Dori, zapomniałam dodać najważniejszego, co powinno znaleźć się pod Twoją wycieczką,a mianowicie: PIĄTECZKA:)
Podróż naszą zaczęliśmy z WG już wspólnie-koledzy dojechali z Lalik… był tam ktoś kiedyś? Bardzo fajna wioska położona w sercu gór :) spokojna i zielona, a w ziemie prze bogacie biała :] kolejno przejeżdżaliśmy Żywiec, Bielsko-Białą, Gliwice, Kędzierzyn-Koźle, aby znaleźć się w pierwszym punkcie podróży-Wrocławiu. Mimo mapy mieliśmy okropne problemy z trafieniem do wrocławskiego ZOO :D przejeżdżaliśmy 3 lub 4 razy kierując się niby na znaki wskazujące na ZOO niby nie :D totalny zakręt naprawdę :] wkońcu po namierzeniu i zaparkowaniu udaliśmy się do kasy biletowej. Pierwszy zabawny incydencik miał miejsce właśnie przy kasie. Prosimy o bilety a Pani w kasie popatrzyła na nas i z uprzejmością stwierdziła, że może weźmiemy sobie bilecik rodzinny będzie taniej :D no to zakupiliśmy tak jak nam poradziła śmiejąc się przy tym straszliwie. Ogród jest tak duży że nie wiedzieliśmy za bardzo gdzie się udać, skręciliśmy w pierwsza w prawo i rozpoczęliśmy zwiedzanie. Wspaniałe okazy tam mają w szczególności jeden :D w galerii jest zdjęcie Pawła z wolno puszczonym wężem ogrodowym-to był dopiero okaz, że nie mógł się oprzeć żeby sobie z nim zdjęcie zrobić :D
Po zwiedzeniu ZOO czas na dalszą drogę-było już troszkę późno więc nocleg zaplanowaliśmy w Bolkowie. Po drodze mijaliśmy setki hektary pól pomalowanych na żółto, zielono i złoto-wszystkim tym kołysał co jakiś czas wiatr czyniąc z nich falujące morze-niesamowity widok… nagle w oddali zaczęło nam się pokazywać miasteczko… Bolków. Na pierwszy rzut oka miasteczko takie jak każde inne, jednak gdy wjechaliśmy do centrum naszym oczom ukazał się zachwycający widok małych piętrowych i dwupiętrowych domków, złączonych razem przypominających dziedziniec… a te uliczki z kamyczków …razem ślicznie to wyglądało :) po zakwaterowaniu nie zwlekając udaliśmy się na wieczorny spacerek. W świetle lamp ulicznych miasteczko wyglądało jeszcze piękniej niż za dnia-tak jak w miasteczka za dawnych czasów… obeszliśmy na około rynek i kilka uliczek po czym udaliśmy się do restauracji zjeść coś dobrego. Młodzi poszli spać a my wraz z Pawłem rozsiedliśmy się w fotelu i futrynie okiennej na korytarzu popijając piwko i paląc cygarety opowiadaliśmy na czym świat stoi, o robocie najwięcej :D przeklinając i złoszcząc się po chwili zamieniając złość w śmiech :D byłam święcie przekonana że jesteśmy sami na piętrze :D nad ranem gdy poszłam budzić chłopaków z drwi obok gdzie siedzieliśmy wyszło wściekłe małżeństwo :D chyba nie daliśmy im pospać za długo-brzydko zmierzyli mnie wzrokiem po czym wyszli hhh. Po śniadaniu spakowaliśmy się aby ruszyć dalej. Planem było zwiedzić w Bolkowie jeszcze Zamek i potem udać się do Wojanowa :) Zamek w Bolkowie przypomina prostą w budowie konstrukcję-nie zrobił na mnie wielkiego szału-może jedynie widoki były wspaniałe na całe miasteczko i okoliczne pola-poza tym nic specjalnego dla mnie. Natomiast Wojanów… Zamek bajka :) czułam się tam prawie jak w Disneylandzie :]] wszystko tak śliczne i zadbane, nowe- zieleń w parku i trwające ciągłe prace ogrodnicze przypominały stare dzieje… Kto nie był, a będzie w okolicy polecam gorąco zwiedzenie, bo warto :)ceny za nocleg powalają :D ale na pewno noc jest pełna atrakcji za taką cenę ;) hh …ciekawe czy tam straszy :D
W drodze bezpośrednio już do Karpacza na drodze stanęła nam mućka :) prze sympatyczne zwierzątko :) Przejechaliśmy przez centrum aby opatrzeć sytuację i od razu byliśmy zachwyceni miasteczkiem. Domek w którym mieszkaliśmy mógł pomieścić spokojnie z 20 osób-nas była tylko 6tka :) i domek był świetny-żałujemy, że nas nie było więcej :( po rozpakowaniu udaliśmy się na miasto w celu zakupu kilku rzeczy i małym rozpoznaniu terenu. Wieczorem był bynclok (duszonki) , piwko i śpiew :] A już rano miały do nas dojechać kolejne dwie osoby :]