Mokunko, miło, że tu zajrzałaś. Też Cię pozdrawiam
Zimowe wejście na Pilsko w Beskidzie Żywieckim.
"Skrzyknęliśmy się" w trójkę wczoraj, aby wyjść zimową porą na Pilsko. Jak dotąd tylko Jadzia była tam zimą, natomiast ani Ula, ani ja jeszcze nie. Ula zabiera nas swoim samochodem do Korbielowa i właściwie na miejscu podejmujemy decyzję o tym, którędy będziemy wychodzić. Zbieg okoliczności, że akurat podjechał na przystanek busik do Kamiennej, więc skwapliwie korzystamy i właśnie stamtąd z Korbielowa Kamiennej wyruszamy zielonym szlakiem o godz. 8.24.
Szczęście w ten sposób uśmiechnęło się do nas, bo aktualnie szlak zielony to nartostrada, więc spokojnie możemy sobie dreptać. Zresztą wyciągów i narciarzy dziś będziemy mieć za towarzyszy całe mnóstwo.
O godz. 9.00 dochodzimy do niesamowicie wręcz sympatycznej Bacówki, w której spędzamy pół godziny. Jako, że karnawał, to nawet zatańczyłem w koszu przy kominku.
Pora dalej i tak podziwiając piękno zimowej natury, korzystając z delikatnych promieni słonecznych (niebo takie pastelowe) dochodzimy o 11.10 do schroniska na Hali Miziowej. Nie wchodzimy do niego, tylko z marszu na szlak czarny wiodący na szczyt Pilska. W oddali podziwiamy białą czapę Babiej Góry. Zaczyna się zmieniać pogoda, czyli zaczyna wiać wiatr i niebo, a także horyzont pokrywają popielate, szare chmury. W tych warunkach na samo podejście na szczyt, decydujemy się tylko w dwójkę z Jadzią. Nie można nie skorzystać z zimowego wejścia, gdyż śnieg wszystko wyrównał i idzie się jak po stole, tylko , że pod górę. Zatem i czas przejścia jest wyjątkowo krótki. Przeszkadza jednak wiatr. Trudno. Widać Rysiankę i okolice.
Dochodząc do szczytu jest już tak potwornie zimno, że pół twarzy mam unieruchomioną jak po tzw. "zamrożeniu" u dentysty. Nie ma więc mowy o jakimkolwiek dłuższym pobycie na szczycie Pilska, a i tak jesteśmy w tych warunkach wyjątkowo długo, bo aż 8 minut pomiędzy 11.55 a 12.03. Schodzimy oczywiście tak samo czarnym. oglądamy się za siebie, a tam już kurzawa i coraz gęstsze chmury. Całe szczęście, że byliśmy wcześniej.
W schronisku na Hali Miziowej w drzwiach wita nas Ula. Jesteśmy tam między 12.30 a 13.13, kiedy to wyruszamy w drogę powrotną do Korbielowa, ale tym razem szlakiem żołtym, który i tak przez jakiś czas był wspólny z zielonym, którym wychodziliśmy do góry.
Po odbiciu w prawo zielonego (czytaj nartostrady), mieliśmy wąziutko przedeptaną ścieżkę, ale dobrze się szło. Tak doszliśmy do drogi na dole, a nią do mety, czyli do samochodu na parkingu przed Smrekiem w Korbielowie. Meta o 14.45. Dobrze nam się razem wędrowało i pewnie będziemy w tym gronie częściej dreptać.
Jedynkę oczywiście wystawiam sobie sam.