spotkanie z starym przyjacielem, Maciej A

Tatry Wysokie - Dolina Białej Wody, Wielicka, Krywań, Dolina Młynicka, Rysy, Morskie Oko, Dolina 5 Stawów Polskich, Dolina Gąsienicowa

2014-07-28 - 2014-08-01
2014-08-11 22:58:09
Avatar użytkownika
Maciej A 18612 kilometrów

Odwiedziliśmy wspaniałe rejony Tatr Wysokich i poczuliśmy powietrze.

To jak spotkanie z starym dobrym przyjacielem, choć krótkie zostawia ciepło na sercu...

Miejsca odwiedzone podczas wycieczki
Zakopane > Antałówka > Dolina Białej Wody > Polski Grzebień > Dolina Wielicka > Dom Śląski > Tatrzańska Polanka > Szczyrbskie Jezioro > Krywań > Dolina Młynicka > Solisko > Popradzki Staw > Rysy > Czarny Staw pod Rysami > Morskie Oko > Świstówka Roztocka > Dolina 5 Stawów Polskich > Przełęcz Zawrat > Czarny Staw Gąsienicowy > Hala Gąsienicowa > Dolina Jaworzynki > Kuźnice

Preludium, czyli jak nie należy planować wyjazdu ....



M.A. - "Może byśmy zarezerwowali wcześniej noclegi? "

poranny widok z Antałówki na Giewont

G.W. - "Przydało by się ... ale tak też znajdziemy"

M.A. - "W sumie... jakby co mamy śpiwory i karimaty"

M.A. - "Warto by trochę Euro kupić." (będzie trochę na Słowacji)



G.W. - "Kupimy na miejscu"

Polana Białej Wody

M.A. - "Ok, jakby co zapłacimy kartą, albo wyciągniemy z bankomatu. W Domu Śląskim można było wymienić z tego co pamiętam..."

M.A. solo - buty wyprawowe po dwóch latach, nie aż tak intensywnego znowu użytkowania, mają przetarte gdzieniegdzie szwy, rozszedł się nadtarty pewnie o kamienie materiał przykrywający membranę, 2 cm dziura ziejąca i czekająca tylko na spływającą wodę i inne już rozłażące się miejsca (wstyd dla firmy produkującej). Jeszcze tydzień przed wyjazdem myślałem o naprawie u szewca, parę dni przed o zaklejeniu łatką, w dzień wyjazdu wziąłem taśmę izolacyjną z zamiarem dokupienia kleju kropelki i doraźnej naprawy, permanentny brak czasu...

Polana Białej Wody

M.A. solo - Planując trasę, wiadomo, trzeba brać pod uwagę bieżącą kondycję, obciążenie, przewyższenia i na pierwszy dzień zaplanować jakąś krótszą łatwiejszą trasę na małą aklimatyzacyjkę... a więc? Zza biurka ładując na plecki (wyposażenie do spania i jedzenia na kilka dni) ruszamy w ponad trzydziestokilometrową trasę. Będzie bolało, wiem, ma boleć, ale czy musi?

 

Dzień 1 Pardałówki - Zakopane - Łysa Polana - Dolina Białej Wody - Polski Grzebień - Dolina Wielicka - Tatrzańska Polanka - Szczyrbskie Jezioro

Czyli w czepku urodzeni

spojrzenie wstecz

Tatry, moje ulubione i wyczekane. O 6-tej rano na Antałówce w Zakopanem witają nas kusząco piękne krajobrazy, bliska zapowiedź, jak spotkanie z dawno nie widzianym przyjacielem. Piękne i czyste niebo, o tej porze dnia pogoda najpewniejsza, warto wcześnie wstać i wyjść na szlak, szanse na nagrodę rosną.

Przedarłszy się wreszcie błotnistą dróżką przez widokowe wzgórze docieramy do przystanku busa, przywitani przez gościnnego góralskiego kierowcę "Gdzieście łazili (to o błocie na butach), wycierajcie o trawę, wycierajcie, błota naniesiecie, wycierajcie.". Ha, wszedłszy do środka dyskretnie wybałuszam oczy na buty innych delikwentów czekających na odjazd. No, czyste jak prosto ze sklepu, rany pozdejmowali z wystawy czy co? Ryzykując dalsze ostracyzmy ze strony kierowcy siadamy, dobra skończył egzorcyzmem: "Później trzeba będzie w samochodzie...", zmarszczył brwi ale powiózł nas na Łysą Polanę (1000 m.n.p.m.).

zanika las na tej wysokości

Jak rok temu wchodzimy w Dolinę Białej Wody, znów piękne krajobrazy i znacznie lepiej rokujące niebo. Z pół godziny wzdłuż strumienia i otwiera się z Polany Białej Wody majestatyczny widok (niewątpliwie jeden z piękniejszych). Kawałek lasem i zaczynamy coraz wyraźniej wznosić się w górę, w otoczeniu wspaniałe szczyty. Jakże inna pogoda niż rok temu. Podejście pod próg Kaczej Doliny, no biurkokrato cierp :-), ale widoki że aż szczęka obija się o kamienie szlaku. Droga przez coraz surowszy krajobraz, przemierzamy Litworową Dolinę mijając strumienie i urokliwe stawki, powyżej gdzieniegdzie plamy śniegu. Końcowe podejście mocno zniszczonym przez lawiny szlakiem przy pomrukach burzy (tak jakby deja vu) i około 13:30 osiągamy najwyższy punkt dzisiejszej trasy, Polski Grzebień (2200 m.n.p.m.). Coś tam widać, coś tam chmurzy się, ale ogólnie dobrze jest. Posilając się obserwujemy kotłujące się we wszystkie strony chmury, powyżej już się zaciągnęło, czyżby na tyle na dzisiaj... Niewielu ludzi, jak zazwyczaj większość to nasi rodacy. Zejście do doliny Wielickiej, początkowo łańcuchy, później nietrudny kamienisty chodnik. Idę idę, wąska dolinka otoczona masywami Gerlachu i Staroleśnego, podłużny stawik mijamy z lewej. Napotykamy grupkę Polaków z trójką małych dzieci (w tym jedno w nosidełku), krótko z nimi gawędzimy miło, podziwiam. Idziemy w stronę Domu Śląskiego, próg, nad głową mokre skały Mokrej Wanty obwieszone wspinaczkowym szpejem i poniżej staw z schroniskiem. Zanim dochodzę do schroniska zaczyna lać, no pięknie (brakło może z 100 m), pierwszy i najważniejszy aparat do plecaka, potem osprzęt przeciwdeszczowy na kark, nim się ogarniam wilgoć zdąża zaznaczyć swoją obecność. Coś robię się zły i tak dochodzę do schroniska, chyba pora na jedzonko, o i nasi krajanie z dziećmi dotarli, maluchy dzielne i hasło padło "Dzień bez deszczu to dzień stracony". Taaa. Na poprawę mojego morale znaczący wpływ ma małe co nieco i piwko, niech tam sobie pada za oknem (szczęście nr 1), na razie. I dobrze, wypadało się nieco więc ruszamy, idziemy w dół asfaltem drogi do schroniska, nie będziemy znów spływać jak kiedyś, o nie. Dłuży się asfaltowe zejście, wciąż coś pokrapuje, lecz jak każda droga ma swój koniec. Docieramy do Tatrzańskiej Polanki (1000 m.n.p.m.) (takiej małej mieściny z kilkoma blokami, sklepikiem hotelikiem, sanatorium i stacją elektrićki) i zaczyna się: nie ma noclegu, nie ma bankomatu, nie ma kantoru, nie można zapłacić kartą, nie ma euro i nie ma biletu na elektrićkę. Siadam przy plecakach, kolega idzie na misję niemożliwą, medytuję i mam już wizje zawalenia się misternego planu na dni kolejne, gdy zjawiają się (szczęście nr 2) nasi znajomi Polacy z dziećmi. Jest euro, jest bilet do Szczyrbskiego Jeziora, jest wdzięczność (pozdrawiamy gorąco). Po 20-tej już w Szczyrbskim (1350 m.n.p.m.) docieramy do znanego nam jedynego tańszego turystycznego hoteliku i co (?), recepcja już zamknięta. Dzwonimy na nr z tablicy, nikt nie odbiera, parę prób w innych hotelach pozbawia złudzeń, trzeba elektrićką pojechać gdzie indziej, jest późno. Przed samą stacją zadzwonił telefon, mamy nocleg, wracamy do hoteliku (szczęście nr 3). Fajnie było przy meldunku. Przemiła Słowaczka była jak wspaniały Emil Karewicz w "Jak rozpętałem II wojnę..." ;-) . Po 21-ej syci wrażeń popijaliśmy wreszcie piwko analizując jak blisko było do odjechania pociągiem i ostatecznego upadku planiku. Czar PRL-u (nasze lokum, jedyne 17 eur na dobę, reszta bezcenna) jest niepowtarzalny...

Długi dzień, bo 15 h. Sam szlak z Doliny Białej Wody do Tatrzańskiej Polanki to w naszym wydaniu 10 h. Piękna trasa, zwłaszcza Dolina Białej Wody niezwykłej urody. Polecam.

Dzień 2 Szczyrbskie Jezioro - Jamski Staw - Krywań - Jamski Staw - Szczyrbskie Jezioro

Czyli pielgrzymka mieszana, nie wstrząśnięta

ponad progiem Kaczej Doliny

Nie tak się umawialiśmy, rano miało nie padać. Otwieramy drzwi wyjściowe i od razu mokniemy (moje buty jakby tylko na to czekały, chłoną wodę pięknie). Nieco zwarzeni idziemy siłą rozpędu, rozważając odwrót i przeczekanie. A może dojdźmy do jeziorka, jeszcze pół godziny, do Jamskiego Stawu, później do granicy chmur. A tych jak na złość sporo, wiszą od góry gdzieś na 2 tysiącach i wciąż nadciągają z równin Słowacji. Chodnik na razie płaski wśród lasu, może i ładnie byłoby ale niespecjalnie coś widać. Zawzięty dialog, kolega pesymistyczny, ja na razie jeszcze z nadzieją. Przy Jamskim Stawku (1447 m.n.p.m.) narada, przestało wreszcie padać, ale po chwili chmura nas spowija, w mlecznym świecie drzewa i woda wyglądają nierealnie. Morale na pysku, więc niechętnie zaczynamy się wracać, spróbujemy jak się później trochę poprawi. Nie uszliśmy 500 m jak coś zaczęło się przecierać, a i nasi rodacy idący wbrew faktom sprawili że zatrzymałem się i podjęliśmy decyzję, że jednak spróbujemy (szczęście nr 4), do pierwszego większego deszczu. Ruszamy szlakiem, stromiej w górę ale z każdym krokiem coraz bardziej poprawia się widoczność. Na granicy lasu podnoszące się szybko w górę pierze odsłania piękne krajobrazy, eh. Widokowy i długi grzbiet doprowadza nas wreszcie do rozejścia pod Krywaniem (2120 m.n.p.m.), stąd już tylko godzinka do szczytu, wśród krajobrazu skał Tatr Wysokich. Pod samym wierzchołkiem kawałek nieco trudniejszego szlaku i docieramy. Na górze (2495 m.n.p.m.) kilka Słowaczek z przewodnikiem i chmurka przesłaniająca krajobrazy. Mamy czas, jest dopiero jedenasta. Przychodzi poznany na rozejściu sympatyczny Rosjanin Michaił, z którym próbujemy nieco kalecząc język konwersować (poczęstował nas kupionym w Moskwie jabłkiem z Polski sic!, pyszne było), docierają też nasi. A chmura się nie rusza. Jedni, drudzy i trzeci schodzą, a ja kolegę powstrzymuję jak mogę. Grzesiu Rączy Jeleń (bo zawsze rwie ostro do przodu, a ja swoim spokojnym tempem) już zaczyna mnie poganiać, utargowałem jeszcze trochę i w nagrodę nam się troszkę poodsłaniało (szczęście nr 5), co skwapliwie wykorzystałem z aparatem. Po 1,5 h popasie ruszamy w dół, zaczyna znów padać, robi się ślisko więc uważniej na początkowym odcinku. Pod górę jeszcze trochę ludzi idzie, ale zdaje się że opłaca się wcześniej wstawać. Rozejście, długi grzbiet, las i od Jamskiego Stawu dłużący się płaski odcinek, zmasakrowane przez mokre buty nogi cierpią. Ze względu na deszcz nie jedliśmy od szczytu, więc z poważnym ssaniem i nawet ściorani idziemy coś kupić, zjeść pizzę i popijać ulubionym ciemnym Sarisem. Jakoś tak po 18-tej wracamy do przytulnej kwatery z gorącą wodą pod prysznicem, oj docenia się małe przyjemności.

Krywań, narodowa góra Słowaków na którą chodzą całe pielgrzymki, fajna wycieczka choć nie najłatwiejsza (trochę taki większy Kościelec, piękne widoki) . Trasa zajęła nam 10h. Bez większych trudności, ostatni odcinek przed szczytem nieco bardziej wymagający..

Litworowy Staw

Dzień 3 Szczyrbskie Jezioro - Dolina Młynicka - Wodospad Skok - Szczyrbskie Jezioro

+ Chata Pod Soliskiem wyciągiem, + spacer wokół Szczyrbskiego Jeziora

Czyli dzień luźny, nie taki znowu luźny.

Jutro będzie ciężki dzień, więc na dziś lżejsza trasa. Po 7-ej powolutku sobie drepczemy obok zespołu skoczni i przez obszary zniszczonego wichurą lasu. Ponad lasem odsłania się piękna dolinka otoczona murami szczytów, w oddali widzimy próg wodospadu, a nieopodal szlaku wije się strumień. Niespiesznie sobie idziemy podziwiając krajobrazy, coraz bliżej 25m skał z których spada strumień wody. Wchodzimy na próg i tam urządzamy sobie piknik na skraju drogi, a dokładniej na skale przy Stawku nad Skokiem (1801 m.n.p.m.). Moczymy nogi w stawku, wystarczy parę sekund żeby paraliżował ból, tak zimna jest woda. Chmury choć wysoko zasłaniają słońce, czasem częściowo odsłaniają. To piękne chwile. Zaczynają się schodzić ludzie, więc zbieramy się w drogę z powrotem. W zejściu tłoczno jak na naszych popularnych szlakach, aż pozdrawianie wszystkich staje się męczące.

coraz wyżej

Wracamy do Szczyrbskiego, wjeżdżamy wyciągiem krzesełkowym pod Solisko (1840 m.n.p.m.) żeby popatrzeć z góry, kusząco wyglądał pobliski szczyt, ale nie, nie dziś. Ładnie widać z góry. Zjeżdżamy analizując rozstaw podpór, jakość spoin i kompletność śrub w słupach (nawet wysoko zawieszone są krzesełka) ;-).

Pora coś zjeść, o ile noclegi są tu bardzo drogie to jedzenie jest nawet w przystępnej cenie. Taki obiad z spaghetti carbonara (450 g) + jasny Saris = 7,5 eur, porcja więcej niż sycąca, nawet dla przygnanego głodem trampa.

Hruba Turnia

A pod wieczór jeszcze obeszliśmy Szczyrbskie Jeziorko, urokliwe miejsce. Pętla dookoła to 2,2 km, sporo było biegających, pozazdrościć scenerii. Oj, zrobiła się piękna pogoda.

Relaksacyjny dzień. Młynicka Dolina (nad wodospad Skok, warto zobaczyć, trasa łatwa) w górę i w dół to 3 h. Potem woził nas wyciąg 1h (z wylegiwaniem). Spacer dookoła jeziorka z częstymi przerwami na podziwianie i dokumentowanie 1 h.

Dzień 4 Szczyrbskie Jezioro - Popradzki Staw - Schronisko pod Rysami - Rysy - Morskie Oko - Świstówka Roztocka - Dolina 5 Stawów Polskich

Czyli czasami bywa różnie, ale pięknie prawie zawsze

erozja szlaku

Ruszamy przed 6-tą, no niebo nawet czyste, więc się cieszymy na widoki. Do Popradzkiego Stawu (1494 m.n.p.m.) niecałe 2 h i 150 m w górę. Miejscami z chodnika ładnie widać, ogólnie szlak leśny łagodnie pnący się w górę. Przy schronisku krótka sesja zdjęciowa i ruszamy dalej. Mijamy i uwieczniamy punkt z którego nosicze zabierają towary do schroniska pod Rysami (targają 750m pod górę ciężary, które niejednemu mogłyby złamać kręgosłup, szacunek; a jeśli mielibyście ochotę na darmową herbatę w schronisku zawsze możecie coś również podrzucić :-) ).

Niestety, nadciągnęło złe i lunęło. Jak niewiele czasu trzeba żeby pogoda w Tatrach się zmieniła diametralnie, bywa że jest to czas liczony w minutach, dlatego trzeba być przygotowanym na nagłe niespodzianki. 2,5 h ciągłego deszczu nie było miłe. Tym razem ja nie wytrzymuję i sieję zamorskie zboże - defetyzm: jak się nie poprawi to zastanowimy się na Wadze co dalej. Grzesiu tym razem twardo: no przecież stamtąd się nie wrócimy. Kurka wodna - ma rację, chcemy dziś przejść na drugą stronę, zobaczymy, przecież dzień bez deszczu to dzień stracony. Jak automacik pod górę z szczelnie otulonymi płaszczem i chmurami myślami, krok po kroku w rytm kropel, kontrolując automatycznie oddech myślami gdzieś tam, wyłączam się. Niedaleko schroniska trzeba trochę uważniej potraktować szlak i jest! Najwyżej w Tatrach położone Schronisko pod Rysami na przełęczy Waga (2250 m.n.p.m.), co jakiś czas niszczone przez lawiny, lecz wciąż ku radości odnawiane. O, zmieniło się trochę od mojego ostatniego tu pobytu (1999r). Unowocześniono schronisko, jak i słynny zawieszony nad przepaścią kibelek (panoramiczna szyba dla dłużej kontemplujących, oraz nowoczesny fotel dla wygody + szeroka ławka/poczekalnia na stoku z szeroką panoramą dla umilenia oczekiwania). W schronisku przytulnie, nie pada (jak to w schronisku). Wsunąłem 2 porcje strudla żeby przyczynić się do utrzymania schroniska (to tylko w połowie prawda, sakramencko dobry był ;-)). Wielkie szczęście nr 6 - przestaje padać i wyraźnie się przeciera. Woda w rozłażących się butach doraźnie sklejonych wczoraj super-glue zostaje, ale trzymają się, do pieca dojdą.... Idziemy, najpierw połać śnieżna, później kamienie i po niecałej godzince wąski wierzchołek Rysów (2499 m.n.p.m.) (jakby zawieszony w przestrzeni). Było rano trochę wątpliwości, ale teraz widać że słuszną decyzję podjęliśmy. Małe i większe pierzaste kłębki chmur, podnosząca się w słońcu mgła - tylko dodają widokowi z Rysów uroku. Pięknie jest, znów mocno eksploatuję aparat, jedna z bogatszych panoram szczytów, jak i widok Morskiego Oka i Czarnego Stawu z góry - fantastycznie. Nacieszywszy się do woli ruszamy w dół, niewielu ludzi, na samym szczycie była tylko dwójka Polaków. Ulewa, oraz zmienna i niepewna pogoda zniechęciła wielu. No a teraz się rozpogodziło i jest słonecznie. Schodzimy, najpierw sporo łańcuchów pod skalistym szczytem i na buli. Nie jest trudno, ale na pewno trzeba się trochę obyć, duży plecak może przeszkadzać raczej w wąskich przestrzeniach, tu takich nie ma. Jakoś nie pamiętam z dawnych czasów tylu łańcuchów, chyba sporo podokładali, ale na pewno się przydają gdy przypadkiem złapią złe warunki pogodowe. Poniżej ubezpieczeń na buli zaczyna się mozolne kamieniste zejście piargiem, długie strome zejścia potrafią zniszczyć nogi dużo skuteczniej niż podejścia. Coraz niżej, piękne widoki i co rusz inna perspektywa na Morskie Oko, Czarny Staw i okoliczne szczyty, pstryk pstryk. Skały, wielkie głazy i urok wody w górach. Trochę ludzi podchodzących pod Rysy mijamy. Obchodzimy Czarny Staw (1583 m.n.p.m.) brzegiem, trochę płaskiego to już ulga. Próg i zejście nad Morskie Oko (1395 m.n.p.m.), tutaj tłumy ludzi proporcjonalne do urody otoczenia oczywiście i okresu sezonu. Na dole popasamy, posilamy się i moczymy nogi, podziwiamy widoki, cieszymy się piękną słoneczną aurą . Wypadałoby tu już pozostać na noc, byłoby akurat, ale jeszcze mamy odcinek do 5 Stawów. Do schroniska w MOku dochodzimy przed 17-tą i czym prędzej ruszamy dalej (to nie jest dobra pora, to nie jest dobry czas na to miejsce). Szlak odbija od drogi trawersując stoki Opalonego, aż po widokowy wierzchołek Kępy (1683 m.n.p.m.), a następnie pnie się już łagodniej raczej w stronę Świstowej Czuby (1763 m.n.p.m.). Świstaków nie upatrzyliśmy, ale za to widoczki początkowo na otoczenie Doliny Rybiego Potoku, później w kierunku Tatr Bielskich, a w końcu na Doliny Roztoki i 5 Stawów Polskich były piękne, bardzo. Końcowe zejście to już było cierpienie, w tle pomrukiwała nadchodząca burza. Docieramy do Schroniska w 5 Stawach (1670 m.n.p.m.) ok. 19-tej i o dziwo mamy nawet nocleg w pokoju, wow, jestem pod wrażeniem. Moje ulubione w Tatrach schronisko, piękna Dolina, wspomnień czar. Dziś już ciepła woda, prąd i ubikacje, otoczenie wciąż tak samo urokliwe. Kąpiel ! Następnie nawadniamy się na stołówce, rozmawiamy z dwiema sympatycznymi Angielkami równocześnie niezbyt kulturalnie opychając się. Pomidorówka, naleśniki, litr herbaty i pół litra piwa w ciągu 15 min. Z bólu podeszw nie mogę usiedzieć, stare kontuzje, a może kiepskie obuwie powoduje że ból musi być, zawsze za mną łazi. Idę spać, jeśli zasnę to wygrałem z dziadem :-).

skalny krajobraz

Całość trasy zajęła nam 13 h. Piękny i urozmaicony szlak, wspaniałe krajobrazy, klimatyczne miejsca. Od Polskiej strony Rysy są bardziej wymagające.

Dzień 5 Dolina 5 Stawów Polskich - Zawrat - Hala Gąsienicowa - Dolina Jaworzynki - Kuźnice

Czyli kiedy ja tu wrócę

W tak pięknych okolicznościach przyrody śniadanko, o tej porze nie ma jeszcze wielu ludzi, cisza, spokój i góry. Szkoda stąd wychodzić, ale cóż, po 7-ej ruszamy w stronę Przełęczy Zawrat. Przechodzimy całą długością doliny w słonecznej i pięknej pogodzie. Od strony Roztoki, widać gromadzą się chmury, ale na razie możemy cieszyć się chwilą. Stawy wśród kamieni i kosówek a nad nimi granie Orlej Perci i Miedzianego, daleki wgląd nad Doliną Roztoki, prawdziwie rajskie miejsce. Podejście tylko pod Kołową Czubą intensywniejsze, poza tym spokojnie do góry. Na Zawrat (2159 m.n.p.m.) docieramy przed 10-tą, znów wspaniałe krajobrazy. Ale zaciąga się już chmurami od strony Zakopanego i od strony 5 Stawów. Cóż, my już tylko schodzimy. Życzymy powodzenia idącym do góry (większość w stronę Orlej Perci) i ruszamy w stronę chmur poniżej przełęczy. Trochę łańcuchów, później skalistą grzędą i chodnikiem, mijamy Zmarzły Staw. Lekko kropi i pogrzmiewa jak docieramy do Czarnego Stawu Gąsienicowego (1624 m.p.m.). Jeszcze parę fotek się udało zrobić (też fajne miejsce, taki skalny amfiteatr nad wodą). Dalej szeroka ceprostrada do Murowańca, oczywiście przylało poważnie, więc schowaliśmy się w schronisku (1500 m.n.p.m.), a tam człowiek na człowieku (setki ludzi stłoczonych na małej przestrzeni), nie ma za bardzo gdzie się wcisnąć, godzinę chyba spędziliśmy w tej makabrze. Jak tylko lekko zelżało uciekliśmy stamtąd na szlak. Obok Betlejemki i leśniczówki trasa wiedzie do Przełęczy między Kopami (1499 m.n.p.m.), a później jako zejściową wybraliśmy tą w Dolinę Jaworzynki. Szybciej schodzi się w dół, a wciąż grzmi. Łagodna zielona dolinka, w górnej części stromsza, w dolnej płasko, polaną obok grupy szałasów dochodzimy do końca szlaku. My bez przygód docieramy do Kuźnic (1010 m.n.p.m.), ale widzieliśmy że TOPRowcy znosili kogoś na noszach, na mokrych kamieniach trzeba jednak uważać podwójnie.

przez grań przelewają się chmury

Trasa zajęła nam 8 h. Też piękny jest to szlak, do Zawratu łatwy, zejście z Zawratu do Doliny Gąsienicowej wymaga już trochę obycia w trudniejszym terenie.

Jakie credo dla gór? Jaka motywacja, co napisać i jak nazwać to Coś co mnie tam ciągnie by nie popaść w banał? Może kiedy indziej, może przy piwie w cieniu turni pod niebem pełnym banalnych gwiazd ;-).

Długi Staw

Więc do zobaczenia kiedyś na szlaku, może…

Avatar użytkownika
Maciej A 18612 kilometrów

Komentarze

Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk 1111427 kilometrów
2015-02-19 07:49:26

he jak pisałeś, że się Grzesiu chyba niecierpliwi, to sobie w myślach powiedziałam, trudno, musi, całe szczeście że się tak łatwo nie dałeś :) Mam to samo zboczenie :) Normalnie się licze bardzo z moimi towarzyszami i wszystko w biegu, ale w takich okolicznościach to też by poczekac musieli ;) Naprawdę cudnie

Ostatnio edytowany: 2015-02-19 07:51

Avatar użytkownika
Maciej A 18612 kilometrów
2015-02-19 07:38:05

[cytuj autor='Piernikarczyk Anna']hehe dopiero teraz zobaczyłam znaczek Polskich Szlaków na Rysach :) Macieju zdjęcia zrobiłeś czarowne, wrzucam je u nas tu i ówdzie, upieknią nam tu upieknią :) [/cytuj]

Przypięty do plecaka na stałe, czekam dnia kiedy przypadkiem spotkam kogoś z takim znaczkiem na szlaku.

A fotki fajnie że się przydają, Żonka podśmiewuje się ze mnie, że robię zdjęcia gór z każdej strony, a ja w takich miejscach nie chowałbym aparatu. Takie niegroźne zboczenie ;-)

Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk 1111427 kilometrów
2015-02-18 13:44:39

hehe dopiero teraz zobaczyłam znaczek Polskich Szlaków na Rysach :) Macieju zdjęcia zrobiłeś czarowne, wrzucam je u nas tu i ówdzie, upieknią nam tu upieknią :)

Avatar użytkownika
Maciej A 18612 kilometrów
2014-08-25 05:33:14

Fajnie było, ale zdecydowanie za krótko

i już wysycham znowu :-)

pozdrawiam

Avatar użytkownika
mokunka 220737 kilometrów
2014-08-24 18:04:40

Macieju kolejna świeta wyprawa w Tatry. Foty pokazują majestat gór , opis bardzo szczegółowy...czuję sie , jakbym prawie tam powędrowała. Zazdraszczam kondycji i ciekawej wyprawy :)

pozdrawiam

Avatar użytkownika
Maciej A 18612 kilometrów
2014-08-15 04:44:26

Początek września w Tatrach jest chyba najlepszym czasem z możliwych. Najstabilniejsza ciepła pogoda z możliwie małą ilością opadów. Oraz jeśli ktoś nie lubi tłumów jak Ty Karolu.

Też nie przepadam, dlatego raczej unikam Zakopanego i zatłoczonych szlaków. W pewne miejsca staram się docierać jak najwcześniej, jak najpóźniej, lub poza sezonem.

pozdrawiam

Avatar użytkownika
Lucy i Tom 21318 kilometrów
2014-08-14 11:03:27

Super, piękne zdjęcia :)

2014-08-13 20:49:08

ze wzgledu na  "łazegów" i pseudo turystow  ( za dyche )

w Tatry  wybiore sie chyba ( ?) we wrzesniu

gdzie nie bedzie "dzieciarni"   i łazegów  pseudo -turystow.

 

Nie cierpie tych pseudo turystow  na Krupiowkach , ktorzy włócza sie od baru do baru  od  bazaru do bazaru  .

 

 

Karol Barsolis

Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk 1111427 kilometrów
2014-08-13 09:22:18

No tez tak myslę, ale DoRi własnie jest świetnie zorganizowana :) Dodałam osobny wątek o ich wyczynach :)

 

Avatar użytkownika
Maciej A 18612 kilometrów
2014-08-13 09:03:21

[cytuj autor='Piernikarczyk Anna']hehe dobre, tak godne podziwu, trzymam kciuki żeby się im udało :) Fajnie że Tadziu pisuje co u niego [/cytuj]

tak tak, a Dori jak wyjdzie z gór to będzie do końca roku pisać relacje :-)

Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk 1111427 kilometrów
2014-08-13 08:49:52

hehe dobre, tak godne podziwu, trzymam kciuki żeby się im udało :) Fajnie że Tadziu pisuje co u niego

Avatar użytkownika
Maciej A 18612 kilometrów
2014-08-13 08:48:14

To już niedługo Karolu fajnie fajnie

Kasiu nóżkom wszystkie podania odrzuciłem. Ale moje to nic, teraz DoRi robi Główny Szlak Beskidzki (ok. 496 km), a Tadeusz Główny Szlak Sudecki (ok. 440 km). Więc jak moje nóżki marudzą to ja im mówię że następnym razem będzie coś z głównych szlaków i od razu mam święty spokój.

pozdrawiam

Avatar użytkownika
kasia ejsmont 12734 kilometrów
2014-08-13 01:50:16

Szacun. Ja się zawsze zastanawiam jak wy odnajdujecie w górach te ścieżki.? Po pięciu dniach w górach, trafić do domu, jestem pod wrażeniem. Mnie po kilku godzinach pewnie szukali by TOPRowcy. Nogom Twoim współczuję, gratuluję i proponuję zmienić właściciela :).

Zdjęcia zawodowe. Jak bym tam była.

Ostatnio edytowany: 2014-08-13 01:52

Ostatnio edytowany: 2014-08-13 01:54

2014-08-12 20:26:21

czesc  Macieju .

Tatry  sa  zawsze  wyzwaniem dla spragnionego turysty gorola . 

jestem w  Zakopcu od 19.08.2014. 

Na pewno wybiore sie w gory wysokie  , bo dawno nie bylem - ostanio  wlasnie bylem  w Slowacji  od Tatrzanskiej Lomnicy .

 

Gory na pewno  nie sa dla" LAZĘGOW " w klapkach i szpilkach .

 

Pozdrawiam karol 

 

 

Avatar użytkownika
Maciej A 18612 kilometrów
2014-08-12 17:30:49

piękne chwile,

po powrocie do pracy  niestety szybko sprowadziło mnie na ziemię,

ale Tatry jak zwykle, jak niezwykle...

pozdrawiam

p.s. buty zakończyły karierę,

       może kogoś skuszę na Tatry i później poczytam relacje, niezły strasznie tajny plan

Ostatnio edytowany: 2014-08-12 18:08

Avatar użytkownika
marian 44473 kilometrów
2014-08-12 15:49:50

Podziwiam i zazdraszczam. Relacje czytałem z uśmiechem na ustach.Super fotki.

Avatar użytkownika
Marcin_Henioo 50892 kilometrów
2014-08-12 13:42:22

Pięknie. Zazdroszczę, eh, jak zazdroszczę...

2014-08-12 09:45:47

przepiekna  wysokogórska podróż warta wszystkiego  .   przepiekne   górskie krajobrazy

 

Karol Barsolis

PS.

kiedy ja tam wroce ? 

Karol zdobywca  RYSY - 3 razy

 

Avatar użytkownika
Danusia 183047 kilometrów
2014-08-12 08:21:04

Jestem Macieju pod wielkim wrażeniem zarówno samej Twojej wyprawy,jak i niezwykle ciekawego jej opisu. Poczytałam z zainteresowaniem, wyobrażając sobie poszczególne etapy wędrówki.Opisałeś je bardzo obrazowo,super...Najbardziej obrazowe były buty pięknie chłonące wodę;-) No i ,jak zawsze,fantastyczne zdjęcia.

Ostatnio edytowany: 2014-08-12 08:49

Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk 1111427 kilometrów
2014-08-12 07:32:35

To dosadziłeś Macieju, ładnie tak wzbudzać zazdraszczanie ? :) Przepięknie w Tatrach super szliście cudne miejsca i zdjęcia

Avatar użytkownika
Krzysztof Dorota 23831 kilometrów
2014-08-11 23:56:53

Mega relacja , foty gór super, wszystko super hi hi pozdrawiamy