U Syrenki w listopadzie.

2014-11-02
2018-06-21 10:25:04

Warszawa. Wiadoma rzecz – stolica. Miasto, które wzbudza wiele emocji. Miasto o dużym stężeniu władzy. Miasto sprzeczności, kontrowersji i kompromisu.



Jeśli wierzyć legendzie, nazwę swoją wzięła od małżeństwa rybaków. I tu są przynajmniej dwie wersje wydarzeń, ale obie zgadzają się w tym, że małżeństwo to przyjęło razu pewnego pod swój dach ważnego gościa, który miał duże wpływy i z wdzięczności za gościnę nadał osadzie nazwę od ich imion, bądź imion ich dzieci (lub czasopisma). Potem już jakoś poszło. Zwłaszcza, że nie miał kto przeszkadzać, bo wtedy jeszcze wszyscy ważniacy żarli się o władzę w Krakowie. A syrenka obiecała bronić mieszkańców. Miała jeszcze wtedy większą moc, bo była przed amputacją. Tak – do połowy XVIII wieku syrenka miała łapy i skrzydła. Warszawa jako miasto dość fartownie położone, rozwój właściwie miała zapisany w genach. I tak jej dobrze szło, że w XIV wieku były już dwie Warszawy. Rozmnażając się przez podział. A w 1413 roku książę Janusz I Starszy przeniósł tu z Czerska stolicę Księstwa Mazowieckiego. Poważniejsze kłopoty zaczęły się w momencie kiedy do miasta sprowadził się król, a z nim cała ta grupa trzymająca władzę. Potop szwedzki, panowanie Stanisława Augusta „cioty” Poniatowskiego, rozbiory, wszystkie powstania nieudane i wreszcie trudny marsz do odzyskania niepodległości. Tego wszystkiego Warszawa doświadczała bardziej. Choć zwykle mówi się, że Warszawa jest stolicą Polski od 1596 roku, nie do końca jest to prawdą. Wtedy przeniesiono tylko króla wraz z dworem do Warszawy, czyniąc z niej miasto rezydencjonalne Jego Królewskiej Mości. Warszawę ogłoszono stolicą Polski dopiero w 1918 roku, natomiast formalny zapis o jej stołeczności pojawił się dopiero w 1952 roku, w Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.

Podczas II wojny światowej zniszczeniu uległo 80% zabudowy miasta. Z gruzów zniszczonej Warszawy usypano po wojnie Kopiec Powstania Warszawskiego. Podnoszenie miasta stołecznego z ruin na pewno nie było zadaniem łatwym, a czy udanym, to już osobna kwestia. Za czasów Polski Ludowej rekonstrukcję Starego Miasta umieszczono na liście światowego dziedzictwa UNESCO, jako wyjątkowy przykład całkowitej rekonstrukcji zespołu historycznego. Jednak w trakcie tej odbudowy niejednokrotnie, celowo burzono dobrze zachowane budynki w imię wyższego celu. W okolicach Pałacu Kultury i Nauki burzono całe kwartały zabudowań z XIX i początków XX wieku. Później wcale nie było lepiej, bo brakowało pomysłu i jednolitego planu zagospodarowania Warszawy. Efektem tego stanu rzeczy jest nasza stolica zlepkiem pojedynczych wizji.

To w Warszawie Franciszek Fuchs zachwycił swoją działalnością wszystkie dzieci. Miał on bowiem przy ulicy Topiel swój słynny sklep z cukierkami. Na plakacie reklamowym widniało drzewo na którym rosły cukierki. Przez wiele lat dzieci myślały, że pan Fuchs jest ogrodnikiem, a w jego ogrodzie rosną drzewa cukierkowe. Do tej pory wśród starszych mieszkańców miasta „mieć fuksa” znaczy mieć cukierka, lub coś słodkiego. Następnym słodkim czarodziejem w mieście był pan Jan Wedel.  Wyczarował przysmak, który stał się kultową pozycją w portfolio marki - Ptasie Mleczko® - delikatna pianka oblana oryginalną, wedlowską czekoladą. Gdy Jan Wedel spróbował nowego smakołyku, zadał swoim współpracownikom pytanie: „Czego potrzeba do szczęścia człowiekowi, który już wszystko posiada?”. Wtedy ktoś odpowiedział: „Tylko ptasiego mleka”. Warto dodać, że pierwszym wyrobem Fabryki Czekolady były karmelki śmietankowe, które reklamowano jako lekarstwo na wszelkie „dolegliwości piersiowe”. A kiedy jeszcze Blikle zaczął piec pączki i ciastka, Warszawa zrobiła się całkiem słodka.



No to a propos słodyczy: obecnie na 10 tysięcy mieszkańców miasta przypada 40 lekarzy, ale tylko 4 stomatologów. Jeden stomatolog „zarządza” 80 tysiącami warszawskich zębów. 

Warszawa jest jedyną stolicą w Europie, która leży w bezpośrednim sąsiedztwie parku narodowego (Kampinoski Park Narodowy). Jego na szczęście nie udało się stolicy wchłonąć i ucywilizować, ale jest wiele przykładów gdzie Warszawa dotarła zanim chłopi zdążyli buraki z pola pozbierać i zmienić obuwie. Takim miejscem jest np. Kaczkowo, od XVIII w. Kaczy Dół. Tuż po pierwszej wojnie były tu trzy osady: letniskowa, rolnicza i fabryczna. W 1932 roku zmieniono nazwę tego miejsca na dzisiejszą a w 1951 roku włączono je w granice Warszawy. Mowa oczywiście o Międzylesiu

Najdłuższą nazwą ulicy jest: 21 Pułku Piechoty Dzieci Warszawy. Maleńka uliczka (sześć numerów, same nieparzyste) znajduje się na Gocławiu. Mimo trudności z wypełnianiem niektórych dokumentów, mieszkańcy nie chcieli jednak jej zmiany. Ale w mieście jest więcej ulic z ciekawą historią. Szewc, filantrop, lotnik i graficzka. Wszyscy oni mają wspólną ulicę. 28.05.2001 roku Rodzina Hiszpańskich – bo o Nich mowa - otrzymała własną ulicę. Nie pieje z zachwytu, bo to właściwie dojazd do jednego z centrów handlowych, ale doceńmy sam gest, wszak mowa o rodzie wielce zasłużonym dla stolicy. A Czy zbójnika Ondraszka można wyprowadzić w pole? Władzom Warszawy udało się to 28.07.1957, kiedy nadały jego imię niewielkiej uliczce biegnącej w kierunku Pola Mokotowskiego.

Teraz słów kilka o pomnikach. Najstarszy świecki pomnik w Warszawie to Kolumna Zygmunta III Wazy. Jego budowa spotkała się z dużą dezaprobatą duchowieństwa. Kolumnę zafundował Zygmuntowi jego syn Władysław. Najczęściej wędrujący, to księcia Józefa Poniatowskiego – obecnie pod pałacem prezydenckim. Najczęściej wyśmiewany jest pomnik Starzyńskiego na Placu Bankowym. Nazywany min.: „prezydentem w śliniaku”, „kapuścianą głową”, „żółwiem” itd. I Jeszcze o pomniku Bolesława Prusa. Wiele osób dziwi się, dlaczego nasz wielki pisarz stoi w tak mało wyeksponowanym miejscu. Otóż Prus miał duży lęk wysokości i bardzo prosił w żartach, żeby w razie stawiania mu pomnika nie dawano wysokiego cokoła. Autorka Anna Kamieńska-Łapińska wzięła prośbę pisarza do serca.

Jeśli chodzi o komunikację w Warszawie, to od wieków myśl przewodnia niewiele się zmieniła.  Zawsze bazowała na osobliwych pomysłach i takim sobie wykonaniu.  W 1777 roku dwóch Francuzów próbowało przekonać warszawiaków do korzystania z lektyk. Niestety, pomysł się nie sprawdził i interes trzeba było zamknąć. Duży wpływ mieli na to tragarze, którzy zazwyczaj byli pijani, co znacząco obniżało komfort podróżowania. Później swoje usługi transportowe oferowali warszawiakom… uczniowie szkoły kadeckiej. Wynajmowali się oni do noszenia ludzi przez miasto „na barana”, przez co nazywano ich drabami. O narodzinach prawdziwej komunikacji miejskiej można mówić od 1866 roku, gdy na stołeczne ulice wyjechał pierwszy konny tramwaj. 

Do roku 1914 w Warszawie można było się zabawić jak w hiszpańskiej Pampelunie podczas gonitwy byków.  Do tego czasu przez miasto pędzono bowiem ukraińskie woły. Stada, które liczyły nawet 100 sztuk, gnano od dworca Petersburskiego (obecnie Wileński) aż na Ochotę, gdzie znajdowała się rzeźnia. 

Tak jak dziś, tak też w XIX wieku w mieście nie obowiązywała zasada domniemania niewinności. Kiedy w mieście wybuchały pożary mieszkańcy zdani byli sami na siebie. Domniemywano wtedy, że podpalaczami są ci, którzy pożaru nie gaszą.  Obowiązywało wtedy nawet specjalne rozporządzenie Rady Miejskiej, które brzmiało: „który by się przyszedł dziwować z próżnymi rękami, takowego każdego wezmą i do wieży wsadzą, z której nie wynijdzie, aż pięć grzywien zapłaci.” Wybawienie przyszło w 1836 roku w postaci Warszawskiej Straży Ogniowej.

Warszawa to ciekawe miasto i gdy zechcemy jej posłuchać może nas zabrać w bardzo ciekawą podróż i uchylić drzwi do wnętrza swojej historii.

Odwiedzone miejsca

niedziela, 2014-11-02

Inne wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

2018-07-08 22:38:50

Intersująco to opisałaś. Z zainteresowaniem przeczytałem :-)

2018-07-04 00:01:54

Fajne zdjęcia :) Gruntowne zwiedzanie Warszawy wciąż przede mną. To w sumie chyba najmniej przeze mne rozpoznane duże miasto w Polsce (mam na myśli te naj- największe).

2018-06-21 19:57:43

[cytuj autor='Joanna']Fajne, nietypowe spojrzenie na Warszawę. Przydałoby się dzieciom pokazać syrenkę, ale jakoś ciągle nie po drodze.[/cytuj]Oj znam to też. Są miejsca, gdzie wybieram się już kilka lat. 

 

2018-06-21 15:20:07

Fajne, nietypowe spojrzenie na Warszawę. Przydałoby się dzieciom pokazać syrenkę, ale jakoś ciągle nie po drodze.

2018-06-21 13:26:34

[cytuj autor='Anja']Taki mało listopadowy ten listopad. Dla mnie najgorszy miesiąc w roku...ledwo wyjdę z domu a już chcę wracać:)Edytowano: 2018-06-21 12:39:54[/cytuj] Tak, zgadzam się co do listopada, bo jestem etatowym zmarzluchem. Czasami jednak po prostu trzeba wyjść z domu. No i zauważyłam, że późną jesienią widać więcej. Tylko jakby trochę ciemniej. :) 

2018-06-21 13:20:00

[cytuj autor='Anna Piernikarczyk']Ciekawie o Warszawie :) Ja tam też widze wiele ciekawostek, w każdym razie warto samemu zobaczyć i dzieciom pokazać :)[/cytuj]Tym razem tak trochę inaczej. Mieszkałam kilka lat w tym mieście, więc mam sentyment. Jednoczesnie cieszę się, że już tam nie mieszkam :). Jest jednak stolica w tak bliskim sąsiedztwie, że bywa celem naszych spacerów. Raczej tych jesienno - zimowo - wiosennych. Latem omijamy szerokim łukiem. 

 

2018-06-21 12:39:13

Taki mało listopadowy ten listopad. Dla mnie najgorszy miesiąc w roku...ledwo wyjdę z domu a już chcę wracać:)

Edytowano: 2018-06-21 12:39:54

2018-06-21 12:05:56

Ciekawie o Warszawie :) Ja tam też widze wiele ciekawostek, w każdym razie warto samemu zobaczyć i dzieciom pokazać :)

Newsletter Wypisz się z newslettera
Portal pozytywnych podróżników
Copyright 2005-2018
Znajdziesz nas na: