No właśnie, kilka wspólnych cech.
Zimowa wędrówka przy średniej temperaturze minus 25 stopni Celsjusza.
Zima taka, jaką pamiętam z dawnych lat, czyli porządny w miarę mróz. Pora wyjść w góry dla zahartowania duszy i ciała, dla zresetowania niektórych spraw, a tylko przy takim mrozie mogą pojawić się dobre pomysły.
Wyruszamy z Przełęczy Kubalonka czerwonym szlakiem w kierunku Stecówki o 9.15. Wstępujemy dla rozgrzania się do Baru "Beczka", w którym to robimy ostatnie przygotowania do wycieczki. Trzeba być porządnie ubranym to główna zasada w takich warunkach, a i tak najlepiej ubranym z nas został mój aparat, aby tym razem nie powtórzyła się historia z Kalwarii Zebrzydowskiej. Spędzamy tam czas między 9.20 a 9.45.
Piękna zimowa sceneria, szeroka droga, sprawiają, że szybko posuwamy się do przodu. Mijamy Szarculę (niestety tym razem zagapiłem się co do sprawdzenia godziny) i potem już tylko lekko pod górkę. Widzimy po lewej stronie góry z pasma, w którym znajduje się biały tym razem Zielony Kopiec. Cudowne widoki i wcale nam nie przeszkadza -25st.C dokoła. Słońce świeci, ale to nie wpływa na zmianę temperatury. Dobrze, że nie ma nawet najmniejszego podmuchu wiatru.
Kawałek przed schroniskiem na Stecówce spotykamy parę, od której dowiadujemy się, że schronisko jest zamknięte. A miało być otwarte, bo telefonicznie to zapewniali. Stąd i wybór takiej a nie innej trasy. Przychodzimy tam o 10.50 i faktycznie, całujemy klamkę. Nie daję za wygraną, idę z tyłu i doprowadzam do otwarcia zgodnie z obietnicą. Ale kolejna przeszkoda to ta, że zamówione gorące napoje mieliśmy wypić na mrozie. I tu już do akcji wkroczyła moja koleżanka i to z takim skutkiem, że otworzono nam ciepłą salę i mogliśmy tam spokojnie posiedzieć do czasu wyjścia, czyli do 11.30.
Odwiedzamy tamtejszy kościółek, przez szybę w drzwiach robię pewnie ostatnie zdjęcie tej zimy stajence, a następnie dalej czerwonym idziemy w stronę gospodarstwa agroturytycznego - też zamkniętego, ale to akurat nam już nie przeszkadza. Mieliśmy iść drogą do Pietraszonki, ale przy kapliczce, z której krzyża śnieg zrobił strzałkę wskazującą kierunek do nieba odkryliśmy, że słabo, ale jednak, czerwony szlak jest dalej przetarty, więc może dojdziemy na Karolówkę. Przy okazji robię zdjęcie szlakowskazom, w tym szlakowi Habsburgów. Bardzo trzeba iść ostrożnie, czasem balansując prawie w powietrzu, żeby iść po wcześniejszych śladach, bo można wpaść do śniegu nawet powyżej 1,5m i zostałaby tylko czapka. Po bokach mamy piękne kryształki ze śniegu. Po lewej stronie widoczna Barania Góra. Tak dochodzimy do miejsca, gdzie czerwony skręca w lewo na Przysłop, a my wchodzimy na czarny szlak na Karolówkę. Jest 13.06. Trochę serpentyn ktoś narobił, a my mogliśmy tylko iść po tych śladach, więc zamiast prosto szlakiem szliśmy od jednego punktu widokowego do drugiego. Spotykamy kłaniające nam się białe postacie. Po lewej stronie całkiem odmienne widoki. Koniaków, Ochodzita, spowite mgłą i nad nimi błękitu nieba nie uraczysz.
Tak dochodzimy do Karolówki. Jest 13.20. Zmieniamy szlak na zielony i idziemy do Pietraszonki, po drodze zahaczając o Chatkę AKT. Dopiero dziś dowiedziałem się gdzie ona jest.
Potem już tylko prosto zielonym w stronę Zaolzia. Podziwiamy ludzi, którzy tutaj mieszkają ile muszą włożyć pracy w odśnieżanie dojścia do domów. Nad nami lata helikopter i co jakiś czas pojawia się i znika. Schodząc do Zaolzia spotykamy sympatyczne bobasy na spacerze. Brawo! Do schroniska młodzieżowego na Zaolziu dochodzimy o 14.25. Mój wąs pracuje dziś jako termometr, w zależności od grubości szronu, orientujemy się co do temperatury (hahaha). Ale to się potwierdza, w tej chwili prawdziwe termometry wskazują prawie -30st.C
Idziemy już w tej mgle, która była widoczna nad Koniakowem i raczej błękitnego nieba jak w pierwszej części wycieczki już nie zobaczymy. Od wyciągów narciarskich zrobił się spory ruch samochodowy w obie strony, więc po uczcie świeżym powietrzem na górze, teraz na deser mamy trochę spalin.
Do Istebnej Bucznika czyli na metę dochodzimy o 15.20. Kiedy robię ostatnie zdjęcie Zajazdowi "Pecio" , to na przystanek podjeżdża autobus i wchodzimy do niego z marszu. Nie mogło być lepszego zakończenia trasy, bo już tutaj oprócz tego, że było bardzo zimno, to jeszcze zaczął powiewać wiatr.