, DoRi

Lackowa

2014-02-08 - 2014-02-09
2014-02-11 22:01:37
Avatar użytkownika
DoRi Krajtroter 11364 kilometrów

Planowany od trzech tygodni Beskid Niski w końcu doszedł do skutku i nareszcie mogłam jechać i na własne oczy przekonać się czy faktycznie jest tak, jak piszą o tym pięknym, odległym zakątku Polski.

Z wielu relacji zdążyłam wyczytać, że jest on niemalże dziewiczym terenem, mało uczęszczanym przez turystów i gdzie zachowała się przeszłość, której w innych rejonach gór nie można spotkać…no może za wyjątkiem Bieszczad, które mają w sobie właśnie ten zaklęty urok i gdzie można odczuć ducha gór.



Po niemalże trzy godzinnej jeździe w Krynicy-Zdroju zaskoczyła nas…zima, a może nie tak zima jak jej resztki. Miasto aż roiło się od przyjezdnych, a na około czuć było jeszcze magię minionych Świąt zaklętych w koronach drzew przy rynku. Nie zatrzymując się ruszyliśmy na Tylicz, gdzie planowaliśmy nocleg. Po drodze nastąpiła zmiana planów i udaliśmy się w stronę Cigie’lki (przez Muszynkę), aby tego samego dnia zdobyć Busov (1002) leżący w BN po stronie słowackiej. Opuszczając Krynicę i kierując się w wyznaczony cel, moją małą „blue arrow” otoczyła okropna mgła i widoczność spadła do 2 m. Nie pocieszał nas również fakt, że nie mieliśmy ze sobą mapy turystycznej. Nie wróżyło to nic dobrego jednym słowem. Cigie’lka… tego miejsca chyba nie powinno być na mapie. Kilka romowskich domków w kiepskim stanie we mgle przypominało mi kadr z filmu „Wrong turn” Roba Schmidta. Nie mając mapy zapytaliśmy miejscowego, gdzież to jest ten Busov, gdyż we mgle ciężko było w ogóle się rozeznać w terenie. Chłopak skierował nas nieco niżej i faktycznie po chwili zobaczyliśmy lekki podjazd i drogę leśną (zaśnieżoną i oblodzoną), a na poboczu znak na Busov. W końcu jakiś dobry znak…ale cóż z tego jak po przejechaniu kilku km drogą leśną, koleinami i po lodzie (!!) nie było ani jednego namalowanego szlaku, który zaprowadziłby nas na jedną z Koron Gór Słowacji. Nawet sarny dziwnie się nam przyglądały z pobocza, co tu robimy w tym samochodzie i w tej mgle. Po 20 minutach zawróciliśmy w możliwym miejscu i znowu wpatrywaliśmy się na oślep po drzewach, gdzie jest kierunkowskaz…niestety bez skutecznie. Do tego czasu pociemniało i nie było sensu nadal tkwić na Słowacji jeszcze w takim miejscu!

Droga w okolicach Busova

Powrót do Tylicza okazał się gorszy niż przyjazd. Widoczność spadła do około 1-1,5 m. Prowadzenie w takiej mgle jest cholernie męczące. Modliłam się o jak najszybsze wyjechanie z tego potwornego miejsca i znalezieniu ciepłego kątka do spania. Bez problemu na szczęście udało nam się znaleźć nocleg i po rozgoryczeniu niezdobyciu Busova udaliśmy się do Krynicy pochodzić troszkę po tym ślicznym górskim miasteczku. Po spacerku udaliśmy się na konsumpcje pstrąga do pobliskiej restauracji (szału nie było) oraz na spotkanie z moją sąsiadką z rodzinnej miejscowości, która akurat też była w KZ u rodzinki (pozdrawiam Cię Olu). Po mile spędzonym wieczorku w końcu nadszedł czas na wieczorne opowieści i tak czas zleciał do północy.

Poranek kolejnego dnia nie zachwycał pogodą, ale o 7:00 było względnie. Gospodarz pensjonatu poinformował nas poprzedniego wieczoru, że z tego miejsca, gdzie się znajdowaliśmy widać Lackową i jest to tylko 1,5 h z Tylicza…No tak…ale w tej mgle my rano nie widzieliśmy nic…Po spakowaniu i wypiciu „pysznej” kawy ruszyliśmy do Izb, bo stamtąd też się ponoć da dojść…Już od początku był problem z trafieniem na owe Izby. Owszem mijaliśmy szlak rowerowy prowadzący do Izb, ale nie byliśmy do końca przekonani co do jazdy po niej samochodem, gdyż była wyłożona z płyt betonowych w dodatku masakrycznie nierównych. Pojechaliśmy więc dalej, skręciliśmy na Berest, dalej na Izby…po których jeździliśmy z dobre 10 min…raz w jedną, raz w drugą stronę. W pewnym momencie naszym oczom ukazała się cerkiew na Banicy, ale jak zwykle ani żywej duszy, by zapytać o drogę. Mapka przy cerkwi co innego, atlas samochodowy co innego…każde z nas co innego. Ruszyliśmy na wyczucie na Śnietnicę i po przejechaniu 50 m znowu widzimy skręt na Izby…skręcamy. Droga ni to polna, ni asfaltowa…tragiczna. Jedziemy kolejne minuty i tracimy czas. Dojeżdżamy do rozstaju dróg, ani jednej tabliczki mówiącej, gdzie leży KGP. Zawracamy, bo ani jedna z tych dróg nie wygląda dobrze. Totalnie załamani panującą sytuacją zapalamy kolejnego papierosa i znowu dyskutujemy nad atlasem samochodowym. W końcu przy cerkwi pojawia się Anioł! Jakiś miejscowy wylgnął na ulicę-jesteśmy uratowani :D ! Po szybkim instruktażu dziadka podążającego do cerkwi i gaszącego na jej progu papierosa zawracamy uradowani, że uda nam się połazić po górkach. Jedziemy więc na rozstaju dróg prosto…koło stadniny…długiej tak, że aż wzrok nie sięga (i nie chodzi o mgłę;)) moja „blue arrow” daje radę kolejnym dziurą i oblodzonej nawierzchni-tak jestem z niej dumna! Droga ciągnie się jakieś 4-5km w las…aż w końcu koniec…i znowu rozstaj-w lewo droga-zaśnieżona, w prawo szlak…czerwony w dodatku. Gdzie iść jak nie ma mapy, ani kompasu? No to może na prawo za szlakiem, bo po lewej stronie znaku brak więc tu się pewnie szlak kończy. O tabliczce kierujących turystów na Lackową można tylko pomarzyć. Idziemy więc w prawo. Pięciocentymetrowa warstwa śniegu nie przeszkadza w wędrówce, chociaż przy wzniesieniu, które zaczyna się po 20 min drogi robimy dwa kroki do przodu jeden do tyłu. Dochodzimy do słowackiego rogacza po kolejnych 20 minutach…i co widzimy? Ciertaz (760) :) i znak na Lackową 1:20 h w drugą stronę- żyć nie umierać jak się pomyliliśmy :) na szczęście nie zmarnowaliśmy zbyt dużo czasu na wyjście na owy szczycik słowacki. W 30 minut wracamy do punktu wyjścia . Dzięki temu, że był śnieżek zauważyliśmy ścieżynkę w krzacory, no więc to musi być to. I tak jest! W krzacorach owych daleko gdzie wzrok nie ogarnia mózg też, znalazł się czerwony szlak! Lepszego miejsca nikt by chyba nie wymyślił, by go tam umieścić-pogratulować znakarzom albo tym, co usunęli położenie lepszego oznakowania ;) No więc po kilkuminutowym wnerwie ruszamy na reszcie w dobrym kierunku. Trasa prosta, co można spodziewać się po Beskidzie Niskim prawda :) ? Dopiero po 20 minutach drogi wiedziałam jak bardzo się pomyliłam. Oo ! Jakaś grapka ciekawa. Od razu przypomniał mi się Szczebel. Wdrapujemy się do góry, patrzymy przed siebie…oo kolejna grapa, ale już nie grapka! Jeszcze widać urozmaicenie tejże oto trasy-skałki. Jak dla nas całkiem spoko, ale oblodzona trasa i topniejący śnieg już spoko nie jest. Można było się domyśleć, co było za grapą ;) no więc Lackowa leżąca w Niskim wcale nie należy do łatwych do zdobycia, tak jak myślałam. Piękny bukowy las porastający owe wzniesienie Lackowej we mgle jest cudowny. Przed szczytem powalone nad szlakiem drzewa tworzą bramy prowadzące na szczyt. Przebija się Słońce i widać troszkę niebieskiego nieba-jest cudownie. Zimowy watr popędza leniwą mgłę po stokach Królowej i wydaje się, że zmieniliśmy Beskid Niski w Tajemniczy Ogród. Jest tabliczka i jest zdobyta Korona Polskich Beskidów. Jest radość z dotarcia i radość na wspomnienie tej wyprawy. Postój 10 minutowy i rozkoszowanie się jeszcze mglistą panoramą. Powrót a jakże –również wesoły. Z grapek na butach się na dziko zjeżdżało i łapało co popadnie, aby nie uszkodzić się za bardzo. Ni jak mi to nie pomogło, bo kilka „pacynek” załapałam, natomiast mój towarzysz, wykwalifikowany narciarz miał ze mnie niezły ubaw ;) A co! Będzie co wspominać po tej podróży, tak jak i tym razem, wspominaliśmy najśmieszniejsze zdarzenia z naszych górskich wojaży :) nazbierało się trochę.

Anyway trasa zakończyła się o 11:45. Po tylu wrażeniach i przeżyciach na pewno kolejnym razem uzbroję się w porządną mapę, aby nie błądzić tak jak tym razem. Odjeżdżając z Izb mgła na chwilkę odpuściła i zobaczyliśmy skrawek urokliwego Beskidu Niskiego. Jak dobrze, że jest on na trasie GSB. Nic straconego, wszystko przed nami :)



Pozdrawiam D.

Szlak na Ciertaz
Avatar użytkownika
DoRi Krajtroter 11364 kilometrów

Komentarze

Avatar użytkownika
Jerzy Jan Krajtroter 4958 kilometrów
2014-02-18 00:13:00

DORI !!! DUZO JEST JESZCZE ZIMA SZLAKOW PRAWIE DZIEWICZYCH. TO PRAWDA, BEZ MAPY, KOMPASU /SA GPS-yNIE POWINNO SIE WYCHODZIC, ALE JEST TAKIE POWIEDZENIE " JEST RYZYKO, JEST ZABAWA" ............. ALE TAKIE COS JEST DO CZASU. I TAK CIESZE SIE, ZE NIE GNUSNIEJESZ W KAPCIACH, PRZY GARACH W DOMU ............. PSTRAGA OJ ZJADLBYM  ............. POZDRAWIAM , DAJE 5+

P.S. WYWALILO MI NASZ ALFABET, BEDE NAPRAWIASL .............

Avatar użytkownika
DoRi Krajtroter 11364 kilometrów
2014-02-14 16:46:44

Tak za brak mapy na dzikich terenach powinni tarmosić za uszy! :D

Avatar użytkownika
Maciej A Krajtroter 18668 kilometrów
2014-02-13 20:40:19

fajna wyprawa Dori,

pal sześć organizację, wspomnienia się liczą,

chociaż za brak mapy wypadałoby tarmosić za uszy ;-),

tajemniczo mgliste te górki na zdjęciach, takie inne i pociągające przez to,

pozdrawiam

Avatar użytkownika
DoRi Krajtroter 11364 kilometrów
2014-02-13 17:42:21

Kompletnie mi nie wypalił ten weekend pod wzg. organizacji. Jeszcze nie zaliczyłam Busova :) Wszystko przez tą mgłę :)

Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk Krajtroter 1116756 kilometrów
2014-02-12 07:42:26

Niezla jazda :) Super wspomnienia!

Newsletter Wypisz się z newslettera
Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 15 lat przez aktywną rodzinkę złożoną z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami. Na przyjaznym Forum mamy 48 tys. postów. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy blisko 20 000 polubień, a na Instagramie ponad 2 000 Obserwujących.
Dreptamy.pl - wszystkie nasze wycieczki po Polsce
Copyright 2005-2020