, Krzysztof

Masyw Śnieznika

2010-11-30
2010-11-30 20:33:09
Avatar użytkownika
Krzysztof 7153 kilometrów
Miejsca odwiedzone podczas wycieczki
Kletno – Śnieżnik – Trójmorski Wierch – Kletno.

27.06. 2010.



Otwieram oczy i widzę słoneczne cienie gałęzi mirabelki na ścianie. Słońce liczy mi książki stojące na półce i zagląda do szklanki z ranną kawą, słońce mam na twarzy, i nawet gdy zamknę oczy, mam je pod powiekami. Jasny dzień wita mnie słońcem, zorza zachodu usypia. Jak zatrzymać ten słoneczny czas? Jak zatrzymać czas?



Czy nie będzie marnotrawstwem spędzić taki dzień pod samochodem, jak planowałem? Będzie.

Pobieżną naprawę samochodu zrobiłem w piątkowy i sobotni wieczór, a skoro dodałem sił fordowi, przyszła pora dodać ich sobie. Więc szybki wybór celu, zrobienie kanapek, wycięcie kępki włosów na głowie sklejonych czarnym mazidłem do konserwacji podwozi - i spać.

O czwartej rano zobaczyłem nową kieckę Eos: dołem miała barwę płonącego złota, wyżej była błękitno-złota, a górą granatowa. Podobała mi się.



Tym razem nic nie zapomniałem, nawet kanapki wyjąłem z zamrażarki (to sposób na zachowanie ich świeżości; jeszcze w południe były zimne), i przed siódmą przemknąłem przez puste ulice Wrocławia. Dalej była górska droga, klasycznymi serpentynami pnąca się po zboczach, ale ostatnia droga, dwumetrowa wstążka asfaltu nieustannie uciekająca w bok przed samochodem, wciskająca się między głazy i drzewa, była najpiękniejsza; jadąc nią miałem wrażenie jechania jedną z tych wąskich dróg we wschodniej Walii – siostry tej, która dzisiaj prowadziła mnie ku Kletna u stóp Śnieżnika. Zauroczony trasą i widokami, postanowiłem wybrać się kiedyś w samochodową podróż po Sudetach bocznym drogami, tymi bez imion i bez numerów bocznymi dróżkami bocznych dróg.

Pierwszą atrakcją w drodze na Śnieżnik, jaskinią Niedźwiedzią, wzgardziłem, bo z powodu ceny biletu powinna nazywać się raczej jaskinią Zbójnicką.

Śnieżnik, a później zdecyduję – postanowiłem.

Dobrze, powiem prawdę: po prostu miałem mało pieniędzy. Ledwie na paliwo, a wszystko przez tych Fenicjan, którzy wymyśliwszy pieniądze, wymyślili ich za mało. Z lenistwa chyba.

Już na szlaku, przeglądając przewodnik, poznałem etymologię dziwnej nazwy góry z masywie Śnieżnika - Trójmorskiego Wierchu. Otóż z jego zboczy spływają strumienie zasilające rzeki trzech mórz: Bałtyku, Morza Północnego i Morza Czarnego. Niesamowite. Styk trzech zlewni. Gdzie Sudety, a gdzie Morze Czarne? Przede mną otwierała się wąska a długa i głęboka dolina, z miasteczkami maleńkimi stąd jak budowle krasnoludków; z mapy wynikało, że gdzieś tam w dole biegnie granica, że wielki masyw górski po lewej stronie jest czeski, a prawy, zakończony Trójmorskim Wierchem zwieńczonym widoczną aż stąd wieżą widokową, jest nasz, polski. Granica… Wspomniałem ostatni odcinek trasy na szczyt Śnieżnika, słupki graniczne mijane raz z lewej, raz z prawej. Przestrzeń jest jedna. Jedna i niepodzielna, tylko człowiek dzieli ją bezsensownie, jak dzieli czas i wszystko. To prawda, ale wiedząc, że góra z lewej była czeska, patrzyłem na nią jakoś inaczej, z mniejszym zainteresowaniem. Nie moja ona. Tamta moja – pożądliwie spojrzałem na Trójmorski Wierch.

Czy nie mogło być tak – przyszło mi do głowy - że jakiś przypadkowo leżący głaz zmusił strumień do zmiany swojego łożyska, kierując go w ten sposób do innego morza? Mogło tak być – podpowiedziała mi nielicząca się z niczym wyobraźnia. A gdyby tak udało się mi przestawić ten kamień, i tym sposobem zmienić bieg strumyka? Rzecz warta spróbowania, bo wtedy mógłbym górę przemianować na Dwumorski Wierch. Pójdę. Spróbuję. Spojrzałem na górę, tak dobrze widoczną na końcu górskiego grzbietu: dwie godziny drogi? Było ponad trzy, a po drodze kilka szczytów i głęboka przełęcz.

Szczyt był rozległy, jak to często bywa w Sudetach, i pewnie tylko dlatego nie udało się mi znaleźć tego kamienia dzięki któremu góra otrzymała swoją nazwę, ale nie żałuję, bo do słońca pod powiekami dodałem widoki dalekich horyzontów, bajkowych osad rozsianych w dolinach, i tego samotnego domku wśród świerków, u stóp góry.

Gdzieś przeczytałem, że widok z Wysokiego Kamienia w Izerskich jest jednym z najpiękniejszych, i faktycznie takim jest, ale rozległemu, panoramicznemu widokowi z Trójmorskiego dorównuje chyba tylko widok z Kalenicy w Górach Sowich. Na czeskiej stronie nieznane osady w dolinie zamkniętej wysoką ścianą gór, na polskiej stronie wzrok leciał w poprzek całej Kotliny Kłodzkiej, hen, ku sinym szczytom Gór Bystrzyckich, a niżej, blisko, tylko rękę wyciągnąć, z doliny wyrastała góra jak miniaturka; wieńczyła niskie pasmo wzniesień wrzynających się w dolinę, wśród szachownicy pól, i była po prostu piękna. Urwista, dowiedziałem się z mapy jej nazwy, jest 300 metrów niższa. Pójdę tam – myśl odruchowa. Nie zdążę, daleką mam drogę powrotną – myśl racjonalna. Ech, ten czas. Obejrzałem się: olbrzymi, jakby napęczniały masyw Śnieżnika ze sterczącą na szczycie kupą kamieni zamykał dolinę. Byłem tam - szepnąłem.

Było już późno, gdy ruszyłem w czterogodzinną drogę powrotną, na tyle szybką, na ile pozwalały mi coraz cięższe buty, zatrzymywany na krótkie tylko chwile niezapominajkami, szmerem strumyka, kontrastem światła, gdy późnym popołudniem, idąc dnem zalesionego żlebu, widziałem jedno jego zbocze w pełnym jeszcze, ciepłym, złotym słońcu, podczas gdy między świerkami drugiego mrok zbierał już swe siły – jakbym w dwóch swoich światach spotkał dwie pory dnia.

Słowo o wieżach widokowych: stojąca na Kalenicy jest dość porządnie zrobioną konstrukcją stalową, na Trójmorskim jest nowa, drewniana, paskudnie spartaczona. Obejrzałem ją dokładnie, tracąc rachubę błędów konstrukcyjnych i wykonawczych; odradzam wchodzenie na wieżę za kilka lat, chyba że ktoś miłuje sporty ekstremalne.

Avatar użytkownika
Krzysztof 7153 kilometrów

Komentarze

Avatar użytkownika
Adam Prończuk 16443 kilometrów
2010-12-01 21:14:21
Cześć, Adasiu. Tyle ścieżek mamy do przebycia, tyle piękna do dostrzeżenia i do przeżycia, więc czekajmy pierwszej sposobności:) Adamie, Twoje oczko zamarło pewnie? A co z rybkami?


Rybki śpią. Zrobiłem im kilka kryjówek w nieckach, codziennie wybijam przerębel. Miałem kupić pomkę, ale czasu zabrakło i cena zbójnicka odstraszała.
Avatar użytkownika
Krzysztof 7153 kilometrów
2010-12-01 21:01:17
Witaj, Łucjo.
Dzięki wielkie. Mile łechcesz moją próżność:) A wiesz, ile pracy zajmuje mi napisanie tak krótkiego przecież tekstu? Wspominanie przeżyć, mozolne próby ułożenia ich w słowa, kreślenie i poprawianie i dalej niezadowolenie, bo przecież wtedy, w górach, było ładniej, wznioślej, piękniej. Jak to wyrazić?
No i w sumie kilkuminutowy tekst piszę dwie - trzy godziny. I rzadko kiedy w pełni jestem z niego zadowolony.
Łucjo, ten Twój profil widoczny obok jest jakiś taki... mało wyraźny:)

[i]Ostatnio edytowany: 2010-12-01 21:02[/i]

[i]Ostatnio edytowany: 2010-12-01 21:03[/i]
Avatar użytkownika
Krzysztof 7153 kilometrów
2010-12-01 20:55:11
[cytuj autor='Adam Prończuk']Ja pewnikiem pochodzę szlakami Krzysia w nadchodzącym roku. W niedzielę przejeżdżałem przez Wrocław i wzrok ucikał na prawo, na południe gdzie te wszytkie dróżki i widoki. Jesli przeczyta nas Ania, to nie widzę części tekstu z prawej strony. Czcionka jest większa i lepiej się czyta, ale okienko ucina tekst, a nie da się go powiększyć/przesunąć.
Przy okazji ukłony dla Pani Moniki.[/cytuj]
Cześć, Adasiu.
Tyle ścieżek mamy do przebycia, tyle piękna do dostrzeżenia i do przeżycia, więc czekajmy pierwszej sposobności:)
Adamie, Twoje oczko zamarło pewnie? A co z rybkami?

Miałem przy jakiejś okazji napisać do Ani o paru niedociągnięciach w działaniu strony, między innymi i o tym właśnie: czasami tekst opisu wychodzi poza ramkę i miesza się, to znaczy nakłada na tekst spoza ramki. A!, i jeszcze: przy wypełnianiu rubryczek nowej wycieczki jest pytanie o odwiedzone miasta, nie można tego okienka zostawić pustego, a co robić, gdy nie odwiedziło się żadnych miast? Po wysłaniu tekstu te odwiedzone miasta nazywane są już inaczej, bo trasą wycieczki; różnica dość istotna i myląca. Poza tym nazwy pisane przeze mnie wielką literą w tym okienku, a wiec zgodnie z zasadami pisowni, wyświetlane są błędnie, bo z małej litery. To też warto by poprawić.
Avatar użytkownika
Krzysztof 7153 kilometrów
2010-12-01 20:50:55
[cytuj autor='monika ']Piękna opowieść o górach , aż chce się pojechać tam. Również wspaniałe zdjęcia.[/cytuj]
Witaj, Moniko:)
Dziękuję za pochwałę. Góry zawsze lubiłem, ale dopiero od niedawna, od poprzedniego lata, mam możliwość chodzenia po nich. Skromna to możliwość, ograniczona do nielicznych niedziel, więc tym bardziej cenne są mi te jednodniowe wyjazdy. W tym roku udało mi się wyjechać chyba z dziesięć razy. Nie wiem jak będzie w zimie, ale mam nadzieję, że uda mi się, gdy drogi nie będą zaśnieżone a pogoda ustabilizowana, bo jakoś tak się porobiło mi, że po prostu tęsknię, bywa, że już na drugi dzień po powrocie, ale to dobrze, bo dawno już doszedłem do wniosku, że tęsknota, każda tęsknota, jest uczuciem cennym, bo bardzo ludzkim.
Łucja 65 kilometrów
2010-12-01 20:02:46
Krzysztofie, witam Cię bardzo serdecznie.
Wczorajszą relację czytałam jednym tchem, jak fantastyczny bestseller. Twoje opisy nie tylko zachęcają do wędrówek po górach, ale
ukazują piękno naszej Ojczyzny.
Są niczym obrazy, przez Ciebie malowane pędzlem.
Nieodmiennie budzą podziw.
Dziękuję, za niezwykle uroczą, kolejną, relację z wyprawy , tym razem z Masywu Śnieżnika.Czekam na następną.
Pozdrawiam Łucja
Avatar użytkownika
Adam Prończuk 16443 kilometrów
2010-12-01 08:17:11
Ja pewnikiem pochodzę szlakami Krzysia w nadchodzącym roku. W niedzielę przejeżdżałem przez Wrocław i wzrok ucikał na prawo, na południe gdzie te wszytkie dróżki i widoki. Jesli przeczyta nas Ania, to nie widzę części tekstu z prawej strony. Czcionka jest większa i lepiej się czyta, ale okienko ucina tekst, a nie da się go powiększyć/przesunąć.
Przy okazji ukłony dla Pani Moniki.
Avatar użytkownika
monika 17658 kilometrów
2010-12-01 08:06:03
Piękna opowieść o górach , aż chce się pojechać tam. Również wspaniałe zdjęcia.