V PRAWDZIWA ZIMOWA WYRYPA BESKIDZKA

2017-02-18
2018-05-13 21:53:05
V PRAWDZIWA ZIMOWA WYRYPA BESKIDZKA, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi
, DoRi

Jak co roku o tej porze spotykamy się znowu w gronie znajomych na starcie V Prawdziwej Zimowej Wyrypy Beskidzkiej. Tegoroczna wiedzie nas po Pieninach i Beskidzie Sądeckim-ponownie :) To już wpisuje się powoli w tradycję, że co roku przewyższenia są porównywalne do tych sprzed roku. W tym roku do pokonania mieliśmy 2919 m przewyższenia, 2635 m schodzenia, a całość trasy mierzyła niecałe 51 km. Poniżej wrzucam przebieg trasy Wyrypy wg. mapy turystycznej.



https://mapa-turystyczna.pl/route/rlol

Z Żywca wyjeżdżamy kilka minut po godzinie trzeciej z Piotrkiem, Pawłem i Grześkiem. Pogoda u nas nie zachęca do spacerów i w głębi duszy liczymy na to, że pogoda będzie dla nas na miejscu bardziej łaskawa niż tu na Żywiecczyźnie. Droga do Szczawnicy mija nam w zmiennych warunkach od deszczu po śnieg. Coraz bardziej odczuwam niechęć do jakiejkolwiek wędrówki, a w samej Szczawnicy wychylenie czubka nosa z auta przeszywa mnie zimnym dreszczem. Po zaparkowaniu i skomunikowaniu się z resztą wyrypowej ekipy ubieram na siebie chyba wszystko co mam. Zwarci i gotowi w wyśmienitych humorach ruszamy na start Wyrypy. Tutaj jest już kilka osób. Większość z nich rozpoznaję już z poprzednich długodystansowych marszów. Witamy się, przedstawiamy chociaż za chwilę i tak pozapominam imiona tych, z którymi witam się pierwszy raz-stąd pomysł, żeby na przyszłą Wyrypę do gwiazdek dołączyć swoje imiona :) Czekamy na resztę znajomych i już mamy opóźnienie jak to przy startach tego typu bywa. W końcu po dotarciu całości-czas ruszać...no to zaczęło się :)W składzie Maciek, Jacek, Sebastian, Paweł, Grzesiek, Piotrek, Bożena ruszamy na szlak- jest godz. 6:40.

Szczawnica-Szafranówka-odległość 1,8 km (łącznie 1,8 km)



Z przystanku przy ulicy Głównej żółty szlak wiedzie nas pod kolejkę na Palenicę. Serio? Myślę sobie patrząc na oddaloną w górze stację kolejki. Pierwsze podejście na dzień dobry wlewa we mnie odrobinę niechęci, bo chyba nie ma nic gorszego jak solidne podejście na początek 50 km spaceru. Wchodząc na szlak napotykamy pierwsze przeszkody-pierwsze i jedyne, które towarzyszyć nam będą do końca trasy...lód. Raki owszem były w plecaku, ale póki co odpuściłam ich zakładanie myśląc, że jeszcze nie jest tak źle. Dzięki Bogu kije okazały się niezawodne i ratowały nam tyłki. Z dość dużej grupy na pierwszym podejściu szybko zaczynaliśmy się rozciągać w czasie i przestrzeni. Podejście dość solidnie rozgrzało nasze mięśnie i wylało pierwsze poty na nasze plecy i czoła...a to dopiero przecież początek. Docierając do głównej stacji kolejki robimy chwilkę przerwy na zdjęcia i podziwianie zamglonych gór. Maciek robi wycof z Wyrypy i udaje się do schroniska na matę. W oddali pod Szafranówką widzimy małe punkciki tych z nieco lepszą kondycją :) Wolnym tempem i my zmierzamy w tym kierunku, a ja w myślach żałuję, że nie zabrałam z auta "jabłuszka". Na Szafranówce robimy 15 minutową przerwę na uzupełnienie płynów i integrację :)

Szafranówka-Przełęcz pod Tokarnią- odległość 6,6 km (łącznie 8,4 km)

Teraz mamy nieco z górki niebieskim szlakiem. W myślach wspominam naszą wędrówkę tymi ścieżynami, kiedy to wraz z Pawłem i Michałem wędrowaliśmy na Durbaszkę. Świeży śnieg sprawił, że szlak wygląda bajkowo i napędza do działania. Humory nam dopisują i to jest chyba najważniejsze. W okolicach Huściawy robimy postój na śniadanie. Jest nas tu spora gromadka, co odzwierciedla się w uśmiechach każdego z nas-postoje są budujące :) Idąc dalej kilka stromych zejść daje nam nieźle po tyłkach, a i niektórzy z nas zaliczają pierwsze wywrotki. Paweł i Sebastian nas odstawiają i wędrujemy już w 5 osobowym gronie. Towarzyszy nam padający delikatnie śnieg, co umila nam wędrowanie włościami Pienin. Niestety razem z tym opadem przychodzi mgła, która zasłania tak dobrze znane mi widoki. Mijają nas kolejni wyrypowicze, a ja mając jeszcze w zapasie kilka banerków z gwiazdką od Mirka dzielę je między spotkane osoby. Miło mi słyszeć, że trasą Wyrypy ruszył również Czarek z którym nie widziałam się od 4 lat. Coś czuję, że na mecie będzie o czym opowiadać :)

Przełęcz pod Tokarnią- Schronisko PTTK Trzy Korony-odległość 9,4 km (łącznie 17,8 km)

Po zejściu z żółtego słowackiego szlaku i przeprawie przez okoliczne pola wchodzimy na szlak czerwony prowadzący nas do Czerwonego Klasztoru i Sromowcy Niżnych. Pod Tokarnią robimy odpoczynek. Tu ku mojej uciesze dochodzi Waldek ze swoją ekipą z Sosnowca, których poznałam właśnie na Wyrypie-tyle, że drugiej :) Szczerze liczyłam na większe wooow jakie wywarłby na mnie ów klasztor, ale tak nie było :) Poszukaliśmy Pawła, który zrobił sobie przerwę na piwko i...co za miła niespodzianka :) Na szlaku czekali na nas Ela, Stasiu i Grześ-z Grzesiem witałam się rano, z pozostałą dwójką nie miałam okazji. Radość przeogromna z tego, że dołączają do naszej wesołej gromadki. W takim składzie udajemy się do schroniska na dłuższą 40 minutową przerwę. Szlakiem niebieskim przeprawiamy się przez most na Dunajcu, by znaleźć się ponownie na szlaku żółtym. Znajdując się coraz bliżej schroniska naszym oczom ukazują się Trzy Korony. We mgle górują nad Sromowcami. Nie było dane mi tędy wędrować, więc wychwytuję każdy element tego pięknego zjawiska. Na szczycie widzimy kilka osób...za jakiś czas i my tam będziemy :) W schronisku gwarnie-tu spotykamy się ponownie z kilkoma osobami mijanymi na szlaku. Dochodzą także Gosia z Jarkiem :) Czas mija leniwie i padają propozycje skrótu szlakiem żółtym do Krościenka z pominięciem wejścia na szczyt. Część przytakuje, część się waha...decyzję zostawiamy na później.

Schronisko PTTK Trzy Korony- Trzy Korony- odległość 2,9 km (łącznie 20,7 km)

Najedzeni, a może nawet przejedzeni, napici, a może nawet upici ruszamy na rozstaj szlaku żółtego i zielonego. I miało być tak pięknie i tak prosto...pierwsza na szlak zielony skręciła Bożenka z Piotrkiem...no to decyzja się podjęła sama :) Dalej ruszamy zgodnie z trasą wyrypy. Szlak zielony od początku znowu oblodzony. Do samej przełęczy na Kosarzyskach idzie się bardzo źle. Nogi nie chcą się trzymać podłoża i każdy krok zależy od tego jak mocno wesprzesz się na kijach. Przed nami do szczytu 542 m przewyższenia. Po długim, wypaśnym postoju nasze tempo znowu spadło. Paweł znowu nam gdzieś znika z Sebastianem. Na Kosarzyskach mijamy się z innymi uczestnikami zamieniając znowu kilka słów. Tutaj ponownie można skrócić szlak idąc już bezpośrednio żółtym do Krościenka. My uderzamy na szczyt-mamy do niego 3o minut. Na szczycie wieje i jest zimno. Nie widzę też naszych chłopaków, więc zapewne ruszyli już dalej. Tutaj robimy krótki postój na sesje na szczycie i odpoczynek. Zakładam również raki-w końcu. Pada też decyzja, że dalej szlakiem trasy idę ja z Piotrkiem. Reszta żółtym schodzi bezpośrednio do Krościenka a stamtąd na busa do Szczawnicy. Duch wyrypy nam przygasał...

Trzy Korony-Krościenko nad Dunajcem-odległość 7,1 km (łącznie 27,8 km)

Teraz razem wędrujemy do Bańków Gronik. Trasa bez zmian-lodowisko...raki mi się wypinają dwa razy i wkurzona postanawiam się ich pozbyć. Żegnamy się z ekipą na rozstaju i ruszamy dalej z Piotrem. Jest 16-pozostało nam jeszcze trochę do totalnych ciemności toteż nieco przyspieszamy na ile pozwala nam trasa. Zejścia z Czartezika i Czarteżu są ciężkie. Tutaj określam trasę jako najbardziej trudną pod względem warunków dotychczas panujących na trasie. Mijamy się z Markiem i jego drużyną. Zamieniamy kilka słów i się rozstajemy...czas nagli. Odbijając na zielony załączamy już czołówki. Tutaj mamy już istną taflę lodu na szlaku. Pomocne stają się barierki na szlaku, które ułatwiają nam nieco zejście. Po morderczym wysiłku zejścia w końcu znajdujemy się na drodze do centrum Krościenka. Otwieramy po piwku i wędrujemy spacerowym tempem. Rozważamy co dalej. Siły w nogach mamy, ale czas dojścia na metę nas zniechęca. Przed nami 25 km...prawie 9 h drogi...odpuszczamy. Chcemy nacieszyć się towarzystwem w schronisku-w końcu w dużej mierze po to tu jesteśmy :) Trasa nie zając nie ucieknie :)

Wsiadamy do busa w Szczawnicy i udajemy się do naszych znajomych. Ze Szczawnicy po konsumpcji i pożegnaniu z pozostałymi dalej ruszamy w czwórkę. Piotr, Jacek, ja i Grześ. Żółty szlak wiedzie nas po uroczym zakątku Szczawnicy i pnie się w górę mijając stacje Drogi Krzyżowej. Nie idzie się źle. Teraz mamy spacerowe tempo-już nas nic nie goni, a na pewno nie czas. Wychodzi nam naprzeciwko Maciek i dzielnie bierze mój plecak :P Przy schronisku ogienek się tli...siadamy z Grześkiem i Piotrkiem na "jednego" i tak nam schodzi 30 min. Miała być przy nim biesiada, ale widocznie nikt nie miał ochoty na siedzenie przy ogniu-a szkoda...Okopceni samotnie w dymie ruszamy do schroniska się zameldować i iść na pokój. Ścisk okropny, a to jeszcze wczesna pora. Znajdujemy znajomych...dociera również Czarek i inni z którymi nie widziałam się dosyć długo. Jest i Gosia i Rafał...a na koniec ze Szczawnicy docierają Staszek, Ela i Grześ. Paweł z Sebą docierają przed północą. Jest nas komplet :) Rozmowy trwają do rana. A Ci bardziej zmożeni snem zasypiają o 1 nad ranem. Dużo czasu mija zanim schronisko pogrąża się w totalnej ciszy...

19.02.2017

O 8 schronisko jest już prawie puste...V PZWB przeszła znowu do historii. Przed południem uciekamy w Doliny żegnając się z tymi których może znowu zobaczy się za kilka miesięcy dopiero, a może za rok na kolejnej...Podsumowując tegoroczną Wyrypę muszę stwierdzić, że warunki miały tutaj decydujące słowo. Już nawet nie same przewyższenia, bo trasa była całkiem przyjemna, ale ogólnie panujący lód na szlaku pokonał wielu przez co czasy przejść wydłużały się okropnie. Mój rekord nie został pobity, a i całości nie przeszłam. Teraz trochę żałuję, bo można byłoby spróbować chociaż...jednak czas w jakim doszłabym na miejsce mnie totalnie zniechęcił. Pomimo tego Wyrypa należy do jak najbardziej udanych i miło ją będę wspominać. A w przyszłym roku bardziej trzeba będzie się postarać i spiąć do kupy, by całą załoić w czasie 16 h :)

Małe spostrzeżenia...

Trasa miała sporo skrótów z których większość uczestników korzystała. Przejściem całości uważa się przejście trasy zgodnie z założoną trasą-od początku do końca. Przechodzimy trasę tylko dla siebie-nic nam nie da nasze 5 minut mówiąc, że zaliczyliśmy całość jeśli jest to niezgodne z prawdą-pamiętajcie o tym pokonując kolejne kilometry Wyryp i każdego szlaku z jakim przyjdzie się Wam zmierzyć :) Bo 5 minut minie, a nie smak pozostanie na długo.

Gratuluję wszystkim którzy przeszli całość zgodnie z planem trasy Wyrypy :)

https://web.facebook.com/Prawdziwa-Zimowa-Wyrypa-Beskidzka-829825913765395/

Nasz kilometraż wyszedł różnie-co GPS to inne dane-28 km, 34 km, 32 km w Krościenku. Do tego doszło podejście do schroniska. Całość trasy jaką przeszliśmy po wyliczeniu to 37 km w 12 h 30 min. Brawo MY :D

Z górskim pozdrowieniem :)

Link do trasy:

http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=16704

Foto: DoRi, Ela, Bożena, Paweł, Piotr

Odwiedzone miejsca

sobota, 2017-02-18

Inne wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

2018-05-15 08:32:25

Super, fajnie że dałaś radę i możesz być z siebie dumna, czas nie jest najważniejszy :) Na zimowe zmagania to juz bym się na pewno nie zdecydowała, nie lubię na tyle zimna :)

2018-05-14 08:09:37

Fajna imreza, towarzystwo to podstawa :-)

NewsletterWypisz się z newslettera
Portal pozytywnych podróżników
Copyright 2005-2018
Znajdziesz nas na: