W krainie czterech wyznań

2019-07-31
2019-08-02 21:39:01

Po ostatniej wizycie na zachodzie Polski, tym razem „wywiało” mnie na wschód. Postanowiłem odwiedzić Podlasie (po raz kolejny w tym roku), rejon, na którym przez wiele lat tuż obok siebie mieszkali wyznawcy czterech wielkich religii: katolicyzmu, prawosławia, judaizmu oraz islamu. Ludzie ci rodzili się tam, mieszkali, czasami kłócili, czasami godzili, czasami brali ślub, w końcu umierali. I choć, oczywiście, byli tacy, dla których wyznanie było najważniejszym wyznacznikiem oceny innego człowieka, to jednak większość mieszkańców jakoś się ze sobą dogadywała – mogli żyć obok siebie bez nienawiści i wrogości. I właśnie śladów tych czasów poszukiwałem.



Swoją wycieczkę zaczynam od Sokółki i ruszam drogą wojewódzką nr 674. Obok jest ścieżka rowerowa, więc jadę w komfortowych warunkach, słoneczko świeci, jest ciepło, ale nie gorąco, wieje lekki wietrzyk. Czegóż chcieć więcej w trakcie jazdy rowerem? Następnie skręcam w stronę miejscowości Drahle, korzystając z tzw. szlaku tatarskiego. Polecam gorąco, droga, którą jadę, jest świeżo wyremontowana, ruch samochodów niewielki, aż do Kruszynian rewelacja. Pierwszy przystanek (nieplanowany) robię przy Kopalni Kruszyw Drahle II – trochę księżycowy krajobraz i maszyny wyglądające jak zabawki robią na mnie dosyć duże wrażenie. W końcu Bohoniki i znajdujący się tam meczet należący do polskich Tatarów. Nie tak duży i słynny jak ten w Kruszynianach, ale i tak warty obejrzenia. Miła pani przewodnik oprowadza mnie po świątyni i opowiada o życiu codziennym i religijnym wyznawców Proroka. Rozmawiamy przez dłuższą chwilę, robię zdjęcia i ... wyruszam dalej. Tuż za wsią znajduje się cmentarz muzułmański. Kiedy sobie po nim spaceruje, widzę ludzi, którzy sprzątają groby bliskich, oglądam starsze i nowsze nagrobki, przychodzi mi do głowy myśl, że bardzo, ale to bardzo przypomina mi to cmentarz katolicki, że gdyby nie inny alfabet i powszechny symbol półksiężyca, byłyby one nie do odróżnienia.

Następnie jadę w stronę Babików, gdzie skręcam w stronę Sokółki, docieram do Samogrodu, żeby zobaczyć cerkiew św. Apostołów Piotra i Pawła. Tutaj dwie uwagi. Podczas tej wyprawy odwiedzę kilka cerkwi, wszystkie one są zamknięte, czasami nawet wejście na teren obok świątyni jest niemożliwe, więc można je oglądać tylko z zewnątrz (w ogóle słyszałem, ze bardzo trudno jest wyznawcom innych religii wejść do środka. Czy to prawda, nie wiem. Może Wy coś na ten temat słyszeliście?). Po drugie, wszystkie są wyjątkowo klimatyczne. Nie wiem, z czego to wynika, ale, widząc taką świątynię, ma się ochotę zejść z roweru, przysiąść na chwilę, pomyśleć o sensie egzystencji albo po prostu posiedzieć. Pierwsza cerkiewka, piękna, drewniana, z XIX wieku właśnie była remontowana, więc obejrzałem ją sobie zza ogradzającego murku. Obok jakiś pan z długą brodą kosił trawę (pop?), a w gnieździe na słupie dokazywały bociany. Pisałem już, że jestem na Podlasiu? Czyż może być bardziej charakterystyczny element krajobrazu? Cerkiew i bociany? Po obejrzeniu pierwszej cerkwi, wracam do Babików i udaję się stronę Usnarza Górnego i Grzybowszczyzny. W ten sposób dojeżdżam praktycznie na granicę z Białorusią. Niestety, to nie Litwa, czy Niemcy, więc tak łatwo wjechać na teren tego państwa nie można. Zatrzymuje się na chwilę przy cerkwi w Jurowlanach, po czym kieruję się do Krynek.



No właśnie, Krynki, w tej miejscowości, jak w soczewce, widać to wszystko, o czym pisałem na początku. Praktycznie obok siebie dawny cmentarz żydowski i nadal wykorzystywany prawosławny. Na jednej ulicy budynek synagogi czy bożnicy, na drugiej cerkiew, na kolejnej kościół katolicki. W centrum miasteczka (swoją drogą wyjątkowo ciekawe, bo tak naprawdę będące ... rondem) prawosławny krzyż, niedaleko katolicki. Zwiedzanie miasteczka zaczynam od cmentarza prawosławnego, następnie swoje kroki kieruję na jeden z największych w tej części Polski cmentarz żydowski. Niestety, o ile zabytki tego miasteczka opisane są przy pomocy różnego typu tablic, to sam kirkut jest wyjątkowo zaniedbany, porosły zielskiem, trudno się po nim poruszać i należy dobrze uważać, żeby nie skręcić kostki. Równie źle wyglądają inne pozostałości po dawnych mieszkańcach wyznania mojżeszowego: synagoga kaukaska, czy bożnica chasydów. O ruinach Wielkiej Synagogi wysadzonej przez Niemców podczas II wojny, obecnie porośniętej krzakami i chwastami, nawet nie wspomnę. Panie i panowie rządzący tym miastem - wstyd! Naprawdę nie potrafię zrozumieć, dlaczego te zabytki są tak zaniedbane. Przecież, dbając o nie i udostępniając je turystom można naprawdę nieźle zarobić. Wystarczy zobaczyć ilu ludzi odwiedza niedalekie Kruszyniany, żeby zobaczyć, że to niezły biznes. Jeżeli już ktoś nie chce zadbać o ślady historii tych ziem, to może chociaż tego typu argument przemówi.

Trochę zasmucony tym, co zobaczyłem, jadę, żeby zobaczyć dwie inne świątynie: eklektyczną cerkiew Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy (śliczna!) oraz kościół pw. św. Anny. Ciekawa świątynia wybudowana na początku XX wieku w stylu neogotyckim. Obok znajduje się dzwonnica. Opuszczam Krynki i ruszam w stronę Kruszynian. Po drodze zatrzymuję się na chwilę w punkcie widokowym na Kosmatej Górze (hmm... Kosmata Góra, fajna nazwa). Na jej szczycie drogowskazy, można dowiedzieć się, na przykład. jak daleko położony jest Sztokholm :) Ale tym, co przede wszystkim zwraca moją uwagę, to przepiękna panorama okolicy. W końcu docieram do Kruszynian. Zanim jednak odwiedzę meczet, najpierw skręcam na tutejszy prawosławny cmentarz i oglądam nową (wybudowaną w latach osiemdziesiątych XX w.), ale ciekawą architektonicznie cerkiew św. Anny. Największa atrakcja miejscowości, czyli meczet należący do polskich Tatarów jest absolutnie warty obejrzenia. Polecam, naprawdę bardzo. Nie tylko można zwiedzić tę najstarszą w obecnej Polsce świątynię (XVII wiek) wyznawców islamu, przede wszystkim można posłuchać wyjątkowo barwnej opowieści tutejszego przewodnika, pana Dżemila Gembickiego, który przybliża nie tylko zasady wiary, wiary, która obecnie wzbudza tak wiele niepokoju. Mówi również o zwyczajach Tatarów, wychowaniu dzieci, małżeństwach i wielu innych rzeczach. Naprawdę warto posłuchać. Mnie osobiście najbardziej spodobało się takie oto zdanie: „Kiedy ludzie pytają mnie, czy czuję się Polakiem, odpowiadam, ja jestem Polakiem”. I warto pamiętać o jeszcze jednej rzeczy. Polscy Tatarzy byli zawsze wiernymi poddanymi Rzeczpospolitej, niejednokrotnie dla niej walczyli i ginęli w jej służbie. I na koniec ciekawostka. Otóż nazwa jazdy tak bardzo kojarzonej z Polakami, czyli ułanów, pochodzi z języka tatarskiego, a pierwsze takie oddziały tworzyli właśnie Tatarzy. Po obejrzeniu meczetu udaję się na zabytkowy cmentarz i kontynuuję swoją podróż.

Po opuszczeniu Kruszynian jadę stronę Supraśla. Jednocześnie zaczyna się najgorszy, prawie 25-kilometrowy odcinek mojej wycieczki. Kończy się asfalt, a zaczyna się droga szutrowa, a miejscami także kocie łby. Mimo tego, że część trasy to Green Velo, jest fatalnie. Na drodze zrobiła się tzw. „tarka” i jadąc trzeba uważać, żeby nie wybić sobie zębów, jest mnóstwo piachu, w którym rower „tonie”. Na dodatek miejscami powstały głębokie dziury, które trzeba omijać. No i właśnie przy omijaniu jednej z nich, wjechałem w głęboki piach, przednie koło natychmiast się zatrzymało, a ja doświadczyłem jak twarda jest podlaska ziemia. Niestety, upadłem na moje lewe kolano (dla niewtajemniczonych, operowane, nie do końca z sukcesem) i teraz na trochę będę miał wolne od jazdy na rowerze. Co w tym momencie mówiłem o tutejszych włodarzach, nie zacytuję, wściekły jestem do teraz. Niedaleko miejscowości Słuczanka zatrzymuję się na chwilę przy moście nad rzeką Supraśl, ponieważ ma on swoich bohaterów. Poświęcony jest Sońce i Joachimowi, czyli bohaterom książki Ignacego Karpowicza „Sońka” opowiadającej o romansie chłopki i Niemca podczas II wojny (cóż trochę to kontrowersyjne, ale...). Następnie przez Królowy Most (przepiękna cerkiew) docieram do Supraśla.

Jak Supraśl, to oczywiście obowiązkowy punkt, czyli prawosławny monaster. Zanim jednak do niego dojechałem, zatrzymuję się przy eklektycznym Pałacu Buchholtza, bardzo ładny, na dodatek z bocianim gniazdem na dachu. Tuż przed monasterem znajduje się Dom Ogrodnika z charakterystycznym tzw. polskim dachem. Sam kompleks świątynny robi wielkie wrażenie. Na jego terenie znajduje się także Muzeum Ikon. Niestety, jest późno, więc zwiedzić go nie mogę. Swoją wyprawę kończę w Białymstoku. Ograniczony czasem, oglądam tylko Pałac Branickich oraz... rewelacyjny mural „Dziewczynka z konewką” i tyle. Do usłyszenia, mam nadzieję, że niedługiego.

Odwiedzone miejsca

środa, 2019-07-31

Ostatnie wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

2019-08-04 18:05:00

Fajna tematyczna wycieczka. Inne spojrzenie na wiele znanych mi miejsc. Przykro mi z powodu kontuzji na podlaskich drogach.

2019-08-04 16:35:46

Dla mnie to wciąż biała plama na mapie. Ale przyjdzie na to czas przyjdzie czas:)

2019-08-04 10:16:28

Dziękuję wszystkim za miłe słowa :) Co do Green Velo, to muszę przyznać, że rozczarowało mnie ogromnie. Planując swój wyjazd, zobaczyłem, że część trasy to GV, więc zakładałem, że będzie dobrze. Tymczasem... Jeżeli chodzi o świątynie prawosławne na Podlasiu, to absolutnie się zgadzam z Panią, Pani Aniu, kwitnące.

Edytowano: 2019-08-04 11:07:04

2019-08-03 20:21:20

Mam nadzieję że szybko się wykurujesz,czego Ci życzę.Na  Podlasiu w tym roku byłem,ale jak widzę to jeszcze tyle ciekawych miejsc jest do zwiedzenia.

2019-08-03 20:03:18

Piękne Podlasie, wiele obiektów też widzielismy z Twoich opisów. I podobnie myslę o zabytkach żydowskich w Krynkach, choć trzeba przyznać, że prawosławne na Podlasiu obiekty są znów za to w cudownym stanie, a na Podkarpaciu np. strasznie zaniedbane, ale na Podlasiu prawosławie kwitnie.

2019-08-03 09:13:18

Jak zwykle bogata wycieczka. Fajne tereny na rower, Podlasie bardzo ciekawe, jeszcze nie skażone masową turystyką i tym co za nią idzie .

Szkoda że złapałeś kontuzję, szybkiego powrotu do zdrowia Ci życzę

2019-08-02 22:46:47

Z dużym zainteresowaniem przeczytałem Twoją ciekawą relację. Tym większą, że w tych stronach byłem dawno temu.

Bardzo przykro, że na część szlaku Green Velo jest w kiepskim stanie.

Życzę szybkiego powrotu do formy.

Newsletter Wypisz się z newslettera
Portal pozytywnych podróżników
Copyright 2005-2019
Znajdziesz nas na: