Kostrzyn nad Odrą i Park Narodowy Ujście Warty

2019-07-17
2019-09-27 09:22:58

Na zachodnią granicę wybraliśmy się na całodniową wycieczkę z Łagowa lubuskiego. Nawet w tym dniu udało nam się przekroczyć granicę województwa lubuskiego i wywęrdowaliśmy do zachodniopomorskiego, bo sobie Łukasz wymyślił Chwarszczany a w nich dawną kaplicę Templariuszy. Musiały wtedy wiele znaczyć dla Templariuszy Chwarszczyny, a było to w XIII wieku, że wystawili tu ceglaną, wczesnogotycką kaplicę, która jest słusznych rozmiarów, jak na ten wiek i jak na kaplicę. Mieściła się tu wówczas ich komandoria. Osiedli tu niemal 100 lat przed ich upadkiem, kóry nastąpił feralnego 13 w piątek, w październiku 1307 roku. A do upadku rycerzy Zakonu doprowadził Król Francji Filip IV Piękny, by pozyskać ich niemały majątek, bo o legendarnych skarbach Templariuszy mówiło się wiele. Oskarżył ich więc niesłusznie o herezję i inne niecne zbrodnie i aresztował, a kilka lat później na stosie spłonął ostatni wielki mistrz zakonu Jakub de Molay. Ślad jednak wielkiego Zakonu Templariuszy pozostał i w Polsce i dziś w maleńkich Chwarszczanach, 11 km od Kostrzyna nad Odrą, podziwiać można okazały kościółek, noszący dziś wezwanie Św. Stanisława Kostki.



Po Chwarszczanach udaliśmy się do Kostrzyna nad Odrą, który był naszy zasadniczym celem, ale zanim mój upragniony Park Narodowy Ujście Warty, to zaszlismy na moment do twierdzy, bo to grzech jej nie zobaczyć będąc tak blisko. Kostrzyńskie Pompeje, jak się o tym mieści mówi, to ciekawy zabytek. Początki twierdzy sięgają XVI wieku, kiedy to margrabia brandenburski na Kostrzynie - Jan, postanowił umocnić swą rezydencję. Zachowane do dziś bastiony Król i Filip oraz związane z nimi odcinki kurtyn pochodzą właśnie z tego okresu. Później wszystko poszło dalej za ciosem i twierdza coraz bardziej sie rozbudowywała, a działo się tak dlatego, że Kostrzyn leży w strategicznym miejscu, u zbiegu Warty i Odry. Jeszcze w XIX wieku wzmacniano i rozbudowywamo potężną wówczas twierdzę. Dopiero w XX stuleciu, w związku z postępem technicznym wartość bojowa fortyfikacji zaczęła szybko maleć i powstanowiono część z nich rozebrać jeszcze przed I wojną światową. Dalszej rozbiórki dokonano po II wojnie światowej, ale do dziś zachowały się znaczne elementy miasta twierdzy. Obecnie istnieje tu Muzeum Twierdzy Kostrzyn.

I wreszcie zmierzamy do Parku Narodowego Ujście Warty, tak nam nieznanego, jak to tylko możliwe. Tak więc udajemy się do siedziby położonej niedaleko Twierdzy, żeby popytac o to i owo. Pani nam zaproponowała kilka wariantów i z wszystkich chętnie/niektórzy mniej chętnie skorzystaliśmy :) Na szczęście w Nali mam twardego sprzymierzeńca w kwestii przyrody, uwielbia oglądać, siedzieć i czekać, focić, tak więc przydał się drugi mocny głos w tej sprawie :) Najpierw wieża oszklona w siedzibie, potem pobliska ścieżka Chyrzyno, około 800 m długa, wiedzie prostopadle do głównej drogi. Były bobrowiska i moczary, a na końcu ścieżki Warta się pięknie przelewała przez zieleń i tam to niby ptaki rozmaite oglądać można. Jest ku tej okazji ławeczka fajnie usadowiona ze stołem na piknik nawet, toteż się na niej rozłożyliśmy, bez pikniku, bo przecież czekamy cicho na ptaki. No ale jak zwykle lato to nie najlepszy czas na takie parki narodowe, już to na Podlasiu parę razy przechodzilismy, no więc ptaków to było tyle mniej więcej co u nas na ogródku. Szału nie ma :) Za to żabę zobaczyliśmy. Samo siedzenie już jest fajne, tylko że za dugo w tym składzie to nie posiedzimy, więc ruszamy dalej. Następna była ścieżka Olszynki koło Kamienia Małego. Najpierw wieża widokowa drewniana, stado krów, polna droga, a później kładka nad moczarami, bardzo urokliwa, tylko znów sucho :( Kładka z czasem weszła w las, by skończyć pętelkę ubitą drogą. Fajna przechadzka, tak gdzieś około 4 km z tego co pamiętam, z tablicami informacyjnymi, na totalnym odludziu. Z nami jeszcze jedna para przyjechała, ale nas szybko wyprzedziła, a tak to poza krowami i innymi zwierzakami żywego ducha i zabudowy nie było po horyzont... No i na koniec jeszcze w drodze do noclegu zatrzymalismy się przy wieży widokowej na Czarnowskiej Górce, niedaleko Słońska. Tu też widoki na pola i podmokłości w pewnych miesiącach, no i na śródlądową wydmę. Wieża jest stosunkowo nowa, również z tablicami informacyjnymi, stoi przy drodze, więc łatwo osiągalna. I tak to dość dogłębnie poznaliśmy Park Narodowy Ujście Warty, który jednak ukrył przed nami najciekawsze widoki czyli bogaty swiat ptactwa. Niemniej podobało nam się i chcemy kiedyś do takich parków wrócić o dogodniejszej porze roku czyli np. w maju.



Odwiedzone miejsca

środa, 2019-07-17

Ostatnie wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

2019-10-04 10:47:57

[cytuj autor='Maciej A'] Jasny i nieunikniony proces. Ale puki co, jak się tylko upcha do auta to bierzemy. Gdyby trzeba było zarzucić na grzbiet i ponosić troszkę, to zaraz wiele rzeczy okazało by się niepotrzebne :-). [/cytuj]

hehe tak bywa :) I coś w tym jest, bo jak w trakcie wycieczki ruszamy gdzies pod górę, tylko z nosidłem, to nagle trochę panika, bo wszystko trzeba zostawić i zabrać na grzbiet to co niezbędnie konieczne - woda i pampersy !

2019-10-04 09:29:06

[cytuj autor='Anna Piernikarczyk'] To prawda, że najgorszy etap pod tym względem to etap wózkowy i wszystko co się z tym wiąże, tym bardziej, że ten maluch sam sobie nic nie nosi. Starsze mają i mniej rzeczy i część same noszą :) No ale jednak o wszystkim trzeba pamiętać, bo z dziecmi to różnie bywa ;) No i nasz klimat też ma tu coś do powiedzenia, fajnie byłoby sandały koszulka, galotki i woda, a tu trzeba mieć w zanadrzu pełne buty, kurtki przeciwdeszczowe, bluzy itp itp. I tak narasta z każdą osobą ;)  [/cytuj]

Jasny i nieunikniony proces. Ale puki co, jak się tylko upcha do auta to bierzemy. Gdyby trzeba było zarzucić na grzbiet i ponosić troszkę, to zaraz wiele rzeczy okazało by się niepotrzebne :-).

2019-10-03 11:06:17

[cytuj autor='Joanna'] Macieju, pocieszę Cię. Z moich obserwacji wynika, że ilość tobołów maleje w miarę jak dziecko rośnie. Najpierw przestaliśmy wozić ze sobą pieluchy, potem nocnik, następnie odstawiliśmy wózek. Starszak pakuje się prawie sam. Pod tym względem jest coraz lepiej.   [/cytuj]

To prawda, że najgorszy etap pod tym względem to etap wózkowy i wszystko co się z tym wiąże, tym bardziej, że ten maluch sam sobie nic nie nosi. Starsze mają i mniej rzeczy i część same noszą :) No ale jednak o wszystkim trzeba pamiętać, bo z dziecmi to różnie bywa ;) No i nasz klimat też ma tu coś do powiedzenia, fajnie byłoby sandały koszulka, galotki i woda, a tu trzeba mieć w zanadrzu pełne buty, kurtki przeciwdeszczowe, bluzy itp itp. I tak narasta z każdą osobą ;) 

2019-10-03 10:33:24

[cytuj autor='Maciej A'] Ot i to. Podróże są uzależniające, ale intensywne to wymagają późniejszego odpoczynku. Mam jedną Lenkę. Ilość tobołów jakie potrafi wygenerować Mama Lenki jest przerażająca, jak i inne okołopodróżowe tematy z dzieckiem bywają kłopotliwe... No ale z trójką i z psiurem i żeby jeszcze mieć z tego jakąś przyjemność, czapka z głowy :-). [/cytuj]

Macieju, pocieszę Cię. Z moich obserwacji wynika, że ilość tobołów maleje w miarę jak dziecko rośnie. Najpierw przestaliśmy wozić ze sobą pieluchy, potem nocnik, następnie odstawiliśmy wózek. Starszak pakuje się prawie sam. Pod tym względem jest coraz lepiej.

 

2019-10-02 08:37:06

[cytuj autor='Maciej A'] Ot i to. Podróże są uzależniające, ale intensywne to wymagają późniejszego odpoczynku. Mam jedną Lenkę. Ilość tobołów jakie potrafi wygenerować Mama Lenki jest przerażająca, jak i inne okołopodróżowe tematy z dzieckiem bywają kłopotliwe... No ale z trójką i z psiurem i żeby jeszcze mieć z tego jakąś przyjemność, czapka z głowy :-). [/cytuj]

Hehe dziękuję :) Ja to mam twardy limit przy Łukaszu z ta listą ekwipunków, ale biorę to z pocałowaniem ręki, byleby jeździć ;)

2019-10-02 06:24:00

[cytuj autor='Anna Piernikarczyk'] No teraz chętnie bym dłużej tam posiedziała, jak się tyle ogląda na wycieczkach i jeździ to człowiek ma trochę dość, to wsiadanie i wysiadanie, z całym "ekwipunkiem" w postaci dzieci i ich tobołków wszelakich ;) a potem jak się wgryza w temat, to wszystko chciałby lepiej poznać ;) [/cytuj]

Ot i to.

Podróże są uzależniające, ale intensywne to wymagają późniejszego odpoczynku. Mam jedną Lenkę. Ilość tobołów jakie potrafi wygenerować Mama Lenki jest przerażająca, jak i inne okołopodróżowe tematy z dzieckiem bywają kłopotliwe... No ale z trójką i z psiurem i żeby jeszcze mieć z tego jakąś przyjemność, czapka z głowy :-).

2019-10-01 19:33:55

[cytuj autor='marian'] Twierdza ta nieraz mnie kusiła ale jeszcze nie udało mi się tam dojechać.Fajna rodzinna wycieczka w otoczeniu pięknej przyrody. [/cytuj]

No teraz chętnie bym dłużej tam posiedziała, jak się tyle ogląda na wycieczkach i jeździ to człowiek ma trochę dość, to wsiadanie i wysiadanie, z całym "ekwipunkiem" w postaci dzieci i ich tobołków wszelakich ;) a potem jak się wgryza w temat, to wszystko chciałby lepiej poznać ;)

2019-10-01 19:31:13

[cytuj autor='Joanna'] Był taki moment w moim życiu, że byłam we wszystkich aktualnie istniejacych polskich parkach narodowych oprócz górskich. Wtedy najnowszym był Wigierski. Od tamtej pory kilka parków przybyło i już nie mogę powiedzieć że byłam we wszystkich. Ujście Warty jest właśnie jednym z tych nowszych, gdzie jeszcze mnie nie zaniosło. [/cytuj]

Nawet nie wiedziałam, że to taki młody park :)

2019-10-01 15:49:34

Twierdza ta nieraz mnie kusiła ale jeszcze nie udało mi się tam dojechać.Fajna rodzinna wycieczka w otoczeniu pięknej przyrody.

2019-09-29 20:54:32

Był taki moment w moim życiu, że byłam we wszystkich aktualnie istniejacych polskich parkach narodowych oprócz górskich. Wtedy najnowszym był Wigierski. Od tamtej pory kilka parków przybyło i już nie mogę powiedzieć że byłam we wszystkich. Ujście Warty jest właśnie jednym z tych nowszych, gdzie jeszcze mnie nie zaniosło.

2019-09-28 10:23:42

[cytuj autor='Maciej A'] Fajnie to wygląda, a na podglądanie ptaków pewnie trzeba by wybrać porę o której małe dzieci jeszcze spią. Ale taki rodzinny spacer w tak pięknych okolicznościach przyrody zawsze chętnie odbędę. [/cytuj]

Zdziwiłbys się jakie nieśpiące egzemplarze się nam dostały :) Jedna fajna środkowa co pospać da od małego, przytuli się i śpi ile można, dwie pozostałe to terrorystki, oko otworzą ledwo i juz człowiek na równe nogi musi skakać, a Amelia to już najgorsza, do dziś 5 pobudek w ciągu nocy i nawet jeszcze nie otworzy oczu tylko się wierci a juz trzeba byc w gotowości, bo ryk ;)

2019-09-28 08:00:45

Fajnie to wygląda, a na podglądanie ptaków pewnie trzeba by wybrać porę o której małe dzieci jeszcze spią.

Ale taki rodzinny spacer w tak pięknych okolicznościach przyrody zawsze chętnie odbędę.

Newsletter Wypisz się z newslettera
Portal pozytywnych podróżników
Copyright 2005-2019
Znajdziesz nas na: