, Łukasz

Rejony Beskidzkiej Piątki i trzy miejsca na raz

2011-07-24 - 2011-07-26
2011-07-30 14:28:31
Avatar użytkownika
Łukasz 3788 kilometrów

Ostatnie dni wolne lipca postanowiliśmy spędzić w Beskidzie Śląskim. Niestety, pogoda nie dopisała, ale i tak udało nam się spędzić miło czas w naszych górach.

Pierwszy dzień to spacer po Ustroniu Polanie. Wspaniałe jest, to, że pomimo bliskości kolejki na Czantorię okolice te są pozbawione zgiełku samochodów i ludzi. Korzystamy z powietrza górskiego i serwujemy sobie krótki spacerek po okolicy.





Drugi dzień natomiast wita nas deszczem... Leje praktycznie cały czas. W okolicach godziny obiadowej udajemy się do Wisły na posiłek. Celem naszej podróży jest Ondraszkowa Izba. Stylowa restauracja zrobiona na wzór góralskikch chat. W środku piękny wystrój, "góralska" muzyczka, kelnerki w strojach góralskich no i ... jadło typowo góralskie. Ciekawe jest tłumaczenie dla "goroli" wszystkich potraw serwowanych w Izbie. http://www.ondraszkowa-izba.eu/ Moim typem był placek góralski. Przepyszny! Serdecznie polecam!

Po posiłku udajemy się na spacer po rynku Wiślańskim. Mijamy szkołę w samym centrum w przepięknym budynku, Syrenę ofiarowaną przez mieszkańców Warszawy i wracamy drugą stroną, po drosze kupując oscypka ;)



Trzeciego dnia trochę się wypogodziło. No, w każdym bądź razie nie padało ;) Postanawiamy z samego rana udać się na Czantorię. Pojdeżdżamy na Polanę skąd kierujemy się na szczyt Czantorii. Na szczęście jest rano i turystów nie ma zbyt wielu. Na szczycie sama chmura i widocznośc zaledwie kilka metrów! Siedząc na ławach obok polskiego bufetu nie widzieliśmy wieży widokowej! Pieczątki, zdjęcia pod rogaczem i z powrotem, bo zaczęło robić się ciasno. Pomimo takiej pogody. Pierwotnie mieliśmy inne plany - chcieliśmy z Czantorii podążyć czerwonym szlakiem na Stożek. Nie chcieliśmy jednak ryzykować załamania pogody.

W Ustroniu wsiadamy do auta i kierujemy się do Jaworzynki Trzycatka. Pozostawiamy samochód w pobliżu przystanku PKS i udajemy się na 15-minutowy spacer do Trójtyku granic. Ciekawe miejsce. Bardzo klimatyczne i położne niejako na "krańcu świata" ;) Na miejscu spotykami kilku turystów różnej narodowości i na różnych środkach transportu. Po obowiązkowych zdjęciach udajemy się czeskim szlakiem żółtym na pętęlkę przez wieś Herczawę. Pierwszy raz wędrujemy szlakami innymi niż polskie. MIało to dla nas swój klimat. Szczególnie jednak, że drogą podąża mało ludzi, a pogoda nie sprzyjała wędrówkom. Po drodze kilka ładnym miejsc widokowych. W samej wsi można zapoznać się ze starymi zabudowaniami. Nie powiem - robi wrażenie. Dzieje Herczawy są bardzo skomplikowane. Więcej o niej można poczytać w przewodniku Beskid Śląski wydawnictwa "Rewasz" lub na stronie wikipedii. Po niecałej godzinie od startu znajdujdemy się na rozwidleniu szlaków i odnajdujemy już polskie oznakowania. Na mapie nie ma oznaczenia polskiego szlaku żółtego z tego miejsca. Jestem mile zaskoczony tym faktem :) Dochodzimy nim do miejsca naszego startu czyli przystanku PKS, gdzie wsiadamy do auta, którym udajem się na obiad... na Równicę! (Spędzamy bardzo wczasowo ten czas).

Na Równicy odwiedzamy znajome miejse - Zbojecką Chatę (WWW).

Pomimo braku fantastycznej pogody spędzamy bardzo mile ten czas w śląskiej części Beskidów. Odwiedziliśmy kilka miejsc, które chcieliśmy zobaczyć. Wycieczka na wielku plus!

Avatar użytkownika
Łukasz 3788 kilometrów

Komentarze

Avatar użytkownika
Adam Prończuk 16443 kilometrów
2011-07-30 22:06:32

Faktycznie pogoda nie dopisuje tego lata. Za to mniej tłoczno w B. Śląskim