Po drugiej stronie kranu, po drugiej stronie płotu - tajemnicze sąsiedztwo Politechniki Gdańskiej

W obecnych czasach i w naszym kręgu kulturowym dostęp do tzw. mediów traktujemy jako tak oczywisty element miejskiego życia, że raczej nie zastanawiamy się nad nim głębiej. I tak, codziennie odkręcając kran i korzystając z bieżącej wody, zapewne większość ludzi nie uzmysławia sobie potęgi infrastruktury, która za tym stoi. Dodatkowo - to już jest gdańska specyfika - nieszczęsny mit ujęcia Straszyn ciągle napędza nieufność wobec tego tematu, choć od czasów jego względnej aktualności dzieli nas już cała technologiczna epoka. Tymczasem kryzysowe lata 80-te XX wieku w 148 letniej historii nowoczesnych gdańskich wodociągów stanowią jedynie epizod. Powodów do zadowolenia jest w tej historii z pewnością więcej. Powstał więc projekt Gdańskiego Szlaku Wodociągowego, którego cele można streścić w trzech głównych punktach: pokazać historię, odkryć spektakularne historyczne obiekty infrastruktury i rozprawić się z mitami.



A co to ma wspólnego z Politechniką Gdańską? Ano tyle, że jeden z głównych filarów projektu GSW, zbiornik wody Stary Sobieski, niemal sąsiaduje z kampusem Uczelni. W przyszłości zaś, gdy zrealizowane zostaną plany rozbudowy PG, będzie z nią sąsiadował niemalże "przez płot".

Można powiedzieć, że zbiornik Sobieski jest dla społeczności politechnicznej zarówno znany, jak i nieznany. Z uwagi na geograficzną bliskość, wiele osób kojarzy tajemniczy obiekt, zlokalizowany na wzgórzu, powyżej skrzyżowania ul. Traugutta i Sobieskiego, za budynkiem WZiE. Również wiele osób z różnych powodów na tym wzgórzu bywało. Z pewnością jednym z takich powodów zawsze było podziwianie spektakularnej panoramy Wrzeszcza, inne taktownie pomińmy milczeniem. Zapewne, w pojęciu większości, obiekt z automatu trafiał do najpopularniejszej w takich razach kategorii "bunkier" i w okolice czasowe II Wojny Światowej. Jest to zrozumiałe - w dzikim, porośniętym gęstą roślinnością terenie trudno było odgadnąć jego rzeczywistą skalę i funkcję.



Tymczasem obiekt jest znacznie starszy - został oddany do użytku w 1911 roku, stanowiąc, wraz ze zlokalizowaną przy dzisiejszej ul. Sobieskiego przepompownią wody, zalążek systemu wodociągowego Wrzeszcza, który to rozwój nieprzerwanie trwa do dziś. W szerszej skali Gdańska, punkt startowy dla tegoż systemu wyznacza natomiast rok 1869, kiedy powstało pierwsze nowoczesne ujęcie wody w Pręgowie, połączone 18 kilometrową magistralą 418 mm ze zbiornikiem wody Stara Orunia i dalej - z historycznym centrum miasta. Zbiorniki Stara Orunia, Stary Sobieski i wiele innych, podobnych obiektów pełniły (i w większości nadal pełnią) funkcje wież ciśnień - służąc akumulacji wody na czas zwiększonego zapotrzebowania i zapewniając stałe ciśnienie (hydrostatyczne) po stronie odbiorców. Korzystne warunki terenowe gdańskiej wysoczyzny i odpowiednie różnice wysokości spowodowały upowszechnienie w Gdańsku zbiorników terenowych zamiast wieżowych (aczkolwiek piękny wyjątek mamy na samym terenie PG, kolejny i to nowy – na Wyspie Sobieszewskiej). Drugie ujęcie uruchomiono w 1878 roku w pobliżu skrzyżowania dzisiejszych ulic Polanki i Abrahama i połączono magistralą z Nowym Portem. Rura ta stała się jednym z czynników warunkujących rozwój Wrzeszcza. Rozwój ten wyprzedził infrastrukturę, z tego powodu powstające na początku XX wieku instytucje o skali politechniki musiały tworzyć własne instalacje wspomagające. Stąd właśnie mamy na terenie Uczelni piękną choć nieużytkowaną wieżę ciśnień, stanowiącą część budynku Laboratorium Maszynowego (obszerny, bogato ilustrowany materiał na ten temat znaleźć można w nr 4/2017 i nr 5/2017 miesięcznika "Technika Chłodnicza i Klimatyzacyjna"). Problem niedoborów wody postanowiono rozwiązać kompleksowo, uruchamiając w 1911 roku kolejne ujęcie w Dolinie Radości oraz przepompownię wody, współpracującą z ogromnym zbiornikiem, zlokalizowanym już w samym Wrzeszczu. Także to przedsięwzięcie nie rozwiązało problemu na długo, więc już w latach 30-tych XX wieku system rozbudowano o kolejne zbiorniki - Cyganka i Wysoki Dwór, położone na wyższych rzędnych i zasilane przez nową, większą przepompownię, która zastąpiła obiekt z 1911 roku (więcej na temat pionierskich czasów gdańskich wodociągów w nr 9/2016 "TCHiK"). Z czasem, zbyt nisko położone zbiorniki Stara Orunia i Stary Sobieski straciły funkcjonalność i w 1978 roku zostały ostatecznie odłączone od systemu. Od tego czasu popadały w zapomnienie aż do roku 2013, kiedy wykrystalizowała się koncepcja Gdańskiego Szlaku Wodociągowego.

Szlak ma być rodzajem muzeum gdańskich wodociągów, bardzo potrzebnym ze względu na konieczność kompleksowego zabezpieczenia i uporządkowania ich niemal 150 letniego dziedzictwa. Nie należy jednak w tym miejscu zniechęcać się wyobrażeniem ustawionych na cokołach wodociągowych kształtek i filcowych papuci – projekt zakłada odejście od „klasycznej” muzealnej formuły na rzecz otwartej ścieżki turystycznej, obejmującej rozproszone obiekty. Z jednej strony  formuła taka ma ambicje wpisać się w aktualną modę na „turystykę eksploracyjną”, omijającą szablonowe, uporządkowane przestrzenie, podążającą w kierunku atrakcji o pierwotnym kształcie, specyficznym klimacie, oferujących elementy przygody i „survivalu”. Z drugiej strony pozwoli ona – miejmy nadzieję - odkryć potęgę i majestat tego, co niewidoczne i dla większości ludzi – zapewne – zupełnie nieznane.

Na chwilę obecną, projekt ma się oprzeć na trzech filarach. Udostępniony od ubiegłego roku zbiornik wody Kazimierz (właściwie jest to wieża ciśnień) pozwala podziwiać wspaniałą panoramę Wyspy Sobieszewskiej i Zatoki Gdańskiej, oferuje też ekspozycję poświęconą wodzie i przyrodniczym atrakcjom wyspy. Kolejne obiekty dołączą do programu zwiedzania w roku 2018. 

Zbiornik wody Stara Orunia będzie surowym, przyrodniczym elementem Szlaku. Jego specyficzny mikroklimat sprawił, że stał się jednym z największych i najbardziej wartościowych siedlisk nietoperzy w Polsce północnej. Dla spokoju i komfortu tych zwierząt, wnętrze zbiornika zachowa swój aktualny charakter i naturalną „patynę”, a na czas ich zimowej hibernacji będzie wyłączone ze zwiedzania. Ponieważ woda sprzyja nietoperzom a zbiornikowi dodaje urody, planuje się częściowe jego zalanie i organizację zwiedzania na podestach lub z łódek. Pod względem wartości architektonicznej i atrakcyjności wizualnej, oruński rezerwuar w niczym nie ustępuje słynnej „Podziemnej Katedrze” w Łodzi i warszawskim filtrom, przy czym jest od tych obiektów starszy – dla przypomnienia, został oddany do użytku w 1869 roku. Podobnie jak obiekt łódzki, może budzić skojarzenia sakralne ze względu na klasyczną konstrukcję, złożoną z naw i arkad, wymurowaną z czerwonej cegły. Został wybudowany na planie kwadratu o boku 40 metrów a jego wysokość wynosi ponad 5 metrów.
 
Trzeci obiekt będzie (a w zasadzie od ponad 100 lat jest) sąsiadem Politechniki, warto więc poznać go lepiej. Zbiornik Stary Sobieski prezentuje całkowicie odmienną koncepcję i technologię w porównaniu ze zbiornikiem Oruńskim. Inna będzie też myśl przewodnia jego udostępnienia - m.in. będzie zawierał rozbudowaną ekspozycję poświęconą historii gdańskich wodociągów oraz instalacje artystyczne. Obiekt został wykonany w formie żelbetowego monolitu, co na początku XX wieku było imponującym osiągnięciem, biorąc pod uwagę skalę obiektu. Do dnia dzisiejszego wszystkie elementy komór wodnych spełniają bez zastrzeżeń surowe normy konstrukcyjne. Został oddany do użytku w 1911 roku, jest posadowiony na planie koła o średnicy 50 metrów i składa się z kilku współśrodkowych przestrzeni, tworzących zaskakujący podziemny labirynt. Do dnia dzisiejszego nie wybudowano w Gdańsku zbiornika podziemnego, który mógłby się równać ze zbiornikiem Sobieski rozmachem architektonicznym i konstrukcyjnym. Mieściło się w nim 5000 m3 wody, a właściwie 2 razy po 2500 m3, ponieważ przestrzeń „wodną” zbiornika podzielono na dwie niezależne komory - K1 i K2. Podobne podziały stały się regułą we wszystkich dużych obiektach tego typu – dzięki nim możliwe są ich remonty i czyszczenia bez konieczności przerywania ich pracy (notabene: Stara Orunia, przy zbliżonej pojemności, posiada pojedynczą komorę). Z uwagi na rozwiązania konstrukcyjne, rzeczywista całkowita kubatura zbiornika Sobieski wynosi aż 8238 m3, znacząco przewyższając jego pojemność wodną. Dlatego obiekt ten już „na oko” wydaje się o wiele większy, niż inne, o takiej samej pojemności.  
 
Oryginalna dokumentacja zbiornika Sobieski nie zachowała się, za wyjątkiem jednego planu sytuacyjnego. Dlatego, do czasu przeprowadzenia kompleksowych badań na potrzeby projektu Szlaku, głównymi źródłami wiedzy o zbiorniku były: „Inwentaryzacja architektoniczno-techniczna” z roku 1993 i „Inwentaryzacja komory zasuw” z roku 1975. Z części opisowych tych dokumentów wynika, że oryginalne źródła, jakimi dysponowali ich autorzy, były przed laty równie skromne. Szczęśliwie, na temat budowy zbiornika Stara Dolina (będącego elementem ujęcia Dolina Radości) zachowało się znacznie więcej dokumentacji, z której wysnuć można liczne analogie – w końcu był to „siostrzany” projekt, realizowany w tym samym czasie. Z dużym więc prawdopodobieństwem udział w projekcie zbiornika Sobieski miał ówczesny gdański (wielobranżowy) potentat instalatorski – A.W. Müller, którego biura i fabryka mieściły się przy ul. Lastadia 37-38 (dziś w tym miejscu jest deweloperski blok). Zresztą, na terenie samego kampusu PG jeszcze rok temu można było znaleźć inne ślady działalności A.W. Müllera – żeliwne pokrywy hydrantów z charakterystycznym biciem. Zostały one zdemontowane w ramach przebudowy placu przed Gmachem Głównym i przekazane m.in. Pracowni Historii BG PG. Budowie zbiornika szefował zaś Heinrich Schurmann – dyrektor gdańskich wodociągów i gdański radny w latach 1907-1911 (poległ w Belgii, 10 września 1914 roku).
  
Jedynym "zewnętrznym" elementem obiektu jest potężna ściana frontowa komory zasuw, która nie ma sobie równych wśród innych zbiorników, zarówno pod względem wymiarów (12,8 x 6,3 m) jak i opracowania architektonicznego w stylu neoklasycyzmu, przywodzącego na myśl starożytne łuki triumfalne. 

Okazałe, przyozdobione archiwoltą drzwi prowadzą do robiącego nie mniejsze wrażenie pomieszczenia, zwanego komorą zasuw. Osoby, które nie wiedzą czego się spodziewać, często zakładają w tym momencie, że to już całość obiektu i koniec zwiedzania. Tymczasem komora zasuw to ledwie "przedsionek" i niecałe 3% całości. Nazwa tego pomieszczenia pochodzi od zasuw (zaworów), które tu zgrupowano - była to swego rodzaju sterownia. Do dnia dzisiejszego podobnie wyposażone pomieszczenia wydziela się przy wszystkich dużych zbiornikach. Oprócz rozprowadzenia rurociągów (dopływowego, odpływowego, przelewów i odwodnienia), zaworów odcinających i zwrotnych, mogą się w nich znajdować urządzenia pomiarowe oraz rozdzielnie elektryczne. Komora zasuw zbiornika Sobieski tym się wyróżniała spośród innych realizacji z podobnego czasu, że została zbudowana w oparciu o elementy średnicy aż 500 mm. Tworzyły one "gąszcz" sięgający wysokości ponad 2 metry ponad poziom posadzki, więc dla zapewnienia efektywnej komunikacji obudowano je systemem drabin i pomostów. Układ ten, w porównaniu do innych obiektów wyłączonych z eksploatacji, zachował się długo. W 1993 roku, wg przeprowadzonej wówczas inwentaryzacji, był kompletny, a jeszcze w 2003 roku - jak pokazują pierwsze znane fotografie - całkowicie czytelny, pomimo widocznej już dewastacji. Dewastacje i kradzieże nasiliły się w kolejnych latach, do 24 czerwca 2008 roku (kiedy udało się skutecznie zabezpieczyć obiekt) pozostawiając na miejscu jedynie około 30% elementów, w różnym stanie.
 
Komora zasuw, od posadzki do sufitu, ma ponad 6 metrów wysokości. W połowie została przedzielona wąską galerią, zapewniającą dojście do komór wodnych bez konieczności przedzierania się przez gąszcz rurociągów. Warto w tym momencie zwrócić uwagę na balustrady schodów zewnętrznych, wewnętrznych i samej galerii. Zostały one pieczołowicie odtworzone wg historycznego wzoru, takiego samego, jaki spotkać można w zabytkowych gmachach Politechniki Gdańskiej i w wielu innych równie starych miejscach. Zaskakujące może się wydawać to, że ponad 100 lat temu balustrady takie były dostępne jako rozwiązania systemowe - zestawy kształtek i prostych rur, z których można było składać dowolne konfiguracje. W budynku Laboratorium Maszynowego można spotkać nawet elementy pozwalające łączyć rury pod regulowanym kątem!
 
Z poziomu galerii na dno komory zasuw prowadzi drabina. Obecnie jest to replika, oryginał został skradziony stosunkowo najwcześniej, wraz z balustradami. W „partyzanckich” czasach, gdy drabiny nie było, funkcjonowała w zbiorniku swoista atrakcja-ciekawostka: klasyczna droga komunikacji pomiędzy dolnym poziomem komory zasuw a komorami wodnymi wiodła przez… końcówkę rurociągu odpływowego, rozbitego przez złodziei złomu. 500 mm wydaje się być graniczną średnicą, przez którą jest w stanie przecisnąć się człowiek o przeciętnych gabarytach. Ten swoisty tunel, o długości około 1,5 metra, najwygodniej było pokonywać „nogami do przodu”, a prowadził on do środkowego pierścienia zbiornika, czyli komory wodnej K2.
 
O ile komora zasuw przypomina jeszcze przestrzenie mieszczące się w przeciętnym ludzkim doświadczeniu, tak wejście do którejś z komór wodnych sprawia – u człowieka, który nie wie, czego się spodziewać – opad szczęki, niczym u postaci z kreskówki. Pierścienie – korytarze mają prawie 7 metrów szerokości i 5,5 metra wysokości. Wewnętrzny pierścień, wraz z centralną kolumnadą, zwaną „sercem obiektu” tworzą strukturę o średnicy prawie 20 metrów z regularną kopułą po środku. Ściany i posadzka, pokryte charakterystycznym osadem z wody, mają ciemne barwy, od rdzawej po czarną. W takich warunkach potrzeba naprawdę silnego źródła światła, aby ogarnąć całą otaczającą przestrzeń. 
  
Zwiedzanie zbiornika przy użyciu przeciętnej latarki miejscami powoduje wrażenie przebywania w specyficznej pustce, przestrzeni nie do końca określonej i w nietypowy sposób oddziałującej na zmysł równowagi. Odczucie tego niecodziennego niedoboru wrażeń wzrokowych dopełnia natomiast niezwykły nadmiar dźwięków. Podobno – i są to opinie fachowców – akustyka zbiornika Sobieski jest ewenementem w skali kraju a może nawet i Europy. Wrażenia akustyczne różnią się w zależności od miejsca – od trwającego nawet kilkadziesiąt sekund pogłosu, potęgującego najlżejszy nawet szelest, aż po echo wielokrotnie powtarzające każde słowo. Wyróżniają się tutaj dwa charakterystyczne miejsca w komorze K1 (czyli w zewnętrznym pierścieniu) – czwarty falochron i północna ściana, oddzielająca komorę K1 od komory zasuw. Oprócz wyraźnie powtarzającego echa, powstaje między nimi efekt „groty szeptów”, pozwalający na szeptaną rozmowę na dystansie 200 metrów.
  
Padło słowo „falochron” i wymaga ono omówienia. Właściwie chodzi o grodzie – charakterystyczne ścianki, spotykane w każdej komorze, dodatkowo komplikujące ten swoisty podziemny labirynt. Otóż zbiorniki wody pitnej (w odróżnieniu od zbiorników na cokolwiek innego – np. ścieki czy paliwo) projektuje się w sposób zapewniający stały ruch wody wewnątrz, aby zapobiec jej lokalnemu zagniwaniu i, w konsekwencji, obniżaniu walorów smakowych i higienicznych. Efekt ten uzyskuje się poprzez odpowiednie rozmieszczenie dopływów i odpływów oraz przez wprowadzenie dodatkowych przeszkód, które sprawiają, że zbiornik nie jest prostą beczką tylko przemyślanym układem przepływowym. W pionierskich czasach projektanci wykazywali się dużą kreatywnością w tym zakresie, stąd wśród obiektów historycznych obserwujemy fascynującą różnorodność rozwiązań. Z czasem wypraktykowano kilka charakterystycznych układów:



Jak widać, zbiornik Sobieski reprezentuje typ „g”, wyróżniając się jednak nadzwyczajnym stopniem skomplikowania. 
Cały ten układ jest w miarę czytelny, gdy patrzy się na rzut zbiornika, jednak zupełnie inaczej rzecz się ma w przypadku obserwatora znajdującego się wewnątrz. Owo skomplikowanie, połączone z cylindrycznym układem, a także wielkość przestrzeni sprawiają, że w każdym miejscu można objąć wzrokiem tylko niewielki wycinek całości. Przebywając tu po raz pierwszy nie sposób oprzeć się wrażeniu dezorientacji, nie sposób też po wyjściu odtworzyć z pamięci trasę zwiedzania. Niemal pełna symetria zbiornika (pomijając „falochrony”) paradoksalnie wcale nie pomaga. Przeciwnie – odwiedzanie podobnych miejsc, ale będących lustrzanym odbiciem już znanych, tylko potęguje efekt zagubienia. 
 
Obchodząc całą komorę K2 trafiamy do punktu wyjścia, czyli do tych samych dwuskrzydłowych drzwi, oddzielających ją od galerii komory zasuw. Po drodze jednak dwukrotnie przechodzimy pomiędzy środkowym i wewnętrznym pierścieniem zbiornika, obchodząc „serce obiektu” i mijając ściankę, na której spoczywa rurociąg odwadniający nasyp i która wyznacza oś symetrii obiektu. Oba przejścia pomiędzy pierścieniami przypominają uproszczone geometrycznie arkady i, choć trudno to na pierwszy rzut oka dostrzec, przylegają do siebie, oddzielone tylko kolejną ścianą – grodzią.
  
Dwie symetryczne połowy komory K2, zasadniczo stanowią lustrzane odbicie, różnią się jednak dwoma szczegółami: obecnością trzech „falochronów” w części północnej i stopniowym wypłycaniem się kinety – kanału odwadniającego posadzkę. W okolicach ostatniego falochronu kanał znika zupełnie. Ten charakterystyczny element, towarzyszący nam podczas całej wędrówki po komorach wodnych, miał zapewniać możliwość opróżnienia komór „do sucha”, czyli odprowadzenia wody poniżej poziomu posadzki. Jego zmienna głębokość powodowała spad w kierunku odpływu. Takie odwodnienia spotkać można w większości zbiorników wodnych, jednak w różny sposób rozwiązane.

Komora K1 nie ma tak skomplikowanego układu i stanowi de-facto ogromny pierścień kołowy, rozcięty komorą zasuw. Robi wrażenie jeszcze bardziej monumentalnej i w istocie jest tak wielka, że zmieściłyby się tutaj dwa pełnowymiarowe tory kolejowe i legendarny złoty pociąg na dokładkę. To tutaj występuje najbardziej spektakularny efekt akustyczny. Autorzy przyszłej ekspozycji, poświęconej historii gdańskich wodociągów, która ma się znaleźć w zbiorniku Sobieski, postanowili uszanować go a nawet artystycznie wzbogacić, dlatego komora K1 pozostanie pusta i służyć będzie jedynie ekspozycji światła i dźwięku.
 
Jednym z głównych założeń projektu Gdańskiego Szlaku Wodociągowego jest bowiem uszanowanie naturalnej "patyny" historycznych obiektów i ich niepowtarzalnej specyfiki. Jak wyżej wspomniano, przypadku zbiornika oruńskiego należy jeszcze uszanować komfort jego aktualnych skrzydlatych lokatorów. Wydaje się, że przyjęta formuła udostępnienia ma szansę możliwie najlepiej spełnić te cele. Przede wszystkim, nie wymaga radykalnych przebudów ani zmiany warunków akustycznych czy mikroklimatycznych wewnątrz obiektów. W komorach wodnych zbiornika Sobieski, poza ich oczyszczeniem, usunięciem efektów dewastacji i niewielkim wzmocnieniem konstrukcji schodów komory K2, udało się uniknąć jakichkolwiek większych zmian. Oczywiście musiała powstać nowa instalacja oświetleniowa, jednak z jednej strony jest ona oszczędna w formie, z drugiej strony - ładnie podkreśla wizualny walor wnętrz. Nie trzeba zresztą koniecznie jej używać, a zbiornik zwiedzany z użyciem latarki nadal jest tak samo mroczny, tajemniczy i zachowuje ten sam niezwykły klimat, którym zachwycał odwiedzających go przed remontem. To samo dotyczy zbiornika Stara Orunia - tam również, poza ostrożnym myciem, naprawą posadzki, zapewnieniem komunikacji i subtelnym oświetleniem, niewiele się zmieni.
Wyjątkową wartością dodaną Starego Sobieskiego jest zachowana w 85% oryginalna instalacja oświetleniowa komór wodnych z początku XX wieku. Rozwiązanie przypominające dzisiejszy system linkowy (choć znacznie masywniejsze), oparte o przewody w ołowianym pancerzu, rozpięte na porcelanowych izolatorach zakotwionych w szczytach sklepień, z charakterystycznymi oprawami żarówek urzeka estetyką minionej epoki, a wśród fachowców od elektryki budzi podziw jakością wykonania i solidnością montażu (więcej na ten temat znaleźć można w "Zeszytach Naukowych Wydziału Elektrotechniki i Automatyki Politechniki Gdańskiej, nr 45). Wyjątkowość tej instalacji polega na tym, że jako jedyna znana zachowała się w pierwotnej formie. We wszystkich innych historycznych gdańskich zbiornikach (także w tych należących do lokalnych ujęć, nie wchodzących w skład systemu miejskiego) spotkać można takie same, wtórne instalacje z lat 60-tych XX wieku, będące, jak się zdaje, efektem jakiejś kompleksowej ówczesnej modernizacji. Taką instalację posiadały też np. zbiorniki Stara Orunia (do czasu remontu zachowała się tylko w około 15% i w fatalnym stanie technicznym) i siostrzany obiekt zbiornika Sobieski - Stara Dolina. Ta swoista perła w koronie Starego Sobieskiego zostanie poddana troskliwej konserwacji i po uzupełnieniu o brakujące elementy wróci na swoje miejsce jako dodatkowy spektakularny (i działający!) eksponat.
  
W odróżnieniu od komór wodnych, w komorze zasuw nie zachowały się żadne większe fragmenty instalacji elektrycznej, jednak na podstawie rozmaitych śladów wnioskować można, że w tej części była ona już wtórna. To jedna z nielicznych zmian w stosunku do pierwotnego wyposażenia zbiornika. Na pewno cała armatura wodna była do samego końca oryginalna, podobnie jak drzwi, okna czy balustrady. W inwentaryzacji z 1993 roku wzmiankowany jest zabytkowy aparat telefoniczny - jego fragment udało się odnaleźć w szlamie zalegającym kanał odwadniający komory K1. Zachował się też wieszak ubraniowy (na 12 sztuk odzieży!), choć w bardzo złym stanie.

Jedyny remont o którym wiadomo z przeszłości, zbiornik Sobieski przeszedł w 1946 roku, a jego celem była naprawa zniszczeń wojennych. Wg powojennej inwentaryzacji, obiekt był zniszczony w 10%. Rzeczywisty zakres tych zniszczeń ukazał remont ostatni - obejmowały one fragment ściany wejściowej, na wysokości górnego rzędu okien, wraz z wieńcem i mogły być efektem pojedynczego trafienia. Z remontem z 1946 roku wiąże się kolejna ciekawostka. Najwidoczniej bardzo dolegliwy musiał być wówczas niedobór stali zbrojeniowej, na skutek czego fachowcy skazani byli na improwizację i wykorzystywali wszystko, co było pod ręką. W ten sposób beton wieńca został dobrze uzbrojony... pepeszą (czyli pozbawionym kolby pistoletem maszynowym PPSz-41), która niespodziewanie została odkryta podczas jego rozbiórki (ze względu na spękania wieniec podlegał wymianie). 

Również w 1946 roku zbiornik zyskał wygląd dobrze znany jego dzisiejszym miłośnikom - szary tynk typu "baranek" oraz malowanie na biało gzymsów, parapetów i archiwolty. Cokolwiek by nie sądzić o słynnym szarym tynku, w którym lubowali się budowniczowie czasów PRL-u, z perspektywy czasu można powiedzieć, że zewnętrzny wystrój Starego Sobieskiego nie był ostatecznie zły. W każdym razie, przywrócenie zbiornikowi pierwotnego malowania, w jednolitym żółto-pomarańczowym kolorze, mogło się z początku wydawać się nieco szokującą zmianą. Cóż, w 1911 roku on naprawdę tak wyglądał. Potem przemalowano go na kolor ciemnozielony i to było drugie jego oblicze w czasach przedwojennych.

Rozmaitych detali i ciekawostek wskazać można znacznie więcej, jednak lepiej uczynić to już na miejscu, w oryginalnym otoczeniu i kontekście. Aby za bardzo i przedwcześnie nie odzierać zbiornika z tajemnic, w tym miejscu kończymy naszą opowieść. Czytelników, którzy dotarli do tego miejsca pozostaje zaprosić na zwiedzanie Gdańskiego Szlaku Wodociągowego w pełnej wersji, w 2018 roku. Do tego czasu cieszyć się natomiast można piękną panoramą, oglądaną z już udostępnionego zbiornika Kazimierz i ekspozycją w tym obiekcie.
Nie zapominając, że widoki z pozostałych "stacji" szlaku są nie mniej ciekawe...
Autor: Michał E. Klugmann 
http://www.giwk.pl/gdanskiszlakwodociagowy.html

Newsletter Wypisz się z newslettera
PolskieSzlaki.pl - polskie atrakcje
Copyright 2005-2019
Znajdziesz nas na: