Baranie Rogi

2017-03-25
2018-05-14 10:21:24
Baranie Rogi, DoRi
Wlot do Doliny Małej Zimnej Wody, DoRi
Pośrednia Grań, DoRi
Pośrednia Grań w tle wierzchołek Lodowego, DoRi
Poranek w Dolinie, DoRi
Pierwsze podejście do schroniska, DoRi
Dolina Małej Zimnej Wody, DoRi
Żółta Ściana, DoRi
Chata Teryho, Lodowy Szczyt, Baranie Rogi, DoRi
Pierwsze podejście na Baranie za nami, DoRi
Widok w stronę szczytu z Baraniej Przełęczy, DoRi
Zimowa Grań Baranich Rogów, DoRi
Ostatnie podejście na szczyt , DoRi
Pośrednia Grań, Lodowy Szczyt, DoRi
Kieżmarskie Szczyty i Durny Szczyt, DoRi
Zejście, DoRi
Masyw Łomnicy, DoRi
Masyw Łomnicy, DoRi
Schronisko Zamkowskiego, DoRi
Przy szlaku, DoRi
Łomnica ze szlaku ze Smokowca, DoRi
Sławkowski Szczyt, DoRi

Troszkę spóźnione świętowanie pierwszego dnia wiosny postanowiliśmy uczcić wejściem na jeden z czternastu szczytów Wielkiej Korony Tatr. Jako, że za cel postanowiłam sobie zdobyć ją w tym roku (w miarę możliwości) to trzeba w końcu się zmobilizować i zacząć realizować ten plan o ile warunki w górach na to pozwalają. Wyjechaliśmy kilka minut po północy nie kładąc się spać, bo jak wiadomo trzeba dojechać do sąsiadów, a i trasa do krótkich nie należała. Unikając jakichkolwiek utrudnień na drodze w późnych godzinach nocnych czy też jak kto woli-wczesno porannych stawiamy się w Starym Smokowcu przed 3. Przenikliwy chłód znowu zniechęca mnie do wyjścia z nagrzanego auta. Całą drogę towarzyszyło nam niebo pełne gwiazd-to będzie dobry dzień :)



Ubrałam prawie wszystko co było możliwe, a i tak chłód przeszywał mnie na wskroś. Szlakiem zielonym rozpoczynamy ten poranek, tak jak to było ostatnim razem. Trasa do Hrebienioka-przeze mnie pieszczotliwie nazwana od pierwszego przybycia tam-Chrobokiem-mija nam szybko i tym razem od razu idziemy w stronę Przełęczy nad Reinerową Chatą, by wskoczyć na szlak czerwony. Mosteczkiem przechodzimy nad Staroleśnym Potokiem i rozpoczynamy wędrówkę w stronę Chaty Teryho. Dla mnie to dziewiczy teren, bo jestem tu pierwszy raz temu też im wyżej tym bardziej chłonę widoki jakie mamy ze szlaku. Za nami majaczy ogrom Sławkowskiego Szczytu. Wygląda arcypięknie o poranku. Szlak przecina jeszcze kilka mostków, a na jednym z nich przycupnęliśmy na dłużej podziwiając Wodospad Olbrzymi (słow.Obravsky vodospad) z wielkim głazem na dnie koryta. Chwilę później szlak znowu zakręca i dochodzimy do schroniska Zamkowskiego (słow.Zamkovskeho Chata) później opuszczamy już tą gęstwinę i wychodzimy na otwartą przestrzeń Doliny Małej Zimnej Wody.

Rozległe wejście otoczone z lewej Pośrednią Granią, a z prawej masywem Łomnicy robi nie małe wrażenie. Przed nami ostatnia prosta do schroniska i to dosłownie. W międzyczasie pierwsze promienie Słonka łapią uśpione wierzchołki szczytów jakie mijamy.

I na tym euforia się kończy :) Przed nami ostatnie metry do Chaty Teryho...tylko jakie podejście...W głowie widnieje jedno pytanie: "Kas taka grapa?" :D Zimowy Chodnik z łagodnego zmienia się w nie mały pion o nachyleniu 45 stopni...



Wolnym tempem zaczynamy podchodzić trasą wyznaczoną tyczkami. Co jakiś czas zatrzymujemy się i przyglądamy Łomnicy. Taras widokowy na niej jest taki malutki, a zachodnia (najwyższa w Tatrach) ściana przyprawia mnie o dreszcze-ale tylko mnie ;) A co na temat wspinania się na Łomnicę sądzi mój Grzesiu- sami poczytajcie tu: http://www.goryonline.com/relacje,9848,i.html w takich momentach zastanawiam się...co ja tam wiem o wspinaniu i górach. 

Anyway ... około 300 m śnieżnego potwora wysysa ze mnie siódme poty. Jestem przekonana o spaleniu nawet dwukrotnym dwóch pączków, które zjadłam w drodze do Smokowca-więc nie mam wyrzutów sumienia :D Schronisko już jest na wyciągnięcie ręki-tak myślałam :) Dochodzimy do Żółtej Ściany i co widzę...kolejne metry przewyższenia...no spooooko pomyślałam-na śniadanko to ja muszę jeszcze poczekać. Dochodząc do Chaty widzimy pierwszych krzątających się ludzi z kubkiem kawy w ręce...naszła mnie nie odparta chęć spania w tym schronisku bo widoki z niego są przecudowne...Stąd widać nasz cel...nie wygląda zbyt groźnie...jak zawsze pozory mylą :)

W schronisku oczywiście sami skiturowcy, więc nie tylko Świstowy Szczyt jest dla nich rajem zimą. Konsumujemy śniadanko, a w międzyczasie ludzi zaczyna przybywać. Parę minut po 8 postanawiamy ruszyć tyłki póki na dobre sen nas nie zmoży. Przed schroniskiem ubieramy uprzęże i raki żeby później nie męczyć się z tym na podejściu. Początkowo szlak jest prosty i biegnie obok Wielkiego Spiskiego Stawu (aktualnie idziemy po nim), by za kilkadziesiąt metrów zmienić się w ścianę płaczu-przynajmniej dla mnie. Ze wstępnych oględzin jak dla mnie szlak będzie identyczny jak na Świstowy Szczyt...tylko nieco bardziej w pionie...zaczynam sobie znowu przybierać do głowy.

Jakoś zimowe wędrówki wywołują u mnie lekką grozę- jeszcze w takim terenie...mam uraz do tego typu szlaków, z którym walczę na tyle ile mogę. Zastanawiam się w którym miejscu, aż tak się zraziłam-czy na wejściu na Krywań przy pierwszej próbie czy na Starorobociańskim... Dla niektórych ten szlak to pewnie pikuś-ja prowadziłam ze sobą wewnętrzną wojnę od wejścia w żleb. Chcę na linę i tak też robimy. Czuję się bezpieczniej, co jednak nie zwalnia mnie z czujności jaką zawsze zachowuję w górach. W końcu po mozolnym gramoleniu się w górę dochodzimy do Baraniej Przełęczy. Oddycham z ulgą, że najgorsze mam za sobą, chociaż widok w stronę Zielonego Plesa lekko mnie zniechęca :) Po odsapnięciu i wyrównaniu oddechu zaczynam się rozglądać tu i tam i patrzeć ile tam jeszcze do szczytu zostało...a zostało jeszcze sporo. 

Wspólną decyzję postanawiamy podejść dalej i wtedy ocenię czy dam radę czy nie. Dlatego tak bardzo od pierwszego razu polubiłam chodzenie z G. po górach-nie ma presji na atak-decyzja należy do mnie. Nie poddaję się-jak się teraz wycofam to o zimowych wyjściach w Tatry w trudniejsze rejony mogę zapomnieć. Zaczyna być gorąco, bo teraz idziemy po nasłonecznionym polu, co wyciska z nas kolejne kalorie. Za skałkami...no cóż...mały trawers. Waham się, ale przecież muszę w końcu opanować mój lęk. Nie było jednak tak źle, ale i tak cieszę się, że mam go już za sobą. Teraz do szczytu jest już łatwo i w mig się na nim znajdujemy. 

Pogoda nam dopisała...widoki są cudowne...jestem mega szczęśliwa, że jednak nie zrezygnowałam z wejścia na szczyt.

Z uporem zastanawiam się, gdzie jest skrzyneczka z nazwą szczytu, ale raczej się do niej nie dokopiemy :) Szkoda, bo nie mam z nią zdjęcia, ale przez lato zamierzam raz jeszcze się zmierzyć z tym kolosem. Na szczycie spędzamy około 30 minut. Zejście będzie o wiele dłuższe niż wejście-niestety tak to u mnie w praktyce bywa, więc nie ma co przedłużać.

Przy zejściu kolejny raz zwracam uwagę na to jak wielka cierpliwość jest w mojej drugiej połówce. Gdybym szła z kimś innym na pewno włosy z głowy by rwał patrząc na moją zabawę w zdobywaniu szczytów. Zejście było ciężkie i zatrzymywałam się co jakiś czas, to na przepuszczenie skiturowców, to na odpoczynek dla kolan, i tak na zmianę. Chociaż zejście tyłem było ulgą dla kolan to i tak trwało wieki. Odczuwać dotkliwie zaczynam pierwszą słoneczną opaleniznę, ogólnie czuję się jakby mnie ktoś zjadł i wypluł. Zmęczenie potęguje się z każdym krokiem w dół. Po zejściu ze żlebu pewność siebie mi już wróciła i teraz ze spokojem mogłam raz jeszcze spojrzeć na przebytą drogą. Dla mnie nie była ona łatwa jednym słowem. I jeśli tak wygląda najłatwiejszy szczyt do WKT to nie chcę myśleć co jest na innych i czy dam radę. Ale złożyć broni nie zamierzam ;) Przy Stawie ściągamy to co zbędne i ponownie udajemy się do Chaty odpocząć przed zejściem w doliny. Przed nami ostatnie starcie z ostrym zejściem. Niepotrzebnie zdjęliśmy raki, bo i tu już zmrożony śnieg zmienił się w firn i zejście było masakrycznie ciężkie, dostało się za to moim kolanom boleśnie. Ostatnie spojrzenia na Łomnicę na tym szlaku...cudowna jest.

Problem z zejściem nie miałam tylko ja :D wszyscy równo się wywracali tworząc przeróżne kombinacje. Zjazd na tyłku, na butach, bokiem etc. Niezły filmik można byłoby z tego nakręcić. Totalnie wyciorani tym zejściem i nieprzespaną nocą, z nogi na nogę szliśmy w stronę auta. Od schr. Zamkowskiego w której już gwarno zdążyło się zrobić zrobiliśmy mały skrót i wnet znaleźliśmy się przy mostku z wodospadem :)

Patrząc w kierunku Hrebienioka w korycie potoku zauważamy kijosek trekkingowy...podśmiewamy się, że pewno jakiś zmarzlak tam leży bo utknął między kamieniami- oczywiście tak tylko w żartach, bo jeśli taka sytuacja miałaby miejsce to byłaby to przykra sprawa. Obraz lasu jaki prezentuje się z tej perspektywy jest nad wyraz smutny. Pozostałości po tragicznym halnym z 2004 roku zmieniły ten krajobraz na długi czas.

Dla odmiany postanawiamy iść w stronę Chroboka szlakiem niebieskim i nie pożałowaliśmy tej decyzji. Ciągnący się szlak wzdłuż Zimnego Potoku dostarcza nam piękne widoki na wodospady. Latem wędrowanie nim i przycupnięcie nad brzegiem musi być ukojeniem po trudzie wędrowania. 

W Hrebienioku niemalże pustki-ostatni skiturowcy i turyści wracają ze szlaków. Teraz już włócząc nogami przemierzamy ostatnie metry drogi do auta. Na koniec żegna nas raz jeszcze Łomnica i ostatnie podrygi wiosennego Słonka...

...że nie wspomnę o Sławku...

Na parkingu lekkie zdziwienie, bo nie mamy karteczki z płatnością parkingu :) no cóż dzisiaj mamy chyba farta. Na koniec postanawiamy szybko wjechać na Czarną Górę żeby uchwycić zachód Słońca...nie pożałowaliśmy tej decyzji...zachód był obłędny...polecam pełny ekran :) Szaleńczy dzień zakończył się dla nas o 21...a gdzie za tydzień się wybierzemy...kto wie... :)

Link do trasy: 

http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=17107

Ważne informacje:

Na Baranie Rogi nie prowadzi żaden znakowany szlak turystyczny. Szlaki na Słowacji powyżej schronisk w okresie od 1 listopad do 15 czerwca są zamykane. Idziemy na własną odpowiedzialność licząc się z mandatem w razie złapania przez filanca. Obowiązkowo trzeba mieć ubezpieczenie. Odsyłam do lektury Tatromaniaka na ten temat:

http://tatromaniak.pl/aktualnosci/c/tatry-slowackie-szlaki-zamykane-na-zime

Odwiedzone miejsca

sobota, 2017-03-25

Inne wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

2018-05-15 08:23:06

Ale jeszcze pełno śniegu było :) Fajnie Dori, że nam znów pokazujesz swe odkrycia i wspaniałe zdobycze :)

NewsletterWypisz się z newslettera
Portal pozytywnych podróżników
Copyright 2005-2018
Znajdziesz nas na: