Wspaniały opis, morze i wszystko co z nim związane jest bliskie memu sercu.
Pozwoliłam sobie na uzupełnienie bardzo ciekawej relacji Tomka własnymi wspomnieniami z wycieczki do latarni morskiej na Przylądku Rozewie.
Nie miałam zamiaru umieszczać tej wycieczki, bo Rozewie już tutaj gościło, jednak zdecydowałam się trochę uzupełnić bardzo ciekawą relacje Tomka. Wycieczka miała miejsce w maju zeszłego roku, przy okazji odwiedzin u kuzynki w Żelistrzewie. Głównym celem było wprawdzie odwiedzenie rodzinnych grobów na cmentarzu we Władysławowie, ale postanowiliśmy dołączyć do planu latarnię morską w Rozewiu, ponieważ mój mąż nigdy w niej nie był.
Ograniczeni nieco czasem oraz rozkładem jazdy (do Władysławowa przyjechaliśmy pociągiem) postanowiliśmy pojechać do Rozewia autobusem, chociaż to zaledwie kilka kilometrów. Czekając na transport pożywialiśmy się owocami dyskutując na temat obierania jabłek. No bo powinno się jeść ze skórką… ale jak są niemyte?... trzeba obrać… ale czemu tak grubo?! ...bo tak jest szybciej… i tym podobne dyrdymały. Dzięki temu czas oczekiwania zleciał nam szybko, ulokowaliśmy się w autobusie i po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Oczywiście nikomu z nas nie przyszło do głowy, żeby sprawdzić o której godzinie jest autobus powrotny, a przynajmniej , gdzie znajduje się przystanek w stronę Władysławowa.
Latarnia w Rozewiu, a właściwie na Przylądku Rozewie, to najstarsza tego typu budowla na polskim wybrzeżu. Powstała w 1822r. i była wtedy o wiele niższa. W 1910 r. podwyższono ją o 5 m, dobudowano na szczycie kamiennej wieży stalową stożkową konstrukcję oraz zmieniono oświetlenie na elektryczne. Na obrotowym stole zainstalowany został dwustronny panel, na którym z każdej strony znajduje się po 20 reflektorów halogenowych. Kolejna modernizacja miała miejsce w 1978r. – wtedy wieża zyskała kolejne 8 metrów. Obecnie latarnia ma nieco ponad 32 m wysokości, a nominalny zasięg światła wynosi 26 mil morskich i jest to największy zasięg nominalny ze wszystkich latarni na polskim wybrzeżu..
Latarnia im. Stefana Żeromskiego jest tzw. starą latarnią. Nowa znajduje się około 200 m na zachód. Została uruchomiona w 1875 r. i świeciła ( równocześnie ze starą) do roku 1910. Po modernizacji starej latarni, która zyskała oświetlenie elektryczne o większym zasięgu i unikalnej charakterystyce świecenia, została wyłączona. Nowa latarnia jest niedostępna dla zwiedzających.
W 1963r. w starej latarni powstało Muzeum Latarnictwa, które jest filią Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Można zapoznać się tutaj z historią latarni rozewskiej, legendami z nią związanymi, jak też obejrzeć makiety starych latarń (również tej z wyspy Faros) oraz różnych latarń z bałtyckiego wybrzeża. Z góry rozciąga się ładny widok na okolicę.
W budynku sąsiadującym z latarnią mieści się stara maszynownia. Obok jest również restauracja.
Do latarnianych atrakcji doszło nam jeszcze spotkanie z kotem pieszczochem.
Czas było wracać do Władysławowa, aby wypełnić misję nawiedzenia rodzinnych grobów. Wyszliśmy na szosę i tutaj uświadomiliśmy sobie, że nie wiemy nawet, gdzie znajduje się przystanek. Na „czuja” i logikę autobus powinien stawać po przeciwnej stronie szosy. Zaledwie przeszliśmy na drugą stronę, w dali ukazał się autobus zmierzający w pożądanym przez nas kierunku. Niestety, zrobił fiuuuu… i tyle go widzieli. Nawet nie zwolnił. Cóż było robić, ruszyliśmy „z buta” i zaraz za zakrętem ukazała nam się ławeczka i tablica przystankowa. Tylko że następny był za dwie godziny… Takim sposobem odbyliśmy spacer szosą (dobrze, że mało ruchliwą) do Władysławowa. Po drodze przypadkowo odkryliśmy stanowisko 34 Baterii Artylerii Stałej. To pozostałości po wybudowanych po wojnie obiektach wojskowych. W roku 1974 baterię rozformowano, ale obiekty nadal pozostawały na terenie wojskowym – do roku 2001. Od tego czasu teren jest dostępny do zwiedzania, obiektów jest kilka. Niestety, wówczas nawet nie wiedziałam o ich istnieniu, a zresztą nie mieliśmy czasu na dodatkowe atrakcje i kontynuowaliśmy nasz przymusowy spacer. Zjedliśmy obiad w Zajeździe Lazurowym, zwiedziliśmy tez pobieżnie Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w Cetniewie. Jest to nowoczesny kompleks sportowo-rekreacyjny i konferencyjny, położony w zespole parkowym tuż nad samym morzem.
Przeszlismy Aleją Gwiazd Sportu, zachwyciliśmy się Drogą Krzyżową przy cetniewskim kościele i wreszcie wylądowaliśmy u celu, czyli na władysławowskim cmentarzu. W charakterze odwiedzających, oczywiście :)
Dzięki relacji Tomka uświadomiłam sobie ile jeszcze ciekawostek znajduje się w pobliżu Władysławowa i mam zamiar wyruszyć z wiosną na podbój tych okolic.