2017-09-09
2017-09-12 13:04:49
Krywań, EmiZtg
Trzy Studniczki, czyli źródełka, EmiZtg
na grani szczytowej, EmiZtg
na grani szczytowej, EmiZtg
na grani szczytowej, EmiZtg
na grani szczytowej, EmiZtg
na grani szczytowej, EmiZtg
na grani szczytowej, EmiZtg
na grani szczytowej, EmiZtg
na Krywaniu, EmiZtg
na Krywaniu, EmiZtg
zejście szlakiem niebieskim, EmiZtg
zejście Pawłowym Grzbietem, EmiZtg
zejście Pawłowym Grzbietem, EmiZtg
zejście Pawłowym Grzbietem, EmiZtg
rozstaje przy Jamskim Plesie, EmiZtg
widok z Pawłowej Polany w stronę Tatr Zachodnich, EmiZtg

Narodowa góra Słowaków wreszcie znalazła się pod moimi stopami :). Chciałam na nią wejść już od dawna, ale zawsze było jakoś nie po drodze. Piękne widoki bardzo kusiły, tak samo jak relacja kolegi, który zdobył tę górę zimą. 



Zapowiadał się piękny, jesienny słoneczny weekend w Tatrach. Jeden z ostatnich takich zanim spadnie śnieg. Wykorzystaliśmy więc okazję, zabukowaliśmy nocleg w Jurgowie i ruszyliśmy w nieznane, bowiem żadne z nas jeszcze na Krywaniu nie było. 

Na parking w Trzech Studniczkach przyjechaliśmy ok. godz. 10. Zaraz ruszyliśmy na szlak, który od początku był dość stromy i prowadził zakosami najpierw przez las, a potem przez kosówki. Mniej więcej w połowie kosówek zrobiliśmy przerwę na drugie śniadanie. Widać już było stamtąd rozstaj szlaków pod Krywaniem i - niestety - całą partię szczytową we mgle. Kiedy wyszliśmy z kosówki na otwarty teren uderzył w nas porywisty wiatr. Ubraliśmy wszystko, co mieliśmy, ja nawet puchówkę i rękawiczki. Sprawdziliśmy też temperaturę (nosimy kompas z termometrem) - było 5 stopni, ale czuliśmy, jakby było mniej. Po dojściu do rozejścia się szlaków musieliśmy czekać - w tym miejscu ścieżka robi się skalista, co niektórym osobom sprawia problemy i tworzą się korki. Nie chcąc czekać weszliśmy na grań i nieco trudniejszym terenem poszliśmy dalej. Za Małym Krywaniem zaczynają się płyty i małe żlebiki, które dla części turystów były trudne do przejścia, więc znów trzeba było czekać. Trochę się zdziwiłam, jak zobaczyłam w jaki dziwny sposób ludzie przechodzą trudniejsze miejsca. Do góry na czworakach, na dół tyłem do skały. Powoli i mniej bezpiecznie. 

W pewnym momencie, kiedy znów zeszłam ze szlaku bliżej grani zobaczyłam, że idzie za mną trzech młodych Słowaków. Powiedziałam im, że cesta (droga) jest obok, ale już nie bardzo mieli jak przetrawersować na szlak i musieli iść za mną. Mieli śmierć w oczach, było mi ich żal... no ale jakoś dali radę, na szczyt weszli chwilę po nas.



Na Krywaniu widoczność sięgała może 5 metrów. Było bardzo wietrznie i zimno. Czekaliśmy dość długo, aż się przejaśni, ale nic z tego. Chmury nie chciały się rozwiać, a my coraz bardziej kostnieliśmy z zimna. Zaczęliśmy schodzić. Podczas zejścia kilka razy byliśmy świadkami napadów paniki u dzieci i młodych ludzi. Nie bardzo rozumiem, skąd w Słowakach przymus zaliczenia tego szczytu w takich warunkach - mam na myśli osoby nieprzygotowane kondycyjnie, psychicznie i sprzętowo. Bluza z dresu, butelka wody w ręce i tenisówki to nie jest najlepszy zestaw na takie warunki. Mgła robiła się coraz gęstsza, mój M. zniknął mi z oczu, nie bardzo chciałam schodzić ze szlaku, ale ci wszyscy ludzie tam odstraszali. W końcu znów weszłam w żleb i schodziłam nim aż do Małego Krywania. Żlebik miał trudność I w skali wspinaczkowej i schodziło się nim bardzo przyjemnie, był mocno uklamiony, były duże stopnie i nie było tak ślisko, jak na szlaku (co nie znaczy, że zachęcam do wchodzenia tamtędy).

Dość szybko doszliśmy do rozstaju i tam zdecydowaliśmy, że robimy pętlę i schodzimy szlakiem niebieskim do Jamskiego Plesa, a następnie Magistralą Tatrzańską do Trzech Studniczek. Teraz droga wiodła przez szerokie siodło, z którego byłyby fajne widoki, no ale nie tym razem. Zejście było łagodne, więc nie narzekałam na kolana. Zatrzymywaliśmy się co chwilę na robienie zdjęć. Potem już w lesie przyspieszyliśmy, by w dość dobrym czasie dojść do rozstaju szlaków. Tam ucięliśmy sobie miłą pogawędkę z dwoma Czechami, którzy chcieli nocować pod Krywaniem, ale odstraszyła ich pogoda i zdecydowali się szukać miejsca na biwak w okolicy Smokovca. 

A później już spokojnie warcaliśmy na parking widokowym, prostym szlakiem czerwonym, robiąc fotki, jedząc pyszne malinki i żałując, że nie było z Krywania widoków.

Odwiedzone miejsca

sobota, 2017-09-09

Inne wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

2017-09-14 12:07:33

[cytuj autor='marian']Gratulacje! Podziwiam Twoje wędrówki.[/cytuj]

Dziękuję :).

2017-09-13 17:34:32

Też nie miałem szczęścia na Krywaniu i liczę na kolejną szansę. Swoją drogą fajna góra, widoczna z wielu miejsc w Tatrach, przyciągająca wzrok

2017-09-13 12:07:19

Gratulacje! Podziwiam Twoje wędrówki.

2017-09-13 10:51:29

[cytuj autor='allie']O kurczę, prawdziwy z Ciebie wyczynowiec! A widoki (tam gdzie nie było mgły) - świetne.[/cytuj]

Ojjj, wyczynowiec !!! Zdecydowanie :) Zazdraszczam kondycji.

 

2017-09-13 10:49:45

[cytuj autor='allie']O kurczę, prawdziwy z Ciebie wyczynowiec! A widoki (tam gdzie nie było mgły) - świetne.[/cytuj]

Żaden wyczynowiec :).

Właśnie nawet nie potrafiłam ich docenić, bo tak bardzo liczyłam, że na górze się odsłoni. Trzeba będzie tam wyleźć jeszcze raz :).

 

2017-09-13 10:36:06

Ale fajnie, super, że weszłaś tam. Mi się Krywań z nazwą zespołu kojarzy, bardzo lubiłam go słuchać w przeszłości :)

2017-09-12 20:35:47

O kurczę, prawdziwy z Ciebie wyczynowiec! A widoki (tam gdzie nie było mgły) - świetne.

Newsletter
Portal pozytywnych podróżników
Copyright 2005-2017
Znajdziesz nas na: