Wieś tradycją stoi?

Wieś tradycją stoi?

Artykuły
2014-02-05

Mała wieś. Właściwie to wioska albo nawet wioseczka licząca zaledwie około 300 mieszkańców. Położona na samym południu Polski, kilka kilometrów od granicy ze Słowacją. „Zasiedmiogórze”, „zasiedmiolesie”, „za(siedmio)dupie”? Kiedy stary porządek świata odchodził w niebyt, Falsztyn pozostawał na uboczu, z dala od dokonujących się wówczas zmian społecznych. Świadczy o tym pewien niechlubny fakt, który wpisał miejscowość w karty historii. Otóż to właśnie tu najdłużej w Polsce utrzymywał się system pańszczyźniany. Dziś stereotyp zacofania lokalne władze próbują przełamać swoim ostatnim pomysłem, by zmodyfikować mieszkańcom dotychczasowe adresy i wreszcie formalnie wprowadzić podział na ulice. Ile da się tu jeszcze znaleźć z sielanki polskiej wsi i uroku „dziury na końcu świata”?



Powstanie miejscowości datuje się na XV w. – czasy kolonizacji na prawie niemieckim, na co miałaby wskazywać etymologia nazwy Falsztyn wywodząca się od niemieckiego słowa Falkenstein znaczącego „Sokola Skała”. W 1590 roku wieś wzmiankowana była już jako folwark założony przez Horvatów (właścicieli pobliskiego zamku w Niedzicy). Według lokalnych podań osada leżała pierwotnie na prawym brzegu tzw. Potoku Falsztyńskiego:



Nasa dziedzinka nie stoła drzewiej tu, dzie teroz, ba za potokiem, w połedniowej stronie. Stoł hań klośtor, a mnichy mieli wielgie hereśta i zamykali do nich zbójców. Jak sie hereśtańci lepij trzymali, to ich mnichy wypuścili i zwolili im przy klośtorze chałupine postawić. I tak dzisiejsi ludzie na Falśtynie pochodzą sićka od hereśtantów, od zbójników. Jak potym Tatarzy po świecie chodzili, spolili klośtor, a nasi pradziadkowie nieskorzyj wybudowali Falśtyn na tym miejscu, dzie stoi do dziśka. I dobrze se wymyślili, bo słonecko haw tak grzeje, jako na piecu…*.

W 1962 roku nad Falsztyńskim Potokiem, na obszarze zwanym Kościeliskiem, prowadzone były prace archeologiczne, które dowiodły istnienia w tym miejscu średniowiecznego klasztoru, zniszczonego prawdopodobnie w 1431 roku podczas najazdu husytów. Falsztyn przez całe stulecia należał do właścicieli Zamku Dunajec w Niedzicy. Ostatni włodarz wsi – wyjątkowo surowy, jak mówią mieszkańcy, baron Tivadar, pochodzący ze zmadziaryzowanej niemieckiej rodziny Jungenfeldów, zmuszał poddanych do pańszczyzny (tzw. żelarki) jeszcze na kilka lat przed II wojną światową. To właśnie tu system feudalny utrzymywał się najdłużej w Polsce – aż do 1931 roku. Po reformie rolnej z 1946 roku grunty rozparcelowano wśród miejscowych chłopów.

Świat jak widać długo nie zaglądał do tego górzystego zaułka. Czy dziś to nadal miejsce, gdzie diabeł mówi dobranoc? Zdaje się, że wioskę, z której jeszcze na początku XX wieku trudno się było gdziekolwiek wydostać, uratowało postanowienie władz komunistycznych z lat sześćdziesiątych o budowie zapory na rzece Dunajec. Pod wodą sztucznego zbiornika miała się znaleźć część dawnej drogi do granicy biegnącej m.in. przez Czorsztyn. Wybudowano więc nowy trakt komunikacyjny wiodący z Nowego Targu przez Dębno, Frydman, Falsztyn i Niedzicę, aż do przejścia granicznego ze Słowacją – Łysej nad Dunajcem.



Do zapomnianego wcześniej kąta świata zawitał postęp. Dziś rolnictwo pielęgnowane jest w zaledwie kilkunastu gospodarstwach i nie na taką skalę jak kiedyś. Po utworzeniu Jeziora Czorsztyńskiego atrakcyjność działek wokół wzrosła na tyle, że większość gruntów zmieniła swoich dawnych właścicieli. Odkąd wieś stała się społecznie modna, jako miejsce rekreacji w bliskości z naturą, coraz więcej bogatych a zmęczonych miastem ludzi znajdowało w Falsztynie swój azyl. Podążając w stronę tzw. Błachutów, mijamy całą ulicę letniskowych domków, wybudowanych tu przez przyjezdnych na działkach wykupionych od miejscowych.

Adorowanie urokliwych krajobrazów na pewno psuje przykra zapachowa nuta przełamująca co jakiś czas świeże górskie powietrze. We wsi niedawno podłączono instalację wodną (wcześniej korzystano głównie ze studni kopanych), nadal brakuje jednak systemu kanalizacyjnego. Nie ma też żadnego zaplecza gastronomicznego. Falsztyn jest więc dla turystów bardziej przestrzenią służącą wyciszeniu, odskocznią dla osób preferujących spokojny wypoczynek, aniżeli dobrą bazą wypadową do podróży po okolicy.

Z dala od miejskiego zgiełku, ale ostatnio także od zgiełku samej wsi, gdzie już dawno odgłosy końskich kopyt wyparł ryk silników spalinowych, odnaleźć można przejmującą ciszę, przerywaną jedynie szumem lasu w wietrzny dzień. Kolorowe pola, zielone bądź porośnięte zbożem zbocza i las czerwieniący się malinami, i pachnący grzybami… A zimą biało, śnieżnobiało! Paradoksalnie w naturze nie widać minionego czasu i chyba to jest w niej najbardziej pocieszające. Czas upływa, lecz przyroda odradza się na nowo, dając wyraz swej cykliczności. Poza porami roku i dnia właściwie niewiele zmienia się na trwałe. Jedno pole nadal jest orane, inne już dawno porosły chaszcze. A w tle stoją góry – niezmienne i wieczne.

Ile z przeszłości pozostało w samym Falsztynie? Symbolicznie wręcz potraktować można zgliszcza w miejscu siedziby dawnych właścicieli wsi. Spróchniałe belki i gruzy, okna pozabijane deskami – tak wygląda dziś Dwór, który po II wojnie światowej przez lata tętnił życiem, a w 1998 spłonął. Pod wpływem rozbudowy wioski zmienił się też pejzaż, część zieleni porosły murowane domy, niemniej wciąż są tu miejsce nietknięte i dziewicze.

Falsztyn będący częścią Polskiego Spiszu** krzewi tradycje tego historyczno-entograficznego regionu właściwie w najmniejszym stopniu spośród wszystkich 14 miejscowości. Trudno odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się stało. Odkąd najstarsze pokolenie odeszło pod czarne skrzydła Tanatosa, nikt nie dbał już o krzewienie lokalnej tożsamości tak silnie, jak ma to miejsce na przykład w Kacwinie, gdzie do dziś w szkole naucza się słowackiego, a w kościele obok nabożeństw po polsku odbywają się też msze w języku naszych południowych sąsiadów. Nie zaginęła za to dająca się słyszeć na każdym kroku gwara. Wprawdzie nie jest ona już „czysta”, wiele słów używanych przez dziadków pozostaje zupełnie nieznanych wnukom, nadal jednak stanowi ona pewien kod porozumiewania się, nie do końca zrozumiały tak dla obcych, jak dla górali podhalańskich.

I choć w stroju spiskim, nawet podczas świąt, już nikt tu nie chodzi, w niektórych domach wciąż je się słodką śliwkową zupę w Wigilię i gotuje na obiad węgierskie Hałuszki (od ok. XIII w. Spisz pod władaniem Królestwa Węgier) nazywane przez miejscowych „dziadkami”. Spośród licznych barwnych obyczajów przetrwało zaledwie kilka. Co roku w uroczystość Zesłania Ducha Św. odbywa się tu jeszcze tzw. „ogrywanie moji” (modrzewi) – z udziałem kawalerów i muzykantów, choć w znacznie skromniejszej oprawie niż kiedyś. Dziś jest to obchód wsi z jednym iglastym drzewkiem, dawniej stawiano ich w obejściu tyle, ile było panien w domu, i tańczono z każdą z nich w rytm skocznych dźwięków. Inne formy kultywowania spiskiej kultury to winszowanie (składanie specjalnych życzeń) po przyjściu w gościnę w okresie Świąt Bożego Narodzenia, ozdabianie drzwi wejściowych gałązkami jodłowymi (tzw. podłaźnickami) mającymi za zadanie odpędzać złe moce, a także palenie gromnicy w czasie burzy, by ujarzmić siły natury.

Zadziwiające jednak jak wiele uległo upływowi czasu. Poza krajobrazem – wciąż zachwycającym, a zimą budzącym grozę kierowców i pieszych (trudno wyjść z domu, kiedy otwierając drzwi, natrafiasz na wielką zaspę, przerastającą cię ogromem i ziąbem tak bardzo, że wracasz do ciepełka) wiele urokliwych wiejskich momentów to dziś już tylko wspomnienie. Zabawy w chowanego za kopkami, żniwa i dzieci wracające z pola na stogu siana, wspólne grzybobrania połączone z ogniskami i śpiewem przełamującym ciszę nocy, schadzki na skubanie pierza, deptanie kapusty, wypiekanie słodkości przed weselem w domu panny młodej – wszystko to sprzyjało budowaniu wspólnoty, rodzeniu silnych więzi i tworzeniu radosnego klimatu. Teraz żyje się łatwiej i wygodniej. Zamiast pierzyny kołdra z Ikei, zamiast wypieków – catering. Pytanie, czy faktycznie lepiej, intensywniej, prawdziwiej?

A jak to wygląda w znanych Wam wioskach? Czy nowoczesność wkroczyła i tam wielkimi krokami? Czy może jednak wciąż polska wieś tradycją stoi?

Objaśnienia:

* Opowiadanie autorstwa Jana Horniczaka, pochodzące ze zbioru legend spiskich Na Spiszu pod red. M. Balary.

** Nowy Słownik Poprawnej Polszczyzny PWN pod red. A Markowskiego podaje formę dopełniacza Spisz-u. Jeśli jednak za kryterium przyjmiemy zwyczaj językowy mieszkańców, za poprawną należałoby uznać fleksję gwarową, wedle której dopełniasz nazwy Spisz to Spisz-a.

MelanosChole Zapaleniec 854 kilometrów
Newsletter Wypisz się z newslettera
Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 15 lat przez aktywną rodzinkę złożoną z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami. Na przyjaznym Forum mamy 48 tys. postów. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy blisko 25 000 polubień, a na Instagramie ponad 2 300 Obserwujących.
Dreptamy.pl - wszystkie nasze wycieczki po Polsce
Copyright 2005-2020