, toja1358

Top of Europe

2012-09-11
2012-12-06 23:36:50
Avatar użytkownika
toja1358 10687 kilometrów

Niesamowita podróż pociągiem Jungfraubahn na najwyżej położoną stację kolejową w Europie (3454m). Stacja znajduje się w Alpach Berneńskich w Szwajcarii, na przełęczy Jungfraujoch. Ośnieżone szczyty Alp, najdłuższy lodowiec w Europie, pałac lodowy… po prostu niezapomniane przeżycia

Miejsca odwiedzone podczas wycieczki
Wengen > Kleine Scheidegg > Jungfraujoch

Jeden z punktów urlopu, który koniecznie chcieliśmy zrealizować to podróż na Jungfraujoch. Nie odstraszyła nas cena -wyszło nam po  170 CHF od osoby czyli prawie sześć stów  na głowę. Ale warto było!



Już sama podróż pociągiem jest niesamowita. Na stacji Lauterbrunnen wsiedliśmy w stylowy, zielony pociąg, który zaczął się wspinać na zbocze wąwozu. Wkrótce ujrzeliśmy nasze miasteczko z góry, piękny widok.



W malutkim, pozbawionym ruchu samochodowego Kleine Scheidegg,  położonym na wysokości  2061 m n.p.m. przesiadka. Na podróż  najwyżej położoną w Europie linią kolejową ruszają czerwone wagony obchodzącej w tym roku swoje stulecie Kolei Jungfrau.  Wszystkie miejsca siedzące zajęte, ogromną większość stanowią  Japończycy.

Widoki niesamowite - ośnieżone szczyty   Eiger, Mönch  i Jungfrau wznoszą się majestatycznie nad rudozielonymi łąkami. Wkrótce lato i zieleń zostają  za nami, wjeżdżamy  w skalny tunel, którego nie opuścimy  już do samego końca podróży. Na odcinku liczącym 7 km są dwie stacje panoramiczne, gdzie  pociąg zatrzymuje się  na kilkuminutowe przerwy. Wykute w litej skale sale z ogromnymi oknami pozwalają poczuć przedsmak lodowcowej przygody.

Po ponad półgodzinnej wspinaczce wewnątrz skalnego masywu Jungfrau, wysiadamy  z lekkim zawrotem głowy. Powietrze na tej wysokości jest rozrzedzone, na mnie to nie działa najlepiej, mąż nie ma żadnych problemów.



Na przełęczy znajduje się ośrodek turystyczny z hotelem, kilka restauracji, sklepy. Nas  jednak najbardziej interesują widoki.

Już pierwsze spojrzenie   przez szybę na długi jęzor lodowca Aletsch (najdłuższy w europie, prawie 24km) sprawia niesamowite wrażenie. Wjeżdżamy windą jeszcze wyżej – do obserwatorium astronomicznego  Sphinx. Tutaj z tarasów widokowych umieszczonych wokół obserwatorium  podziwiamy  skąpane w słońcu alpejskie szczyty.  Poruszamy się wolno, szybsze  i gwałtowne ruchy powodują u mnie zawroty głowy. Młoda dziewczyna porusza się jak „przyklejona” do ściany  - zamieniam z nią kilka słów. Ma lęk wysokości, ale nie może sobie odmówić niesamowitych widoków , przełamuje więc  strach i okrąża obserwatorium po wąskim tarasiku. Nikt się nie  naśmiewa, ludzie patrzą z sympatią i dodają jej otuchy uśmiechem. Pięknie!

Zjeżdżamy z powrotem na poziom stacji kolejowej. Tutaj są wytyczone szlaki do poruszania się w skalnych tunelach. Wyruszamy na zwiedzanie. Przechodzimy  przez salę z projekcją ruchomych obrazów na ścianach  wokół - tak mi się kręci w głowie, że zamykam oczy i mąż przeprowadza mnie za rękę dalej. Wchodzimy w baśniowy świat, ogromna szklana kula, na ścianach lampy o kształcie szarotek, zmieniające się co chwilę kolorowe oświetlenie. Drewniane rzeźby, atrakcja nie tylko dla dzieci, bo prawie wszyscy dorośli robią sobie z nimi fotki.

Dalej ruchome chodniki, a na ścianach obrazy  przedstawiające historię powstania kolei Jungfrau, tuneli kutych w skale, tabliczki z nazwiskami tych, którzy zginęli przy tej niesamowicie ciężkiej i niebezpiecznej pracy.

Potem zwiedzanie pałacu lodowego, bez dodatkowych opłat, bo atrakcje na Jungfraujoch są wliczone w cenę biletu kolejowego.

Znowu wjeżdżamy windą nieco wyżej i wychodzimy wreszcie na zewnątrz, na prawdziwy śnieg i olśniewające slońce odbijające od śnieżnej bieli. Tuż przy wyjściu mdleje młoda kobieta z kilkumiesięcznym dzieckiem na ręku.  Już po kilku minutach na tle słonecznego nieba ukazuje się  zmierzający w naszą stronę śmigłowiec. Służby ratownicze robią miejsce na lądowanie, odsuwając nas na bezpieczną odległość. Jednak przy lądowaniu podmuch od śmigieł jest tak duży, że dosłownie rzuca nas na ziemię (a raczej na śnieg). Mężowi zwiało czapkę, ale nie przestał filmować, ja pstrykałam fotki. Trochę głupio, bo tu nieszczęście, a tu atrakcja…

Wysokość i związane z nią nie najlepsze samopoczucie  sprawiło, że poprzestaliśmy na podziwianiu górskich widoków, zimowych pomimo początku września.  Można było jeszcze pojechać psim zaprzęgiem, sankami lub skorzystać z innych atrakcji. Można było powędrować szlakiem po lodowcu. Jednak gdy schyliłam się - zbyt gwałtownie - aby pstryknąć fotkę przepięknym psom leżącym na śniegu, zrobiło mi się ciemno przed oczami, poczułam, że zaraz ”odpłynę” i na tym się nasze atrakcje skończyły.

Spędziliśmy na Jungfraujoch kilka godzin, niezapomnianych i wspaniałych pomimo niewielkich problemów  z samopoczuciem.

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na dłużej w Kleine Scheidegg. Zjedliśmy po ciastku, wypiliśmy po kawusi i wyruszyliśmy na spacer do zauważonego  z pociągu jeziorka. To niewielki zbiornik wodny, ładnie położony u podnóża Eigeru, z wodą o szmaragdowej barwie. Już gdy wysiadaliśmy z pociągu, pogoda się zaczęła psuć. Gdy dochodziliśmy do stawu, zaczęło kropić, a jak już wracaliśmy na stację to deszcz był całkiem spory. Na stacji zjedliśmy resztę kanapek, potem w pociąg i … to by było na tyle.

Avatar użytkownika
toja1358 10687 kilometrów

Komentarze

Nie znalazłem żadnych postów w tym temacie. Kliknij tutaj by dodać pierwszy