Żeby się przypadkiem nie zasiedzieć.

2015-06-27
2019-01-27 00:55:03

- Czego ty chcesz?



- Pytam tylko, czy masz jakieś plany na weekend?

- Może mam.

- A jakie?



- A co to za różnica jakie, ważne że już jakieś mam. I nie dam się w nic wrobić. Jeden podstawowy plan jest taki, że nigdzie nie jadę. Drugi może dotyczyć leżenia na kanapie, grania w grę strategiczną i jedzenia dobrych rzeczy.

- Aha. A to całe dwa dni będziesz leżał? Głowa cię rozboli. Od długotrwałego leżenia głowa boli.

- Może ciebie. U mnie to się nie zdarza.

- Jak tak będziesz do wszelkich aktywności podchodził, to w końcu się zdarzy.

- A może ja bym chciał tego właśnie doświadczyć. Nie wiem, nigdy nie miałem szans przetestować tej teorii, bo nigdy nie dopuściłaś do sytuacji, żebym dwa dni pod rząd leżał.

- Dla twojego dobra. Powinieneś to rozumieć. Widzisz jak mi zależy na Twoim zdrowiu i dobrym samopoczuciu.

- Dobra, do rzeczy. O czym my rozmawiamy?

- Trzy miejsca. Niedaleko. Po południu będziesz już leżał na kanapie.

- Jutro.

- Jutro pasuje mi najbardziej.

Pojechaliśmy z samego rana, aby owca była syta, a wilk mógł spędzić popołudnie na kanapie. Zaczęliśmy w Kozienicach, pod pałacem. I muszę napisać, że pierwszy rzut oka, pierwsze wrażenie, nie wypadło najlepiej. Dopiero po chwili, kiedy już się trochę opatrzyłam, kiedy obeszłam wszystkie kąty, kiedy zaczęłam dostrzegać detale, dopiero wtedy spojrzałam na to miejsce z większą sympatią. Niemniej jednak, ktoś ewidentnie skrzywdził pałac w Kozienicach. A już na pewno nie dopieścił. Wystarczy zerknąć na przedwojenne fotografie.

Spostrzegawczość dzieci ujawnia się czasami. Kiedy wracasz z zakupami do domu, masz pełne trzy siaty i ukryte w jednej z nich dwa batoniki. Między pudełkami z ryżem, a torbą płatków śniadaniowych. Wchodzisz do przedpokoju, a one od razu typują właściwą torbę. I to właśnie ją będą rozpakowywały. Wiedzą, po jednym spojrzeniu wiedzą, że te słodycze tam są. To samo z prezentami na gwiazdkę. Wchodzą do domu, pokręca się chwilę niespokojnie i wiedzą, że prezenty już kupione i że są w domu. Że zrobiłam lody czują przez lodówkę, ale nie potrafią dostrzec brudnych skarpet leżących na środku pokoju przez tydzień. Jabłka gnijącego w plecaku od kilku dni, czy spleśniałej kanapki w śniadaniówce. Spostrzegawczość wybiórcza bym to nazwała. W Kozienicach też się ujawniła. Dziewczyny nie zauważyły pałacu, do którego przyjechałam, chociaż szły wzdłuż jego płotu. Zobaczyły natomiast za drogą, za drzewami, za ogrodzeniem plac zabaw, który oczywiście trzeba było odwiedzić. Ale niech tam. Mnie cieszy pałac, niech się ucieszą i one. Jeszcze ojcu coś by się przydało do zacieszania. 

Pałac w Kozienicach, chociaż całkiem przyzwoity, nie wzbudza jednak wielkich emocji. Radzyń Podlaski to już inna kategoria. To jest pałac z efektem „Wow!”. I to duże WOW. Śliczny, zachwycający, zjawiskowy cudeńko po prostu. Ja jestem pod wrażeniem tego obiektu. Chętnie oglądałabym go częściej. Spod pałacu poszliśmy w miasto. Spacer po Radzyniu odbywał się dość chaotycznie. Czegoś żeśmy tam szukali, ale za nic na świecie nie potrafię sobie przypomnieć czego. Jedzenia albo pieniędzy. Te dwie rzeczy są najbardziej prawdopodobne. W podróży najczęściej mamy deficyt, albo jedzenia, albo pieniędzy. Przez to, że nikt ich przed wyjazdem nie zabezpiecza w odpowiedniej ilości. W trakcie tego szukania odbywały się pobieżne oględziny miasta. Miasteczka właściwie. Może nie wszyscy wiedzą, ale do rozwoju osadnictwa na tych terenach walnie przyczynił się Władysław z Jadwigą. Dzięki ich politycznemu małżeństwu, na terenach przygranicznych zapanował spokój (względny) i ład (też względny). Co sprzyjało osadnictwu i ogólnemu rozwojowi. Względny – to w tym wypadku słowo klucz. Bo na tych terenach od wieków i przez wieki, ścierały się ze sobą odmienne światopoglądy polityczne, kulturalne i gospodarcze. Wschód i zachód. Chrześcijaństwo i pogaństwo. Bogactwo i bieda. I iskry leciały nierzadko. Ma to swoje konsekwencje. Wschodnia część naszego kraju jest znacznie bogatsza w tajemnice. I wymagająca. Jest jak profesor historii, motywujący do działania. Uczący dostrzegać drobiazgi, wyciągać wnioski, układać całości i docierać do istoty rzeczy.  

Mam zaplanowany jeszcze jeden przystanek – Liw. I tym razem nie pałac a zamek. Część zamku. Stoi obecnie we wsi i jest to swego rodzaju detronizacja, bo Liw, tak Stary jak i Nowy, były onegdaj miastami królewskimi. Liw nad Liwcem to uroczy zakątek naszego kraju. Rzeka stanowi tu granicę dwóch historycznych krain: Podlasia i Mazowsza. Rok 1536 i małżeństwo księżnej Anny, ostatniej przedstawicielki Piastów Mazowieckich, przypieczętowało los ich księstwa. W roku kolejnym po wielu sporach i potyczkach, nie tylko słownych, Mazowsze zostało włączone do Królestwa Polskiego. Anna ze swoim mężem, Stanisławem Odrowążem ze Sprowy, osiadła w Jarosławiu. W kwestii księżnej dodam jeszcze tylko, że o jej rękę starał się również Albrecht Hohenzollern, tym planom stanęła na drodze podobno sama Bona Sforza. Ustąpienie Piastów nie zaszkodziło miastu. Kolejne lata to przeważnie postęp i rozwój. Potem Unia Lubelska i galopująca kariera. W roku 1572 Liw jest kandydatem na gospodarza elekcji królów polskich. I to jest właściwie osiągnięty szczyt możliwości. Potem następuje długa droga w dół, z efektem kuli śnieżnej. Początkowo powolny zjazd, w trakcie potopu szwedzkiego, zmienił się w niszczycielską lawinę. I tak jak to z nieszczęściem bywa, przyłażą do niego inne nieszczęścia, pożary, zarazy, konflikty. Ten z kościołem skutkuje w 1762 roku nałożeniem na miasto ekskomuniki. Za to w roku 1782, starosta liwski, Tadeusz Grabianka, wznosi dwór barokowy, na zgliszczach zamkowego „Domu Mniejszego”. Przyjrzeć się bliżej proponuję jednak nie samemu budynkowi, a postaci budowniczego. Podolski magnat wychowany we Francji, zarażony filozofią mesjanizmu polskiego, mistyk, alchemik, iluminata. Często podróżował, głównie do Francji i Niemiec. W 1786 roku staje na czele sekty jako Król Nowego Izraela. Umiera w Twierdzy Petropawłowskiej w niejasnych okolicznościach. Gorąco polecam tę biografię. Bo w ogólnym pędzie za bibelotami, dobrymi ujęciami, jeszcze jedną odznaczoną kropką na mapie, możemy nie dostrzec napotkanych skarbów. Wróćmy jednak do tematu. Po rozbiorach, Liw już jako małe prowincjonalne miasteczko, znalazł się pod zaborem austriackim. Troszkę później, będąc w granicach Księstwa Warszawskiego, przypominał już bardziej wieś niż miasteczko. W 1866 roku, carskim ukazem, Liw utracił prawa miejskie za udział mieszkańców w styczniowym powstaniu. A teraz coś z cyklu „tupet jak taran”, bo był w Liwie ktoś, kto takowy posiadał - polski archeolog Otto Warpechowski. Na podstawie jego wyczynu wnioskuję, że lubił brawurę i nie posiadał instynktu samozachowawczego. Albo miał dziadka w wehrmachcie. Po wybuchu II wojny światowej, Niemcy mieli zamiar pozostałości zamku, w postaci cegły jako materiału budowlanego, wykorzystać do budowy obozu w Treblince. Nie oni pierwsi na to wpadli i po nich też jeszcze wielu ma podobne pomysły, ale tych szabrowników powstrzymał niezwykły człowiek. Otto przekonał Niemców, że zamek w Liwie, jest zamkiem krzyżackim! I to tak skutecznie, że najeźdźca zaczął nawet prace konserwatorskie. No niestety w trakcie tych prac odkrył prawdę o zamku i wszystkie działania wstrzymano natychmiast, ale do rozbiórki nie doszło.  

Odwiedzone miejsca

sobota, 2015-06-27
  • Kozienice
  • Radzyń Podlaski
  • Liw

Inne wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

2019-02-01 09:04:50

Co do tej głuchoty... Ostatnio wypełniałam do szkoły ankietę na przesiewowe badanie słuchu a tam:

- Czy państwa zdaniem u dziecka występują problemy ze słuchem?

Ciekawa jestem, czy był rodzic który odpowiedział przecząco :).

Umiejętne wykorzystanie haseł, czyli słów kluczowych, to podstawa koegzystencji, żeby nie napisać manipulacji :).

2019-01-30 10:50:35

[cytuj autor='Anna Piernikarczyk'] U nas głuchota wybiórcza równie umiejętnie jest stosowana u męża i Negiery, tylko na inne hasła reagują ;) [/cytuj]

Tak, odpowiednie hasła to podstawa :-)

2019-01-30 09:28:53

[cytuj autor='Maciej A'] Też jestem za! Obiema łapami. Poza tym, oprócz spostrzegawczości wybiórczej, występuje również wzmożone zjawisko głuchoty wybiórczej, przykładowo: możesz wołać, prosić, grozić i desperować aż do odcięcia zapłonu i tak zapyta "cooooo" skutecznie upodabniając Cię do przejżystego powietrza. Oczywista oczywistość iż zmysły pociechy wyostrzają się natychmiast po usłyszeniu kluczowych słów. Przecież nie zdążysz dokończyć słowa niespodzianka, czy prezent i siedzi Ci na karku. W dodatku błyskawicznie stosuje na tobie klasyczne grillowanie, jakiego prezesi niektórych wiodących partii by się nie powstydzili... A wycieczka bardzo fajna, niniejszym pozdrawiam ciepło [/cytuj]

U nas głuchota wybiórcza równie umiejętnie jest stosowana u męża i Negiery, tylko na inne hasła reagują ;)

2019-01-29 20:45:58

[cytuj autor='Anna Piernikarczyk'] Och... skąd ja to znam, te rozmowy małżowe zawsze ;) Super, tak to ma być, żeby jak najmniej na tej kanapie, za to takie cuda oglądać :))) [/cytuj]

Też jestem za! Obiema łapami.

Poza tym, oprócz spostrzegawczości wybiórczej, występuje również wzmożone zjawisko głuchoty wybiórczej, przykładowo: możesz wołać, prosić, grozić i desperować aż do odcięcia zapłonu i tak zapyta "cooooo" skutecznie upodabniając Cię do przejżystego powietrza. Oczywista oczywistość iż zmysły pociechy wyostrzają się natychmiast po usłyszeniu kluczowych słów. Przecież nie zdążysz dokończyć słowa niespodzianka, czy prezent i siedzi Ci na karku. W dodatku błyskawicznie stosuje na tobie klasyczne grillowanie, jakiego prezesi niektórych wiodących partii by się nie powstydzili...

A wycieczka bardzo fajna,

niniejszym pozdrawiam ciepło

2019-01-29 12:13:44

Och... skąd ja to znam, te rozmowy małżowe zawsze ;) Super, tak to ma być, żeby jak najmniej na tej kanapie, za to takie cuda oglądać :)))

2019-01-29 09:32:46

Hmmm.... Spostrzegawczość wybiórcza... jakbym skądś to znała. Wycieczka bardzo ciekawa.

2019-01-28 17:53:19

[cytuj autor='marian'] Warto było przekonać męża by zobaczyć takie piękne miejsca.Udana wycieczka. [/cytuj]

Bardzo udana. Nawet meżowi sie podobało :). 

2019-01-28 17:37:12

Warto było przekonać męża by zobaczyć takie piękne miejsca.Udana wycieczka.

2019-01-27 21:11:42

Czyli wszyscy zadowoleni:) Ile to się trzeba czasem nagimnastykować, żeby przekonać niezdecydowanych do oczywistych oczywistości;)

[cytuj autor='kasia ejsmont'] Zdążył, zdążył. Odetchnął i jeszcze kolacje zrobił :).  [/cytuj]

 

2019-01-27 19:20:37

[cytuj autor='Anja'] I wilk zdążył na popołudnie na kanapę przy takim planie?:) [/cytuj]

Zdążył, zdążył. Odetchnął i jeszcze kolacje zrobił :). 

2019-01-27 18:49:13

I wilk zdążył na popołudnie na kanapę przy takim planie?:)

Newsletter Wypisz się z newslettera
Portal pozytywnych podróżników
Copyright 2005-2019
Znajdziesz nas na: