Kraków wciąż magiczny?

Kraków wciąż magiczny?

Artykuły
2013-11-15

O mieście królów Polski rozpisywano się już na wszelkie sposoby. Półki krakowskich księgarń uginają się pod ciężarem folderów turystycznych, bogato ilustrowanych przewodników i książek historycznych o dawnej stolicy. Zagorzali lokalni patrioci z pozostałych części kraju mimowolnie oddają Krakowowi miano najpiękniejszego miasta w Polsce. Co roku przybywają tu też rzesze obcokrajowców spragnionych pozytywnych wrażeń za niewielkie pieniądze. Magiczny czy zatłoczony? Tradycyjny i stary, a może coraz nowocześniejszy i powoli komercjalizowany? Spójrzmy na Kraków od wewnątrz, z perspektywy częstszego niż weekendowy bywalca, który subiektywnym zielonym okiem zaobserwował to i owo.



Po trzech latach mieszkania w grodzie Kraka pewne niezauważalne dla turysty szczegóły zaczynają nieco wadzić. Cała magia znika, kiedy za sprawą tajemniczej substancji przyklejonej do chodnika, wpadasz w poślizg, by za moment czułym nosem odkryć, że omal nie wylądowałeś w pozostawionej przez krakowskiego czworonoga kupie. Charakterystyczny zapach unosi się też w podziemnym przejściu pomiędzy dworcem a Plantami. Tym razem zmysł węchu informuje nas, że to góralskie sery, sprzedawane w tunelu przechodniom, którym nie po drodze do stolicy Tatr. (Na marginesie dodam, że oscypek, zamiast przyciągać do odwiedzenia Podhala, przemierza Polskę wzdłuż i wszerz, a ostatnio przez warszawskie Złote Tarasy zawędrował nawet na stragany na Półwyspie Hel). O czwartej rano w sobotę rynek tonie w śmieciach. Fetor wódki miesza się z wonią z kebabowych budek.



Kto szuka w Krakowie okazji do wyciszenia i zadumy, ten raczej nie ma na co liczyć. W miejscach, wydawałoby się, sprzyjających kontemplacji spotkać można tłumy. Studenckie miasto równa się tłok, istny ścisk na przystankach i w podmiejskich autobusach. Przemierzając jednak stare uliczki, wśród pędzących gdzieś przed siebie albo przeciwnie – zasiadających na ławkach bądź w kawiarenkach ludzi, odnosi się nieoparte wrażenie, że Kraków to miasto, które ciągle żyje i staje się – miasto nieznające szarości. Uliczny gwar, zgrzyt kół tramwaju, świst przejeżdżających alejami samochodów – nowoczesność wdarła się bez pytania do starego grodu i stała się źródłem miejskiej energii. By uniknąć niemiłego „pociągnięcia z bara” lub wszelkich zderzeń z innymi, w tym czołowych, poleca się zachować szczególną ostrożność w wybudowanej przy Dworcu Głównym Galerii Krakowskiej, gdzie zakupowy i podróżny magiel jest tyleż niebezpieczny, co irytujący.

Na szczęście Kraków, mimo tego całego zgiełku XXI wieku, który dotarł i tu, daje możliwość zatrzymania się na moment i złapania oddechu. Można usiąść na Plantach w okolicach Collegium Novum – głównego budynku Uniwersytetu Jagiellońskiego – i łapać wiosną pierwsze promienie słońca albo dać się skusić literaturze pięknej wystawionej na pobliskim kramie. Zimową porą przyjemnie jest napić się gorącej czekolady w kawiarni Bunkier Cafe na Placu Szczepańskim i przez przezroczyste ściany patrzeć na zaśnieżone drzewa parku okalającego Stare Miasto. A potem zajrzeć do mieszczącej się tuż obok Galerii Sztuki Współczesnej na wystawę interesujących fotografii.

Dobre miejsce na odpoczynek to ciągnące się wzdłuż Wisły bulwary, gdzie latem spacerują i opalają się mieszkańcy i turyści. Uwaga na przechadzającą się w tę i we w tę straż miejską, która bacznie obserwuje młodych-gniewnych, sączących ukradkiem piwa dla ochłody, i bez skrupułów wlepia słone mandaty. Pod Wawelem od jakiegoś czasu mocno rzucają się w oczy także odpustowe stragany pełne tandetnych pamiątek i chińskich zabawek, wyglądające na tle Zamku Królewskiego dosyć kontrastowo i natrętnie przypominające, że komercja zdążyła się już wlepić w krakowski krajobraz. Bardziej ustronnym niż nadbrzeże Wisły miejscem jest oddalony pół godziny od centrum zalew Zakrzówek, powstały po napełnieniu wodą dawnego kamieniołomu. Wyjątkowo malowniczy, gdyby nie fakt, że co jakiś czas wyławiane są z niego ciała samobójców i tych, którzy wpadli w otchłań wody przypadkiem, pod wpływem alkoholowego upojenia.



Interesujące miejsce na spacer to historyczna dzielnica żydowska Kazimierz. Stare, nieco odrapane budynki, dawne warsztaty rzemieślnicze i sklepiki, wykorzystane i przerobione na restauracje o nietuzinkowych wnętrzach, oraz pozostałości minionego czasu – synagogi i cmentarze. Obowiązkowym punktem turystycznym stały się tu krakowskie zapiekanki sprzedawane w drewnianych budkach na ul. Bożego Ciała. Przyrządzane w różnych wersjach stanowią dobry pomysł na wieczorną przekąskę.

Skoro już mowa o strawie – Kraków pęka w szwach, co chodzi o możliwość posilenia się i zasmakowania kuchni nie tylko polskiej, ale i globalnej. Domowo, smacznie i tanio zjeść można w Gospodzie Koko na ul. Gołębiej bądź w pierogarni Zapiecek na ul. Sławkowskiej. W pobliskiej Fabryce Pizzy dostaniemy też przepyszne makarony. Dania mniej konwencjonalne oferuje restauracja Mexican na ul. Floriańskiej, gdzie jedną z atrakcji jest podawany przez Zorro deser. Na prawdziwe amerykańskie hamburgery warto wybrać się do Love Krove na ul. Brzozowej, ale znajdzie się też w Krakowie coś dla osób stroniących od krwistego mięsa – wegetarianie w barze sałatkowym Chimera na ul. św. Anny ugoszczą swoje podniebienie tartą ze szpinakiem i świeżo wyciskanym sokiem z warzyw. Ciekawą propozycją jest pub Wódka i Piwo, który przenosi nas w uroki PRL-u i w ramach zagryzki oferuje kultowego już śledzika.

A życie nocne pod Wawelem? Obok rozkrzyczanych Anglików, ubranych w osobliwe stroje i spędzających w Polsce swoje kawalerskie wieczory, godne uwagi są kluby znajdujące się w piwnicach krakowskich kamienic. Panująca w nich atmosfera zmienia się w zależności od miejsca, które wybierzemy na całonocny rausz. Czasem duszna i ciężka, innym razem typowo rozrywkowa, by wspomnieć kluby takie jak Gorączka, Afera czy Atmosfera, w których czas spędzają głównie studenci I roku. Bardziej wyrafinowany klimat ze ścisłą selekcją przed wejściem (nie w trampkach i od 21 lat) znajdziemy m.in. we Franticu, Divie, Coco czy Rdzy. Kto chce poczuć aurę szalonych lat 70. powinien udać się do Społem bądź Carpe Diem „Jedynki” (w „Dwójce” ostatnio da się wyłowić uchem jedynie donośne „umc-umc”). Wśród nielicznych klubów z muzyką i atmosferą bardziej alternatywną wymienić trzeba Jazz Rock Cafe, gdzie ciężkie rockowe, metalowe tony przelatają się z łagodnymi dźwiękami reggae, ale też krakowską Fabrykę – to tu starą i opuszczoną przestrzeń wypełniają elektroniczne brzmienia. Spacerując Starym Miastem, zostaniemy zresztą zasypani (dosłownie) ulotkami, propozycjami i ofertami zachęcającymi do udania się do któregoś z miejsc. Na bardziej wyciszony wieczór warto zajrzeć do Spokoju na Brackiej lub słynnej Piwnicy Pod Baranami – na grzane wino pachnące goździkiem i rozmowy o życiu i sztuce, którym sprzyja artystyczny wystrój wnętrza, a także mieszczące się w tej samej kamienicy kino studyjne, z salami będącymi nawiązaniem do Trzech Kolorów Kieślowskiego.

Koniecznie trzeba zobaczyć Zamek na Wawelu, kościół Mariacki i Sukiennice, gdzie w podziemiach od niedawna udostępnione jest nowoczesne, multimedialne Muzeum Historyczne – o tym jednak przeczytać można już multum. Zamiast standardowych opisów zabytków na koniec wspomnienie głównego placu w Krakowie.

Po trzech latach znużenia i zmęczenia najpiękniejszym w Polsce miastem postanowiłam zmienić otoczenie. Po kilkumiesięcznym pobycie za granicą wróciłam do stolicy Małopolski i, zmierzając w słoneczny letni dzień ulicą Floriańską, weszłam na największy w średniowiecznej Europie rynek. I dopiero wówczas poczułam ucisk w sercu. Jakże tęskniłam za tym widokiem! Będąc przez lata na miejscu i przebiegając tamtędy codziennie w pośpiechu, by załatwić jeszcze jedną ważną sprawę, raczej nie wpadałam z powodu rynku w głośny zachwyt. Usiadłam na ławce pod pomnikiem Mickiewicza. Była jedenasta, ludzi jeszcze stosunkowo niewiele o tej porze dnia, jakaś szkolna wycieczka integracyjna i przewodniczka objaśniająca wpierw po włosku, a potem po polsku, że za niecałą godzinę nastąpi otwarcie ołtarza Wita Stwosza i że właśnie wtedy koniecznie trzeba wejść do kościoła i zobaczyć ów szczególny moment.

Rozejrzałam się wokół: kwiaciarki już od rana stały pod parasolami wśród palety barw. Jakaś urocza staruszka we wzorzystej spódnicy, ciągnąc za sobą pomalowaną na niebiesko budkę wypełnioną obwarzankami, wjechała w brukowaną alejkę i dmuchając w gwizdek, oznajmiła wszystkim swoje przybycie. Otworzyłam książkę i zaczytałam się. Moją uwagę odwracały jedynie przylatujące co jakiś czas gołębie, które ktoś właśnie postanowił nakarmić, zwabiając je licznie kilkoma okruchami chleba. Śmiało dziobały z ręki i przysiadały na ramionach adresatów swojej wzmożonej sympatii, o ile ci nie opędzali się z obawy, że ptaki nagle napaskudzą im na głowę. Ale spokojnie, ponoć gołębie fekalia przynoszą szczęście. Po jakimś czasie postanowiłam pójść coś zjeść. Na zegarze wybiło południe. Kiedy minęłam kościół Mariacki, spojrzałam na rynek raz jeszcze. W stronę wieży zwróciły się nagle wszystkie obecne na placu głowy. Ludzie wypatrywali hejnalisty, wytężając wzrok i podnosząc się delikatnie na palcach. Za moment z trąbki popłynęła w świat melodia. Po południu obok kościoła św. Wojciecha ustawiono fortepian, z którego raz po raz dobiegały przechodniów harmonijne dźwięki. Pod kościołem pw. św. św. Piotra i Pawła na Grodzkiej grał skrzypek, któremu do muzyki przyśpiewywała operowym głosem młoda dziewczyna.

Teraz już wiem, dlaczego, będąc w tym mieście na chwilę, nie sposób zauważyć tłoku, odpustowych pamiątek i nieuprzątniętych psich odchodów. Przysłaniają je magiczne momenty, za które kocha się Kraków i wraca do niego przy każdej nadarzającej się okazji.

MelanosChole Zapaleniec 854 kilometrów
Newsletter Wypisz się z newslettera
Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 15 lat przez aktywną rodzinkę złożoną z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami. Na przyjaznym Forum mamy 48 tys. postów. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy blisko 25 000 polubień, a na Instagramie ponad 2 300 Obserwujących.
Dreptamy.pl - wszystkie nasze wycieczki po Polsce
Copyright 2005-2020