Zabrze na weekend. Kilka miejsc wartych odwiedzenia

Zabrze na weekend. Kilka miejsc wartych odwiedzenia

Artykuły
2016-09-19
Dzień dobry wszystkim pasjonatom wycieczek po Polsce. Na tapetę, jako pierwsze chciałem wziąć woj. śląskie. Bliskie mi, bo rodzinne. To co ma się pod nosem odkrywa się najpóźniej. Też tak macie? Przez Zabrze przejeżdżałem codziennie przez okres 5 lat trwania studiów, jednak nigdy nie miałem ani czasu, ani chęci przybyć do Zabrza w celu innym niż przesiadka na dworcu autobusowym, czy spotkanie ze znajomymi. Zwiedzanie? Przecież w Zabrzu nie ma nic ciekawego do zwiedzania! – odpowiadałem sam sobie. Oj jak bardzo się myliłem… Chciałem Wam przedstawić trzy i pół miejsca, które w Zabrzu moim zdaniem są najciekawsze. Dwa oczywiste, jedno mało znane i jedno (a właściwie pół) jeszcze nieudostępnione do zwiedzania. Mianowicie - Kopalnię Guido, Stalowe domy, Szyb Maciej a także... Sztolnię Dziedziczną! Miasto, które przez wielu postrzegane jako mało ciekawy, szaro-bury, industrialny twór. Najczęściej pomijane podczas planowania weekendowych wyjazdów, albo co najwyżej oglądane zza szyby pociągu w drodze do Katowic, na Jurę Krakowsko-Częstochowską i Szlak Orlich Gniazd czy też w Beskidy. Rumun ten i inne osoby, z którymi rozmawiałem o woj. śląskim w kolejnych latach, przypomniał mi, że mamy jednak tutaj, w samym sercu aglomeracji perełki, którymi nie mogą poszczycić się żądne inne miasta w Polsce i naprawdę nieliczne w Europie. Perełki, które koniecznie trzeba choć raz w życiu zobaczyć, i które oglądać przyjeżdżają naprawdę spore ilości osób zarówno z Polski jak i całego świata. Na ten przykład industrialne atrakcje turystyczne Zabrza w lipcu odwiedziło rekordowo ponad 23 tys osób, a ciągły wzrost popularności tego typu turystyki ma zaowocować ponoć nawet 200-300 tysiącami odwiedzających Zabrze rocznie. Niby zawsze o tych miejscach wiedziałem, praktycznie od dziecka obok nich przejeżdżałem, jednak przez sporo czasu były one dla mnie czymś tak oczywistym, jak piramidy dla Egipcjan, czy Wielki Mur dla Chińczyków, przez co jakoś nie dostrzegałem ich piękna i wartości. Chyba faktycznie coś w tym jest, że najpóźniej i najtrudniej odkrywa się to co ma się najbliżej.
Avatar użytkownika
Karol Werner 6 kilometrów