Sprawdź nasz projekt Jurajskie Szlaki Jesienne
, Krzysztof

Góry Bystrzyckie po raz kolejny

2012-03-15
2012-03-15 20:35:35
Avatar użytkownika
Krzysztof Krajtroter 7153 kilometrów

Wróciłem w te góry, bo przecież musiałem przejść drogę Wieczność.

Miejsca odwiedzone podczas wycieczki
Wójtowice > Droga Wieczność > Kamienna Góra > Droga Stanisława > Huta > Wójtowice

11.03.2012



Już za dwa tygodnie wyjeżdżam na pół roku, więc muszę nasycić się górami: byłem wśród nich tydzień temu i dzisiaj, będę na tydzień🙂



Tym razem nie miałem dylematu wyboru trasy, bo ta narzucała się sama: przejść drogę Wieczność w Górach Bystrzyckich. Nie liczyłem na brak śniegu, ale na przetarcie szlaku owszem; szedłem jednak po dziewiczym, chociaż nie świeżym, śniegu.

Wyjechałem o zwykłej porze, chwilę po czwartej, a o siódmej skręciłem w wypatrzoną na dokładnej mapie dróżkę prowadzącą do zapomnianej przez Boga Szczawiny, przy której Szklarka, mała wioska dająca początek drodze, wydaje się być metropolią. Stoi tam parę domów, a dziurawy asfalt kończy się pokrytym śniegiem szutrem stromo wznoszącym się po zboczy góry Kotlarnia. Pustka wokół, jeden dom przycupnął na końcu dróżki, nawet nie ma gdzie zaparkować. Rozłożyłem mapę, i w rezultacie jej studiowania postanowiłem pojechać do Huty drogą przez Wójtowice. Ta wioska zaczyna się w dolinie, a kończy paręset metrów wyżej, już na zboczu Barczowej. Stromizna drogi tak duża, że na pierwszym biegu ledwie pokonałem największy podjazd, a po minięciu ostatniego domu, już w lesie, koła zabuksowały na lodzie pokrywającym kamienie drogi, i samochód zaczął cofać się. Przytomności wystarczyło mi na skierowanie jego tyłu w przydrożną zaspę. Do przodu nie mogłem ruszyć w ogóle, na szczęście do tyłu dało się – z chrobotaniem zlodowaciałego śniegu po zderzaku i po brzuchu samochodu. Tyłem dojechałem do ostatniego domu wioski i wysiadłem na miękkich nogach. Na szczęście wyszedł gospodarz i mogłem uzyskać od niego zgodę na zostawienie samochodu. Zderzak bez szwanku zniósł zderzenie z zaspą. Założyłem buty i ochraniacze, wziąłem plecak i poszedłem, mając do Strażnika Wieczności nieco ponad 2 km.

Wyżej było tyle lodu, że nie mogłem iść drogą, szedłem bokiem, po śniegu, przekonując się ponownie o zupełnym braku przyczepności wszelkich vibramów do lodu.



Przed dziewiątą stanąłem przed Chłopkiem, jak tutejsi nazywają pomnik skądinąd zwany Strażnikiem. Szary w tym szarym lesie, pod chmurnym niebem marcowym, wydawał się bardzo smutny. Drogę pokrywał stary, przyprószony igliwiem i modrzewiowymi szyszkami, mokry i sięgający kostek, śnieg bez śladu ludzkich stóp. Westchnąłem i poszedłem. Po kwadransie zaczął padać deszcz; założyłem ochraniacz na plecak i kaptur na głowę; po dwóch godzinach przemókł mi lewy buty, bo następnych dwóch prawy, co tylko moją było winą, bo poszedłem w nieimpregnowanych butach. Pojawiła się we mnie myśl o zawróceniu i pojechaniu w Kaczawskie. Westchnąłem ponownie i poszedłem dalej.

Szedłem idealnie prostą drogą wśród świerków. Na dłuższy odpoczynek nie pozwalał zimny okład na lewej stopie, więc szedłem zastanawiając się nad powodami tego i innych moich zimowych wyjazdów w góry co mnie tutaj przygania? Aż do chwili zobaczenia po lewej odkrytej przestrzeni zamkniętej nieodległymi zboczami z wierzchołkami w chmurach, nie znałem żadnego powodu, był we mnie tylko upór i niechęć przed ponowną rezygnacją z przejścia tej drogi. W tamtym miejscu zatrzymałem się, po chwili, zagapiony, zrobiłem jeszcze kilka kroków między rzadkimi świerkami, i po chwili w pełni zrozumiałem dlaczego tutaj jestem, w tym czarno-białym, zimnym i mokrym lesie, na rozległej i dzikiej wierzchowinie gór.

Deszcz wymieszał się ze śniegiem, niskie chmury przygniatały góry, a pomiędzy nagimi, czarnymi, rosłymi pniami drzew, w odległości może kilometra, majaczyły czarno-granatowe zbocza z białymi plamami śniegu. Wydawały mi się bardzo dzikie, niedostępne i nigdy nie tknięte ludzka stopą. Po prostu piękne. Pomyślałem, że podglądam je w ich tajemniczym, niedostępnym ludziom i dla nich niezrozumiałym istnieniu; pomyślałem o brudnym warsztacie w którym pracuję i ponownie wróciłem myślą do gór, do dzikiej przyrody, wśród których jestem nawet nie gościem, a tym, który wraca do źródeł, by znaleźć tutaj oczyszczenie – rezultat obcowania z pięknem przyrody, i siły do dalszego bytowania w stworzonym przez nas sztucznym świecie.

Do głowy przyszła mi myśl o zupełnej odmienności tych dwóch światów: jeden tak bezpieczny, wypełniony udogodnieniami (ale i utrudnieniami zupełnie niezrozumiałymi tutaj), tłoczny i hałaśliwy, z bliskim horyzontem i gonitwą za rzeczami, drugi dający posmakować moją zależność od przyrody; świat, w którym przeżycie (a przynajmniej szczęśliwy powrót) nie zależy od stanu konta, a od znalezienia drogi, zaspokojenia głodu, ochrony przed aurą, a więc jest pierwotniejsze i normalniejsze. Oczywiście nie jestem dawnym traperem skazanym wyłącznie na siebie w głuszy oddalonej o dni drogi od ludzkich siedzib, ale i tutaj jest odrobina niebezpieczeństwa – zupełnie innego od tego, które może mi zagrażać w mieście. Właśnie pierwotniejszego, bliżej związanego z naturą.

Pojąłem, że ten kontrast jest mi potrzebny na równi z pięknem gór.

Przejście sześciu kilometrów śniegu zajęło mi dwie i pół godziny, a gdy skręciłem w zielony szlak w kierunku Kamiennej Góry, zaświeciło słońce, w jednej chwili odmieniając świat. Droga uśmiechnęła się do mnie, mchy opryskane deszczem i słońcem okazały się być najzieleńsze z zielonych, a obwieszone kropelkami wody liczne gałązki rozłożystego, młodego buku, rozpłomieniły się niczym brylantowa kolia.

Szczyt Góry jest uroczym miejscem: fantazyjne, omszałe skały, ławki ustawione wśród drzew, no i oczywiście szczytowa skała, z której w dole widać Polanicę Zdrój, Kłodzko i liczne wioski, a poprzez szerokość Kotliny Kłodzkiej odległe o kilkanaście kilometrów Góry Sowie i Bardzkie. Piękne miejsce, góra, do której wrócę.

Zszedłem do Przełęczy Sokołowskiej, z której także roztaczają się rozległe, panoramiczne widoki na niemal całą Kotlinę Kłodzką; z prawej kusił nagi, wysoko wypiętrzony grzbiet masywu Bystrzyckich. Poszedłem żółtym szlakiem prowadzącym Drogą Stanisława. Na swojej ponad sześciokilometrowej długości nieznacznie, ale nieustannie, droga wspina się wyżej i wyżej. Na jej początku, na granicy lasu, jest parking, świetne miejsce na początek wycieczki. Dojazd z Polanicy.

Szlak ten w kilku miejscach oferuje ładne widoki dali, ale ostatni, z najwyższej części drogi, jest najpiękniejszy na szlaku i jeden z najpiękniejszych w Sudetach. Dosłownie cała Kotlina Kłodzka leży u naszych stóp, a wokół ustawione w szeregu, zamykające ją góry, od masywu Śnieżnika na południu, do Gór Sowich na północy. W dole miasta, miasteczka i niepoliczone wioski z Nową Łomnicą podchodzącą pod podnóże góry, nanizana na nitkę drogi niczym sznur kolorowych kamyków.

Stałem przebierając marznącymi stopami i gapiłem się wokół, w podziwie szepcząc słowa Gołubiewa z „Chrobrego”:

„Ziemio miła… Okryta płaszczem chmur, szumiąca zielenią lasów, ziemio moja, zadumana i cicha…. Jakżeś piękna…”

Gdy oglądam mapę, Kotlina Kłodzka z otaczającymi ją górami wydaje mi się małym workiem ściśniętym z trzech stron granicą, skrawkiem Polski, w którym gdziekolwiek człowiek się obróci, trafi na barierę granicy, końca swojego kraju. Gdy jeździ się licznymi tutaj drogami, a już zwłaszcza gdy przemierza się ten skrawek Polski pieszo, okazuje się, że granice są gdzieś dalej, nie tutaj, a nawet jeśli trafi się na nią, nie dzieli ona krajobrazu świata tak, jak dzieli go na mapie. Przed i za tą linią góry i lasy są takie same, zachowują ciągłość ignorującą ludzkie granice, i oto w końcu człowiek poszedł za ich mądrością uczyniwszy granice istniejącymi tylko na mapach, podczas gdy ja, obywatel świata, mam w końcu prawo iść tam, gdzie ochota lub potrzeba mi nakazują.

Gdy patrzyłem na Kotlinę z dużej wysokości, wrażenie ograniczenia odczuwane nad mapą połączyło się w dziwny sposób z wrażeniem wielkich przestrzeni: dolina przede mną była jednocześnie wyraźnie ograniczona i niezmiernie wielka.

Z nieco mniejszej wysokości oglądałem Kotlinę raz jeszcze tego dnia: w pobliżu Huty, tej maleńkiej wioski na skraju wielkich lasów bystrzyckich gór, do której w zimie dojechać można tylko z łańcuchami na kołach, rozległą łąką podchodzi się na wypłaszczony grzbiet góry Barć oferującej rozległe widoki. Gdy zszedłem nieco niżej, zza drzew wyszedł mi na spotkanie granatowo-biały masyw Śnieżnika, a z pod nóg uciekał w dół, po ośnieżonym stoku, mój długi cień.

Jeszcze jeden zakręt drogi, las przerzedził się, i między ostatnimi świerkami zobaczyłem dach pierwszego domu wioski, a przy nim mój samochód – jakbym w inny świat wstępował.

Gdy powoli, na pierwszym biegu, zjeżdżałem w dolinę, niewidoczne już słońce rozpłomieniło różowo obłoki pogodnego nieba nad szczytem Kościelnicy, ale na dnie doliny, wśród drzew i między domami, zbierał siły mrok zmierzchu.

KotlIna Kłodzka z Drogi Stanisłąwa
Avatar użytkownika
Krzysztof Krajtroter 7153 kilometrów

Komentarze

Avatar użytkownika
Krzysztof Krajtroter 7153 kilometrów
2012-03-17 19:09:47

Witajcie, Mokunko, Krzysztofie i Doroto.

Usiadłem w fotelu po paru godzinach sobotnich prac gospodarczych, ale zaraz wezmę się za szykowanie plecaka. Jutro wstanę o trzeciej, około szóstej powinienem być na miejscu, może zdążę wejść gdzieś wyżej i zobaczyć wschód słońca.

Wyjeżdżam w tę długą delegację 2 kwietnia, wracam na koniec września, ale skoro w poprzednim roku udało mi się wyrwać na jeden dzień w czerwcu w góry, to może i w tym roku uda się.

Póki co: jutro Góry Kaczawskie, a za kilka dni – mam nadzieję – opis tej wycieczki tutaj.

Avatar użytkownika
Krzysztof Dorota Krajtroter 23831 kilometrów
2012-03-16 21:45:00

Relacja foto pierwsza klasa czekamy na te góry kaczwskie ;)

Avatar użytkownika
mokunka Krajtroter 219537 kilometrów
2012-03-16 21:39:42

Krzyś piękne te twoje relacje, górsie opowieści i fotki :)  skoro wyjeżdzasz niebawem -to w droge i wracaj do nas szczęsliwie (a pół roku szybciutko minie) czas biegnie nieubłagalnie. pozdrawiam już wiosennie :)

Avatar użytkownika
Krzysztof Krajtroter 7153 kilometrów
2012-03-16 20:28:13

Dziękuję wam wszystkim za miłe słowa. Tak fajnie ciepło mi się zrobiło, gdy zobaczyłem tyle dowodów zaglądania na strony moich wycieczek.

Jak wytrzymuję pół roku bez gór? Rokrocznie coraz trudniej. Ta pasja wyraźnie rośnie we mnie, a zaczęła się niedawno, raptem trzy lata temu. Wcześniej owszem, podobały mi się góry, ale byłem wśród nich raz na kilka lat, raczej okazjonalnie; zmianę wprowadziło kupno samochodu po dłuższej przerwie w jego posiadaniu, a gdy już pojechałem raz i drugi, góry zrobiły ze mną to, co z facetem potrafi zrobić kobieta: owinęły mnie wokół siebie. Ich podobieństwo do niewiast także w braku mojego sprzeciwu, a nawet w zgodzie na te ich zawłaszczenie mną.

Poza tym te półrocze przerwy mam tak zapracowane, że doprawdy czas goni szybko.

W najbliższą niedzielę znowu jadę, tym razem w Kaczawskie. Dzisiaj był piękny dzień  w Lesznie, mam nadzieję na taki w górach – byłby prawdziwie wiosenny.

Ciepłe pozdrowienia dla wszystkich włóczęgów:)

Avatar użytkownika
Paweł Gąsiorek Krajtroter 10652 kilometrów
2012-03-16 13:34:52

Opis i fotki jak zwykle super !!! Jak ty wytrzymiesz pół roku bez gór ?

Avatar użytkownika
Anna Siemomysła Krajtroter 6623 kilometrów
2012-03-16 10:49:24

Piękne opisanie. Jakbym szła tam obok, lekko z tyłu i wszystko chłonęła. Przez chwilę byłam gdzie indziej, nie w Gliwicach, które też przecież powoli zaczynają cieszyć się wiosną...

Pozdrawiam i dziękuję!

Avatar użytkownika
Anna Piernikarczyk Krajtroter 1134495 kilometrów
2012-03-16 08:55:41

Dawno Cię nie wiedziałam, fajnie że wróciłeś :)

Avatar użytkownika
Adam Prończuk Krajtroter 16443 kilometrów
2012-03-16 08:04:57

Prawie wiosenne wędrowanie. Szybko przebiegła zima, a Tobie znowu w trasę Krzyś. Pozdrawiam

Gość
2012-03-16 00:49:02

Widzę, że słońce i chmury tworzyły klimat tej wycieczki, nadając jej niezwykłego uroku, niczym spektakl teatralny, choć w plenerze.

Dzięki za wrażenia. Pozdrawiam

Avatar użytkownika
toja1358 Krajtroter 10687 kilometrów
2012-03-15 22:45:57

Troche zimowo, a trochę wiosennie na Twoim szlaku, Krzysiu! Pięknie piszesz o dwóch światach i podglądaniu gór...Jak zwykle zresztą :)

Newsletter Wypisz się z newslettera
Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 15 lat przez aktywną rodzinkę złożoną z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami. Na przyjaznym Forum mamy 48 tys. postów. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy blisko 25 000 polubień, a na Instagramie ponad 2 300 Obserwujących.
Dreptamy.pl - wszystkie nasze wycieczki po Polsce
Copyright 2005-2020