, Krzysztof

Góry Kaczawskie

2011-02-06
2011-02-06 15:59:25
Avatar użytkownika
Krzysztof Krajtroter 7153 kilometrów
Miejsca odwiedzone podczas wycieczki
Parking pod Łysą Górą - przełęcz Widok - Skopiec - Baraniec - Ziemski Kopczyk - Leszczyniec - Dudziarz. Powrót tą samą trasą.

23.01.



Jadąc drogą 365 z północy ku Jeleniej Górze przecina się dwa pasma Gór Kaczawskich – północne i południowe – to drugie jest bliższe miastu i kotlinie; to tam droga wspina się na Widok, ostatni szczyt przed stromym zjazdem serpentynami. Ilekroć przejeżdżam tamtędy, zatrzymuję samochód, wychodzę i podziwiam wspaniały, rozległy widok, od którego góra wzięła swoją nazwę: dosłownie u stóp mam Kotlinę Jeleniogórską, miasto i wszystkie okoliczne osady, a na wprost niebieską ścianę Karkonoszy z doskonale widocznymi Śnieżką i Śnieżnymi Kotłami. Jeśli obniży się nieco wzrok, widać liczny drobiazg górski rozrzucony u stóp Śnieżki. Najpierw widzę Sokolika i Krzyżną, bliźniacze góry Rudaw, a przed nimi, niczym ich dziecko, malutką z tej odległości Łysą. Później szukam wzrokiem Skalnika wśród licznych gór za nimi, bliżej podnóża Śnieżki; to z niego w słoneczny ranek listopadowy patrzyłem na to właśnie miejsce – poprzez szerokość doliny. Na lewo od Sokolika szczerzą zęby ruiny zamku Bolczów, a jeszcze dalej faluje łagodnymi zboczami zielony masyw Gór Ołowianych. Daleko za nimi niebieszczą się inne pasma, gdzieś tam jest Trójgarb i Chełmiec. Na prawo, daleko, u krańca kotliny, w samym rogu, zamknięta z trzech stron górami, siedzi Szklarska Poręba z dwiema swoimi – a poprzez wspomnienia i moimi - górami: Szrenicą kończącą Karkonosze, i Wysokim Kamieniem rozpoczynającym Izery.



Przy szosie, za metalową bramą, stoi domek z oknem pięterka otoczonym dużym balkonem, patrzącym wprost na Karkonosze. Podziwiając widok, zerkam też na to okno na piętrze, zazdroszcząc mieszkańcom tak wyjątkowego widoku. Wyobrażam sobie, że siedzę w fotelu zajęty czytaniem, i czasami podnoszę głowę aby zobaczyć jak dzisiaj wygląda Śnieżka

Samochód zostawiłem na parkingu przy stoku narciarskim, u stóp Łysej Góry, a gdy stanąłem przy domku, na szczycie Widoku, świtało. Śnieg miał odcień granatowy, świerki stały czarne, a pod lampami leżały koliste krążki światła błyszczącego bursztynem. Świateł z dolinie nie było widać. Wstawał styczniowy, mglisty dzień.

Za domem niebieski szlak skręcał w lewo, na otwartą przestrzeń rozległej łąki i prowadził ku majaczącej w oddali ścianie lasu. Było kilka minut po siódmej.



Plan miałem prosty: przez Skopiec i Ziemski Kopczyk dojść do Dudziarza na południowych stokach gór, blisko, bo około kilometra od drogi numer 3 biegnącej dnem doliny. Powrót tym samym niebieskim szlakiem. O ile jest to możliwe, wybieram powrót inną drogą, ale nie narzekam jeśli wypadnie mi wracać tą samą, bo przekonałem się wielokrotnie, iż góry widziane z drugiej strony są zupełnie inne i pokazujące wiele ukrytego z drugiej strony uroku.

Już pierwsze kilometry dobitnie pokazały mi trudności marszu po zasypanych śniegiem, niewidocznych nierównościach górskich ścieżek. Stopy co chwila wykręcały się na bok po postawieniu ich na jakimś niewidocznym kamieniu lub garbie, a nierzadko rozjeżdżały się na boki, zmuszając do bacznego obserwowania drogi przede mną i wybierania miejsc stawiania stóp. Podejścia były chyba mniej męczące od zejść, a to z powodu moich nóg chcących wyprzedzić mnie na opadających pochyłościach. Oczyma wyobraźni widziałem siebie siedzącego na pniaku ze skręconą kostką i czekającego na pomoc, a że nikogo tutaj nie było, kilka razy spojrzałem na telefon sprawdzając zasięg. Na ogół był. Na szczęście tylko raz nogi na tyle mi się rozjechały, że wstawałem z kolan.

Mgła, padający śnieg, świerki pysznie ubrane w grubą, szarosrebrzystą szadź, i cisza. Chrzęst lodu łamanego butami i cisza. Gdy zatrzymałem się przy kępie jakichś uschniętych badyli pogrubiałych i wyładniałych warstwą misternie zrośniętych lodowych kryształków szadzi, usłyszałem szmer płynącej wody. Rozejrzałem się: w jednym tylko miejscu mokry, ciemny śnieg zdradzał obecność ukrytego pod nim strumyka. Ciche pluskanie wody i moje głośne sapanie. Wstrzymałem oddech. Najdelikatniejszy szmer osuwających się po kurtce płatków śniegu i… cisza. Na małej polance samotnie stojący świerk szeroko rozkłada swoje białe górą, dołem ciemnozielone, prawie czarne ramiona, a za nim droga i las niknie we mgle. Koniec szlaku. Świat był małym kręgiem drzew wokół i kawałkiem ledwie widocznej dróżki. Cisza go otulała i mgła. Rozejrzałem się: szeroki, nieruchomy świerk, srebrzyste badyle, ciemna plama mokrego śniegu, za mną świeże ślady. Podobał mi się ten świat. Był nostalgiczny. Mój.

Ruszyłem dalej. Ślady za mną i krąg mgły wokół poszły za mną. Drzewa ruszyły w przeciwną stronę. Cisza wypełniła się odgłosami marszu: szeleszczącym tarciem ortalionu kurtki, cichym, miękkim, czasami trzepoczącym odgłosem ocierania się nogawek spodni, i stękaniem śniegu ugniatanego butami.

Szlak wiedzie pomiędzy dwoma sąsiednimi szczytami: Skopcem i Barańcem. Skręciłem w lewo, w ścieżkę pod niskimi gałęziami świerków, w nadziei dojścia na szczyt, ale po paruset metrach ścieżka zaczęła opadać. Zawróciłem. Po prawej, między gęstymi drzewami, zobaczyłem małe, kilkumetrowe wzniesienie. Poszedłem tam i gąszczu zwalonych drzew i małych choinek znalazłem wystający ponad śnieg wierzchołek słupka pomiarowego. Byłem na dachu Gór Kaczawskich.

Na Barańcu maszty antenowe, kontenery i buczenie prądu – surrealistyczny kontrast światów. Pustka wokół, do najbliższych osiedli ludzkich kilometry drogi lasami, a tutaj, zamiast myśliwego idącego z łukiem śladem jelenia, czasze anten kierunkowych, nadajniki GSM i telewizyjne, kamery.

Dopiero po męczącym wejściu na szczyt Dudziarza wyciągnąłem mapę, i analizując meandry szlaku oraz ułożenie poziomic upewniłem się, że ten szczyt jest tym właśnie, który zgodnie z planem miał wyznaczać najdalszy punkt mojej trasy. Z południowego zbocza tej góry widziałbym szosę biegnącą dnem doliny, a po drugiej jej stronie Góry Ołowiane, dalej Rudawy, a za nimi ścianę Karkonoszy. Widziałbym, gdyby nie mgła, ale widok ten jest tam nadal, czeka na mnie. Kiedyś pójdę tam i zobaczę go.

Gdy w drodze powrotnej wyszedłem z lasu, dopadł mnie lodowaty wiatr kąsający twarz i lewe ucho. Sięgnąłem ręką do czapki chcąc naciągnąć ją głębiej na uszy, i poczułem opór: kurtkę pokrywała sztywna warstwa lodu. Na otwartej przestrzeni gdzieś mi się zagubiły znaki szlaku, szedłem więc na przełaj, kierując się ku widocznym w oddali światłom samochodów na szosie. Śnieg także pokryty był skorupą lodu z chrzęstem pękającą pod butami; wyciągałem stopy podnosząc je pionowo w górę, parę razy zapadłem się po kolana, na prawej stopie czułem zimny okład, ale widząc coraz bliższe światła przed sobą, już nie próbowałem usunąć śniegu z butów. Szedłem na drewnianych nogach, a gdy nasyp drogi górował już nade mną pomyślałem, że idę niczym Rohan ku Niezwyciężonemu. Dziwne są ludzkie skojarzenia.

Odległość od domku z balkonem do parkingu wynosi ponad kilometr – rano przeszedłem tę odległość w chwilę, ledwie ją zauważyłem, a teraz nie wiedzieć czemu droga wydłużyła się niemiłosiernie. Szedłem i szedłem, a parkingu nie było. Gdy w końcu odnalazł się, przy samochodzie rozerwałem zatrzaski kurtki i z trudem ją zdjąłem – była sztywna niczym pancerz. Z ulgą zwaliłem się na siedzenie: dotarłem.

Przeszedłem 20 kilometrów zaśnieżonym szlakiem. Dałem sobie w kość.

Avatar użytkownika
Krzysztof Krajtroter 7153 kilometrów

Komentarze

Avatar użytkownika
Krzysztof Krajtroter 7153 kilometrów
2011-02-07 20:05:01
Witaj, Adasiu. Pewnie, że nie żałuję, a Ty oczywiście masz swój udział w mojej decyzji pójścia w góry, myślę tutaj o Twoich zdjęciach.
W najbliższy weekend pojadę do domu, ale w następny jadę w góry. Nie wiem jeszcze gdzie, trasę wybiorę zapewne w ostatniej chwili, ale oczywiście będą to Sudety.
Avatar użytkownika
Krzysztof Krajtroter 7153 kilometrów
2011-02-07 20:01:26
Naprawdę podobają Ci się zdjęcia?! Cieszę się, bo wobec tego mogę podejrzewać, że i Tobie spodobałaby pogoda i okolica w tamten dzień. Chmurny, mglisty, ale w jakiś dziwny sposób urokliwy. Może poprzez podkreślenie surowości zimowego krajobrazu górskiego, dzikiej przyrody, może przez pustkę szlaku, albo jeszcze coś innego - ale nie żałowałem, o nie!
Dziękuję, Moniko:)
Avatar użytkownika
monika Krajtroter 17658 kilometrów
2011-02-07 07:08:12
Krzysztofie !
Jak zwykle ciekawa opowieść o górach i cudownie piękne zdjęcia.
Avatar użytkownika
Adam Prończuk Krajtroter 16443 kilometrów
2011-02-06 22:31:19
I mam nadzieję, że nie żałujesz wyprawy - czytając relację chwilami miałeś ciężko,a trochę Cię namawiałem na zimowe góry. Pogoda przybyła tydzień później.
Avatar użytkownika
Adam Prończuk Krajtroter 16443 kilometrów
2011-02-06 17:18:10
Brakowało pięknych relacji na Polskich Szlakach . Dziekuję i pozdrawiam. Adam
Newsletter Wypisz się z newslettera
Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 15 lat przez aktywną rodzinkę złożoną z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami. Na przyjaznym Forum mamy 48 tys. postów. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy blisko 25 000 polubień, a na Instagramie ponad 2 300 Obserwujących.
Dreptamy.pl - wszystkie nasze wycieczki po Polsce
Copyright 2005-2020