Na północ od Grodziska.

2015-04-11
2018-11-09 09:39:46

Zima powoli pakowała walizki. Powoli. A można powiedzieć, że bywały i takie dni kiedy nie dość, że się nie pakowała, to jeszcze nawet coś z tobołów wywlekała. Moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie, już naprawdę mogłaby sobie darować. W kwietniu. W kwietniu jest już formalnie wiosna. Zima odwlekając swoje odejście, zachowywała się niegrzecznie. Miała swoje ustawowe miesiące, mogła się wtedy popisywać. Jak jest zima – może być zimno, może kurzyć i sypać może, ale kiedy na horyzoncie pojawia się już wiosna, no to dostaję małpiego rozumku i denerwuję się niemiłosiernie, jak nagle zima wraca i zaczyna się panoszyć. A tak właśnie było, tego roku o którym piszę. Moja cierpliwość została wystawiona na ciężkie próby. Tym bardziej, że zwłoka tej wywłoki – zimy, wpływała znacząco na moje plany związane z długim weekendem. Już od jakiegoś czasu obserwuję dostępne prognozy pogodowe. Wiarygodne to jest na razie tak samo, jak mój Darek, co pogodę przepowiada spoglądając w niebo przez dziurawą skarpetę. Abo bedzie padać, abo padać nie bedzie. Ale prawie na pewno będzie zimno. A ja jednak wolę, kiedy pogoda jest ładna, a bardziej precyzyjnie – kiedy pogoda serwuje ładną temperaturę, czyli coś pomiędzy 15-20 st. Na plusie, oczywiście na plusie, żeby nikt nie miał wątpliwości. A ten początek maja, z każdym dniem zapowiada się coraz gorzej. No trudno. Co ma być w maju, to będzie w maju. A tymczasem mamy jeszcze kwiecień, połowę kwietnia, nie no nawet nie połowę jeszcze – początek dopiero. I ten kwiecień serwuje nam niespodziewanie piękną pogodę w nadchodzący weekend. Ale nie wszędzie. To znaczy, generalnie pogoda będzie wszędzie, ale ta ładna, to tak raczej w centralnej Polsce ma się pojawić i tak trochę bardziej na północ, na północ od centralnej Polski. I trochę w lewo. No to ja chcę tam jechać. Szwendaczkę już mi uruchomiło wiosenne słońce, teraz ja muszę uruchomić Darka, żeby się do szwendania zapalił. To nie jest proces łatwy. Nie jest też przyjemny (z reguły dla Darka). Sposób na męża mam jeden. Sprawdzony i z reguły skuteczny: chodzę za nim i marudzę dotąd, aż się zgodzi. 



- Ruszmy się gdzieś. Ja już chcę otworzyć sezon wyjazdowy. A ten weekend najbliższy świetnie się do tego nadaje. Wróżka Pogodynka zapowiada dużo słońca w centrum Polski. Tak długo czekałam na ten cieplejszy wiatr od lądu. Zasiedzieliśmy się w domu przez te zimę i trzeba się rozruszać. Do Darka moje argumenty, zawsze na początku negocjacji, słabo trafiają. Mogę je porównać – te argumenty – do PKP, mają spore opóźnienia. A jak jeszcze czasami Darek postawi przed stacją czerwone światło, czyli wytoczy kontrargumenty, no to już kaplica. Klękajcie narody. Cała heca przedłuża się w nieskończoność. Oczywiście wszystko przez Niego. Bo wywleka jakieś takie rzeczy, że ja nie wiem. No, że to niby ja się zasiedziałam w domu, bo on przez cała zimę w delegację jeździł. I na święta do dziadków, i dzieci przecież zabrał na trzy dni na mazury, żebym miała wolny weekend i pooddychała powietrzem swobody. Kurcze, no może i racja. Ale co z tego, że On ma rację, jak mnie ta Jego racja nie jest do niczego potrzebna. Potrzebny jest mi samochód, a do samochodu mogę się dorwać tylko wtedy kiedy wynegocjuję pakiet z kierowcą. Prawo jazdy nadal mam tylko w planach. Negocjacje były zaciekłe, ale mam ja szczęście i dar przekonywania tego mojego męża, i potrafię Go na właściwe tory skierować, tak więc pojedziemy. A gdzie – no na północ, na północ od Grodziska i trochę w lewo. 

Wycieczka ma być objazdowa. Planujemy skrzętnie wykorzystać to słońce, co to ma być w ten weekend, a potem długo, długo się nie pokazywać, zwłaszcza w towarzystwie znośnej temperatury. No dobra - planujemy – to niesłusznie użyta liczba mnoga, bo to ja jedna te plany układam. Darek się nie wtrąca, jest świadomy, że nikt inny nie poradziłby sobie z tym lepiej. :P Celem naszym jest oczywiście województwo kujawsko-pomorskie. 

Wstajemy rano skoro świt, ale świt w pierwszej połowie kwietnia to się jednak jeszcze ze wstawaniem nie spieszy. W trasę wyruszamy więc tak około ósmej. Ciepło, można powiedzieć, że jest, ale to ciepło takie kwietniowe. Jak się trafi na dłuższą chwilę do cienia, to można zębami zagrzechotać. No ale może się jeszcze temperatura rozkręci, wszak to dopiero rano. Ósma rano. Trasa nasza prowadzi przez Bydgoszcz. Przyznać muszę, że nie byłam świadoma tego, co to miasto może zaoferować. Zatrzymałam się w Bydgoszczy, właściwie tylko dlatego, że leżała nam na trasie. Postanowiłam to wykorzystać i przewietrzyć tam dziewczynki. A przy okazji zobaczyć miasto, no na tym właściwie polegają objazdowe wycieczki. Przystanki rozłożone w czasie i kilometrach, sprawiają że podróże są przyjemniejsze zwłaszcza dla dzieci. Bydgoszcz była takim przystankiem na przewietrzenie. Generalnie mieliśmy rozprostować nogi, zażyć trochę świeżego powietrza i dalej w drogę. Nie przewidziałam, że Bydgoszcz tak nam się spodoba i nasz postój mocno się wydłuży. Centrum miasta wygląda bardzo reprezentacyjnie. Naprawdę polecam zatrzymać się na dłuższy spacer. Nasz był bardzo udany. Ciepły wiosenny wiatr przeganiał resztki zimy, słońce przyjemnie grzało w plecy i dodawało kolorów całej okolicy. Wszystkie budynki w mieście jakby wypieków dostały na facjatach i zarumieniły się intensywnie barwą użytej farby. Te nie całkiem jeszcze stare czynszowe kamienice, stoją tu z fasonem od czasów zaborów i to one tak naprawdę tworzą niepowtarzalny klimat i uroczy krajobraz nad Brdą. Co ciekawe, to właśnie pod zaborem niemieckim Bydgoszcz rozwinęła się najmocniej. Można śmiało powiedzieć, że Bydgoszcz swoją karierę zaczęła dopiero po roku 1772. Do tego czasu było raczej słabo. Władcy Królestwa Polskiego stosunkowo późno dostrzegli potencjał tego miejsca, a mianowicie w XIV wieku. Wedy to, miłościwie nam panujący Wielki Kazimierz, nadał Bydgoszczy prawa miejskie i to właściwie tylko dlatego, że potrzebował zaplecza do budowanego w okolicy zamku. Ta budowa, nie powinna nikogo dziwić, wszak wiadomo wszem i wobec, że było to ulubione zajęcie rzeczonego króla. A w kontekście wojen z Krzyżakami, to i lokalizacja całkiem uzasadniona. Po likwidacji państwa krzyżackiego, ściśle związaną z utratą przez zamek militarnego znaczenia, zaczął się dla tego obiektu marsz ku zagładzie. I tak jak w wielu innych przypadkach: zaczęło się od zaniedbania, a dokończyli Szwedzi. Materiałem wybuchowym. Po tym wydarzeniu zamek pełnił już tylko rolę marketu budowlanego. Po rozbiorach zasypano resztki fosy i zniwelowano teren pod nową zabudowę. Tyle o zamku. Teraz o rzece, wszak to z nią są związane najciekawsze miejsca w Bydgoszczy. Bulwar nad Brdą. Bardzo eleganckie miejsce. Kanał Bydgoski – łączący dorzecze Wisły z dorzeczem Odry. Ciekawa droga wodna wykorzystywana obecnie przede wszystkim w celach turystycznych i rekreacyjnych. No i to, co w Bydgoszczy spodobało mi się najbardziej, czyli Wyspa Młyńska. Ciekawą rzeczą jest fakt, iż w czasach Królestwa Polskiego wyspa nie należała do miasta, ale do korony, a właściwie do gościa który się pod nią znajdował. Od powstania miasta, czyli od XIV wieku, aż do czasów współczesnych, na wyspie zawsze znajdowały się młyny. Te które możemy podziwiać tam dziś, to Młyny Rothera. Powstały jako spółka akcyjna Bromberger Mühlen Herkules (Bydgoskie Młyny "Herkules"). W 1846 r. państwo (Królestwo Prus), wykupiło je i od tej pory działały jako Königlichen Mühlen (Młyny Królewskie). To tutaj uruchomiono pierwszą w Bydgoszczy maszynę parową. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, młyny funkcjonowały jako Państwowe Zakłady Przemysłowo-Zbożowe. Do 1992r. Od tego czasu stanowią pustostan. Opuszczony i niszczejący. Aż złość patrzeć.



 

Opuszczamy Bydgoszcz i udajemy się na północny zachód. Ciągnie mnie tam i przyzywa malownicza ruina pałacu w Runowie Krajeńskim. Na miejscu okazuje się, że zespół pałacowo-parkowy jest własnością prywatną - ogrodzoną. Ale brama na oścież otwarta i żadnych wrednych tabliczek nie ma, tośmy się za tę bramę pofatygowali. Pałac, to w tej chwili romantyczna ruina, zostały tu jednak bardzo dobrze odrestaurowane i wykorzystane zabudowania gospodarcze. Mieści się w nich hotel i restauracja. A ta wiosna, co się panoszy dzisiaj w powietrzu, mocno namieszała dziewczynkom w głowach i zachowują się jakby chodziły na dopalaczach. Tak do końca nie jestem przekonana czy to trafne porównanie, bo nie widziałam nikogo po dopalaczach. A nawet jeśli, to nie byłam tego świadoma. Darek stara się zapanować nad tym rozbrykanym towarzystwem – z raczej marnym skutkiem. Na rozbrykane dzieci wiosną nie ma metody. Muszą się wyszumieć. Ale tata nie byłby sobą, gdyby choć trochę nie przytarł im nosa. Pogadankę o dobrych manierach dziewczyny musiały wysłuchać.

Teraz jedziemy zobaczyć zamek. Krzyżacki zamek wodny. W Świeciu. Przydomek „wodny” otrzymał oczywiście z racji swojego położenia. Wybudowano go na sztucznej wyspie otoczonej wodami Wisły i Wdy. Z czasem jednak, Wisła oddaliła się od zamku ze swoim korytem, ale Wda została, w tym samym bliskim sąsiedztwie i płynie nadal tuż za murami zamku. Rzeki, które zwiększały możliwości obronne zamku, były jednocześnie jego zmorą. Zalewały fundamenty i podmywały mury. Proces degradacji trwał latami, jednak to nie woda doprowadziła do upadku twierdzy, chociaż potop. Tyle, że szwedzki. Żołnierze Karola Gustawa zostawili po zamku dymiące zgliszcza. I już nigdy nie wrócił do formy. Przez bardzo długie lata utrzymywany był w formie zabezpieczonej ruiny. Częściowej odbudowy doczekał się dopiero w XX wieku.
W Świeciu moje dzieci poważnie zaintrygowała głowa znaleziona pod zamkiem. Obeszły ze dwa razy. Pomacały. I w końcu nie znajdując dla niej innego zastosowania usiadły na głowie. Potem pospacerowaliśmy troszkę wokół zamku i z pewnym niedosytem opuściliśmy miasto. Do Świecia muszę się wybrać jeszcze raz, bo za wcześnie byłam i wszystkiego nie zobaczyłam. Do zamku i na wieżę można się bowiem dostać od 1 maja do 30 września.

Chełmno - tylko krótki spacerek, poszukiwanie kolacji i jedziemy spać. Tu mamy zarezerwowany nocleg. 

Odwiedzone miejsca

sobota, 2015-04-11

Inne wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

2018-11-13 09:43:36

[cytuj autor='Marcin_Henioo'] Super wycieczka, bardzo dobrze znane mi niejsca (poza tymi ruinami pałacu, skądinąd bardzo uroczymi). Jak zwykle, ciekawa relacja i fajne fotki. Szkoda, że w mojej Chełmży nie byliście ;-) [/cytuj]

Za niezwykle pozytywny odbiór - wielkie dzieki. A do Chełmży kiedys dotrę. Napewno. :)

2018-11-12 20:09:57

Super wycieczka, bardzo dobrze znane mi niejsca (poza tymi ruinami pałacu, skądinąd bardzo uroczymi). Jak zwykle, ciekawa relacja i fajne fotki. Szkoda, że w mojej Chełmży nie byliście ;-)

2018-11-10 10:35:37

[cytuj autor='mirosław'] Super zdjęcia,aż chciałoby się tam pojechać.Szkoda że to tak daleko. [/cytuj]

Cieszę się, że zdjęcia się podobały, bo trochę ingerowałam w ich wygląd :). Daleko, ale nie za-daleko, więc może kiedyś uda sie zajrzeć. Polecam. 

2018-11-09 18:17:59

Super zdjęcia,aż chciałoby się tam pojechać.Szkoda że to tak daleko.

Newsletter Wypisz się z newslettera
Portal pozytywnych podróżników
Copyright 2005-2018
Znajdziesz nas na: