Lodowy Szczyt

2017-07-26
2018-05-15 10:01:05
Lodowy Szczyt, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi

Jak powiedziało się A to trzeba powiedzieć B...nadeszła chwila żeby wejść na Lodowy Szczyt, który jakimś trafem odwlekał się od zeszłego roku. Ku mojej uciesze oczywiście, gdyż samo przejście słynnego konia wywoływało u mnie mocny dreszczyk emocji. Po przyjeździe do Starego Smokowca jakoś nie chętnie chciało nam się wysiadać z auta, więc zarządziliśmy 1,5 godzinną drzemkę. Budzik jakoś za szybko obwieścił godzinę 4:30. Wschód wisiał już na krawędzi, więc wolnym tempem zebraliśmy się do wyjścia.



Podejście pod Hrebieniok jak zawsze należy do przyjemnych i do rozgrzewki przed dalszymi podejściami w stronę Chaty Teryego. Na szlaku póki co pustki, co cieszy tym bardziej, bo po polskiej stronie będzie dzisiaj oblężenie-pogoda ma dopisać. Szlak do schroniska Zamkowskiego jak zwykle zachwyca mnie swoim pięknem. Mosteczki przecinające szlak i bryza spadająca z wodospadu Obrowskiego pobudza krążenie w ten już i tak chłodny poranek. Mijamy pierwsze schronisko i udajemy się dalej zielonym szlakowskazem do Chaty Teryego. Ostatni raz byłam tu zimą, więc widok jaki przedstawia się moim oczom po wyjściu z lasu powala swoim majestatem.

Wtedy zimna i niedostępna Dolina Małej Zimnej Wody teraz zmieniła się w zielony, kolorowy raj na ziemi. Wędruję z zachwytem. Stąd w oddali widać już Chatę. Jeszcze sporo do przejścia, a szlaki nadal puste. Letni szlak przebiega zupełnie inaczej niż ten zimowy na "opak". Mały Zimny Potok swoim szumem uspokaja myśli i wiedzie nas pod próg prowadzący do schroniska.

Tutaj już wita nas piękna Dolina Pięciu Stawów Spiskich, które w końcu widzę bez białego puchu. Ponownie jestem urzeczona widokiem. Robimy postój na śniadanie, kawę i zmianę butów. Dzisiaj testuję nowe podejściówki i już się boję co się będzie działo z moimi stopami.



Chwilkę wędrujemy szlakiem zielonym, po czym zbaczamy z niego i po kopczykach staramy się dojść pod Galerię Zwornika. Jak poprzednim razem w Dolinie Złomisk, tak i tu idzie nam to opornie. Tracimy sporo czasu odnajdując ścieżki w stercie głazów. Spoglądam na Baranie Rogi i znowu jestem zaskoczona jak pokaźnie one wyglądają latem. Lato odsłoniło kamienisty żleb, który musi być katorgą do przejścia. Gdybam o żlebie na Baranie Rogi, a przed nami to samo wyzwanie na podejściu na Zwornik...

Słońce zaczyna grzać nawet ciut za mocno, a z Dolin idą już na nas chmury...nie podoba mi się to. Pogoda się kiepści. Zbliża się godzina 10 kiedy wchodzimy w Galerię. Drobne kamyki na szlaku utrudniają nam wchodzenie. Początek jest paskudny. Później zaczyna być lepiej z każdym metrem. Wspinaczka trwa długo. Przed 11 stajemy na Zworniku i w końcu widzę grań Lodowego.

Chwila odpoczynku. Zarzucamy na siebie co trzeba, zostawiamy jeden plecak i idziemy w chmury. Grzegorz uspakaja mnie i chyba miał rację, że nie ma co panikować. Idzie się dobrze. Grań jest dość szeroka z lewej strony, więc nie czuć powietrza pod nogami. O prawej tego nie można powiedzieć ;) chociaż i tak myślałam,że będzie gorzej. W końcu doszliśmy do konika...no tak...wygląda to całkiem nieźle. Cieszę się, że są chmurki nie muszę widzieć tego co w dole :)

Wcześniej obejrzane filmy nieco wyolbrzymiają ten fragment-wcale nie jest tak tragicznie. Przechodzę go jednak w bardzo wolnym tempie. Na szczęście oprócz nas nie ma tu nikogo, więc mam czas na spokojne jego przejście i pewność, że nie zablokuje przejścia nikomu. A za konikiem już tylko prosta droga na szczyt. O 11:30 meldujemy się na Lodowym Szczycie-szczęście ogarnia mnie z każdej możliwej strony, że się udało.

Kolejny szczyt do Wielkiej Korony Tatr zdobyty-wszystko dzięki Grześkowi :) Chmury niestety zasłoniły nam wszystko. Troszkę żal, bo na pewno widoki stąd powalają. Kilka zdjęć, wpis do zeszytu i odpoczynek. Żal schodzić, ale pogoda nie pozwala na dłuższe posiedzenie.

Wracamy do konika na którym znowu mam problemy i mija trochę czasu zanim go przechodzę. Jedyny plus jest taki, że pozbyłam się lęku wysokości. Jednak trochę czasu minęło zanim to się stało-trening czyni mistrzem :)

Później jest już z górki. Ze Zwornika zejście się nam dłuży przez ruchomy grunt pod nogami. Buty sprawdzają się doskonale pomimo, że mam je pierwszy raz na nogach i idzie mi się w nich nieco dziwnie. Z liny rozwiązujemy się dopiero pod podstawą wejścia.

Oddycham z ulgą, że cali i zdrowi jesteśmy już na dole. Chmury nie ustępują-wręcz zwiększają swoją aktywność. Od dłuższego czasu pierwszy raz widzę koziczkę o świstaku nie wspominając :) Robimy po drodze jeszcze jeden krótki postój i ruszamy w doliny mijając tłumy turystów i nosiczy. Kończymy o 17 naszą wyprawę na Lodowy. Co następne...ciężko powiedzieć...chciało by się więcej :) I na następny raz napewno nie będziemy robić drzemek-bo to 1,5 h zaważyło na widokach ze szczytu :)

Ważne informacje:

Na Lodowy Szczyt nie prowadzi żaden znakowany szlak turystyczny. Szczyt ten zdobywamy z przewodnikami górskimi.

Zdjęcia: Grzegorz Cieślik

Link do trasy:

http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=18875

Odwiedzone miejsca

środa, 2017-07-26

Inne wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

2018-05-15 10:24:28

Jak mi starczy życia (bo ostatnio w góry już jeżdżę raz do roku), to jeszcze na Lodowy się wybiorę.

Wysoka, Lodowy i Łomnicki, chodzą mi wciąż po głowie. WKT to chyba zostawię już Córce ;-)

NewsletterWypisz się z newslettera
Portal pozytywnych podróżników
Copyright 2005-2018
Znajdziesz nas na: