Stachu ale przudzasz z tymi opowiesciami . Moze zamiast ilkosci wycieczek skupisz sie na jakosci co ?
To miała być moja pierwsza tegoroczna trasa, a wyszło, że jest dopiero szóstą.
Faktycznie planowałem, że ten rok rozpocznę od wyjścia na Wielką Raczę w Beskidzie Żywieckim, ale tak to jest z planami. Życie je samo weryfikuje.
Razem z Jadzią przyjechaliśmy autobusem do Rycerki Górnej Kolonii, a że autobus od dłuższego czasu dojeżdża do miejsca, gdzie łączą się 2 szlaki (zielony na Przegibek, żółty na Wielką Raczę), toteż w miejscu zwanym Roztoka o 9.15 rozpoczynamy wędrówkę w górę szlakiem żółtym.
Śniegu sporo i to cieszy, choć z kolei nie cieszy , że pasmo Wielkiej Raczy jest we mgle i perspektywa widoków żadnych. Spotykamy pracujące konie (dla nich jak widać nie ma wolnych sobót), a także turystów schodzących ze szczytu. Od nich dowiadujemy się, że prawdziwe cacka natury zobaczymy od pewnej wysokości, bo w trakcie wymiany zdań, powiedzieliśmy jak bardzo podziwiamy śniegowe postacie wzdłuż trasy.
Faktycznie, im wyżej, to było piękniej. Zdarzyło się nawet, że kilka razy słońce przetarło się i mieliśmy błekitne niebo, ale to tylko kilka razy. Trudno mi opisywać na co zwracaliśmy uwagę, ale to będzie widać, zresztą każdy w tych postaciach może zobaczyć coś innego.
Do pięknie oszronionego z zewnątrz schroniska na Wielkiej Raczy dotarliśmy pełni radości z estetyki jaką nam przedstawiła dotąd natura, o godz. 11.25.
W środku było sporo Słowaków i dzięki nim nasze obawy, czy słowacki zielony szlak będzie przetarty, prysły. Gdyby nie był, to musielibyśmy zejść z powrotem do Rycerki. W towarzystwie miłych ludzi, Polaków, których stan wojenny w 1981 roku zastał własnie w tym schronisku, spędziliśmy czas do 12.10. Dla nas z Jadzią, też to dzisiejsze wejście ma symboliczne znaczenie, bo przecież na tym żółtym szlaku poznaliśmy się 2,5 roku temu. Choć od tego czasu wiele wspólnie wędrowaliśmy, to jednak dziś dopiero zamknęliśmy coś w rodzaju pętli.
Na szczycie mgła tak gęsta, że mało co widać. Szlak zielony jest przedeptany, przejeżdżony, więc można schodzić w kierunku chat na Raczy. Na szczycie podziwiamy oszronioną platformę widokową, krzyż i oczywiście przekraczamy granicę polsko-słowacką.
Po słowackiej stronie mgła jest gęstsza, więc i figury śnieżne są bardziej szare. Tak dochodzimy do pierwszego wyciągu kanapowego i meldujemy się na terenie zwanym Chaty na Raczy o 13.08. Wraz z jeżdżącymi obok narciarzami, schodzimy niżej. Okazało się, że tak jak przewidywaliśmy, szlak niebieski do Oszczadnicy jest nieprzetarty, więc zgodnie z planem schodzimy bokiem pierwszej nartostrady do Oszczadnicy Dedovki.
Tam właśnie przy początku wyciągu jest nasza meta o 13.57. Zaraz też zabierze nas stamtąd autobus (14.00) do Oszczadnicy Centrum. Tam jednak musielibyśmy sporo czekać, więc trochę idziemy do przodu, aż na jednym z przystanków zabrał nas autobus do Czadcy, a stamtąd pociąg do Czeskiego Cieszyna.
W tym zamieszaniu w centrum Oszczadnicy przed tablicą odjazdów został wbity w śnieg mój kijek. Tak się go pozbyłem. Jadzia mówi, że sam się przede mną schował, bo nie chciał być więcej przeze mnie gryziony jak to będzie widać na jednym ze zdjęć. Może i racja hahaha
Więcej czasowo byliśmy po stronie polskiej niż słowackiej, dlatego trasa zostaje wgrana tutaj.