W przedostatni dzień pojechaliśmy do
Zakopanego tylko że w góry. Dojechaliśmy do Polanicy Białczańskiej, a po drodze z nostalgią patrzyłam na widoczne już szczyty bo już dawno nie byłam w tych rejonach. A za kilka godzin sami znależliśmy się wśród gór i dolin. Chcieliśmy pokazać dzieciom wodospad Wielka Siklawica no i Dolinę Pięciu Stawów. Z początku było im nudno bo szliśmy drogą asfaltową, a tam jest prosto. Nastroje im się zmieniły gdy tuż za Wodogrzmotami Mickiewicza skręciliśmy na szlak do naszego celu wędrówki. Idzie się tam piękną Doliną Roztoki, gdzie cały czas towarzyszył nam górski potok. No i tam było już ciekawiej. Były kamienie, po których można było skakać i mostki nad potokiem. Do doliny szliśmy długo bo aż pięć godzin. Ale w końcu było prawie cały czas pod górę, a dzieci nóżki mają krótkie. Oczywiście trochę marudzili tak jak na każdej innej wycieczce, ale większość drogi przeszli sami. Może jedną trzecią nieśliśmy ich na rękach. Raz im się nie chciało już dalej iść, a jak tylko np. były większe kamienie, schody do pokonania to od razu nabierali sił. Z niektórymi turystami którzy szli w tą samą stronę widzieliśmy się już w drodze powrotnej i dziwili się że dzieci tam doszły. Niestety nie było zbyt dużo czasu żeby pooglądać widoki, bo po pierwsze trzeba było jeszcze zejść a po drugie tradycyjne już kolejki na szlakach. Dla syna największą frajdą było to że w środku lata zobaczył śnieg, a tragedią było to że nie pozwoliliśmy mu ulepić z niego bałwana. Płakał jeszcze jak dochodziliśmy do schroniska bo tam też jeszcze gdzieniegdzie leżały płaty śniegu. W schronisku dostali swój drugi dyplom, tym razem za dojście do najwyżej w Polsce położonego schroniska w Dolinie Pięciu Stawów. Droga powrotna była już krótsza bo trwała trzy godziny. I o dziwo dzieci do końca szlaku mieli jeszcze energię. Skakali po kamieniach, tańczyli na mostkach, a tradycyjnie byli bardzo zmęczeni na drodze asfaltowej gdy już wracaliśmy na parking o godzinie dziewiętnastej. Padli już całkiem w aucie i już się nie obudzili do rana. Ale od tamtej pory bardzo lubią chodzić po górach, a tym bardziej jeżeli wiedzą że dojdą do jakiegoś schroniska i dostaną tam kolejny dyplom. Powiem po prostu tak, że będąc tam z dziećmi nie można narzekać na nudę a najwyżej na zbyt chudy worek pieniędzy.