Korona Beskidu Niskiego - Kamień, Polańska - oraz Rymanów-Zdrój

Na wtorek 3.10 zaplanowałem wejście na dwa ostatnie, brakujące mi do kolekcji Korony Beskidu Niskiego, szczyty: Kamień (nad Lipowcem) i Polańską (nad Polanami Surowicznymi).
Zacznę od Kamienia - podejmuję bolesną dla auta (a może bardziej dla mnie) decyzję, że dojadę drogą koszmarnej jakości z Jaślisk (czyli Żłobisk z "Wina truskawkowego") do Lipowca. Pozwoli to zaoszczędzić dużo czasu, choć "podróż" (w obie strony co najmniej 8 km) trwała ok. 35'... Lipowiec to jeden z wielu w tych stronach "końców świata" - ciekaw jestem, czy gospodarze informują przybyłych, że droga z Jaślisk jest w dramatycznie złym stanie... A może tylko ja widzę problem - może 
nowoczesne, wypasione auta są na wszelkie warunki. W każdym razie - nigdy więcej taką drogą, mam nadzieję, nie pojadę.
Na mapach B.N. widzę, że żaden szlak nie prowadzi na szczyt Kamienia, ale podobno jest oznakowane dojście z niebieskiego szlaku granicznego. Jednak, gdy ruszam w Lipowcu, widzę żółty szlak (rowerowy), wyznaczony przez U.G. Dukla - z informacją, że droga na szczyt potrwa 105'. Długo... Po chwili refleksja - ale przecież chodzi o rower? To ile to zajmie pieszemu? A może rowerzysta przy wielu podejściach ma trudniej i jest wolniejszy? Rowerzysta górski czy amator? Dowiem się na szczycie. Po 
krótkim podejściu łąką wchodzę w las - nie jest przyjemnie, droga mniej lub bardziej stroma, błotnista, chodzą tędy (lub jeżdżą) chyba tylko maniacy tych gór, wzmaga się wiatr, spada temperatura. Na szczęście - oznakowanie jest bardzo dobre. Idę szybko, bez przerw, w końcu widzę tabliczkę. To jednak nie szczyt, lecz informacja, że na Kamień należy pójść w lewo. Po chwili widzę stos z kamieniami, ale nie ma tabliczki. Teren jest prawie płaski - idę dalej i w końcu widzę spory kamienny stos i 
napis. Jestem na szczycie po 73" - o co chodziło z tymi 105'? Szczyt jest, rzecz jasna, zalesiony, ale widzę tu duży potencjał dla ewentualnej wieży widokowej, jest dość duża przepaść w kierunku wschodnim, więc widok byłby piękny. Nie chcę wracać tą samą drogą, chcę wyjść jak najszybciej z lasu - na szczęście, bardzo dobrze jest oznaczona droga do szlaku niebieskiego i czerwonego (na granicy) - aż się dziwię, że tak szybko pojawiam się na granicy. Pierwotny plan pójścia czerwonym do drogi 
Certizne - Jaśliska modyfikuję, bo zaczyna padać i skręcam niebieskim - po dłuższej chwili wyłania się bardzo porządna, leśna droga, o jakości bijącej na głowę drogę, którą jechałem. Oto polska logika... Ale tu nie wolno jeździć (i dobrze) zwykłym zjadaczom - między Lipowcem a Czeremchą jest zakaz przejazdu przez strumyk. Wychodzę w końcu na drogę z Certiznego - jest tu kilka ciekawych informacji (na zdjęciach), a po chwili - po prawej stronie widzę były PGR. Przerwa na posiłek i herbatę w 
aucie, dojazd do Jaślisk i decyzja - w deszczu nie idę na Polańską. Jadę do Rymanowa-Zdroju. Mam do  tej miejscowości sentyment - lubię uzdrowiska spokojne, kameralne, wolne od tłumów. Nie dla mnie Krynica... W taką pogodę Park Zdrojowy we władanie wzięły kaczki - jest ich pewnie 10 razy więcej niż ludzi. Na trzy rzeczy w parku zwracam uwagę - domek na wodzie, tężnię solankową (pierwszy raz mam szansę na tego typu inhalację - jak miło, że akurat tu!) i ostrzeżenie przed niedźwiedziami!
Trzy dni później wróciłem do R.-Z. i wybrałem się do nieistniejącej wsi Wołtuszowa - duże wrażenie robi nie tylko ta okolica, ale i dbałość o to miejsce.
Na Polańską wybieram się zatem we środę 4.10 - rano przejaśnia się, wychodzi słońce - odbieram to jako znak: teraz! Jadę na upatrzony wcześniej parking między Moszczańcem a Wolą Niżną. Jak zawsze, jest tu kilka aut - potem przekonam się, że to grzybiarze, idący do lasu z wiadrami!
Szacuję, że do szczytu mam 5-5,5 km. Ta góra, w odróżnieniu od dojść na 17 poprzednich szczytów Korony B.N., cechuje się tym, że nie prowadzi na nią szlak turystyczny. Przez szczyt prowadzi jednak szlak kurierski "Jaga-Kora".
Pierwsze 2,5-3 km nie sprawiają problemu - asfaltowa, szeroka droga leśna, mijam zaparkowane samochody (zapewne pracowników leśnych). Strome zejście, strumyk i znak do Chatki w Polanach Surowicznych. Mam tu poważny problem, którędy iść. Pierwsza łąka w stronę szczytu (czyli na północ) nie jest oznakowana, następna (nieco na wschód) zaczyna się wprawdzie dwoma znakami na drzewach, ale potem, przez kilkaset metrów, nie ma żadnych znaków. Wiem, że nie wejdę  do lasu, by przebijać się na oślep 
przez chaszcze, ale chcę pójść łąką jak najwyżej - widoki są wspaniałe. Po drodze widzę, że jest dość okazji, by znaki były! A tu nic. W końcu, na samej górze łąki, dostrzegam tabliczkę - o, jak miło - z ostrzeżeniem przed wilkami, misiami i, jakby tego było mało, buhajami! Ale jest symbol "Jaga-Kora"! Wchodzę stromą, wąską, podmokłą ścieżką w las. I tu miałyby być buhaje? Wolne żarty! Ostrzeżenie powinno być przy drodze. I bez tej tabliczki wydaje mi się, że to najdziksze miejsce, w którym 
byłem. "Hałasuję", by nie zaskoczyć zwierząt, idę jak najszybciej bez przerw dość stromym podejściem. Jak dobrze, że sił wystarcza. Okulary zaparowują. Zdejmuję. Widzę tabliczkę... To nie szczyt? Tylko bezsensowna strzałka... W końcu jest! Zamiast cieszyć się, że zdobyłem KBN, jestem zły! Robię zdjęcie i czym prędzej wracam. Wiem, że zejść po śliskiej nawierzchni będzie trudniej niż wejść. I tak się dzieje - muszę bardzo uważać - i z wielką ulgą dochodzę do łąki. Idę jej środkiem - nie 
zaskoczy mnie tu żadne zwierzę, jestem daleko od drzew. Udało się. 
To ostatnia góra, nie wiem, co by było, gdybym od niej zaczynał. Ale już planuję wrócić w te strony.



Zaznacz dom w profilu by obliczyć odległość

Odwiedzone miejsca

wtorek, 2017-10-03

Ostatnie wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

2017-10-22 19:53:00

Ładnie powędrowałeś.Widoki w barwach początkującej jesieni są śliczne.