szlakiem latarń morskich

2012-09-29 - 2012-10-07
2012-09-29 22:13:59

Nie byłoby prawdą, gdybym powiedział, że było całkiem łatwo – w końcu to 9 dni i kilkaset kilometrów zmagań ze słońcem, wiatrem, piaskiem i deszczem. Jednak mimo tych przeciwności udało się przebyć całe wybrzeże odwiedzając po drodze wszystkie polskie latarnie morskie.

Prawie każda dłuższa podróż zaczyna się w pociągu. Tak samo było i tym razem. Tylko, że oprócz mnie jechał rower, dla którego ta wyprawa była tak samo dużym wyzwaniem, jak dla mnie. Celem było przejechanie wzdłuż całego polskiego wybrzeża i przy okazji obejrzenie wszystkich latarń morskich.
Trasa zaczęła się w Świnoujściu, gdzie stoi najwyższa latarnia morska, z której roztacza się całkiem miły widok na port i wybrzeże. Oprócz latarni w mieście można obejrzeć kilka fortów. Stamtąd wyruszyłem na wschód; dzień był wietrzny, a wiatr nie ułatwiał mi podróży. Udało mi się dojechać do kolejnej latarni Kikut, do której można było dostać się leśną ścieżką. Na tę latarnię nie dało się wejść.
Następnego dnia wyruszyłem w dalszą drogę i od razu dotarłem do Niechorza. Oprócz samej latarni znajduje się tam park miniatur wszystkich polskich latarń morskich – gdy tamtędy przejeżdżałem jeszcze był w budowie.
Drogą przez las pojechałem w kierunku Kołobrzegu. Jechało się przyjemnie, jednak na mojej trasie znalazła się jednostka wojskowa. Okazało się, że nie mogę jechać dalej, ale zamknięty obszar udało się okrążyć lasem. Potem bez dalszych przeszkód dotarłem do Kołobrzegu, gdzie mogłem odpocząć po całym dniu.
Kolejny dzień zaczął się pochmurnie i powrócił silny wiatr. Powoli jechałem do Gąsek. Dopiero zrobiłem dłuższy odpoczynek. Po południu się rozpogodziło i dalsza podróż była łatwiejsza. Pod wieczór przyjechałem do Darłowa. Zwiedzanie latarni i Zamku Książąt Pomorskich zostało na kolejny dzień. Dzień ten jednak okazał się jednym z najtrudniejszych, ze względu na pogodę i problemy techniczne. Po naprawie roweru dojechałem do Jarosławca, jednak zbyt późno, by wejść na latarnię. Cały wieczór jechałem i dotarłem w okolice Ustki.
Noc minęła spokojnie i wyruszyłem do ósmej latarni, w Ustce. Była niewielka, ale trafiłem do niej bez problemów. Z Ustki pojechałem przez Słowiński Park Narodowy do Łeby. Po drodze obejrzałem latarnię Czołpino, a część trasy pokonałem plażą, to był jeden z trudniejszych odcinków. Cieszyłem się jednak, bo miałem za sobą już ponad połowę trasy. Kolejnego dnia przejechałem dosyć duży odcinek, ale zobaczyłem tylko latarnię Stilo.
Z samego rana dotarłem na Przylądek Rozewie, który jest najdalej na północ wysuniętym punktem Polski. Na Rozewiu znajduje się też kolejna latarnia morska, której towarzyszy muzeum. Nie zatrzymywałem się tam długo i wyruszyłem na Hel. Okazało się, że przez cały półwysep prowadzi wygodna droga dla rowerów, której standard coraz bardziej spada, aż na sam koniec zamienia się praktycznie w leśną ścieżkę.
Zatrzymałem się w Jastarni, gdzie miała znajdować się dwunasta latarnia. Wcześniejsze latarnie było widać z daleka, a w tym wypadku nawet napotkani przechodnie nie wiedzieli o jej istnieniu. Z planu miasta dopiero dowiedziałem się, gdzie jej szukać. Latarnia była niepozorna, położona w lesie przy ścieżce na plaże i nie była dostępna dla turystów.
Natomiast nie było problemów, by znaleźć latarnię morską na Helu. Trzeba było co prawda przejechać przez całe miasto by niej dotrzeć, ale dobre oznakowanie nie pozwalało się zgubić. W tym miejscu zastał mnie zmrok.
Po nocy spędzonej na Helu wyruszyłem promem do Gdańska. Tam zatrzymałem się na szybkie zwiedzanie Trójmiasta. Plan zwiedzania trzeba było skrócić, bo pogoda się zmieniła i spadł deszcz. Wybrałem się na Westerplatte, do Twierdzy Wisłoujście i do portu obejrzeć latarnię. W porcie dowiedziałem się, że obowiązuje całkowity zakaz fotografowania, ale zdjęcia miałem już zrobione. Na mojej trasie została jeszcze jedna latarnia oddalona o kilkadziesiąt kilometrów oraz bardzo niewiele czasu. Tego dnia jednak nie udało mi się już dotrzeć do Krynicy Morskiej. Zatrzymałem się gdzieś w połowie drogi.
Następnego dnia deszcz nie wrócił, więc ostatni odcinek udało się dosyć szybko pokonać. Obejrzałem sobie ostatnią z latarń. Przede mną był tylko powrót do domu. Jednak zanim wsiadłem w pociąg powrotny musiałem dojechać na jakąś stację. Rozkład jazdy kazał mi się kierować na Tczew. Część tej drogi pokonałem autobusem, a resztę rowerem. Na stację dotarłem na czas. Ostatnim problemem było kupienie biletu, ale nawet tą trudność udało się pokonać i w ostatnim dniu urlopu wróciłem do domu. To nie była, ani pierwsza, ani ostatnia taka podróż.



Odwiedzone miejsca

sobota, 2012-09-29
niedziela, 2012-09-30
poniedziałek, 2012-10-01
wtorek, 2012-10-02
środa, 2012-10-03
czwartek, 2012-10-04
piątek, 2012-10-05
sobota, 2012-10-06
niedziela, 2012-10-07

Ostatnie wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

2012-10-02 08:44:08

Na zdjęciu rzeczywiście ładniej to wygląda niż w strugach deszczu :-)

2012-10-02 08:08:17

Sopot to chyba już wypiękniał, jak widzę na zdjęciu. My byliśmy kilka lat temu i był całkowicie rokopany

 

2012-10-01 22:00:48

Na „oficjalnej” liście jest 15 latarń i wśród nich nie ma Sopotu, dlatego zapomniałem o zdjęciu, ale już się poprawiłem :-)

2012-10-01 21:30:05

Bardzo ciekawy pomysł, a fotki super. Zabrakło  jednak latarni z mojego rodzinnego Sopotu:). Uzupełniam najnowszym zdjęciem i pozdrawiam

2012-10-01 17:45:12

Super pomyśł żeby odwiedzić wszystkie latarnie bardzo nam się to podoba pozdrawiamy

2012-09-30 23:26:57

Dzięki :-) Warto było pojechać, chociaż było parę trudnych momentów wyzwań. I teraz Bałtyk nie kojarzy mi się tylko z plażą :-)

2012-09-30 21:34:39

Ciekawy  cel wycieczki . Super zdjecia. Pozdrawiam.

2012-09-30 13:38:21

Artur, ciekawa wyprawa , fajnie opisane! Latarnie morskie od zawsze fascynują :)

pozdrawiam:)

2012-09-30 07:56:53

Wow niezła wycieczka, fajny pomysł, gratuluję że się udało!

Newsletter Wypisz się z newslettera
Portal pozytywnych podróżników
Copyright 2005-2019
Znajdziesz nas na: