuż przed Bystrą. Uratowani z opresji ruszamy w stronę Bystrej zbierając po drodze grzyby, z których wieczorem gotujemy zupę grzybową. Pech chciał, że przy przepakowaniu Marek zostawił sól i pieprz, więc oscypek miał nam trochę osolić tą strawę i tak też było. Na maksa zmęczeni zasypiamy szybko, by rano wcześnie wstać. Nie chciałabym mieć siekiery w plecach ;)

Link do trasy: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=7075

Dz3: Rysianka

DZIEŃ 6: BYSTRA- KICZORA

Dz3: Odpoczynek na Rysiance

Data: 5 sierpień 2014 Typ trasy: trekkingowa Odległość: 36,55 km Czas przejścia: 16 h 40 min

Dzisiaj jeden z gorszych dni…kolejną noc słabo spałam i wszystko mnie boli. Z Bystrej ruszamy wczesnym rankiem, robimy zakupy w sklepie i ruszamy w stronę Jordanowa. Przechodząc przez Skawę ściągnąć trzeba buty-woda sięga po kolana. Stwierdzamy, że czas na kąpiel i pranie :) nic nie działa bardziej na człowieka jak zimna woda brr .W Jordanowie raczymy nasze podniebienia pysznymi lodami nowotarskimi i ruszamy kolejno monotonną nieciekawą trasą-najpierw do Skawy, a potem do Rabki Zdroju –jakieś nieporozumienie wytyczenie szlaku w ten sposób, tak jakby nie było innej możliwości :/ Do Rabki Zdroju docieramy w pocie czoła. Pamiętam Rabkę z zakończenia MSB…od razu mnie na wspominki wzięło. Postanawiamy zrobić postój i dotrzeć dzisiaj do Turbacza. Szlakiem z miasta wychodzimy w końcu na polany nad Rabką. Zmierzamy w stronę Maciejowej na której jeszcze nie byłam. Piękna bacóweczka jest miła dla oka. Podbijam pieczątkę i uciekamy na Stare Wierchy, gdzie planujemy postój na obiad. Będąc w styczniu w tym miejscu zakupiłam pyszne oscypki od bacy, tak mi smakowały, że nie obeszło się oczywiście bez nich i tym razem. Do piwka smakowały wybornie yummi. Wszystkim polecam – kosztują tylko złotóweczkę, a smak…bezcenny. Po drodze na Turbacz mijamy dwójkę zagubionych turystów, którzy zamiast na Kiczorę schodzą na Stare Wierchy. Trochę ich wyprowadziliśmy z błędu- całkowity brak orientacji mapy. Na szczycie wspominam moje pierwsze wejście samotne na Turbacz zimową porą, a tuż zza rogu wyłaniają się harcerki z przepakowanymi plecakami. Brawo dla dziewczyn za wytrwałość widać, że lekko im na plecach nie było…skąd my to znamy-nasze plecaki ważyły średnio 15-17 kg. Przy schronisku wypijamy piwko i podbijamy pieczątkę po czym ruszamy do lokum na noc-Markowi znana miejscówa-mi nie zupełnie, ale brak drzwi już mnie przerażał ;) Po napełnieniu wody ze źródełka na Hali Długiej ruszamy resztkiem sił na ostatni odcinek dzisiejszej trasy. Po kilkudziesięciu minutach schodzimy na lewo ze szlaku i jest ona-willa jak marzenie z sypiącym się dachem. Dobrze że nad głową jest rozciągnięta folia i sianko-dzisiaj będzie luksus w spaniu, bo miękko. Ściągamy mokre rzeczy, napychamy gazetami buty, co jest standardem od początku wyprawy i w końcu po ciężkim dniu rozpalamy ogień i grzejemy się wiśniówką, która w tych wszystkich ciężkich, kryzysowych momentach dodaje sił i pozwala zapomnieć o bólu jaki odczuwamy po szóstym dniu wędrówki. Wiatr nawiewa kolejne burze. W blasku fleszy z niebios przychodzi nam siedzieć w milczeniu pod chatą…jedyną obawą jest to, żeby dach wytrzymał, bo inaczej będziemy mieć spory problem. Zasypiamy przed północą w odgłosach burzy i padającego deszczu.

Link do trasy: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=7076

Dz3: Wieczór na Hali Miziowej

DZIEŃ 7: KICZORA- PRZEHYBA

Data: 6 sierpień 2014 Typ trasy: trekkingowa Odległość: 38,38 km Czas przejścia: 14 h 45 min

Dz3: Wieczór na Hali Miziowej

Dzisiejszy dzień będzie mega męczący-z tą myślą przyszło mi zasnąć. Szlak czerwony wiedzie nas dzisiaj na Lubań i Przehybę. We mgle i lekkim opadzie deszczu zbieramy się już o 6 z miejsca pobytu. Droga ciągnie się w nieskończoność. Pogoda zaczyna u mnie wywoływać depresję i odruch wymiotny. Przy Studzionkach łapie nas ulewa-znowu wszystko mokre- chowamy się pod balkonem jednego z domów i czekając aż przejdzie, jemy śniadanie. Przechodząc przez Studzionki rozmawiamy z mieszkanką tego pięknego przysiółka, która informuje nas o potężnych burzach, które wywołały zamieszanie w Mszanie Dolnej i Kasinie Wielkiej. Deszcz się snuje za nami jak smród po gaciach… Wchodząc na Lubań mamy problemy ze szlakiem-mijamy kilka wiatrołomów i raz gubimy szlak. Na szczyt wdrapuje się ostatkiem sił. Widoków oczywiście znowu brakuje…robimy zdjęcie przy charakterystycznym krzyżu i ruszamy do bazy namiotowej po pieczątkę. Bazowa informuje nas o dwójce, która nocowała dzisiaj i która również zmierza się ze szlakiem…to zapewne znajomi mojej koleżanki. Czyli depczemy im po piętach i wkrótce się spotkamy. Nie mamy czasu na naleśniki, które wszyscy zachwalają. Podbijamy pieczątkę i ruszamy dalej do Krościenka-ja już w kompletnie przemoczonych na nowo butach. I stało się-przed Krościenkiem mam pierwszy kryzys- ból nóg i ciągła deszczowa pogoda zrobiły swoje. Rozsiadamy się przy sklepie, Marek robi zakupy, a ja daje wytchnienie mokrym i odparzonym stopom. Nie chce iść dalej i zbiera mi się na płacz-chciałabym aby to się już skończyło. Po mobilizacji ruszamy dalej. Przy wejściu na Dzwonkówkę ponownie łapie mnie skurcz uda. Z bólem pokonuje kolejne kilometry w górę. Na Przełęczy Przysłop wita nas Słońce. Siadamy by złapać trochę pozytywnej energii. Wychodząc wyżej już się ściemnia…w kompletnym mroku, mgle i zimnie wdrapujemy się dalej na Przehybę. Dochodzi 20:30 w końcu się pojawia przekaźnik, a kilka minut później schronisko spowite mgłą. Dziękuję Bogu, ze dokuśtykałam i że w końcu skorzystam z prysznica, gorącej wody i wyśpię się w miękkim łóżku. Odniechciewa mi się powoli wędrówki-tracę nadzieję, że zakończę z sukcesem GSB. Standardowe czynności-pranie, gazety do butów, suszenie…w końcu spokojna noc.

Link do trasy: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=7077

DZIEŃ 8: PRZEHYBA-CYRLA

Dz4: Wschód Słońca na Hali Miziowej

Data: 7 sierpień 2014 Typ trasy: trekkingowa Odległość: 19,91 km Czas przejścia: 7 h

Ból nóg nie dał mi spać nawet po ketanolu, który zażyłam na noc. Po jajecznicy zjedzonej na Przehybie wychodzimy dopiero o 11:30 ze schroniska. Wychodząc spotykamy dwie siostry, które minęliśmy w Krościenku dnia poprzedniego – również robią GSB, ale etapami, kleiły właśnie odciski i zamierzały ruszać dalej. Pogoda…wiadomo nic nowego. Mało tego w stronę Radziejowej błota po kolana. Rozkopane wszystko dookoła, powalone drzewa, nie poznaje tego miejsca w którym byłam rok temu -jestem zszokowana szkodami jakie wyrządził wiatr na odcinku Radziejowa-Wielki Rogacz. Dochodząc do skrętu na Rytro jesteśmy cali upaprani w błocie, ale o dziwo wychodzi Słońce i jest trochę cieplej. Przy naszym odpoczynku mijają nas dziewczyny poznane w schronisku-idąc za nimi jak konie z klepkami na oczach schodzimy do Niemcowej. One wcześniej się zorientowały i wróciły na szlak. Mimo tej małej pomyłki warto było zaglądnąć do tego miejsca. Stare chaty, prawdziwy górski klimat…świetne miejsce na weekend. Koniecznie musze o nie zahaczyć przy następnym wypadzie w góry. Pogoda poprawiła mi humor i w blasku Słońca schodzimy do starego schroniska Kordowiec, którego nie odwiedzamy, bo jest nieczynne. Kierujemy się w stronę Rytra, gdzie czekać na nas mają Ala, Paweł i Aniela. Zejście z pól na stromą asfaltową drogę dają nieźle mi popalić-tragedia jednym słowem. W końcu spotykamy się ze wspomnianą trójką. Z ciekawostek-Ala i Paweł przeszli Główny Szlak Sudecki, zrobili trzy dni przerwy i rozpoczęli Beskidzki. Już ponad miesiąc w trasie :) Szacunek dla nich. Aniela po trzech dniach chodzenia w samotności z Ustronia na Głuchaczki zrobiła przerwę i dojechała do Rytra, by chociaż po części zrobić GSB. Tak się zasiedzieliśmy na opowieściach, że zeszło nam dwie godziny-a pogoda zaczęła się zmieniać. Aniela swoim szybkim tempem ruszyła do Cyrli, a my spokojnym rozbawionym tempem ruszyliśmy za nią. Za połową drogi złapała nas burza. Cali zmoczeni dotarliśmy do Cyrli. Nasz plan zakładał spanie pod namiotem na Hali Pisanej, jednak pogoda znowu pokrzyżowała nam plany. Zmuszeni byliśmy zostać w Cyrli- bardzo miłe i przytulne schronisko prywatne. Korzystając z okazji zasiedliśmy przy piwku do rozmów wszelkiej treści. Dołączyli do nas również Duńczycy, których Ala i Paweł poznali na trasie. Malthe i Hannah zachwyceni byli naszymi górami i samym towarzystwem również ;) Tak nam zeszło do północy…znowu się nie wyśpię ;) Rano ruszamy przed 6. Pozytywny dzień, który wlał w moje serce nadzieję, że nie może być gorzej niż podczas pierwszego kryzysu w Krościenku.

Dz4: Nasz nocleg na Hali Miziowej :)

Link do trasy: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=7078

DZIEŃ 9: CYRLA- MOCHNACZKA NIŻNA

Data: 8 sierpień 2014 Typ trasy: trekkingowa Odległość: 32,13 km Czas przejścia: 13 h 50 min

Dz4: Jaworzyna :)

Poranek…znowu pochmurny i zimny…wchodząc w stronę Hali Pisanej przechodzimy przez łąki pełne malin-czyli to co Maruś lubi najbardziej. Zapomniałam zaznaczyć, że to jego ulubiony przysmak i został naznaczony ksywką Malina, gdyż zajadał się nimi bez opamiętania :) Widoki budzącego się dnia to niezapomniane widoki z tej wyprawy. Na Hali Łabowskiej cisza jak makiem zasiał. Wypijamy herbatę żeby lekko się zagrzać, a ja skrzętnie notuję do zeszyciku i książeczek minione trasy. Już dzisiaj miniemy półmetek GSB. Podchodząc pod Runek spotykamy dwójkę chłopaków idących z Wołosatego. Dzisiaj jest ich 11 dzień-pytamy o trasę, przygody i pogodę. Oświadczają, że dzisiejszy ich dzień jest pierwszym deszczowym…super pomyślałam. Przy takiej pogodzie jak oni mieli już byśmy byli 200 km przed zakończeniem naszej przygody. Życzymy sobie powodzenia i ruszamy na Jaworzynę Krynicką. Marek zostaje z tyłu oczywiście zajadając się malinami :) Z Jaworzyny schodzimy do schroniska po pieczątkę i co…przychodzi kolejna potężna burza…zatrzymuje nas na dwie godziny…znowu jesteśmy do tyłu z czasem. Idąc w stronę Krynicy napotykamy Anielę, która ma zamiar z nami dzisiaj wędrować. Przejście Krynicy całym miastem…kolejna porażka tego szlaku. W końcu docieramy do „Baru za rogiem” i jemy porządny obiad od początku wyprawy. Smakuje jak nigdy. Znowu pada…przeczekujemy tą aurę po czym ruszamy w stronę Mochnaczki Niżnej, gdzie planujemy spać. Tu dopada mnie drugi kryzys i zastanawiam się czy nie olać całej sprawy…jednak myśl o tym, ze już jest bliżej niż dalej przekonuje mnie do dalszej walki o zakończenie GSB. W Krynicy Zdroju miałam spotkać się z Grzesiem, który robi GSB z Wołosatego, ale przez ten tłum ludzi musimy się gdzieś minąć przed wejściem na szlak. Aniela rusza przodem, co okazuje się potem zgubne, bo traci szlak. Po odszukaniu się, razem wchodzimy w Beskid Niski-chyba najpiękniejszy Beskid w całym GSB. Tajemniczy, mało uczęszczany, z tomami historii w tle…dowiadujemy się od miejscowych gdzie można zahaczyć na nocleg. Gospodarz okazuje się bardzo miły, a otoczenie polskiej wsi…dodaje oddechu na zakończenie dnia.

Link do trasy: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=7079

Dz4: Głuchaczki

DZIEŃ 10: MOCHNACZKA NIŻNA-WOŁOWIEC

Data: 9 sierpień 2014 Typ trasy: trekkingowa Odległość: 34,85 km Czas przejścia: 15 h

Poranek zapowiadał w końcu piękną pogodę. Wchodząc w Beskid Niski wschód Słońca okazał się czymś najpiękniejszym co do tej pory widziałam. Łąki i góry skompane we mgle, trawy błyszczące od rosy…nie zważałam nawet na to, że buty znowu przemokły. Idąc mijamy kolejne wsie Banicę i w oddali oglądamy Izby. W międzyczasie Marek opowiada mi historię tego co się wydarzyło na tych ziemiach. Tutaj tak jakby czas się zatrzymał- czuć spokój i brak pośpiechu. Wszędzie pasie się gawiedź, co przedstawia naprawdę sielski obrazek. Zapominam o wszystkim co boli i oddaję się chwili podczas wędrówki do Ropek, gdzie spotykamy się ze znajomymi Marka. Dzisiaj w takim składzie wędrujemy kilka kilometrów aż do Koziego Żebra. Z Ropek do Hańczowej szlak wiedzie drogą asfaltową-jest gorąco, ale już w oddali znowu gromadzą się ciemne chmurzyska. W Hańczowej siadamy pod sklepem na obiadek-znowu kefir i bułki-tym razem z serkiem topionym-żyć nie umierać ;) Na Kozie Żebro minęliśmy szlak, co spowodowało, że przedzierać musieliśmy się przez potok i krzaki. Udało nam się jednak wybrnąć z sytuacji i wolnym tempem ruszyliśmy na szczyt. Padłam z wysiłku po tym wdrapywaniu się na jedyne 847 m ;) Pożegnania nadszedł czas-Aniela również kończy swoją wędrówkę-przez odciski i rozklejone nowe buty. Znowu zostajemy sami z Markiem…wszystko wraca do normalności…schodzimy w stronę bazy w Regetowie. Mijamy małżeństwo robiące GSB z Wołosatego-znowu kilka zdań, życzenie sobie powodzenia i ruszamy ostro w dół po kolejną pieczątkę. Przed nami Rotunda, a na niej cmentarz wojenny. Miejsce iście magiczne i przelane krwią setki osób…Zatrzymujemy się poniżej szczytu i ruszamy w kierunku Zdyni, skąd pokonujemy ostatni odcinek do Wołowca. Wcale to nie jest takie łatwe, gdyż właścicielka posesji odgrodziła nam szlak pastuchem elektrycznym przez który nie dało się przejść. Obejście go zajęło nam z 30 minut. Wkurzeni, podrapani i wycieńczeni przepychaniem się przez suchy las wylało z nas siódme poty i resztki cierpliwości. Dalej idąc utwardzoną drogą o mało nie nadepnęłam na ogromniastego, czarnego zaskrońca. Czuję się nie swojo po ciemku na obcym, nieznanym mi terenie. Z krzaków spoziera na nas młody jeleń, który ucieka po kilku sekundach w popłochu-Marek mówi: zwierzyna budzi się do życia…Ne pociesza mnie tą mądrą myślą ani trochę ;) Ostatkiem sił schodzimy na żółty szlak prowadzący do Wołowca. Jeden z mieszkańców zaprasza nas do siebie na nocleg, ale Marek ma inne plany. Idziemy w głąb wsi-a raczej tego co po niej zostało, na piękną łąkę niedaleko rzeki-tam pod jabłonką rozbijamy namiot. Komary kąsają niemiłosiernie. Musimy się poubierać żeby nie wypiły z nas resztek dobrej krwi. Rozpalamy ogień i w ciszy oglądamy piękny Księżyc, słuchamy cykania świerszczy i szumu rzeki…chwilo trwaj wiecznie.

Dz4: Widoki z Mędralowej

Link do trasy: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=7080

Dz4: Widoki z Mędralowej

DZIEŃ 11: WOŁOWIEC- CHYROWA

Data: 10 sierpień 2014 Typ trasy: trekkingowa Odległość: 37,88 km Czas przejścia: 15 h 10 min

Poranna kąpiel w zimnej rzece…o tak nic nie budzi lepiej. Nawet kawa, której nie piłam już od przeszło tygodnia-zapomniałam jak smakuje… Poranek jak każdy poprzedni i następny. Ciężki plecak na plecy i kolejna trasa do zaliczenia. Dystans już nie grał roli-organizm przyzwyczaił się do robienia średnio 35 km na dzień. Najgorsze było zmęczenie z powodu niewyspania i braku złapania chwili oddechu. Ranek w Wołowcu był magiczny. Kilka domów spowitych mgłą i przebłyskującym Słońcem – nie znany mi świat. Mijamy przydrożne pomniki z krzyżami w których miejscu stały kiedyś domy…teraz przechodzimy przez wieś widmo…W bacówce w Bartnem jemy śniadanie i zdobywamy kolejne potwierdzenie…Dzisiaj w dupę daje nam wejście na Kolanin. Ale zanim na niego wchodzimy siadamy w wiatce na obiad. Rozpalamy ogień i suszymy się w piekącym Słońcu. Pech chciał, że znajdujemy się na terenie Magurskiego Parku Narodowego i akurat zjawiają się stróże prawa. Dostajemy pouczenie i nakaz zapłaty za wejście do Parku, który dokonuje się przez sms’a. W międzyczasie zbliża się kolejna burza-wahamy się co robić-odczekujemy 20 minut po czym ruszamy na Kolanin. Mijamy Przełęcz Hałbowską z pomnikiem pomordowanych Żydów, następnie Kamień z wieżą widokową, aby zejść do miejscowości Kąty. Tam rozsiadamy się pod sklepem i nie mam ochoty już nigdzie się wybierać, ale muszę…dzisiaj mamy dojść do Chyrowej- do miejsca, które Marek gorąco poleca. Na złość znowu przychodzi ulewa… Po zrobionych zakupach z doładowanymi plecakami ruszamy w górę na Łysą Górę. Widoki są cudne. Po wdrapaniu się na owy szczyt trasa już wiedzie w miarę łagodnie. W końcu po zmroku docieramy do Chyrowej do schroniska. Dosłownie padam ze zmęczenia na ławkę. Dostajemy nocleg i pożywny obiad. W blasku Księżyca rysuje nam się grzbiet Doliny Śmierci…kolejne piękne miejsce w Beskidzie Niskim, które na długo zapadnie mi w pamięci. Chciałabym tu już zostać…

Link do trasy: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=7081

Dz5: Wschód Słoneczka na Mędralowej

DZIEŃ 12: CHYROWA- RUDAWKA RYMANOWSKA

Dz5: Bacówka na Mędralowej

Data: 11 sierpień 2014 Typ trasy: trekkingowa Odległość: 34,56 km Czas przejścia: 15 h 10 min

Z Chyrowej ruszamy wczesnym rankiem. Słoneczko znowu jest po naszej stronie-ciekawe na jak długo. Szybkim tempem dochodzimy do Pustelni św. Jana z Dukli. Napełniamy wodę do butelek z cudownego źródełka-oby pomogło przetrwać dzisiejszy marsz. Po śniadaniu i kilku zdjęciach ruszamy w stronę Nowej Wsi przechodząc przez ruchliwą drogę. Cergowa wylewa z nas resztki potu – w końcu docieramy i wpisujemy się do zeszytu na pamiątkę :) schodząc do Lubatowej pomagamy wyciągnąć auto jednemu leśniczemu i ruszamy pod sklep w Lubatowej, gdzie odpoczywamy spaleni Słońcem. I tu widzę, że po nodze łazi mi lokator-kleszcz. Co dziwne w całej wyprawie był to tylko jeden taki przypadek ataku tego paskudztwa na moje zdrowie. Dalsza droga wiedzie nas do Iwonicza i Rymanowa Zdroju. Dwóm uzdrowiskom obleganym przez kuracjuszy. Żal mi tyłek ściska widząc ludzi odpoczywających nad brzegiem rzeki, nad basenami, spokojnie spacerującymi po alejkach Rymanowa. Tam siadamy na chwilę. W międzyczasie poznajemy dwóch chłopaków, którym opowiadam o naszej wyprawie. Są pełni podziwu dla nas, ale cóż z tego jak przed nami nadal tyle do przejścia. Żółwim tempem ruszamy w stronę Wisłoczka, gdzie nie udaje nam się zdobyć pieczątki z powodu nieobecności bazowego. Co za mądry człowiek zamyka pieczątki w swojej budzie, bierze klucze i idzie w nieznane? Ostatni odcinek wiedzie nas pod granicę Puław Dolnych. Idą dwie burze…rozbijamy się w ustronnym miejscu nad rzeką. Piękne miejsce. Ściana skał, rzeka i mały brzeg. W ostatniej chwili rozbijamy namiot. Na ognisko brakło czasu. Z niepokojem docierają do mnie trzaski zbliżającej się apokalipsy. Martwię się o wodę i brzeg-żeby tylko nic nie podmyło, bo spłynę Wisłokiem i tyle po mnie zostanie. Noc była niespokojna. Spałam 2 godziny pilnując czy brzeg jest jeszcze pod moim tyłkiem.

Link do trasy: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=7081

Dz5: Markowe Szczawiny

DZIEŃ 13: RUDAWKA RYMANOWSKA-DUSZATYN

Data: 12 sierpień 2014 Typ trasy: trekkingowa Odległość: 34,32 km Czas przejścia: 13 h 20 min

Dz5: Przełęcz Brona

Trasa na dzisiaj przedstawiała się całkiem spoko. Zero większych przewyższeń. Ucieszył mnie ten fakt-zwłaszcza po nieprzespanej nocy. Zwinęłam mokry namiot, spojrzałam na lekko wzburzoną wodę i ruszyliśmy przed siebie. Najpierw na dzień dobry powitał nas asfalt ciągnący się przez ok. 7 km. Masakra jakaś. Później rozpoczęliśmy wchodzenie na Skibce. Dzisiaj udało nam się zobaczyć wilka. Hasał gdzieś między polanami. Pogoda znowu pod psem. Aż do Tokarni wędrowaliśmy w totalnej mgle. Złapał nas deszcz i ponownie humor mi się popsuł. Śniadanie udało nam się spożyć w małej budzie niedaleko Tokarni. Później na trasie minęliśmy dwie dwójki chłopaków robiących GSB. Narzekali na błoto na szlakach. Nas już w sumie nic nie ruszało i nie zamierzaliśmy nawet ubierać stuptutów. Nawet mokre buty po przejściu polanami nie robiły na mnie większego wrażenia. Dzisiaj kończymy w Komańczy Beskid Niski. Żegna nas on wędrówką przez rozległe polany. W Komańczy robimy zakupy i planujemy zatrzymać się w Duszatynie na dzikim polu namiotowym. Przy sklepie dwóch turystów informuje nas o zdewastowanym i kompletnie zalanym szlaku czerwonym prowadzącym na nasz nocleg. Przekonali nas i nie pozostało nam nic innego jak marsz 6 km asfaltem wzdłuż otaczających nas bukowych lasów. Dało nam to nieźle po nogach, ale lepsze chyba to niż brodzenie po kolana w błocie. Wita nas napis drewniany nad drogą DUSZATYN i od razu poprawia mi się humor, że dotarliśmy. Na dzikim polu namiotowym wesoło jest-jest gitara, śpiew, zapach ogniska, szum wody…idealne miejsce na urlop. Rozbijamy się i ogarniamy póki jest jeszcze jasno. Wita nas Andrzej, który przyjeżdża tu od 30 lat. Opowiada nam o swoich znaleziskach w lasach duszatyńskich. Dzięki jego uprzejmości mogę umyć się w ciepłej wodzie, co jest zbawieniem po kolejnych dniach bez porządnego mycia. Razem zasiadamy przy ognisku i snujemy opowieści o tajemniczych regionach w jakich jesteśmy. Noc w końcu prześpię spokojnie bez obaw, że prąd rzeki nas zmiecie z powierzchni ziemi.

Link do trasy: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=7083

DZIEŃ 14: DUSZATYN-CISNA

Dz5: w stronę Babiej

Data: 13 sierpień 2014 Typ trasy: trekkingowa Odległość: 22,84 km Czas przejścia: 8 h 30 min

Dzisiejszy dystans był krótki, więc pozwoliliśmy sobie wyjść nieco po 8 na trasę. W towarzystwie Andrzeja zjedliśmy śniadanie i napiliśmy się kawy-bez mleka niestety, ale był cukier :) Pożegnaliśmy się i w skraplającej się mgle ruszyliśmy w stronę Jeziorek Duszatyńskich. Kolejne piękne miejsce w które warto się wybrać. Trasa nie jest zbytnio wymagająca, a odpoczynek nad jeziorkami rekompensuje wszystkie przeciwności losu napotkane dotychczas na naszej drodze. Dopiero podejście na Chryszczatą daje mi popalić. Na niej odpoczywamy, a ja rozmyślam o tym, że muszę zacisnąć zęby i wytrzymać jeszcze parę dni nim to wszystko się zakończy. Z Chryszczatej szybko śmigamy na Przełęcz Żebrak, a później na Jaworne, gdzie wpada nam do głowy pomysł żeby oblecieć dzisiaj Połoninę Wetlińską tak aby spać w Brzegach Górnych. Pomysł rozwiewa myśl, że możemy w końcu zostawić jeden plecak z wszystkimi tobołami, zabrać drugi z pałatkami i jedzeniem, a kolega Zdzisiu, który ma się zjawić lada dzień odbierze nam go po drodze do Berehów Górnych. Na tym nasz plan przystał. Skończyliśmy trasę przed 17. Skoczyliśmy do sklepu oddalonego 15 minut od Bacówki pod Honem. Dzisiaj zafundowaliśmy sobie luksus w postaci parówek :P najedliśmy się do syta :) załatwiliśmy z obsługą sprawę plecaka i przy dźwiękach rozpoczynającego się 5 Festiwalu Bieszczadzkiego przyszło nam zasnąć. Jak Marek zauważył nigdy tak szybko nie zasnęłam jak tej nocy i to prawda-urwał mi się film jednym słowem :) A w wojskowym namiocie nie spałam przeszło 20 lat :) Noc i tak długi odpoczynek był zbawienny dla nas obojga.

Dz5: w stronę Babiej

Link do trasy: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=7084

DZIEŃ 15: CISNA-BEREHY GÓRNE

Data: 14 sierpień 2014 Typ trasy: trekkingowa Odległość: 31,70 km Czas przejścia: 13 h 40 min

Dz5: Babia Góra

Dzisiaj wczesne wyjście na wschód Słońca było jednym z milszych momentów minionych dni. Słońce pięknie nas powitało. Ruszamy na podbój pierwszej bieszczadzkiej połoninki. Na ten moment czekałam od początku wyjścia z Ustronia. Wejście na Jasło i Okrąglik z lekkim plecakiem było powiewem świeżości po tylu dniach noszenia ciężarów na plecach. Przed nami rozkładały się piękne widoki okolicznych gór Ukrainy, Polski i Słowacji. Od razu ponownie stwierdziłam, że musze tu wrócić-może jeszcze na jasień… z Okrąglika wędrujemy do miejscowości Smerek, gdzie przypomina mi się nasza pierwsza podróż w Bieszczady…Galeria Czarny Kot…to stąd mieliśmy ruszać na podbój Bieszczad, ale los zdecydował inaczej :) Odpoczynek przy sklepie dokupienie prowiantu na drogę i ruszamy na szczyt Smerek, którego tak bardzo się obawiałam. Wejście faktycznie meczące i długaśne. Ale nie samotne. Turystów masę wędrowało. Widoki ze Smreka przepiękne…zakochałam się w Bieszczadach tego dnia :) Na Przełęczy Orłowicza nam się sporo zasiedziało, bo około 2 godzin :D Szybkim tempem zawędrowaliśmy do Chatki Puchatka po pieczątkę i w nadchodzącym mroku z niebios rozpoczęliśmy schodzić do Berehów Górnych, gdzie umówiliśmy się ze Zdzisiem. Przy samym końcu dopadła nas ulewa. Dróżka szybka zamieniła się w potok. Zrezygnowani udaliśmy się na pole namiotowe, gdzie pierwotnie mieliśmy spać. Jednak deszcz nie ustępował. Zrządzenie losu rzuciło nas z powrotem do Bacówki pod Honem pod namiot wojskowy. Noc była okropnie zimna-zmarzło mi się pierwszy raz na tej wyprawie. Deszcz ululał mnie jednak w miarę szybko. Jutro ostatni dzień…dziwne uczucie mnie ogarnęło…

Link do trasy: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=7085

Dz5: Babia Góra

DZIEŃ 16: BEREHY GÓRNE-WOŁOSATE

Data: 15 sierpień 2014 Typ trasy: trekkingowa Odległość: 30,00 km Czas przejścia: 10 h

Nadszedł dzień w którym moja przygoda życia dobiega końca. Dzisiaj ostatni etap wędrówki. W lekkim deszczyku ruszamy do Berehów Górnych. Zdzisiu idzie na Połoninę Wetlińską z Antkiem, a my ruszamy na podbój Caryńskiej. Przy podejściu stało się-buty odmówiły posłuszeństwa i pękły. Na szczęście w takim miejscu, że bez problemu mogłam kontynuować wędrówkę. Widoki na Caryńskiej w końcu się ukazują. Jest cudownie. Byliśmy tak chyba przejęci ostatnim dniem, że zrobiliśmy ją w połowę czasu. Przy Ustrzykach Górnych masowo napływali ludzie zmierzający na Caryńską, w pocie czoła pytając ile jeszcze, jakie warunki etc. Z Ustrzyk ruszyłam na znaną mi trasę w stronę Tarnicy. Tutaj to już tłumy, aż ciężko było przywyknąć do tego po Beskidzie Niskim, gdzie szlaki świeciły pustkami. Byłam tutaj poza sezonem i oczom nie mogłam uwierzyć, że tu tyle ludzi się przewija :/Zrobiliśmy sobie krótką przerwę w pobliżu Przełęczy Goprowskiej-leniwie mijało południe. Pogoda była dla nas dzisiaj bardzo łaskawa. Piękne widoki ma tym odcinku zapierają dech w piersiach. Wszystko tak się na siebie nakładało, że całe zmęczenie poszło w niepamięć. Wdrapywanie na Krzmień przypomniało mi poprzednie wejście w błocie, deszczu i przejmującym wietrze. Lekkim krokiem przechodzimy dalej na Halicz i Rozsypaniec. Skałki na tych szczytach pięknie komponują się na tle rozległych Bieszczad. Na chwilę przystajemy ostatni raz spoglądając na Tarnicę pełną małych kolorowych punkcików-istne oblężenie. Przy Przełęczy Bukowskiej krótka pauza na snickersa i oglądanie piękna otaczającego nas lasu bukowego. Ten odcinek akurat już przeszliśmy bez tłumów-dzięki Bogu. Można było rozkoszować się ostatnim etapem w pełnym złączeniu z naturą. Później już tylko droga…taka droga jaką zaczynaliśmy nasz marsz z Ustronia. Lekko zboczyliśmy w las, by nie męczyć już i tak schodzonych nóg i wyszliśmy przed ostatnim punktem kontrolnym w Wołosatym. Po drodze minęliśmy się gdzieś ze Zdzisiem i Antkiem, którzy wyjechali nam na rowerach naprzeciw. Ku rozczarowaniu dowiedzieliśmy się, że minęliśmy jeden punkt kontrolny w Wyżnim Końcu. Nie chciało nam się jednak do niego już wracać. Na luzie bez pośpiechu przechodzimy ostatni odcinek …i jest. Słupek oznaczający koniec GSB…łzy napłynęły mi do oczu ze szczęścia, że po wszystkich niedogodnościach, nieprzespanych nocach, wylanych hektolitrach potu, kontuzjach stoję na końcu szlaku. Robimy pamiątkowe zdjęcie. Gratulacje, radość, śmiech…Wszystkie uczucia cisną się do serca. Nie wiemy jednak gdzie jest księga pamiątkowa by się wpisać, ale już o tym nie myślimy. Wracamy do samochodu, rozwalamy się na poboczu, ściągamy buciory z nóg i robimy drzemkę w oczekiwaniu na powrót chłopaków. Po ich przybyciu na uświetnienie tego wydarzenia wypijamy po małym Radlerku i udajemy się na pole namiotowe do Ustrzyk Górnych. Cóż to za uczucie, kiedy kładziesz się spać i nie musisz rano wcześnie wstawać :) Coś bezcennego…

Dz5: Hala Krupowa

Link do trasy: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=7086

16 sierpień 2014

Dz5: Hala Krupowa

O 8 Marek mnie opuszcza-rusza do Krk. A my z chłopakami ruszamy przed 10 w drogę powrotną do domu. Mijamy miejsca w których szlak czerwony przecina drogi i wsie…nie do wiary, że jestem w Węgierskiej Górce po 8 godzinach jazdy, a szłam taki dystans 15 dni… prysznic i położenie się do własnego łóżka jest dla mnie ostatnim etapem GSB J zasypiam z tysiącem migawek zdarzeń jakie przeżyłam. Teraz tylko trzeba wrócić do szarej rzeczywistości…ciężko będzie. Traperska przygoda dobiegła niestety końca.

Avatar użytkownika
DoRi Krajtroter 11364 kilometrów

Komentarze

Avatar użytkownika
Tadeusz Walkowicz Krajtroter 68331 kilometrów
2015-07-26 08:47:08

Witaj Dori, dzisiaj jeszcze raz przeszedłem Twój szlak imuszę przyznać że miałem trochę więcej szczęścia. Mniej dni deszczowych. Spotkałem na szlaku ludzi idących z Ustronia. Na Beskidzie Niskim nieraz nie spotkałem nikogo i pogoda mi dopisała. Mój placek dużo nie ważył, spiwór, trzy koszulki, flanelka, kurtka deszczowa i peleryna. Buty po wyrzucenia popękały. Czy miałem kryzys - w Bieszczadach, ale potem gdy opuścił mnie Mariusz, mówię muszę dojść. Udało się, teraz wypełniam książeczkę.

Pozdrawiam Tadek

tomkanik Nowicjusz 1 kilometrów
2015-05-26 22:03:35

wow super szacunke, fajnie byłoby się spotkać na szlaku kiedyś :)

Avatar użytkownika
DoRi Krajtroter 11364 kilometrów
2015-05-26 20:34:08
Dzięki wielkie :) czekam na odznakę z PTTK obecnie, a dla kibicujacych mi informuje że we wrześniu ruszam na Główny Szlak Sudecki :) Pozdrawiam :)
Avatar użytkownika
stanisław m Krajtroter 2175 kilometrów
2015-05-26 19:32:11

Jestem pod wielkim wrażeniem po przeczytaniu całej relacji. Dori - jesteś WIELKA!!!

Wiele znajomych mi miejsc z Twojej relacji, które przez wiele lat mojego życia odwiedziłem wprawiło mnie w nastrój wspomnień. Dziękuję Ci Bardzo! 

Avatar użytkownika
kristofhetvenharom Krajtroter 3952 kilometrów
2015-01-07 22:55:26

Najwyższe uznanie, Dori - nie tylko za przejście GSB, ale i za relację! Wygląda na to, że potwierdzają się moje przypuszczenia - Beskid Niski jest najpiękniejszy :) Wydaje mi się, że gdybym przymierzał się do tak długiej wędrówki, starałbym się jej przebieg zaprojektować po swojemu, bo - mam wrażenie - że na niektórych odcinkach warto pójść inną trasą (np. ominąłbym Iwonicz Zdrój, choć bardzo uroczy). Twoja wyprawa będzie dla mnie jakąś inspiracją co do przyszłych wycieczek górskich :)

Avatar użytkownika
DoRi Krajtroter 11364 kilometrów
2014-08-25 18:05:11

Marcinie wystarczy tylko trochę samozaparcia i upartości :) Zazwyczaj jak postawię sobie cel to musze go osiągnąć. Wspaniała przygoda, którą polecam wszystkim :)

Avatar użytkownika
Marcin_Henioo Krajtroter 50911 kilometrów
2014-08-25 10:33:59

Po przeczytaniu z ogromnym zainteresowaniem całej relacji, stwierdzam, że brak mi słów, by opisać to, co myślę o Tobie, DoRi. Po prostu, najzwyczajniej w świecie, wielki, ogromny szacunek i podziw dla Ciebie, za to, czego dokonałaś, mimo tylu przeciwności losu, niesprzyjającej pogody [i Sandała :-)]. Naprawdę, nie znam osoby, która by tego dokonała, co Ty.

Fotki są piękne, a niektóre są wręcz przecudne!

Pozdrawiam
 

Avatar użytkownika
paweł rosiński Krajtroter 5342 kilometrów
2014-08-23 11:32:54

świetnie. przybijam piątkę!.

Avatar użytkownika
DoRi Krajtroter 11364 kilometrów
2014-08-22 18:28:52

Bardzo Wam dziękuję :) Nie wierzyłam do końca, że to może się udać. Miałam dobrze dobranego kompana do wędrówki, który motywował i dzięki któremu wyprawa była tak niesamowita :) Jeszcze we wrześniu chciałabym zaliczyć Świętkorzyski, a Sudecki...no cóż chyba na przyszły rok :) Chyba, że mnie natchnie i zima nie będzie zbyt surowa to może wtedy :) Było ciężko i kryzysy również ciężko było przetrwać. Najgorzej było, gdy dzwoniło się do domu i jak mówili żebym darowała juz sobie i wracała :) Ale byłam tak blisko celu, że odpuścić nie mogłam :) Cieszę się, że relacja przypadła Wam do gustu-starałam się przelać wszystko co pozostało mi w głowie chociaż napewno o czymś zapomniałam :) Pozdrawiam :)

Avatar użytkownika
Tadeusz Walkowicz Krajtroter 68331 kilometrów
2014-08-22 17:53:46

Gratulacje Dori.  Przeczytałem relację doskonała. Zdjęcia w wielu przypadkach znajome. Przeanalizowałem odcinki szlaku, nie dam rady...6+ na karku... Ale może w przyszłym roku.

Pierwsze zdjęcie to na Hali Łabowskiej obok schroniska.?

Pozdrawiam Dori.

Tadek

 

 

Ostatnio edytowany: 2014-08-23 06:41

Ostatnio edytowany: 2014-08-23 11:17

Avatar użytkownika
Roman Świątkowski Krajtroter 70913 kilometrów
2014-08-22 17:35:43

Piękna wyprawa, wielkie gratulacje. Bardzo, ale to bardzo Ci zazdroszczę. Relację z wyprawy przeczytałem, zdjecia również obejrzałem są śliczne tyle pięknych widoków, miejsc zobaczyłaś, bąba. Poznałaś nowych ludzi - sandałek Hi hI hi.

Trzymałem za Tobą kciuki, dzięki.

Pozdrawiam

Avatar użytkownika
marian Krajtroter 44482 kilometrów
2014-08-22 16:17:42
Po prostu jesteś niesamowita.Gratulacje.
Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk Krajtroter 1114038 kilometrów
2014-08-22 07:54:45

DoRi jesteś niesamowita to naprawdę wielki wyczyn! Gratki serdeczne i odpoczywaj :) Zanim zaczniesz planowac dalej :) Trudno byłoby przejśc to etapami, a co dopiero jednym tchem :)

Avatar użytkownika
Maciej A Krajtroter 18647 kilometrów
2014-08-21 18:20:15

Przeczytałem to z uśmiechem na ustach. To są momenty, ulotne chwile, to Coś co zależy tylko od indywidualnej wrażliwości. Uważam za bezcenne. Za parę dni o bólu nóg się nie pamięta. Pięknie i cieszę się że zrealizowałaś swój plan. Cóż, życzę Ci dalszych wyzwań, bo chyba to lubisz ;-)

pozdrawiam

Avatar użytkownika
Danusia Krajtroter 183047 kilometrów
2014-08-21 18:11:06

Przeczytałam i obejrzałam całość  Twojej relacji Dori. Jesteś naprawdę niesamowita ,wykonałaś kawał,dobrej,traperskiej roboty ( ogladając fotki z noclegw chyba można tak to określić). Ani deszcz,ani wiatr,ani przemoczone buty,ziąb , czy palące słońce ,chłód,ani zmęczenie nie pokonało Cię na trasie. Jeszcze raz gratuluję zaliczenia wymarzonego GSB. Z całą pewnością nie zdobyłabym się na taki wyczyn.

Newsletter Wypisz się z newslettera
Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 15 lat przez aktywną rodzinkę złożoną z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami. Na przyjaznym Forum mamy 48 tys. postów. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy blisko 20 000 polubień, a na Instagramie ponad 2 000 Obserwujących.
Dreptamy.pl - wszystkie nasze wycieczki po Polsce
Copyright 2005-2020