Kasprowy zimą -początki na skitourach

Kasprowy zimą -początki na skitourach

Artykuły gościnne
2011-05-18

Mimo wielu lektur ,moja wiedza na temat Tatr była dość znikoma. Kiedy nadeszła zima ubolewałam że będę musiała się ograniczać tylko do dolin które poznałam jesienią. Miałam czekać do wiosny? Kolega w pracy, pasjonat gór, ratownik opowiedział mi o dzisiejszych technikach pokonywania śniegu-. Ski-toury –bo o nich mowa. Ski-tour służy do poruszania się w górach typu alpejskiego, czyli wszędzie tam gdzie mamy do czynienia z długimi i stromymi podejściami i zjazdami. Są różne techniki poruszania się na fokach, trochę to trwa zanim człowiek opanuję poruszanie się na nartach z przyklejoną foka od spodu. Nie mniej jednak powędrowałam do wypożyczalni na rondo kuznckie i wypożyczyłam Hagany, komplet fok i kijki skitourowe. Ambitnie podeszłam do celu-Kasprowy Wierch. A może raczej naiwnie. Po 20 minutach poruszania się ruchem podobnym do niczego, opanowałam toury na tyle by poruszać się do przodu. Do Goryczkowej doszłam w dość dobrym tempie. Przede mną Wyżnia Goryczkowa Rówień, kocioł i może wejdę na tą cholerną górę..



Wchodziłam w pełnym słońcu , w powodzi promieni, Kasprowy, Goryczkowe Czuby, Suchy Wierch Kondracki ,wszystko skąpane w promieniach słońca ,spokój i cisza słodko kojąca. Przez czerwoną jasność krwi zaciśniętych powiek migotała błyszcząca powierzchnia zmrożonego śniegu. Pięłam się nartostradą w górę chłonąc okrutną jasność zimowego poranka, czułam zmęczenie dygoczących nóg. Byłam zlana potem, przestała mnie bawić ta tułaczka. Na plecach czułam oddech trójki mężczyzn na skitourach. W mgnieniu oka minęli mnie.



Nawet nie wiem kiedy foka się odkleiła, Po twardej szreni, sycząc zsuwałam się w kocioł Goryczkowej. Bolało ….łzy cisnęły się do oczu, robiłam ten odcinek godzinę a zsunęłam się w 3 minuty. Podejście to było zaiste nader ciężkie. Podeszła do mnie starsza kobieta na fokach. Ewka, przedstawiła się. Dasz radę? Jeszcze trochę przed nami…. Dopięłam natrę i ruszyłam za nią. Poruszała się tak profesjonalnie . Miała koło 50-tki ,opowiadała mi o czasach kiedy urywała się ze szkoły by wraz ze znajomymi wspiąć się na Kazalnicę. Z wiekiem człowiek nabiera więcej pokory do gór, nie ma już w sobie tyle odwagi..mówiła. Nigdy więcej jej nie spotkałam… Dotarłam na Kasprowy za Ewką. Zjadłam kanapkę i nabrałam sił.

Powinnam wracać tamtego popołudnia ale brak doświadczenia i znikoma znajomość terenu popchnęła mnie w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego. Chciałam koniecznie zobaczyć pomnik Karłowicza ,prekursora poruszania się na nartach w warunkach zimowych. I tu u stóp małego Kościelca pokonała go lawina… .musiałam zobaczyć tamto miejsce. Zsunęłam się w dół kotła Gąsienicowego ,całkiem szybko pokonałam ten odcinek. Na schłostanej wiatrem twarzy czułam dotyk miłego ciepła. Była cudowna pogoda. Ruszyłam w stronę Murowańca, czytałam że niedaleko odbija w prawo zielony szlak ( teraz już chyba czarny ) nad Czarny Staw Gąsienicowy. W głębokim śniegu posówałam się wzdłuż kosówki i rumowisk, trawersując zbocza Małego Kościelca. Panowała śmiertelna cisza, co chwila badałam pobliskie żleby …czułam ten dzień gdy lawina zabrała z tego miejsca taternika, fotografa, kompozytora, człowieka który ukochał góry jak ja..Cienie przepłynęły pod graniami i słońce zajrzało w kocioł. Spotkałam na trasie ratownika ale nie umiał dokładnie sprecyzować miejsca mogiły. Tamtego dnia nie znalazłam pomnika, był dość mocno przysypany śniegiem. Po około 30 minutach dotarłam nad staw. Pokryty był grubą warstwą lodu ,jakiś mężczyzna przemierzał go wzdłuż na nartach. Przeszły mi dreszcze ,chyba bym się nie odważyła wejść na lód. Zniknął gdzieś za kosówką. Czarny Staw jest największym jeziorem Doliny Gąsienicowej i jednym z dwóch położonych w części wschodniej, nazywanej czasem Czarną Doliną Gąsienicową (drugie z nich to Zmarzły Staw Gąsienicowy) Nad jego zachodnim brzegiem wznoszą się ściany Kościelca. Ale o tej wycieczce opowiem innym razem..Zostałam całkiem sama. Góry zamarły. Najlżejszy podmuch nie przelatywał nad kotłem..Byłam wyczerpana. Wbiłam narty głęboko w śnieg. W plecaku jajko ugotowane na twardo, serek wiejski i jabłko. Zjadłam wszystko. Patrzyłam na otaczające mnie góry. Kozi, Zamarła, Granaty były takie majestatyczne, wyniosłe dumne …wręcz przerażające. Zasnęłam z wyczerpania. Nie wiem ile spałam . Góry wyglądały jak posypane białym lukrem oblane morelową polewą ,słońce zachodziło. Nie miałam siły by wrócić. Zrozumiałam że popełniłam błąd. Wyczerpałam zapas energii na dotarcie nad staw i nie miałam siły by wrócić na przełęcz. Płakałam, dzwoniłam do domu i nie wiedziałam jak mam zebrać w sobie siły by wrócić. Poczułam straszną pustkę, długotrwałą samotność wśród otaczających mnie gór które wysubtelniły moje zmysły..kolejna walka z żywiołem..spędziłam tam parę godzin. Powoli sunęłam przed siebie. Dotarłam do wyciągu na hali Gąsienicowej, dzięki Bogu że mogłam wjechać na górę, nie dałabym rady podchodzić znowu na nartach. Goryczkową zjechałam do Kuźnic. Kolejna szkoła życia, kolejne doświadczenie towarzyszące mi przy kolejnych wyprawach. Równoważ swoje siły, dozuj je stopniowo bo nigdy nie wiesz ile ich będziesz potrzebował w górach. Tydzień później schylałam się nad mapą, opracowując nowy plan wycieczki.. .



Avatar użytkownika
Anna Jankiewicz Zapaleniec 311 kilometrów
Newsletter Wypisz się z newslettera
Znajdziesz nas na:
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje - popularny portal turystyczny tworzony od 15 lat przez aktywną rodzinkę złożoną z mamy, taty i trzech córek. Sercem Polskich Szlaków jest blog z ciekawymi wpisami i fotorelacjami z wypraw oraz opisy atrakcji turystycznych w Polsce z pięknymi zdjęciami. Na przyjaznym Forum mamy 48 tys. postów. W sezonie notujemy 50 tys. Użytkowników na dzień, poza sezonem około 10 tys. Na profilu facebookowym mamy blisko 25 000 polubień, a na Instagramie ponad 2 300 Obserwujących.
Dreptamy.pl - wszystkie nasze wycieczki po Polsce
Copyright 2005-2020