Luboń Wielki, Szczebel

2017-07-02
2017-07-11 16:03:12
Luboń Wielki, Szczebel, EmiZtg
Gołoborze pod szczytem Lubonia, EmiZtg
Kominek na Perci Bronikowskiego widziany z dołu, EmiZtg
Luboń z Glisnego, EmiZtg
Szczyt Szczebla, EmiZtg
, EmiZtg
Mała Góra i za nią niewidoczny Szczebel, EmiZtg

W Beskid Wyspowy zamierzałam pojechać już od jakiegoś czasu. W planach miałam trzy wycieczki, na Luboń, na Mogielicę i dużą pętlę z wejściem na Śnieżnicę, Ćwilin i Lubogoszcz. W niedzielę wybrałam jednak Luboń, ze względu na to, że leży najbliżej Bielska. Poza tym chciałam zobaczyć, czy nazwa "Wyspowy" rzeczywiście bardzo oddaje rzeczywistość. No i przekonałam się, że owszem :).



Na parkingu w Rabce Zarytem byliśmy ok. godz. 9. Cała trasa moim tempem miała zająć ok. 4.30 h, ale ten plan akurat nie wypalił i z czasu szlakowego udało się urwać jedynie niecałą godzinę. Wyszliśmy szlakiem żółtym wiodącym przez Perć Bronikowskiego. Zaciekawiła mnie owa "perć". Wiedziałam, że żadnych łańcuchów tam nie będzie, ale bardzo lubię poruszać się w skałach, więc chciałam zobaczyć, co to jest i czy jest łatwe, trudne itp. Pierwsza część szlaku to były głównie łąki, potem lasek, troszkę momentami stromawo, dość jednostajnie. Skały znajdują się bardzo blisko szczytu i jest to odcinek gołoborza, z luźnymi kamieniami, na których trzeba troszkę uważać. To nie jest taka ścieżka jak w Tatrach, że kamienie są jakby na stałe przytwierdzone do podłoża i się nie ruszają. Tu są one raczej luźne i łatwo stracić równowagę. Gołoborze ma może jakieś 50 lub 100 metrów długości. Potem skręcamy w lewo ostro do góry po kamieniach i na końcu przechodzimy w dół małym kominkiem bez zabezpieczeń. Dość mocno padało, więc kamienie były śliskie i przejście kominkiem nie należało do przyjemnych. Później jeszcze kawałk w dół i znów w górę mijając skałki. Jeszcze kawałek laskiem i dochodzimy do schroniska, które jest małą wieżyczką podobną do domku Baby Jagi, takiego na kurzej stopce :). W środku też jest niewielkie, raptem dwie ławy i mały bufecik. Nie ma jakiegoś super klimatu, więc po skonsumowaniu kanapek i napiciu się herbatki szybko stamtąd uciekamy. Teraz czeka nas zejście z Lubonia do przysiółka Glisne. Zejście odbywa się szlakiem czerwonym i prawdę mówiąc nie mam zamiaru nigdy więcj postawić na nim swojej stopy :D. Szlak jest koszmarnie stromy jak na beskidzkie standardy. Do tego deszcz, żwirek, osypujące się kamienie i gliniaste błoto dają nam się we znaki. Nie lubię powoli chodzić, a tu musiałam zwolnić, żeby nie zaliczyć gleby.

Prawie na samym dole spotykamy grupę młodych ludzi z dziećmi, którzy wybrali się na niedzielną wycieczkę i ubrali się jak na zwykły spacer po deptaku. Ogólnie staram się nie oceniać i uważam, że każdy jest odpowiedzialny za siebie w górach, ma prawo ubierać się jak chce i chodzić gdzie chce, nie lubię zakazów, sztywnych norm i głupich zasad, także w górach. Więc absolutnie nie pokazuję, że ten typ ubioru to coś złego, ale oni byli z dziećmi, które ślizgały się po błocie w balerinkach i tenisówkach, takich zwykłych szmacianych. Kiepski pomysł zważywszy na paskudną pogodę i warunki na szlaku. Wejść to jedno, jakoś wciągną tam te dzieci, ale zejść... gleby i dupozjazdy murowane... Lepiej zabrać dzieciaki na fajną wycieczkę w super pogodę, ale nie na takie ostre podejście, deszcz i błoto.

W Glisnem w sumie nie było nic ciekawego, ot jeden z wielu beskidzkich przysiółków. Zaczęliśmy podchodzić na Szczebel. Podobno czarny szlak, którym nie szliśmy, jest hiper ostry, a my wybraliśmy łagodniejsze wejście. Myślę, że po tym zejściu z Lubonia to nic już nie będzie stromsze :). Nasza ścieżka podobnie jak żółty szlak na Luboń pięła się w górę bez zakosów. Momentami stromiej, za chwilę łatwiej, ale i tak bez atrakcji, poza coraz bardziej siąpiącym deszczem i podszczytową mgłą. Na Szczeblu spotkaliśmy inne osoby, których tak jak nas pogoda nie odstraszyła. Zjedliśmy ciasto, napiliśmy się kawki, trochę pogadaliśmy z miłą panią i jej dziećmi o naszych ślicznych Beskidach, gdzie kto był, gdzie kto nie był itp. itd. :). A potem zebraliśmy się do zejścia. Liczyłam troszkę na widoczki, ale się przeliczyłam. Mgła była zbyt gęsta.



Miałam spory niedosyt wędrowania. W ostatnich latach ze względu na problemy z kolanem wybierałam raczej krótkie trasy, to była pierwsza tak długa od dawna. Kiedyś preferowałam dłuższe dystanse, a teraz znów zatęskniłam za wyrypami. Gdyby nie czas, który naglił, to pewnie poszłabym jeszcze i na Mały Szczebel chociaż. Ale musieliśmy schodzić. Zejście do Glisnego było szybkie, ale w sumie najgorszy kawałek, najbardziej dobijający to szlak zielony trawersujący zbocze Lubonia, prowadzący z Glisnego do Rabki Zaryte. Na podejściu przestało padać, mgły się podniosły i zaczęło być cokolwiek widać. Minęliśmy pastwiska z krówkami i weszliśmy na leśne łąki. Zrobiło się fajnie, ciepło, powietrze lekko wilgotne, ziemia parująca, naprawdę było miło. Przez chwilę. A potem weszliśmy w las i olbrzymie koleiny po ciężkim sprzęcie. Błoto i kałuże po kostki bez możliwości zejścia ze szlaku i ominięcia. Całe szczęście, że w drodze wyjątku miałam na sobie wysokie treki z membraną, bo w tych niskich butach terenowo-biegowych, w których chodzę zazwyczaj byłby dramat. Szlak miał mieć jakąś godzinę, my szliśmy o 15 minut dłużej, co mi się nie zdarzyło od lat. Nie był stromy, nie było ani w dół, ani do góry, po prostu tak leźliśmy jednostajnie i ciapali w tym błocie. Później wyszliśmy na pola, już bez błota, ale wtedy naprawdę miałam dość. A przed nami jeszcze ze 3 km asfaltu do parkingu. Spodnie miałam ubłocone do kolan, na butach skorupa, ciepło w nich jak nie wiem, membrana jest niestety latem jak worek foliowy. I tak przemęczyłam się do auta. Dobrze, że nie ja prowadziłam i mogłam się chwilę zdrzemnąć w aucie, nogi wyprostować lekko i odpocząć. 

No i tak, Beskid Wyspowy ma tę nazwę nie bez powodu. Następną wycieczkę będę planować pod pogodę - musi być żyleta. Chcę zobaczyć widoki na Tatry i wyspy pływające na morzu mgieł :). Mam nadzieję, że mi się uda jeszcze tego lata :).

Odwiedzone miejsca

niedziela, 2017-07-02

Inne wycieczki użytkownika

Pokaż więcej

Komentarze

2017-07-29 13:36:42

[cytuj autor='Marcin M']W 2007r. na Luboń Wielki wchodziłem właśnie czerwonym szlakiem od strony Przeł. Glisne. Oj ciężko było... krótki ale stromy szlak. Podobnie krótkie i strome jest wejście na Ćwilin od strony Przeł. Gruszowiec. Lecz chyba najbardziej strome w Beskidach jest wejście na Lackową w Beskidzie Niskim od strony Krynicy. Pozdrawiam[/cytuj]

Wszystkie wymienione przez ciebie szlaki chciałabym wkrótce przejść, zwłaszcza tę pętlę z Ćwilinem. Oglądałam też niedawno filmik o jeździe na rowerze na Ćwilin, jednym słowem masakra jaki podjazd, chyba bym tam zeszła i to bynajmniej nie tylko z roweru ;).

 

2017-07-17 11:29:21

W 2007r. na Luboń Wielki wchodziłem właśnie czerwonym szlakiem od strony Przeł. Glisne. Oj ciężko było... krótki ale stromy szlak. Podobnie krótkie i strome jest wejście na Ćwilin od strony Przeł. Gruszowiec. Lecz chyba najbardziej strome w Beskidach jest wejście na Lackową w Beskidzie Niskim od strony Krynicy. Pozdrawiam

Newsletter
Portal pozytywnych podróżników
Copyright 2005-2017
Znajdziesz nas na: