Krivan

2017-07-29
2018-05-15 10:08:53

Nie zawsze mam ochotę wracać na te same szlaki. Po raz trzeci podejmuję próbę wejścia na górę Słowaków. Gdyby nie fakt, że kusi swoim pięknem i należy do Wielkiej Korony Tatr chyba bym nie podejmowała kolejnej próby. Jednak jest w niej coś co przyciąga. Ilekroć stawałam na innych szczytach Tatr On zawsze tam był. Nie mogłam sobie, więc odpuścić wejścia na niego. 



Tego dnia miałam wędrować pierwszy raz sama po tatrzańskich włościach. Mój Grzesiek wybrał się ze znajomymi na Gerlach. Pierwszy przystanek był w Vysnych Hagach, gdzie spotkaliśmy się z Edytą i Darkiem oraz naszym znajomym Krzyśkiem. Każdy na dzisiaj miał piękny plan do realizacji :) Pogoda jakoś nie była nam ku temu przychylna. O 4:30 żegnamy się i każdy rusza w swoją stronę. Ja jadę dalej kierując się do Trzech Studniczek. Stamtąd ponawiam swój atak na Krywań. 

Jadąc zaczyna kropić...ciemne chmury zasłaniają wszystko, a wiatr lekko dmucha po lasach...nie jest dobrze...Przed 5 zatrzymuję się na parkingu...miałam zamiar udać się na drzemkę do godziny 7, ale odpuściłam widząc, że ktoś rusza już na szlak. A żeby było mi raźniej ruszam i ja. Świadomość tego, że nie wędruje się samemu podnosi na duchu i dodaje odwagi :D co jak co, ale nadal boję się spotkania z niedźwiedziem sam na sam :) Uiszczam opłatę u dziadka w budce (4,90 E), zamieniam z nim kilka słów na temat pogody i zapewnia mnie, że ma być dzisiaj wyśmienicie...jak patrzę do góry to mi się jakoś nie wydaje...w myślach obawiam się, że moja trzecia próba wejścia może się nie udać. 

Ruszam szlakiem zielonym wolnym tempem. Dzisiaj przyjmuję zasadę, że nie mam po co się śpieszyć, więc spacerowym tempem przemierzam zielony szlak. Idąc nim wspominam zimowe wejście. Teraz szlak jest piękniejszy niż zimą. Oczywista oczywistość, że idzie się nim łatwiej.



Pierwszy odpoczynek robię powyżej kosówki. Stąd mam już piękne widoki na Krywań...a raczej na grubą warstwę chmur jakie go przykrywają. Wiatr wieje dosyć mocno i mam ubrane na sobie wszystko łącznie z kapturem na głowie. Przy wierzchołku widać jak mocno tam wieje. Mijam po drodze 3 turystów schodzących już ze szczytu. Dwójka, która ruszyła przede mną zwiększyła dystans. Ja zaczynam pierwsze śniadanie :D W międzyczasie dochodzi do mnie chłopak ze Słowacji i zamieniamy kilka słów. Później ja ruszam dalej, a on czeka na swoją ekipę z którą ruszył z parkingu.

Dalej ruszam do łączenia szlaków zielonego z niebieskim. I tutaj moja znajomość szlaku się kończy. Dalej nie udało nam się iść, ani przy pierwszej (graniowej) próbie, ani przy drugiej szlakowej.

Jestem szczerze podekscytowana :) I miałam ku temu powody. Jest to jeden z tych szlaków, którym wędrówkę długo się pamięta. Początek szlaku wiedzie kamiennymi schodami, by po przejściu Małego Krywania zmienić się w ściankę wspinaczkową :)

Urozmaicenie szlaku pozwala nie myśleć o zmęczeniu, a widoki jakie odsłaniają kolejne metry robią prawdziwe wrażenie.

Za Małym Krywaniem mija mnie trójka Słowaków, więc dzisiaj zdobywam szczyt jako 9 osoba :) brawo dla mnie :D Szlak urozmaica się z każdym metrem :) 

Przed szczytem rozmawiam z parą, która ruszyła przede mną. Z opowieści chłopaka dowiaduję się, że byli wczoraj na Gerlachu :) Rozmawiamy dłuższą chwilę po czym oni schodzą, a ja oczekuję na przejaśnienia.

Zmarzło mi się nico na tym szczycie. Po pół godzinnym cieszeniu się samotnością (nie licząc trójki wspomnianych Słowaków), zdobywców zaczyna przybywać. Wśród nich znajduje się nawet czworonożny zdobywca :) Zmieniam dotychczasowe miejsce na bardziej wygodne z pięknym widokiem na Tatry Wysokie.

Po 1,5 godzinnym siedzeniu na szczycie rezygnuje z dalszej kontemplacji wspaniałych Tatr z powodu zimna i wiatru-udaję się w dół. Wychodząc z mojej jamy nie sądziłam, że szczyt aż tak się zaludnił. A ciąg dalszy szlaku wygląda podobnie...pełno małych mróweczek na całej jego długości...o nie...uciekam stąd :)

Tempo znowu mam ślimacze. Postanawiam sobie urządzić drzemkę na polanie niedaleko szlaku z dala od dziesiątek turystów. Stąd mam piękny widok na Krywań, Koprową Dolinę i Tatry Zachodnie. Ruszam stąd dopiero po 2 godzinnej drzemce. W międzyczasie dzwoni do mnie Grzegorz z informacją o zdobyciu Gerlacha :) Zbieram się leniwie do dalszego zejścia. Niebo zrobiło się lazurowe, a Słońce pali nie miłosiernie...i tak do samego parkingu...mało kogo mijam już na szlaku. 

Łapię letnie promienia Słonka i już czuję, że znowu przesadziłam z tym opalaniem :) Na parkingu melduję się nieco przed 14, zbieram tyłek i ruszam na parking w Vysnych Hagach. Ruch niesamowity, parkingi pełne, multum rowerzystów :) Obraz i tak odbiega od tego po polskiej stronie, gdzie teraz musi być armagedon:)

Wyszło tak, że czekałam dobre kilka godzin na zdobywców Króla Tatr. W międzyczasie udało mi się trzy razy zdrzemnąć i spotkać ponownie Krzyśka i jego znajomych. Skończyli wcześniej przez wzgląd na różne czynniki. Przynajmniej jest do kogo zagadać :) Po pół godziny niestety znów zostaję sama...

Dochodzi godzina 19 kiedy w końcu przybywają oni :) Gratulujemy sobie nawzajem, bo jest czego i każdy rusza w swoją stronę :) Niestety nasz trip się nieco wydłużył. Mieliśmy awarię w aucie. Darek wspomógł nas jak mógł, ale i tak żółwim tempem 20 km/h musieliśmy dojechać do Białki Tatrzańskiej, gdzie na Orlenie czekaliśmy do godziny 2:30 na mechanika. Nasz trip skończył się o 5 rano...zmęczeni kładziemy się spać, a nasza Kaja nie posiada się z tęsknoty, ze w końcu wróciliśmy :)

Link do trasy:

http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=18785

Odwiedzone miejsca

sobota, 2017-07-29

Inne wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

2018-05-18 10:14:55

Roman czasem ejszcze tak...ostatnio troszkę odpuściłam, ale mam zamiar nadrobić wszystko :)

2018-05-17 13:38:03

pięknie. a po tych małych górkach jeszcze wędrujesz - Beskidy itp

2018-05-15 10:19:36

Fajna góra, widoczna z wielu miejsc w Tatrach, jeśli będzie okazja chętnie na nią jeszcze kiedyś wrócę

Newsletter Wypisz się z newslettera
Portal pozytywnych podróżników
Copyright 2005-2018
Znajdziesz nas na: