Mała Paklenica

2012-01-20 - 2012-01-21
2012-01-20 17:25:37

Mała Paklenica - szlak dla odwaznych turystów ciekawych prawdziwego oblicza gór chorwackich, prowadzi przez dzikie tereny Paklenickiego Parku Narodowego, gdzie nie można się wspinać, oraz brak źródełek wody pitnej - zupełna odwrotność Wielkiej Paklenicy.

Mała Paklenica

Mała Paklenica – mniejszy wąwóz – bardziej dziki, powiedziałbym że bardziej dla turystów łaknących spokoju, ciszy, bliskości natury. Tego wszystkiego nie spotkamy w wąwozie Velika Paklenica, gdzie turyści mogą chodzić w japonkach po ścieżkach równych jak w centrum miasta.



Z naszego miejsca pobytu udajemy się samochodem przez wieś Seline do bramy Paklenickiego Parku Narodowego, odległość to tylko 4 km, które mamy zaoszczędzone w nogach J. Jest wcześnie rano, samochód z kierowcą odjechał do naszego miejsca zakwaterowania, zostajemy tu we dwoje i czekamy na obsługę – pracowników parku. W tym czasie oglądamy na wystawionych tablicach informacyjnych wiadomości na temat Paklenickiego Parku, a przede wszystkim o Małej Paklenicy i tutejszej florze i faunie. Za chwilkę podjeżdża jeep i wysiada osoba, na którą czekamy. Po załatwieniu formalności polegających na podbiciu karnetu ruszamy dalej już na nasz szlak.

Początkowo nasza ścieżka prowadzi dnem wyschniętego koryta strumienia i pomału zagłębiamy się w głąb wąwozu. Koryto jest poprzedzielane murowanymi groblami, których zadaniem jest tamowanie przepływu wody. Ściany stają się coraz bardziej strome. Ścieżka naprawdę dzika, prowadząca nas co róż to jednym lub drugim zboczem wąwozu. Musimy uważać na wielkie głazy, niejednokrotnie większe od nas. Ponieważ mamy lekkie buty musimy uważać, aby nie ulec kontuzji w czasie pokonywania tej trudnej drogi.

Kanion staje się coraz bardziej stromy, idziemy coraz dalej starając się robić małe przerwy tylko na zrobienie zdjęć, czy nagraniu kliku kadr kamerą – chcemy jak najwięcej przejść szlaku w cieniu, ponieważ bezwietrzna pogoda nie sprzyja do chodzenia po dnie wąwozu. Gdy jest gorąco, to w wąwozie jest duszno i naprawdę nie ma czym oddychać. Najważniejsze aby oszczędzać wodę, której nie ma na trasie w żadnym z mijanych źródeł Małej Paklenicy.



Trasa pomału robi się coraz trudniejsza – musimy schować kijki trekingowe i teraz wspinając się przy pomocy lin zamontowanych do ścian wąwozu – w Polsce łańcuchy – omijamy głazy leżące na dnie, a są one szerokości całego prześwitu kanionu i wielkością dorównują domkowi jednorodzinnemu. Wąskie dno kanionu sprawia niesamowite wrażenie, a odgłosy dzikich zwierząt potęgują wyobraźnię.

W połowie szlaku napotykamy na naszej drodze jaskinię, nie jest ona aż tak duża jak jaskinia Manita Peć – raczej mała, ze ścian kapie trochę wody i daje to namiastkę chłodu w tym miejscu. Po krótkim odpoczynku ruszamy dalej. Szlak staje się jeszcze bardziej niebezpieczny, kamienie są śliskie i dość duże odległości między nimi oraz znaczna głębokość kanionu, więc trzeba uważać aby nie ześliznąć się w szczelinę między nimi. Jesteśmy na takiej wysokości że czasami widać dach wsi Seline oraz wody zatoki Storogrodzkiej – wspaniałe widoki.

Po przejściu przez gołoborze, na jednym ze stoków kanionu wchodzimy z powrotem na dno wąwozu, po drodze mija nas dwójka młodych turystów z Anglii. My idziemy swoim tempem a oni swoim, jak to na szlaku. Wreszcie szlak staje się bardziej spokojny, to jest dla nas znak, że pomału będzie się kanion kończy. Idąc teraz malowniczym wąwozem, spokojnie już równą drogą, możemy sobie wyobrazić jak wygląda ten szlak kiedy jest pokryty wodą – widać resztki mostu linowego z jednej strony skałek na drugą – mamy szczęście że nie jest aż tak źle, a wodę mamy, ale w plecakach.

Szlak prowadzi nas teraz zboczem do góry, a na drodze staje nam modliszka, która nas czaruje swoim wyglądem. Idąc coraz wyżej, otwiera nam się perspektywa na resztę wąwozu Mała Paklenica, która zupełnie inaczej wygląda niż Wielka Paklenica. Ścieżka serpentynami prowadzi nas cały czas pod górę, aż dochodzimy do skrzyżowania szlaków, gdzie w półcieniu drzew odpoczywamy i nabieramy sił do dalszej wędrówki.

Z drogowskazu na rozwidleniu szlaków dowiadujemy się o istnieniu kapliczki górskiej oddalonej od nas o 15 minut drogi. Ruszamy tam ścieżką przez skały otoczone zielenią. Na miejscu znajdujemy ruiny kapliczki – zawalony dach otoczony resztkami murów, a w centralnym miejscu skromny ołtarz. Z informacji dowiadujemy się że ostatnia msza była odprawiona w czasie wojny domowej.

Po powrocie na rozwidlenie szlaków ruszamy płaskowyżem, który łączy oba wąwozy Paklenickiego Parku. Szlak prowadzi nas przez zalesiony teren, gdzie w wysokich trawach możemy zaobserwować dorodne grzyby i ciekawe kwiaty. Czasami zza drzew widać ruiny domostw, niegdyś zamieszkałych przez ludzi, ruiny Grabove Doline które coraz to bardziej pochłania natura – drzewa i krzewy wracają na swoje miejsce. Gdzie niegdzie widać jakby pod turystów przygotowane ławki i stoły dla odpoczynku. Do tego wszystkiego towarzyszy nam widok gór Velebitu, widocznych cały czas podczas tej wędrówki

Po około 2 godzinnej wędrówce, wśród zieleni w pogodny i bardzo ciepły dzień dochodzimy do Wielkiej Paklenicy. Teraz idziemy ścieżką, serpentyną w dół obserwując przepiękne widoki Paklenickiego  Parku Narodowego, schodzimy do samego dołu wąwozu, ścieżki którą szliśmy do jaskini Manita Peć. Następnie idąc w stronę parkingu, a dalej w kierunku wyjścia z Parku, wracamy do naszej kwatery w Starimgradzie.

Komentarze

Nie znalazłem żadnych postów w tym temacie. Kliknij tutaj by dodać pierwszy
Newsletter
Portal pozytywnych podróżników
Copyright 2005-2017
Znajdziesz nas na: