Czerwone Wierchy, Marta

Kasprowy - Kondratowa - Chochołowska

2010-06-03 - 2010-06-05
2010-09-12 20:06:39
Avatar użytkownika
Marta 1498 kilometrów
Wjazd na Kasprowy, przejście Czerwonymi Wierchami, zejście na Halę Kondratową; wejście na Grzesia i spacer po Dolinie Chochołowskiej
Miejsca odwiedzone podczas wycieczki
Zakopane

Wycieczkę rozpoczęłam od wjazdu na Kasprowy Wierch. W ubiegłym roku zrezygnowałam z tej atrakcji, widząc kilometrową kolejkę.. Ale tego dnia było pusto! Skorzystałam więc z okazji i wywiozłam się na szczyt. Po drodze przepiękne widoki - mimo iż trafiła mi się marna pogoda, akurat jak wjeżdżałam, wyszło słońce i mogłam podziwiać widoki. Panorama była po prostu oszałamiająca!
Na Kasprowym chwilkę jeszcze się utrzymała taka widoczność, więc porobiłam mnóstwo zdjęć. Nie upłynęło jednak nawet 10 minut, i naszło chmur, mgły i nici z widoków. Dobrze, że zdążyłam;)
Na górze była masa śniegu, więc musiałam brnąć po nim przez spory kawałek trasy. Ruszyłam z Kasprowego ku Hali Kondratowej po tzw. Czerwonych Wierchach. Trudno się szło, bo co chwilkę kolejny piękny widok rzucał na kolana i "trzeba było" robić foto. No i jak tu iść w takich warunkach?;)
Samo zejście ze szczytów na Halę sprawiło, że moje kolana o mało nie eksplodowały. Stromo, ponad godzinę trzeba schodzić - okropność. Jakoś udało się wreszcie dotrzeć do schroniska, gdzie przenocowałam.



Rankiem drugiego dnia powitał mnie deszcz i zerowa widoczność. Ale ruszyć w drogę trzeba. Doszłam do Kuźnic, po drodze zahaczając o Kalatówki. Z Kuźnic busikiem przewiozłam się do Gronika w Małej Łące. Przez Przysłop Miętusi i Dolinę Kościeliską doszłam do schroniska na Ornaku, gdzie nocowałam. Pogoda nadal była niełaskawa, padało i było mglisto.

Czerwone Wierchy

Dnia trzeciego wystartowałam ku Przełęczy Iwaniackiej, a dalej do Doliny Chochołowskiej. Chochołowska coś ma w sobie takiego, że ilekroć tam trafiam, zawsze jest piękna pogoda. Tym razem było podobnie - "wynurzyłam" się z lasu i panorama na Dolinę ponownie mnie urzekła. Prześliczne miejsce. Dotarłam do schroniska, zakwaterowałam się, i po małym śniadaniu ruszyłam na Grzesia. Szło się nieźle, choć to dość długa trasa, i pod koniec - monotonna. Na szczycie pokontemplowałam widoki, zjadłam batona i rozpoczęłam szybki odwró, bo bardzo wiało. Dalsza trasa to już formalność - dotarcie do schroniska (po drodze mnóstwo powalonych drzew:( i przejście Chochołowską do Siwej Polany. I do domu:(

Avatar użytkownika
Marta 1498 kilometrów

Komentarze

2012-09-25 21:56:42

ladna wyprawa.

 

Pozdrawiam Karol Barsolis

Avatar użytkownika
Marta 1498 kilometrów
2010-09-12 22:58:41
To prawda, pogoda potrafi nieźle namieszać. Dlatego ja robię zwykle kilka wariantów trasy, w zależności od tego, czy będzie ładnie, czy deszcz:) Przy okazji tego wyjazdu wcale nie miałam w planach Polany Chochołowskiej, ale trzeba było zmienić wycieczkę na łatwiejszą z powodu deszczów. Ot, i tak wylądowałam na Polanie..
Ja też dwa lata temu nocowałam w Morskim - rzeczywiście, poranek bez stad ludzi nad jeziorkiem jest wręcz szokujący i niesamowity. Wspaniała cisza i te widoki...
Avatar użytkownika
Piotr 456 kilometrów
2010-09-12 20:38:01
Fajnie, zawsze mi się marzyło, żeby tak łazić po górach i nocować w schroniskach, ale minusem jest to, że nie wiadomo jaka następnego dnia będzie pogoda i cały chytry plan szlakowy może wziąć w łeb. Poza tym ciężko mi namówić na taką atrakcję moją narzeczoną :)
Kiedyś nocowałem w schronisku przy Morskim Oku. Było to niezapomniane przeżycie, szczególnie kiedy rano zbudziłem się i zobaczyłem przed sobą Morskie Oko w pełnej okazałości jeszcze bez tłumów ludzi.
Zazdroszczę ci tego pierwszego dnia i wycieczki z Kasprowego po Czerwonych Wierchach. Chciałem też taki spacer zrobić w sierpniu, ale niestety kolejka do kolejki mnie bardzo zniechęciła :)