, Krzysztof

Góry Stołowe, Urwisko Batorowskie

2011-12-18
2011-12-18 15:43:55
Avatar użytkownika
Krzysztof 7153 kilometrów
Miejsca odwiedzone podczas wycieczki
Przełęcz Lisia > Urwisko Batorowskie > Przełęcz Lisia

01.11.2011



Gdy na wiosnę szedłem ścieżką wzdłuż Urwiska Batorowskiego w Górach Stołowych, była mgła i niewiele widząc obiecywałem sobie wrócić tam, by zobaczyć odległy horyzont. Dzisiaj wróciłem i zobaczyłem go – w piękny, słoneczny i kolorowy dzień złotej jeszcze jesieni.



Plan był skromny trasą i kilometrami, ale bardzo ambitny zamierzeniami: nasiąknąć słońcem po czubek głowy, zobaczyć dal z każdej skały, pogapić się i posłuchać siebie w czasie niespiesznego wędrowania – słowem: przeżyć piękny dzień.

Samochód zostawiłem na parkingu na Przełęczy Lisiej, i niebieskim szlakiem wszedłem na Narożnik. Ten szczyt trudno byłoby trafniej nazwać: ze skalnej półki szczytu opadającego pionową ścianą na zachodnią i północną stronę rozciąga się panoramiczny widok na trzy czwarte horyzontu – od skalnych zębów obu Szczelińców i Błędnych Skał na północy, poprzez liczny górski drobiazg na zachodzie, po odległe, perłowoniebieskie zbocza Gór Orlickich na południu nad którymi Orlica, majestatyczna i niedosiężna, szybowała nieruchomo niczym orzeł nad swoim terytorium.

Szedłem między drzewami wprost na słońce w wilgotnym, parującym rosą, chłodnym i głębokim cieniu błyskawicznie zmienianym w oślepiającą jasność, gdy słońce wychylało się spomiędzy drzew i świeciło wprost w moje oczy; szedłem o parę kroków od urwiska, dla widoków zbaczając na skalne półki, a jest ich tam wiele.



Moje wędrowanie, mimo iż nieśpieszne, uruchomiło cały rozległy widnokrąg: Szczelińce schowały się gdzieś na Narożnikiem, nieco później poszły za nimi Błędne Skały, za fałdą ziemi schowały się dwa domy w dolinie, a w ich miejsce zaczęła się wychylać ponad drzewa wieża kościoła; nawet nieruchoma, zdawałoby się, Orlica podążała za słońcem ciągnąc za sobą cały górski łańcuch.

W kilku miejscach urwisko tworzy zakola, i tam można oglądać budowę jego ścian: głębokie niekiedy spękania, podcięcia kruszejących podstaw, skalne, dzikie rumowiska między drzewami w dole, nierzadko grube szczeliny rozchylające się ku górze; to wszystko czyni wrażenie i pozwala dostrzec drobny fragment procesów przemian pod pozorem niezmienności oblicza gór.

Pod ciężarem tego pionowego bloku kamienia wielkości kamienicy ustępuje podłoże, a on nieskończenie powoli odrywa się od macierzyńskiego masywu; wyraźne są czarne linie pęknięć, z podstawy bloku odpadają zgniecione ciężarem skalne złomy tworząc początki stożka usypiskowego; kiedyś, za 100 albo za 1000 lat, ta masa kamieni runie w dół łamiąc wszystko, co spotka na swojej drodze, by w końcu legnąć metrowymi złomami na swoich omszałych poprzednikach. A przecież upadając na wieki, nie będą leżeć tam wiecznie, bo ów nieskończenie powolny i złożony proces zmian oblicza Ziemi trwać będzie nadal.

Patrzyłem na słoneczny świat.

Brzózka uczepiona rysy w pionowej skale urwiska wystawiała koniec swojej jaskrawożółtej głowy ponad wierzchołki skał; w dole, między świerkami, widziałem skrawek ścieżki przyciągającej wzrok; młody klon pysznił się swoimi kolorami słonecznej jesieni, a rosnący tuż za nim świerk wychylał się nad niego swoją ciemną zielenią – jakbym patrzył na jedno drzewo o dwóch tak odmiennych obliczach; odległa Orlica stała nieruchomo między dwoma drzewami, osnuta delikatną, perłowo jaśniejącą mgiełką dali; nad krawędzią zygzakowatej, czarnej krechy pęknięcia skał pochylała się kępka zielonych jeszcze borówek; widząc na niej czarne jagody pochylałem się i zbierałem je. Dłonią zasłaniając oczy przed blaskiem słońca zaglądałem na dno rozpadlin, oceniałem głębokości i szedłem dalej leśnym duktem, nad sobą mając kolorowe jeszcze dęby i buki, a pod nogami ostry i pachnący szelest liści. Na końcu tej uroczej drogi obejrzałem się: zawrócić i przejść nią raz jeszcze?

Chciałbym zapamiętać te brzozy w jaskrawych żółciach, nagrzane słońcem skały, świetliste powietrze i czysty błękit nieba, chciałbym zapamiętać też swoje radowanie się słonecznym dniem.

Chciałbym ocalić chwile od zapomnienia.

Pierwsze plączą się, zapominane, daty i nazwy, a więc w istocie to, co najbardziej jest nam obce, co sztuczne i umowne. Najlepiej pamiętane jest to, co dla nas jest najważniejsze: pozytywne przeżywanie, chwile dostrzeżenia uroku świata i życia.

Góry Stołowe, Urwisko Batorowskie, mały małpolud w pobliżu Narożnika

Naszego minionego czasu nie pamiętamy w sposób ciągły, a więc tak, jak on upływa; czas jest dla nas wyspami dziania się z rzadka rozrzuconymi w oceanie niepamięci, który tylko symbolicznie istnieje w naszej świadomości, bo przecież pusty czas zanika gdy staje się czasem przeszłym. W chwili zapamiętanej, owej wysepce wspomnień wychylających się ponad poziom martwego oceanu, czas zwalnia, niemal zatrzymuje się, by zmieścić w niej więcej, niż mieszczą dni całe i tygodnie tamtego monotonnego życia.

Nasze wysepki wspomnień są kapryśnymi, bo niezależnymi od naszej woli, skondensowanymi chwilami czasu i przeżywania. Mówimy sobie: to był wspaniały dzień, zawsze będę go pamiętać! – a później zapominamy o nim, albo pamiętamy jakąś jedną jego chwilę, oderwaną tak dokładnie od ram dnia w którym działa się, że tkwi ona sama jedna pośród pustych wód, i tylko jasny promień słońca na świeżych liściach pojawiającego się tam drzewa pozwala kojarzyć nam ją z wiosną niepamiętanego roku i okoliczności.

Czas nasz mija właściwie niezauważony przez nas, mija tak, jakby nie był nasz, mija szeregiem zwykłych, szarych, anonimowych dni naszego życia; usypiamy myśląc o następnym dniu, o planach na weekend, o konieczności zrobienia jutro zakupów, i ani przez myśl nam nie przejdzie pochylić się nad tym dniem. Dniem naszego życia. A później okazuje się, że jednak ten dzień nie był pusty, bo chociaż wtedy jego dar był dla nas ledwie zauważoną drobinką, to teraz, po oczyszczeniu z naszych codziennych trosk, banalnych planów, krzątaniny powszedniej, tego wszystkiego, co wypełnia nam życie i czego nie pamiętamy, zostawia nam jasną perłę przeżytej i zapamiętanej chwili.

Stałem na krawędzi urwiska zataczającego tutaj łuk i patrzyłem na kępy brzóz wdzięcznie wychylających swoje złote głowy ponad krawędź zapadliska, patrzyłem na wspaniałe kolory jesieni, a po głowie krążyły mi poplątane myśli o czasie i o pamięci.

Cóż więc zapamiętam z tego dnia? Nie wiem. Karmię pamięć obrazami, wrażeniami i przeżyciami wiedząc, że ona wybierze z mojego dnia to, co było w nim najcenniejsze. Zapamięta go wyróżniając w ten sposób i czyniąc prawdziwie moim.

Mam nadzieję, że nie będzie to wrażenie niewygody stóp w nowych butach:)

Gdy wracałem na skałę Narożnika - upatrzone już wcześniej miejsce obserwacji końca dnia, zajrzałem za skalny załom ukrywający mojego małego Małpoluda: oblany ciepłym, intensywnie złotym kolorem promieni, patrzył wprost na słońce. Nim po zachodzie słońca zszedłem ku przełęczy, zajrzałem do niego raz jeszcze chcąc się pożegnać, i wtedy poczułem irracjonalne zdziwienie, nawet zawód: Małpolud nie patrzył ani na zachodzące słońce, ani nigdzie; to była tylko skała ustawiona przez ślepe – jak ona sama – siły ku zachodniemu horyzontowi.

Avatar użytkownika
Krzysztof 7153 kilometrów

Komentarze

Avatar użytkownika
Krzysztof 7153 kilometrów
2011-12-19 22:25:03

Kurcze, wiedziałem, że coś poplączę:(

Ale zdania nie zmieniam: miałeś piękną towarzyszkę wędrówki!

O!, znasz gwarę góralską? Właściwie skoro do Babiej masz 70 km, to mieszkasz prawie w górach. Czy masz się za górala, Adamie?

I masz rację: ta zmiana, to znaczy odczuwanie większej przyjemności przy dawaniu niż braniu, następuje z wiekiem.

Avatar użytkownika
Adam Prończuk 16443 kilometrów
2011-12-19 22:00:42

[cytuj autor=' Krzysztof'] Anią jest tą piękną towarzyszką ze szlaku? Aż mi głupio pytać, bo pewnie już gdzieś pisałeś o niej, a ja mam sklerozę... Adamie, czy to Twoja latorośl, czy Twoja ładniejsza połowa? Pytam, bo teraz kobiety są takimi czarodziejkami, że trudno rozpoznać, czy to studentka czy jej matka. Zauważyłem małą wielkość zdjęć gdy kopiowałem je do swojego komputera. Zrobiłem to, i to nie po raz pierwszy, ale teraz było wyjątkowo, bo zwykle kopiuję jedno czy dwa zdjęcia, wczoraj większość. Pierwsze skopiowane było zdjęciem drogi we mgle, mam je podpisane "droga od Adasia", ale tymi ze świtem to wyprzedziłeś samego siebie. A gdybym Cię poprosił, to wyślesz ze dwa wybrane zdjęcia w pełnym formacie? Pakowałem teraz prezenty dla mojej rodziny, w czwartek jadę do nich. Zauważyłeś, jaką frajdę sprawia obdarowywanie swoich bliskich? [/cytuj]

Ania = Ania z Polskich Szlaków - wydaje mi się, że zamieszczając zdjęcia na portalu zrzekamy się praw autorskich.

Moje Słońce to Alicja, latorośl Natalia - studiuje w Krakowie.

Tak chetnie przeslę Ci zdjęcia - choć nie wszystkie mam w pierwotnym formacie. Komputer mi padł i straciłem sporo. Dobrze że są na Polskich Szlakach:)

Obdarowanie bliskich i nie tylko ? Tak! Z wiekiem bardziej cieszy mnie dawanie niż przyjmowanie:) Może dlatego, że sicko mom co chciołech ino drzewiej o tem ni widziołem:)

 

 

Avatar użytkownika
Krzysztof 7153 kilometrów
2011-12-19 21:35:03

Anią jest tą piękną towarzyszką ze szlaku? Aż mi głupio pytać, bo pewnie już gdzieś pisałeś o niej, a ja mam sklerozę... Adamie, czy to Twoja latorośl, czy Twoja ładniejsza połowa? Pytam, bo teraz kobiety są takimi czarodziejkami, że trudno rozpoznać, czy to studentka czy jej matka.

Zauważyłem małą wielkość zdjęć gdy kopiowałem je do swojego komputera. Zrobiłem to, i to nie po raz pierwszy, ale teraz było wyjątkowo, bo zwykle kopiuję jedno czy dwa zdjęcia, wczoraj większość. Pierwsze skopiowane było zdjęciem drogi we mgle, mam je podpisane "droga od Adasia", ale tymi ze świtem to wyprzedziłeś samego siebie. A gdybym Cię poprosił, to wyślesz ze dwa wybrane zdjęcia w pełnym formacie?

Pakowałem teraz prezenty dla mojej rodziny, w czwartek jadę do nich. Zauważyłeś, jaką frajdę sprawia obdarowywanie swoich bliskich?

Avatar użytkownika
Adam Prończuk 16443 kilometrów
2011-12-19 20:57:28

[cytuj autor=' Krzysztof'] Witaj, Adasiu. Szczerze mówiąc trochę mi brakowało paru słów od Ciebie i Twoich zdjęć, więc wykroiłem nieco czasu no i wpadłem tutaj. Bo jeśli wstajesz wcześniej aby mieć więcej czasu, toś mi bratem, bo i ja tak mam. Nie wiem co to znaczy nudzić się, i nie rozumiem nudzących się ludzi. Takim chyba czegoś brakuje, nie uważasz? Może pasji, może celu, może ciekawości. Ja ten dodatkowy czas uzyskuję kładąc się późno, a rano wstaję nieprzytomny:) Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie, Adamie.   A! Byłbym zapomniał! Wysłałem link do Twoich zdjęć z Beskidu Żywieckiego do znajomej o której już Ci wspominałem, no i już po godzinie otrzymałem jej list z zachwytami. Ona zna tamte strony, bo też chodzi po górach, więc rozpoznawała na zdjęciach znane jej widoki. Pisała, że parę zdjęć wydrukuje i powiesi na ścianie. Mam nadzieję, że nie będziesz upominać się o prawa autorskie:)   [/cytuj]

Mi też brakowało Twoich  wrażeń, odczuć, wspomnień z wypraw pięknie złożonych w słów obrazy.

Hm...  Trudno mi ocenić nudzących się, ich wybory - czasami do nich wołam tylko - "Rusz się człowieku!".

Bardzo późne chodzenie spać rozstraja mnie, nie mogę zasnąć - wolę wczesne wstawanie.

Dziękuję za promocję moich zdjęć. Prawa autorskie z przyjemnością udzielone, choć moim zdaniem należą do Ani. Przy okazji - zdjecia na  PS są mniejszej rozdzielczości - na ścianę nie za bardzo.

Avatar użytkownika
Krzysztof 7153 kilometrów
2011-12-19 19:00:43

Witaj, Adasiu.

Szczerze mówiąc trochę mi brakowało paru słów od Ciebie i Twoich zdjęć, więc wykroiłem nieco czasu no i wpadłem tutaj. Bo jeśli wstajesz wcześniej aby mieć więcej czasu, toś mi bratem, bo i ja tak mam. Nie wiem co to znaczy nudzić się, i nie rozumiem nudzących się ludzi. Takim chyba czegoś brakuje, nie uważasz? Może pasji, może celu, może ciekawości. Ja ten dodatkowy czas uzyskuję kładąc się późno, a rano wstaję nieprzytomny:)

Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie, Adamie.

 

A! Byłbym zapomniał! Wysłałem link do Twoich zdjęć z Beskidu Żywieckiego do znajomej o której już Ci wspominałem, no i już po godzinie otrzymałem jej list z zachwytami. Ona zna tamte strony, bo też chodzi po górach, więc rozpoznawała na zdjęciach znane jej widoki. Pisała, że parę zdjęć wydrukuje i powiesi na ścianie. Mam nadzieję, że nie będziesz upominać się o prawa autorskie:)

 

Avatar użytkownika
Adam Prończuk 16443 kilometrów
2011-12-19 10:08:07

Krzyś się odnalazł!

Bardzo ładne miejsce!

Relacja - otoczony kolorami poczułem zapach liści i ciepło skał.

Moje dni uciekają - zacząłem wcześniej wstawać, by łapać dodatkowe chwile.

Avatar użytkownika
Arkadiusz Musielak 6260 kilometrów
2011-12-18 20:11:29

Mogłeś nic nie mówić o zdjęciach. Po tegorocznej jesieni nikt i tak by nie zauażył że zrobione wcześniej :)))

A aparatu (defekt, uszkodzenia, utracenia ???) szczerze współczuję. Doświadczyłem kiedydyś jego brak - więc rozumiem jaki to ból.

Ale dzasz rade ... Pozdrawiam. Idę czytać tą nową wycieczkę.

Avatar użytkownika
mokunka 220737 kilometrów
2011-12-18 19:24:57

A nie mówilam Krzychu:)))

Avatar użytkownika
Krzysztof 7153 kilometrów
2011-12-18 18:44:00

Faktycznie, Mokunko: wiem, że nic nie wiem:)

Avatar użytkownika
mokunka 220737 kilometrów
2011-12-18 18:35:27

Ojjj, Krzysiu , ładnie to nazwaleś przybrane imię hihihi, ja bym to nazwała prozaicznie, to poprostu nik na  PSz. A etiologia takowego dluga i zawiła :))) ale moge  jedynie powiedzieć , że powstał z 2 slów i literówek jednocześnie.... i go polubiłam.Taka ze mnie mokunka:)

I teraz Krzysiu czytając powyższe pewnie będzisz mógl śmiało powiedzieć "wiem, że nic nie wiem":) pozdrawiam serdecznie:)))

Ostatnio edytowany: 2011-12-18 18:36

Avatar użytkownika
Krzysztof 7153 kilometrów
2011-12-18 18:17:01

Dziękuję, Mokunko.

Przyjmij i moje pozdrowienia:)

A może zdradzisz mi pochodzenie swojego przybranego imienia? wdzięczne jest, takie... pieszczotliwe, ale nie wiem co oznacza, skąd pochodzi.

Avatar użytkownika
Krzysztof 7153 kilometrów
2011-12-18 18:13:14

[cytuj autor='Musielak Arkadiusz'] Czeć. Dawno Cię nie było. Wycieczka jak zawsze opisana wzorowo. Pozdrawiam. [/cytuj]

Witaj, Arku. Dziękuję za miłe słowo:)

Tak mi paskudnie wyszło, że od pierwszej połowy listopada do początku stycznia nie mogę iść w góry. Pierwszy po tej przerwie wypad planuję na pierwszy weekend nowego roku, i do wiosny, gdy wyjadę w półroczny służbowy wyjazd, obiecuję sobie częste wyjazdy. Żałuję tej jesieni, bo była cudnie słoneczna, a ja tylko dwa razy byłem w Sudetach. Właśnie! Ten drugi wypad też mam opisany, chyba zaraz zamieszczę tutaj tekst, ale nie mam zdjęć. Cholera mi wzięła aparat, a na nowy brakuje kasy, ciągle mam ważniejsze wydatki:(

Tak nawiasem mówiąc: zdjęcia tutaj zamieszczone nie są z tej wycieczki, a z wypadu w te same góry w październiku poprzedniego roku. Zauważyłeś, jak dużo jest jeszcze liści na drzewach?:)

Avatar użytkownika
mokunka 220737 kilometrów
2011-12-18 17:22:58

[cytuj autor='Musielak Arkadiusz'] Czeć. Dawno Cię nie było. Wycieczka jak zawsze opisana wzorowo. Pozdrawiam. [/cytuj]

Dokładnie tak.:) Tym razem ja zgadzam sie z przedmówca .A generalnie Góry Stołowe są przepiekne! pozdrawiam Krzysia i Arka :)

Ostatnio edytowany: 2011-12-18 17:24

Avatar użytkownika
Arkadiusz Musielak 6260 kilometrów
2011-12-18 17:20:02

Czeć. Dawno Cię nie było. Wycieczka jak zawsze opisana wzorowo. Pozdrawiam.